10 lat miękkiego MTB

Początek lat 90., w zasadzie nie tak dawno. W rowerowej modzie najbardziej „cool” były wtedy różowe ubrania, chwilę wcześniej upadł mur berliński, a samochody zaczęły nosić dumną plakietkę TDi. W technologii rowerowej 10 lat to jednak wieczność. Rowery w pełni amortyzowane traktowane były wówczas jako produkt niszowy, dla zjazdowców. A jak jest dzisiaj? Co się zmieniło, czy wiele mają wspólnego bicykle sprzed 10 lat ze współczesnymi? Dwa koła… i niewiele więcej.

Robert Reisinger, szef i projektant kalifornijskiej firm Mountain Cycle, to człowiek z szóstym zmysłem, potrafiący przewidywać przyszłość. W 1991 pokazał na targach Interbike w Anaheim konstrukcję, która miała długofalowy wpływ na historię roweru górskiego: Mountain Cycle San Andreas. Aluminiowa monolityczna rama miała zamontowany amortyzator typu Upside-Down i wahacz tylny o kształcie banana. Brak było kołków do montowania hamulców – rower zatrzymywało się za pomocą tarczówek, z przodu i z tyłu. Dopiero w 1993 Reisniger wyposażył swój rower we wspomniane kołki – domagali się tego klienci. Mountain Cycle był niczym iskra zapalająca dla umysłów rowerowych konstruktorów na całym świecie. Choć rowery z pełną amortyzacją dla większości jeżdżących były wówczas wyłącznie produktem niszowym, wszyscy nagle zaczęli zajmować się mniej lub bardziej udziwnionymi konstrukcjami. Trek, Cannondale, S-Bike i Proflex – tak nazywały się przodujące wówczas firmy, konstruujące rowery funkcjonujące zgodnie z identycznym schematem: były to jednozawiasowce z ekstremalnie wysoko położonym punktem obrotu. Przy ugięciu zawieszenia odległość między środkiem suportu i osią tylnego koła zwiększała się, co wpływało na napęd. Albo na odwrót… Ciąg dalszy w numerze 8(9)/2003

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach