Baba z wozu?

Maraton MTB jest jednym z nielicznych sportów, w których od Mistrzostw Świata po małe, lokalne imprezy mężczyźni i kobiety rywalizują ze startu wspólnego. Jak wygląda wyścig oczami dziewczyny? Co nas spotyka na trasie ze strony męskiej części zawodników? Z jakimi problemami musimy walczyć? A może z faktu bycia kobietami odnosimy jakieś korzyści? Jak to jest być „babą na maratonie”? Na te i kilka innych pytań postaram się odpowiedzieć.

Odliczanie

10… Pierwsze rzędy. Potencjalni zwycięzcy, zapach maści rozgrzewających, spojrzenia rzucane rywalom, szybcy faceci na szybkich rowerach. Stop! Dziewczyna… Jedna, druga, trzecia. Też pachną maściami, też rozglądają się, gdzie stoi najgroźniejsza rywalka. Rowery też mają szybkie. 8… Drugi sektor. Zawodnicy walczący o pierwsza setkę. Czujne oko wypatrzy jednak tu warkocz, tam kucyk. Także przygotowane do rywalizacji. Może, aby wejść na podium na dystansie powyżej stu kilometrów? 6… Spójrzmy dalej. Kolejne rzędy. Tu i ówdzie wśród tłumu mężczyzn są dziewczyny, które tak samo połknęły bakcyla kolarstwa i przyjechały sprawdzić swoje możliwości na wyścigu. 4… Strefa turystyczna. Szesnastolatka z ojcem, pani mająca nastoletnie dzieci. 2… Niepewne swoich możliwości kondycyjnych, acz świetnie się bawiące ostatnie rzędy. Tutaj też znajdziecie kobiety. Może nie staną na podium, może nie poradzą sobie z każdym podjazdem, ale na pewno będą walczyć bardzo dzielnie. Start! Kolorowy peleton, w nim około 70 kobiet, rusza na trasę. Niewątpliwie, w tym sezonie w maratonach startowało więcej kobiet niż w latach ubiegłych. Dotyczy to nie tylko krótszych dystansów. Już nie zdarzają się sytuacje, gdy na dystansach powyżej 80 km sklasyfikowanych było mniej dziewcząt, niż miejsc na podium. Jest coraz większa konkurencja. Podnosi się poziom zawodniczek. Nie jest rzadkością, że pierwsza kobieta dojeżdża na 50., 60. pozycji open na dystansie ok. 60 km. Na Mistrzostwa Polski w maratonie przyjeżdża grupa Lotto, a dziewczęta, które nie ścigają się regularnie w maratonach, zajmują w wyścigu o mistrzostwo kraju miejsca poza pierwszą szóstką.

Tak samo czy nie tak samo?

Czy maraton rowerowy w najbardziej prestiżowej kategorii kobiecej wygrywa się tak samo jak w analogicznej kategorii męskiej? Odpowiedz brzmi – nie. Na rywalizację kobiet dużo większy wpływ ma masowość sportu, jakim jest maraton MTB. Zaraz po starcie należy nie zgubić rywalki w startującym tłumie osób, które z pewnością przynajmniej na początku wyścigu są w stanie jechać szybciej, niż najmocniejsza nawet kobieta. Każde kilkadziesiąt osób między dwiema rywalizującymi paniami oznacza konieczność wyprzedzania ich wszystkich na nie zawsze szerokiej trasie lub ryzyko, że nagle grupa, która jedzie między dwiema walczącymi o to samo miejsce paniami, „strzeli” prowadzącej dziewczynie z koła, zostawiając lukę trudną do odrobienia. Przy często wyrównanym poziomie pretendentek do najwyższego miejsca na podium absolutną koniecznością jest także, by po starcie jechać w grupie osób, których nie trzeba byłoby później mozolnie, i tracąc wiele sił, wymijać, by mieć możliwość jazdy tak szybkiej, jak tylko jesteśmy w stanie. Z tego powodu nierzadko to właśnie my jesteśmy osobami, które najgłośniej krzyczą „lewa!”. Przy dużej liczbie startujących w ciągu kilku minut, przy zbyt wolnym pokonywaniu np. pierwszego podjazdu, może między dwie kobiety wjechać aż sto osób. Jesteśmy więc narażone (co czołówki najbardziej prestiżowej kategorii męskiej nie dotyczy) na przykład na utknięcie w korku czy przymusową jazdę w grupie, której poziom sportowy jest dużo niższy niż nasz własny lub umiejętności operowania rowerem niepewne. Jest to jednym z powodów, dla których dziewczyny często startują ze wsparciem. Sytuację taką można obserwować zarówno na wyścigach o mistrzostwo Europy, kraju, jak też obu rozgrywanych największych ligach maratonowych.

Beniaminki

Niekoniecznie najmłodsze, ale na pewno nieliczne. Ponieważ jest nas niewiele, te z zawodniczek, które startują często i pokazują się na dekoracjach, są rozpoznawane. Nierzadko w czasie jazdy jesteśmy dopingowane, pozdrawiane, a okrzyki zachęty do jeszcze mocniejszej jazdy okraszone naszym własnym imieniem nie należą do rzadkości. Jeśli uda nam się zrobić coś, czego męskim przedstawicielom grupy, w której akurat jedziemy, się nie udało, bardzo często słyszymy okrzyki podziwu.

„Łap koło kobieto!” Czyli korzyści bycia babą w peletonie

Nierzadko zdarza się tak, że oferowana nam jest różnego rodzaju pomoc. Od złapania się za grupą po przepuszczenie na podjeździe czy propozycję wspólnej jazdy po zmianach. Znajdują się także panowie, którzy rozumieją, że być może, gdy oni walczą o miejsce w okolicach 300., jadąca koło nich kobieta usiłuje wygrać dystans ponadstukilometrowy i na przykład przepuszczą ją jako pierwszą do bufetu czy ustąpią miejsca na wąskiej ścieżce. Bardziej doświadczeni zawodnicy udzielają rad dziewczętom, które nie radzą sobie z pewnymi elementami jazdy na rowerze (np. z głębokim piaskiem), lub podpowiadają początkującym zawodniczkom, np. żeby na odsłoniętych trasach chowały się przed wiatrem. Wszystkie te gesty są dla nas bardzo miłe i pomagają w walce z trudami tras.

Babie w peletonie czasem nie najłatwiej

Dla wszystkich prawie kobiet najbardziej stresującym momentem wyścigu jest start. Nie każda z nas ma odpowiednią silę przebicia, by choćby utrzymać swoją początkową pozycję sektorową wśród zawodników, z których większość jest w stanie, na pewno przez kilka pierwszych kilometrów, jechać szybciej. Dla nas, ważących mniej niż większość otaczających osób, nieodpowiedzialne czasem zachowania startujących kończą się o wiele groźniej. Zwykłe „otarcie się” o nas zawodnika większego i silniejszego lub nieznaczne potrącenie powoduje natychmiastowe wytrącenie z toru jazdy i może się groźnie skończyć.

Damsko-męska rywalizacja

Na jej tle zdarzają się sytuacje bardzo sympatyczne, gdy pozdrawiają nas na trasie osoby, z którymi na przykład wygrałyśmy finisz na jednej z poprzednich imprez lub kilkakrotnie tasowałyśmy się podczas trwania maratonu. Bywają i sytuacje zabawne, gdy za naszymi plecami słyszymy okrzyki w stylu – „Do niczego się nie nadaję, baba mnie objechała!” Oczywiście nie zawsze jest równie miło… Na przykład gdy zawodnicy obok nas już prowadzą rowery, my mamy na tyle umiejętności, żeby cały czas jechać, a niektórzy panowie, uniesieni męską dumą, mimo próśb z naszej strony, nie chcą prowadzić rowerów tak, by znalazło się dla jadącej miejsce na ścieżce. Zdarza się to rzadko i dotyczy raczej dalszych części stawki, ale bywa i tak. Złośliwe uwagi pod naszym adresem czy niesportowe zachowanie kolegów naszych konkurentek nie wymagają chyba komentarza.

Kobiety w liczbach

  • W klasyfikacji generalnej ligi „bikemaraton.pl” sklasyfikowano 321 kobiet.
  • W klasyfikacji generalnej ligi „bikemaraton.com.pl” w kategorii kobiet powyżej 40. roku życia rywalizowało 10 pań.
  • Mistrzyni Polski w maratonie MTB 2005 jechała ten wyścig 23 minuty dłużej niż Mistrz Polski w maratonie MTB i zajęła 35. miejsce open.
  • Długi dystans na maratonie „Danielki” w Rabie Wyżnej ukończyło 5 kobiet.
  • Przejechanie 4-etapowego wyścigu Bike Challange jednemu z dwóch startujących, w pełni żeńskich zespołów, zajęło łącznie 28 godzin i 11 minut.
  • W pełni żeński zespół był jednym ze 102 na 147 zespołów startujących, którym udało się ukończyć wieloetapowy maraton Transcarpatię.
  • IV Gorzowski supermaraton, Maraton Rowerowy rozgrywany na dystansie 418 km, przejechały dwie kobiety, w tym jedna na rowerze górskim.

Chciałbym w imieniu swoim i koleżanek podziękować wszystkim, dzięki którym na naszych zabłoconych lub zakurzonych twarzach pojawiał się uśmiech i dzięki którym byłyśmy chociaż o chwilkę szybciej na mecie. PS Dziękuję Justynie, Karolinie, Ani, Magdzie, Ilonie za pomocne uwagi.

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach