Aniołek Waleczny

Sylwia Kapusta w ubiegłym roku wróciła do czołówki kobiecego MTB. Jej romans z kolarstwem górskim wydaje się być dłuższy, chociaż głównym celem pozostają sukcesy na szosie. O małżeństwie, żalu i rodzinnej atmosferze, czyli kobiecym ściganiu, rozmawialiśmy z Sylwią we Wrocławiu. Słowa: Miłosz Sajnog, Zdjęcia: Łukasz Rajchert, Makijaż i fryzura: Marcin Zaguła
MR: Jak zawodniczka z szosy odnajduje się na starcie maratonu?
SK: Chyba w miarę dobrze. Jest kilka cech wspólnych, np. zagęszczenie podczas startu, czas lub długość wyścigu. Dwa, trzy lata temu zaliczyłam kilka maratonów, więc nie są to dla mnie pierwsze starty, aczkolwiek dużo się zmieniło w tym okresie. Chociażby to, że każdy zawodnik jest przydzielony do jakiegoś sektora, a czas indywidualny włącza się każdemu dopiero po minięciu bramki, o czym nie do końca wiedziałam, startując w moim pierwszym maratonie w tym roku. Startujesz w Teamie Corratec, który jest faktycznie teamem amatorskim. Jaki jest Twój status?
Team ma w swoim składzie bardzo wielu zawodników i zawodniczek na różnym poziomie, począwszy od amatorów, zaawansowanych amatorów, którzy ścigają się głównie w maratonach, a skończywszy na zawodnikach licencjonowanych, takich jak ja i kilku kolegów. Z Ryszardem Pawlakiem poza maratonami jeździmy jeszcze na wyścigi XC Czesława Langa. Oprócz tych startów, jak tylko jest okazja i nie mam 600 km lub więcej do pokonania, korzystam z wyścigów szosowych. Mam swój program startów i treningów, który sama układam po konsultacji z panem Ryszardem. Grupa natomiast jeździ swoje wyścigi. Najważniejsze w tym roku będą dla mnie mistrzostwa świata na szosie ze startu wspólnego. To jest główny cel. Po drodze będą oczywiście mistrzostwa Polski na szosie, mistrzostwa Polski XC, górskie MP i pewnie też mistrzostwa w maratonie. Potencjalnie jesteś najsilniejszym zawodnikiem teamu?
Ja? Nie można tak powiedzieć. Mamy przecież utalentowanych młodzieżowców, Krzysztofa Maciejewskiego czy Rafała Fijałkowskiego i kilku innych. Jestem w grupie od tego sezonu. Startuję z nią tylko w maratonach, na razie więc wdrażam się. Ale tylko Ty jedziesz na mistrzostwa świata…
No tak (śmiech), jeżeli tak stawiasz sprawę, ale z drugiej strony ja po prostu mam ten start w planach i w głowie. Dla przypomnienia mowa o MŚ na szosie, a kto wie, czy np. jeden z naszych chłopaków nie załapie się do kadry chociażby na ME. Noga im się dopiero rozkręca, więc nie wiadomo… Poza tym, jak już było wspomniane, to grupa nastawiona głównie na maratony, więc najważniejsza jest tu atmosfera, zabawa, no i oczywiście po każdym maratonie domowe wypieki naszej Gosi (śmiech). W tamtym roku przyjechałaś na zawody Grand Prix MTB do Nałęczowa. Po zwycięstwie powiedziałaś, że miałaś wolny termin i start był przypadkowy. Czy to rzeczywiście był przypadek, czy jednak przeczuwałaś, że będziesz częściej startować w MTB?
Wtedy faktycznie miałam wolny termin i przyjechałam, aby po prostu zaliczyć kolejny start jako dobry trening. Kręciłam najlepiej, jak umiałam, i wyszło jak wyszło. A to, że później dostałam zaproszenie na mistrzostwa świata MTB, to już inna kwestia. Dla mnie był to spory dylemat, bo właściwie ścigałam się tylko na szosie, z marszu wystartowałam w dwóch edycjach Langa w XC i nie wiedziałam, czy jest sens jechać na te MŚ. Dwa starty to jednak trochę mało, żeby ścigać się na trudnej technicznie trasie rangi mistrzowskiej. Realnie patrzyłam na ten start. Pojechałam poniżej swoich oczekiwań, byłam tylko 45. Zmieniłam również plany treningowe, przez dwa tygodnie przed startem nie jeździłam szosy, tylko MTB. Myślę (nie tylko ja), że był to znaczący błąd w treningach, który wpłynął negatywnie na moją dyspozycję fizyczną. Nawet po MŚ nie mogłam dojść do siebie, choć bardzo chciałam, bo tydzień później były MP na szosie. A to, że w tym roku będę jeździć zarówno MTB, jak i szosę, jest spowodowane małą liczbą startów na szosie, brakiem kadry i szkolenia centralnego, a nie moim sukcesem w Nałęczowie. W ubiegłym roku zajęłaś trzecie miejsce w generalce Grand Prix, startując trzy razy. W tym roku będziesz częściej startować w MTB. Widzisz jakieś swoje słabe strony w tej dziedzinie?
Oczywiście, że widzę. Jedną z moich słabych stron jest technika, o której zawsze mówię. Moje życie kolarskie tak się potoczyło, że jak już zaczęła mi noga lepiej kręcić, przeszłam na szosę. Później starty w XC były rzadkie, w związku z czym nie ćwiczyłam zbytnio techniki, bo zajęłam się szosą. Natomiast ten sezon jest dość urozmaicony, ale nadal priorytetem pozostaje szosa, więc moją niezbyt dobrą technikę będę poprawiać podczas startów w XC i maratonach, szczególnie na trasach zbliżonych do wyścigów z serii cyklokarpaty.pl! Jeżeli Twoim głównym celem są mistrzostwa na szosie, to jak pogodzić to z maratonami MTB, których w tym roku wygrałaś już trzy?
Dla mnie maratony są świetnym uzupełnieniem wyścigów szosowych, szczególnie w pierwszej połowie sezonu. Czas ścigania na dłuższych dystansach jest zbliżony do tego na szosie, czasami nawet go przekracza. Tętno także wchodzi na wysokie pułapy, na szosie natomiast jest więcej szarpania, choć też zależy to od wyścigu oraz rangi. W tym roku na etapówce w Czechach czułam się dobrze i myślę, że to również dzięki wcześniejszym startom w maratonach.
A nie widzisz dla siebie szansy w zmianie specjalizacji i przejściu do maratonów czy wyścigów etapowych MTB?
Nie widzę możliwości, by szosa miała się skończyć w moim życiu. Maratony są dla mnie tylko uzupełnieniem luk w planach startowych, bo, jak wiadomo, wyścigi XC to tylko cztery edycje Grand Prix Langa, o szosie w Polsce to już nawet nie wspomnę… A ścigać się trzeba, bo same treningi to za mało. A zmiana specjalizacji? Chyba jak pójdę na emeryturę kolarską i nie będę miała tyle czasu, zdrowia i samozaparcia, może wtedy… Jak już jesteśmy przy zwycięstwach, to czy na szosie u kobiet również odpuszcza się wyścigi?
Odpuszcza? Tak, dzisiaj wy się ścigacie, jutro my się ścigamy?
Nie (śmiech). Gdyby tak było na szosie, nie wygrywałyby juniorki. Nawet nasz trener powtarzał, że kolarstwo kobiece jest ciekawsze, że więcej się dzieje, i że jest większa nieprzewidywalność. U panów to różnie bywa. Zdarza się, że przed startem wszystko wiedzą. Kobiety są bardziej zawzięte i jedna drugiej nie chce odpuścić! Samych startów na szosie nie będzie w tym roku zbyt wiele?
Niestety tak. Będzie kilka zaledwie Pucharów Polski, etapówka DZT, MP na czas, ze wspólnego i górskie oraz kilka wyścigów, w których nie zawsze jest kategoria kobiet. Kilka wyścigów wypadło z kalendarza, tak samo jak szkolenie kadry. Dziewczyny, które jeżdżą wyłącznie szosę, mają ciężko. Ja ratuję się startami w MTB, jadę na maraton albo wyścig XC. Zresztą szosa w Polsce też jest specyficzna. Nie ma trudnych tras. Jak jest jakiś podjazd, to wiadukt. Jak idzie peleton, to raczej wolno. Jak są skoki, to z niskiej prędkości, więc każda jest w stanie taki oddać. A później jedziemy na wyścig za granicę i rzeczywistość jest dla niektórych przerażająca, ale jak po takim przygotowaniu liczyć na dobry występ? Jaka jest Twoja ocena obecnej sytuacji w kolarstwie szosowym kobiet?
Wiele dziewczyn, które ścigały się w zeszłym roku na dosyć dobrym poziomie, obecnie całkiem zrezygnowało, bądź nie mogą się odnaleźć po rozpadnięciu grup. Tym samym poziom ścigania się obniża, a młode zawodniczki, jak nie widzą wokół siebie lepszego sposobu na przygotowania, mają problemy z motywacją. Skoro wyżej nic nie ma, to do czego dążyć? Jeden plus to taki, że obecnie łatwiej być na pudle. Bardziej doświadczone i starsze zawodniczki, które wiedzą, czego chcą w życiu, idą w zaparte, nie poddając się przeciwnościom losu. Choć mało jest takich, tym bardziej warto je docenić! Był niedawno wyścig Gracja – Orlova w Czechach, bardzo blisko. Koszty nie były duże, raczej kwestia paliwa. Skrzyknęłam dziewczyny, które jeździły w tamtym roku i we cztery pojechałyśmy na ten wyścig, a z nami również Kazimierz Stafiej – trener kadry, który też zobaczył, że chcemy się ścigać. Co się dzieje z pozostałymi zawodniczkami z Pol-Aqua?
Część dziewczyn zrezygnowała z kolarstwa, kilka nie ma licencji, bądź dopiero co zrobiły, gdyż nie wiedziały, gdzie mają się podziać, a inne wróciły do swoich macierzystych klubów. Grupa rozpadła się dokumentnie. Jak wspominasz tamten rok?
Wspaniale, najlepiej ze wszystkich dotychczasowych. Bardzo zabolał mnie rozpad grupy. Dowiedziałyśmy się o tym późno, na zakończenie sezonu. To był duży problem, bo kiedy grupa się rozpadła, wszystkie inne miały już pozamykane składy i właściwie nie miałyśmy szans. A nasza była wyjątkowa. Jeździłyśmy na zagraniczne wyścigi, zdobywałyśmy bezcenne doświadczenia. Pod koniec sezonu czułam, że jestem w świetnej formie. Na ostatnim wyjeździe przed MŚ, na wyścig etapowy we Francji (po górach), meldowałam się na większości etapów w okolicach pierwszej dziesiątki, wśród takich zawodniczek, jak Vos, Pooley, Cooke i innych znakomitości kobiecego peletonu. Mnie i trenera napawało to optymizmem przed MŚ oraz najbliższymi latami współpracy. Nie miałyście jakichś sygnałów, że dzieje się źle, że grupa nie będzie funkcjonować?
No, różnie się mówiło, ale to i tak dopiero po mistrzostwach świata. Liczyłam na dobry występ w Varese, ale niestety, miałam pecha. Amerykanka zahaczyła o moją kierownicę i skończyło się defektem. Mam żal, bo grupa się rozkręcała. Gdyby kontynuować tę pracę do Londynu, wszyscy byliby zadowoleni, i sponsorzy, i prezesi, a przede wszystkim rozwijające się zawodniczki. Obecnie upadła nawet kadra, bo nie ma funduszy. Szosa kobiet, jak cała dyscyplina, znalazła się w trudnym położeniu. Można powiedzieć, że ta sytuacja podcięła dziewczynom skrzydła. A jak układała się współpraca z trenerem Stafiejem?
Bardzo pomyślnie! Trener sporo przekazywał nam ze swojego doświadczenia, które ma przecież ogromne. Bardzo mi ten układ odpowiadał i czułam, że forma idzie w górę. Trener był również zawsze optymistycznie nastawiony, wierzył w pozytywne ściganie. Zawsze nam podpowiadał, jak pojechać dany etap czy wyścig, kogo pilnować. Był dobrym taktykiem, a przede wszystkim sparing partnerem (śmiech). Był trenerem aktywnym, jeździł z nami na treningi, podpowiadał z siodełka. Jak trzeba było, zaprosił swoich kolegów na trening, a wtedy to już nie były przelewki na podjazdach (śmiech). Takie wspólne trenowanie wnosi dużo dobrego.
Jakie miejsce w tegorocznej hierarchii celów zajmują mistrzostwa Polski na szosie?
Drugie po MŚ (śmiech). Sezon jest długi, więc w pierwszej połowie priorytetem są MP na szosie, a zaraz po nich MP MTB. Końcówka września to start główny, czyli MŚ na szosie ze startu wspólnego. W jaki sposób trafiłaś na szosę?
Właściwie przez przypadek. Odbywałam na szosie treningi z zawodnikami z Resovii. Wszyscy ścigali się na szosie, a ja jedna w MTB. Wystartowałam w górskich MP, gdzie dość dobrze mi szło, ale złapałam gumę. Rok później na tej samej imprezie w Walimiu byłam już trzecia, za Brzeźną i Włoszczowską, co dało mi oraz prezesowi CWKS Resovii Eugeniuszowi Korbeckiemu dużo do myślenia. W 2007 roku powstały dwie zawodowe grupy kolarskie – Pol-Aqua i Primus. Bardzo szybko dostałam propozycję z Primusa, na którą po długich zastanowieniach przystałam i spędziłam tam pół roku, dłużej się nie dało. W 2008 trafiłam do Pol-Aqua. Muszę przyznać, że wcześniej nie lubiłam szosy, wydawała mi się nudna, płaska, nic się nie dzieje i cały czas tylko asfalt. Ale jak przyszły wyniki, jak zaczęłam się ścigać na wyścigach, pokonywać coraz to większe wzniesienia w coraz wyższym tempie, spodobało mi się. Wolę jednak wyścigi rozgrywane w górach, etapówki, nie przepadam za płaskimi klasykami. Dwie najlepsze polskie zawodniczki to Paulina Brzeźna i Majka Włoszczowska. Jak widzisz siebie na ich tle?
Ciężko jest mi to oceniać. Z Majką nie udało mi się jeszcze wygrać. To nawet dobrze, bo ten moment zwycięstwa musi kiedyś nadejść, a że pracuję ciężko nad doskonaleniem swojej formy, wierzę, że nadejdzie we właściwym czasie. Natomiast z Pauliną już wygrywałam. Jest w lepszej sytuacji, bo jeździ za granicą i objeżdża wiele wyścigów na wysokim poziomie. Ale jak spotykałyśmy się na wyścigach UCI, na cięższych trasach jeździłam porównywalnie. Oczywiście, każdy start jest inny i zależy od wielu czynników. Dzielisz sezon między szosę i MTB, jak wyglądają Twoje treningi i jakie masz podejście do odżywiania się? Jak to wszystko zgrywasz, będąc praktycznie sama?
W tym roku trenuję sama. Przed sezonem zrobiłam badania. Treningi rozpisuję i ustawiam sobie sama. Nie jestem zwolenniczką sztywnego trzymania się planów, bo wiem, że życie potrafi je modyfikować. Dlatego moje plany się zmieniają, podchodzę do tego dosyć elastycznie. Ustalam je sobie na krótsze okresy, np. miesięczne. Nie podchodzę do treningu wyłącznie teoretycznie i nie traktuję sztywno. Do tej pory nie konsultowałam planów, ale jak na razie sezon wychodzi mi przyzwoicie. Wszystko idzie w dobrą stronę. Na pewno mankamentem jest to, że jeżdżenie samej nie pozwala wyłapać wszystkich niuansów. Co zaś się tyczy kwestii jedzeniowych, nie mam specjalnej diety. Po prostu gotuję mięso, ryby, warzywa na parze zamiast je smażyć. Makaronik uwielbiam, więc jak mam zjeść dużo węglowodanów, to rzadko kiedy są w innej postaci (śmiech). Moją słabością są oczywiście słodycze. Jesteś również mechanikiem?
Nie, mechanikiem jest mój przyszły mąż (śmiech). Zmieniasz w tym roku stan cywilny. Mąż oprócz mechaniki interesuje się kolarstwem?
Tak, nawet jeździ amatorsko, ma jednak mało czasu na rower, ale kiedy tylko może, wsiada i kręci z kolegami lub ze mną. Zaplanowaliśmy ślub po sezonie, co chyba się często zdarza wśród kolarzy (śmiech). Jednego jestem pewna, że przyszły mąż odnajdzie się w mojej pasji i w ściganiu. Obecny sezon jest dla Ciebie bardzo dużym wyzwaniem. Jak widzisz siebie na jego zakończenie?
Nie patrzę tak daleko (śmiech). Widzę siebie jednak jako człowieka sukcesu. Moim celem jest być coraz lepszą i podnosić swój poziom, dobrze wypaść na ważnych imprezach. Dossier
Imię Nazwisko: Sylwia Kapusta
Pseudonim: Aniołek
Data urodzenia: 08.12.1982
Największe sukcesy: wicemistrzyni Polski Orliczek MTB (Kielce), III miejsce Mistrzostwa Polski MTB (Kielce), III miejsce GMP szosowe (Walim), miejsca w pierwszej dziesiątce na wyścigach etapowych UCI we Francji i w Czechach
Grupa: Corratec Team
Ulubione zwierzę: wyżeł (Riki)
Ulubione jedzenie: makaron z pesto lub z oliwą i parmezanem, sałatka z pomidorem, rzodkiewką, tuńczykiem lub kurczakiem z oliwą i z przyprawami oraz parmezanem
Ulubiona muzyka: różna w zależności od nastroju (Hurt, Marek Grechuta,
Emiliana Torrini)

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach