Bike Maraton, Wieluń, 12.05.2012

Prognoza pogody zrobiła swoje, na starcie kolejnej edycji Bike Maratonu zjawiło się mniej niż zazwyczaj uczestników. Siedmiuset maratończyków zapewne jednak nie żałowało, bo było gdzie i jak pedałować.
Wieluń ma trochę pecha, bowiem tamtejsze edycje prześladują rokrocznie anomalie pogodowe. Najpierw trzeba było start przesunąć, by kolejnym razem tonąć w pokładach błota, które skutecznie rujnowało stan sprzętu setek osób. W sezonie ubiegłym niemiłosierny upał zabijał chęć do walki, grożąc w tle solidną ulewą. Na tak zarysowanym horyzoncie zdarzeń edycja z ubiegłego weekendu może jawić się jako wybitnie miłosierna, bo nie było ani zbyt mokro, ani też zbyt gorąco. Ci, którzy przeżyli supermokry Wrocław, z pewną rezerwą podchodzili do kolejnych zapasów z błotem, ale na razie stolica Dolnego Śląska pozostaje rekordzistą - w Wieluniu można było dojechać do mety i nadal mieć klocki hamulcowe!
Zeszłorocznej trasy wieluńskiej nie zmieniono. Kto był, to wie, co to oznacza. Zupełną nudę na Mini (Medano) i o wiele ciekawsze warianty na dystansie Mega i Giga. Ci, którzy przerażeni początkowo padającym deszczem - a padało tylko przez pierwszą godzinę po starcie - wybrali wariant najkrótszy, powinni żałować. Wiele stracili! Jadąc po raz kolejny dostrzega się kolejne atrakcje rund, można wreszcie, poza pilnowaniem własnego oddechu (i ewentualnie koła przeciwnika) cieszyć się ciągnącymi się kilometrami singlami, czy też jazdą wśród pagórków. Wbrew pozorom tym razem deszcz tylko poprawił przejezdność, utwardzając piasek. To prawda, błoto też było, ale nie dramatyczne. Praktycznie 99% trasy było przejezdne i to bez specjalnych umiejętności technicznych. Najtrudniejsze były chyba fragmenty w lesie, które pokonywało się dwukrotnie - na dojazdówce do właściwej rundy. To tu pochyła ścieżka plus śliskie podłoże najbardziej dawały się we znaki! Słynny zjazd, umiejscowiony tuż za przejazdem przez Wartę, jest na tyle krótki, że nie pozwala nic zyskać ani stracić. Szczerze mówiąc, wbrew krążącej opinii, da się też go zjechać, tyle że zwykle schodzący z buta skutecznie go blokują. Dużo ciekawszy za to jest kolejny podjazd, leśnym parowem, i ciąg dalszy już w lasach. To tam interwałowe zmiany tempa mogły dać się we znaki. Potem już pozostało tylko wrócić do miasta i... przystąpić do mycia roweru.

Wszystkim, którzy ukończyli gratulujemy! Co do zwycięzców, to ponownie błysnęła ekipa Krossa - na Giga wygrał Bogdan Czarnota, na Mega Mateusz Zoń. Komplet wyników tradycyjnie znajdziecie na stronie organizatora - www.bikemaraton.com
Podsumowanie trasy: Grzegorz Radziwonowski, zdjęcia: Kamil Czaja

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach