Bracia Bodnarowie

Młodszy lubi frytki ze stekiem, starszy woli stek z frytkami. Jeden chciałby jeździć ciężarówką, drugi, dla odmiany, ciężarówką. Jeden i drugi są specjalistami w jeździe indywidualnej na czas i chcą prowadzić wspólny interes. Tekst: Tomasz Piechal, zdjęcia: Paweł Urbaniak Maciej i Łukasz Bodnarowie to dziś najbardziej znane kolarskie rodzeństwo. Magazyn Rowerowy postanowił sprawdzić, czy są przyjaciółmi czy rywalami? O podobnych upodobaniach, czy czymś się jednak różnią? Jakie mają marzenia? POCZĄTKI Maciej pozazdrościł…
Zaczęło się od brata. Ścigał się, wygrywał, a ja mu pozazdrościłem. Zapisałem się do klubu Jelcz Laskowice u trenera Józefa Szafrańskiego i tak trafiłem do kolarstwa. Pierwsze dwa lata były ciężkie, nie szło mi najlepiej, nie wygrywałem wyścigów. Ruszyło się dopiero w młodzikach i w jednym roku wygrałem około 20 wyścigów. Byłem wtedy jednym z lepszych w Polsce. Następnie był junior młodszy i junior, w tych kategoriach zostałem mistrzem Polski na czas i potem tak samo było przez dwa lata w orlikach. Łukasz dostał rower Motywacją do podjęcia decyzji o ściganiu był rower, który dostałem na pierwszą komunię od rodziców. W Chrząstawie, miejscowości, w której mieszkam, codziennie widywałem kolarzy, którzy wyjeżdżali na treningi. Robiło to na mnie duże wrażenie i zapragnąłem jeździć z nimi. Wtedy tata zapisał mnie do klubu w Jelczu Laskowicach. Zostałem kolarzem. Fioletowa rama Maćka Mój pierwszy rower był zwykły, mała fioletowa rama, odmalowana, zwykłe klamko-manetki, noski. Bez rewelacji, ale wyglądał jak nowy! To była moja pierwsza kolarzówka. Pierwszego wyścigu jednak nie ukończyłem. Pamiętam dokładnie, to był ostatni rok żaka i kryterium. Po sześciu okrążeniach zostałem zdublowany i wycofałem się. Wtedy byłem zapatrzony, zresztą jestem do tej pory, w Darka Baranowskiego i po części Jana Ullricha. Baranowski był wtedy czwarty na czas w Tour de France. Do dziś uważam go za najlepszego polskiego zawodnika. Łukasza „Tour de stół” W wieku trzech, może czterech, lat w prezencie od rodziców dostałem swój pierwszy rower, a raczej rowerek dziecięcy. Był to trzykołowy sprzęt, na którym pierwsze trasy przemierzałem wokół stołu kuchennego (śmiech). Natomiast pierwszy prawdziwy wyścig, w którym wystartowałem w kategorii żak, zakończył się zwycięstwem, było to w Głogowie i tak się zaczęło. Moim idolem był Jan Ullrich. Podziwiałem tego człowieka. MÓJ BRAT – RYWAL CZY PRZYJACIEL? Maciej Zdecydowanie przyjaciel. Nie było rywalizacji między nami. Kiedy byłem w młodzikach, on z Piotrkiem Mazurem jeździli w juniorach, Łukasz dużo wygrywał i był wtedy moim wzorem. Nie kłóciliśmy się, no może o jakieś drobnostki, ale z reguły częściej pomagaliśmy sobie. Byliśmy i jesteśmy dobrymi braćmi. Czasem trochę zazdrościłem mu tylko lepszego roweru, ale z reguły jego sprzęt potem trafiał do mnie. Do tej pory z Łukaszem bardzo często dzwonimy do siebie, piszemy smsy. Łukasz W rzeczywistości nigdy nie rywalizujemy ze sobą, nasze relacje w życiu zawodowym, jak i prywatnym, są doskonałe. Jesteśmy przecież braćmi, najbliższą rodziną, no i przyjaciółmi. Tak nas wychowali rodzice. KOLARZEM BYĆ Maciek dzięki Mazurowi Chyba niedawno postanowiłem. To było w momencie, gdy zacząłem jeździć w Holandii i następnie przeszedłem na stronę włoską. Po smsie (najpierw we Wrocławiu, potem, po dwóch latach, w Świdnicy) Piotr Mazur i brat pomogli mi znaleźć klub w Holandii. Był to Team Moser i jeździł w nim Piotrek. Wtedy dopiero tak naprawdę zdecydowałem, że będę kolarzem. Teraz, kiedy podpisałem kontrakt z Liquigasem, nie mam już żadnych wątpliwości. Łukasza przekonał medal Wiadomo, że na początku traktuje się to wszystko trochę jak zabawę. Szczególnie za młodu. Nadchodzi jednak taki moment, że podejmujemy ważne decyzje. Ja zdecydowałem, że chcę zostać kolarzem w momencie, kiedy zdobyłem brązowy medal na mistrzostwach świata w Plouay we Francji. NAJWIĘKSZE MARZENIA Maciejowi właśnie się spełniają Jedno już się spełniło, i to jedno z najważniejszych – jestem w ekipie ProTour! Gdy o tym marzyłem, była to jeszcze pierwsza dywizja, ale chodziło o to samo, być wśród najlepszych. Poza tym nie mam takich wielkich marzeń, które mogłyby się nie spełnić. W młodych latach, jak każdy, chciałem mieć pieniądze, szybkie samochody i ładne dziewczyny. Potem przyszło kolarstwo i marzenia o ściganiu się z najlepszymi. To zostało zrealizowane. Teraz chcę wystartować w Tour de France. Myślę, że jak wszystko dobrze pójdzie, to za dwa, trzy lata… Szefowie w grupie powiedzieli, że w pierwszym roku nie ma szans, ale w drugim mógłbym już wystartować w jednym z Wielkich Tourów. No i jest jeszcze Tour des Flandres, ten wyścig chciałbym kiedyś wygrać, ta publika… Według mnie jest to przepiękny wyścig. Łukasz wciąż czeka Jak każdy człowiek ja też mam jakieś marzenia. Niektóre się już spełniły, ale te najbardziej skryte jeszcze nie. Wciąż czekam i ufam, że uda mi się je zrealizować. Jeszcze wiele przede mną. JAZDA INDYWIDUALNA NA CZAS Maciek czekał dwa lata Dlaczego na czas? Tak jakoś wyszło samo z siebie. Mam do tego widocznie predyspozycje i odpowiednie zdrowie. Brat też od początku świetnie jeździł „czasówki” i to chyba jest też przyczyną, a może geny? Jego początki były jednak dużo lepsze niż moje. Wygrał od razu pierwszy wyścig, w którym wystartował, a ja czekałem na to aż dwa lata. Łukaszowi pomógł los Ścigałem się we wszystkich wyścigach, po czym okazało się, że los sprawił, iż moją najmocniejszą stroną była jazda indywidualna na czas. Dlatego też tej specjalności podporządkowałem większość treningów. A teraz jestem mistrzem Polski w elicie (śmiech), opłaciło się. RODZICE, KIBICE, DUMA, WSPARCIE Maciej Rodzice zawsze nas wspierali i wspaniale witali. Cała rodzina przyjeżdżała, gdy wracaliśmy z wyścigów, gratulowali nam. Nigdy nie zapomnę, kiedy razem z Łukaszem wróciliśmy do domu po mistrzostwach Polski. Było jakoś przed północą, a przed domem cała masa mieszkańców naszej Chrząstawy, czekali na nas z szampanami. Przy wjeździe do wsi wisiał transparent z gratulacjami. To były wspaniałe chwile, poczuliśmy się wtedy wyjątkowo. Rodzice i rodzina wspierali nas zawsze, nie tylko, kiedy było dobrze, ale przede wszystkim w gorszych momentach. Nawet jak się poobijaliśmy w kraksach, nikt nie mówił, że mamy kończyć z kolarstwem. Nie wywierali na nas żadnej presji, ufali nam. Łukasz Mieliśmy zawsze wsparcie w najbliższych, rodzice to nasi najwięksi kibice. Gdy wróciliśmy z mistrzostw Polski, rodzice zorganizowali wielką imprezę powitalną, na której było mnóstwo znajomych i kibiców. Było super! Dla takich chwil warto wygrywać wyścigi. Teraz kibice z Chrząstawy jeżdżą na większość naszych wyścigów. Na Tour de Pologne było aż 60 osób, którzy dopingowali mnie i Maćka, abyśmy dojechali do mety. Byli również w Stuttgarcie na mistrzostwach świata. Nasi kibice są wyjątkowi. STAN KAWALERSKI CZY RODZINA? Maciek korzysta z życia Myślę, że gdzieś do 25. roku życia nie będzie żadnego zakładania rodziny ani myślenia o tym (śmiech). Jest mi dobrze, jak jest, korzystam z życia. Moje obecne funkcjonowanie przeszkadza mi w byciu z kimś na poważnie, ale powiem szczerze, że brakuje mi dziewczyny. Zbyt często jednak wyjeżdżam, a kto by to wytrzymał na dłuższą metę? W domu bywam bardzo rzadko. Teraz jestem we Włoszech, pod koniec listopada mam już zgrupowanie przed kolejnym sezonem. Do domu w Polsce przyjadę dopiero na Boże Narodzenie. Potem około 5 stycznia wyjeżdżamy na Sardynię i znów zacznie się sezon. Na razie nie ma szans na normalne bycie z kimś. Łukasz woli stan kawalerski To prawda, wciąż jesteśmy obaj kawalerami. Ja mam dziewczynę, z którą jestem już półtora roku, ale o założeniu rodziny jeszcze nie myślałem. Na razie stan kawalerski mi odpowiada (śmiech). OCENA BRATA Maciek chwali siebie Łukasz jest na razie mocniejszy ode mnie. Myślę jednak, że za dwa, trzy lata pewnie mu dorównam, choć już na mistrzostwach świata byłem od niego lepszy. Nie mamy zbyt wiele wspólnych startów i ciężko mi to ocenić, ale chcę być lepszym od niego. Myślę, że idę szybciej do góry. Łukasz chwali brata Maciek to profesjonalista w stu procentach. I wiem, że jeszcze dużo dobrego o nim usłyszymy… Wierzę w niego mocno i w jego możliwości. ZNAMY SIĘ DOBRZE Łukasz lubi stek i frytki z majonezem Znamy się dobrze i jesteśmy podobni do siebie. Łukasz lubi stek z frytkami i trochę majonezu. Tak jak ja bardziej woli samochody od motorów i oczywiście ciężarówki! Typ kobiety? Hmm, trudno powiedzieć. Różnie z nim bywało (śmiech), ale powiem, że z jego obecną dziewczyną mają chyba już poważne plany. Maciek nie zjadłby kaszy manny… Myślę, że poznaliśmy się na sobie dobrze. Wiem, że Maciej preferuje polską kuchnię, ale także wielkie krwiste steki z frytkami i majonezem. Nie można zapomnieć o piwie do tego. Natomiast za nic na świecie nie zjadłby kaszy manny! Kobiety? Hmm, jeżeli chodzi o kobiety, to na pewno muszą być ładne, mieć długie nogi i wielki biust. To typ mojego brata! WYJĄTKOWY SEZON U Macieja nastąpił przełom Podpisałem kontrakt z Liquigasem do 2009 roku! Jeśli będę wykonywał polecenia dyrektora, nie będę podskakiwał nikomu, dobrze żył z liderami grupy, moje szanse na dobrą pozycję wzrosną. Mówią mi, że idąc tym tokiem rozumowania, za trzy lata ktoś inny będzie pracował na mnie. Ta ekipa jest specyficzna, sam Danilo di Luca potrafi podejść do mnie i pochwalić, pogratulować dobrze wykonanej akcji. To buduje.
Nie chciałbym wylecieć z ProTour, ale żeby tu się utrzymać, trzeba bardzo ciężko pracować. Wyścigi są dłuższe i cięższe, ale z tego, co słyszę od szefów, to idę w dobrym kierunku. Wiem, że jak będą ze mnie zadowoleni, pomogą mi wygrać jakiś wyścig mniejszej rangi na początek. To jest dla mnie przełomowa chwila. Łukasz zostanie w Polsce Tak, to prawda, ten sezon był dla mnie wyjątkowy. Ba! Najlepszy w mojej dotychczasowej karierze. Wygrana w mistrzostwach Polski na czas, zwycięstwo w wyścigu Solidarności, wygrane etapy, dobre miejsca w wyścigach zagranicznych, no i koszula klasyfikacji punktowej w Tour de Pologne. To niewątpliwie dobre wyniki. Jeśli chodzi o nowy sezon, jeszcze nie wiem, gdzie będę się ścigał. O ProTourze mogę sobie tylko pomarzyć, więc najprawdopodobniej zostanę w polskiej drużynie. Niebawem będę wiedział, w której ekipie zakotwiczę. MISTRZOSTWA ŚWIATA Maciek miał za mokro Na mistrzostwach świata dałem z siebie wszystko. Żałuję, że pogoda przeszkodziła mi w osiągnięciu lepszego rezultatu, szczególnie na pierwszej rundzie. Myślę, że gdyby było bardziej sucho, nadrobiłbym minimum 30 sekund. Praktycznie wszystkie zakręty były z górki i to utrudniało najbardziej. Dzień wcześniej na treningu brałem je z prędkością 70 km/h, a podczas „czasówki” tylko 40 km/h. No, ale takie jest życie… Porażka Łukasza Po mistrzostwach świata ludzie najczęściej pytają mnie, czy dałem z siebie wszystko. W życiu każdego sportowca są dobre dni i złe. Mimo tego, że przygotowujesz się przez długi okres do tej jednej, docelowej imprezy, nigdy nie wiesz na 100 procent, jak ci pójdzie i czy odniesiesz sukces. Miałem chyba słabszy dzień i tyle, nie ma na to nikt wpływu i nie ma tłumaczenia. Po prostu doznałem porażki. GDYBY NIE KOLARSTWO, TO CO? Maciej camionista! Byłbym camionistą! We Włoszech tak mówią na kierowców ciężarówek. Kolarstwem zaraziłem się od Łukasza i myślę, że ciężarówkami chyba też. Dokładnie nie pamiętam. Niestety, nie możemy jeździć tymi dużymi, ale mamy małe, w skali 1:87. To specjalne modele dla kolekcjonerów. Dodam, że nie są to tanie zabawki. Łukasz kierowcą tira Czekałem na to pytanie! Może to śmieszne, ale zawsze chciałem zostać kierowcą tira. Nie jestem nim, ale to moja wielka pasja, którą zaraził mnie młodszy brat. Zbieramy modele wszystkich aut ciężarowych w skali 1:87. Maciek ma ich trochę więcej niż ja. Wydajemy na to sporo pieniędzy, ale to piękna sprawa. Myślimy o wielkiej makiecie, którą może kiedyś wystawimy na targi modelarskie. ŻYCIE PO… Maciej chce być restauratorem Zastanawiałem się nad tym i chciałbym otworzyć restaurację w okolicach Wrocławia. Nie wiem jeszcze dokładnie jaką. Może włoską, może polską, tylko te dwie wchodzą w rachubę. Lubię obie kuchnie. Chciałbym ją otworzyć jeszcze podczas kariery. No i nie zapominajmy o ciężarówkach… (śmiech). Mam w planach także interes z bratem. Organizujemy coś wspólnie z naszym przyjacielem Piotrem Mazurem. Chcemy między innymi rozpropagować w Polsce najlepszy sprzęt kolarski. Mamy swoje znajomości i możemy to wykorzystać. Na razie nic więcej nie mogę zdradzić. Przyszłość z bratem Jeśli chodzi o przyszłość, widzę ją wspólnie z bratem Maćkiem i naszym przyjacielem Piotrem Mazurem. Jesteśmy w ostatniej fazie przygotowań do otwarcia naszej firmy, o której na razie nic nie mogę powiedzieć. Mogę tylko zdradzić, że będzie ona nosić nazwę „MAiBO Group”. Mamy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Dossier Imię i nazwisko: Maciej Bodnar Data urodzenia: 7 marca 1985 roku Miejsce urodzenia: Oława (Polska) Miejsce zamieszkania: Chrząstawa Mała (Polska) Stan cywilny: kawaler Wzrost: 186 cm Waga: 71 kg W kolarstwie od: 1997 roku Kariera zawodowa: od 2007 roku Team: Liquigas Hobby: samochody, sport, modele ciężarówek Imię i nazwisko: Łukasz Bodnar Data urodzenia: 10 maja 1982 Miejsce urodzenia: Wrocław (Polska) Miejsce zamieszkania: Chrząstawa Mała (Polska) Stan cywilny: kawaler Wzrost: 176 cm Waga: 72 kg W kolarstwie od: 1991 roku Kariera zawodowa: od 2003 roku Team: Action Uniqa Hobby: ciężarówki, zbieranie modeli ciężarówek

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach