Brat mistrza i jego brat

Piotr i Adam Wadeccy to obecnie najbardziej utytułowane rodzeństwo w polskim peletonie. W tym roku odnieśli łącznie sześć zwycięstw. Adam został Mistrzem Polski, Piotr wygrał dwa wyścigi. Spotkaliśmy się z nimi w domu Piotra przed najważniejszym startem w sezonie…

W Tour de Pologne będziesz jechał jako lider, jak się czujesz w tej roli? PW: W Intelu nie ma kolarza będącego superliderem, na którego jedzie cały zespół od początku do końca. Jestem typowany na lidera, bo ktoś taki zawsze musi być w drużynie. Ale z naszej praktyki wynika taktyka polegająca na tym, że jeżeli ktoś inny z drużyny ma szansę wygrać wyścig, „jedziemy na niego”. Tak więc będziemy pracowali na najlepszego zawodnika w drużynie. Dotyczy to również mnie. Nie jestem typem kolarza, który zwodzi kolegów. Kiedy nie jestem w formie, nie mówię, że to właśnie dziś jest mój dzień. Nie obawiasz się presji związanej z byciem liderem? PW: Nie ma tu o czym mówić. Presja z pewnością będzie, bo jesteśmy jedynym polskim teamem na zawodach i wszyscy będą na nas liczyli. Ale sytuacja ta paradoksalnie może nam pomóc, nie będzie tak, jak wcześniej, czy w innych wyścigach, gdy wszyscy jadą przeciwko nam. Czasami ścigają się tylko po to, żeby Intel nie wygrał. Tak nie będzie i w tym dostrzegam naszą szansę. Masz z TdP coś do załatwienia? PW: Tak, w 2000 roku przegrałem ten wyścig o 6 s. Jechałem jako lider od początku do końca i przegrałem na samym końcu. Wspomnienie tego długo nie dawało mi zasnąć. Rozmyślałem o tym bardzo często. Jeszcze teraz analizuję sytuację. Dlatego chciałbym wygrać TdP’2005. Czy już wiadomo, kto z Intela pojedzie w TdP? Będziesz jechał w towarzystwie brata? PW: Nie wiem jeszcze, jaki będzie skład. Na pewno pojedzie dwóch sprinterów i sześciu „górali”. Oczywiście jadą Rutkiewicz i Zamana. Chciałbym, żeby również Adam wystartował w tym wyścigu, ale jego udział nie zależy od moich chęci, lecz od formy, jaką zaprezentuje. AW: Start w TdP i zwycięstwo etapowe to mój cel na ten rok. Mam nadzieję, że znajdzie się dla mnie miejsce w składzie. Jak to jest jeździć z bratem w jednym zespole? PW: Tak się złożyło, że po raz pierwszy w karierze jesteśmy z Adamem w jednym zespole. Wcześniej nie miałem takiej okazji… AW: Marzy się nam wspólny wjazd na metę… PW: No tak, tylko kto by wygrał… Ustalacie razem taktykę na wyścigach? PW: Powiem tak… Mówię bratu, jak ma jechać, a potem on jedzie swoje, a ja się denerwuję. Oczywiście to żart! Pierwszym wspólnym wyścigiem były Mistrzostwa Polski. Potem jeździliśmy również na inne wyścigi. Faktem jest, że się kontaktujemy. Podpowiadam bratu, co i jak. Rozmawiamy podczas ścigania. Ustalamy, co odpuścić, a co pojechać mocniej. AW: To ja się zazwyczaj pytam Piotra, jak jechać i co robić, a on mi pomaga. Korzystam z jego doświadczenia. On zaś pyta się mnie czasami o polskie wyścigi, co i jak pojechać, kto jest groźny, jaka jest trasa. To jak z perspektywy braci Wadeckich wyglądały Mistrzostwa Polski? PW: Jechałem długi czas w ucieczce z przodu i nawet myślałem, że uda się nam dojechać do mety i powalczyć. Ale potem poszła kontra grupy i nas doszli. Już na finiszu widziałem, jak Adam podnosi ręce do góry i wiedziałem, że jest dobrze. AW: To Piotr powiedział mi miesiąc przed MP, że mam szansę wygrać w Sobótce, bo trasa jest pod takich zawodników jak ja. Wiedziałem, że mam bardziej szansę na finisz z grupy niż na atak. W peletonie Knauf miał trzech sprinterów i to tej grupie zależało najbardziej na zlikwidowaniu wszelkich akcji. Więc kiedy wjechaliśmy na ostatnią prostą grupą, a finisz w Sobótce jest lekko pod górę, wiedziałem, że mam tam szansę. Rozprowadzaliśmy Zarębskiego, ale w końcu okazało się, że jestem sam z przodu i tak wjechałem na metę. Piotr, przez cztery lata ścigałeś się na zachodzie, potem trafiłeś do Intela. Nie czujesz się zdegradowany? PW: Nie określam tego roku jako degradacji, przecież jestem członkiem najlepszej grupy w Polsce. Bierzemy udział w tych samych wyścigach co grupy na zachodzie i są to bardzo dobre zawody. Może trochę brakuje mi udziału w największych tourach, bo to faktycznie jest fascynujące ściganie i niczego nie można z nim porównać. Z drugiej strony w Polsce mogę więcej czasu spędzać z rodziną i to jest bardzo dla mnie ważne. Kiedy jeździłem w Europie, praktycznie nie było mnie w domu. Teraz mogę patrzeć, jak rosną moje dzieci, jak się rozwijają. To duży plus kontraktu z polską grupą. A planujesz może wrócić na zachód? Czy może Adam też tam się wybiera? PW: Mam obecnie dwie propozycje z teamów zagranicznych. Bardzo wnikliwie je rozważam. Myślę, że gdy ten tekst ukaże się w druku, wszystko się już wyjaśni i będzie wiadomo, gdzie zacznę starty w kolejnym sezonie. AW: Bardzo chciałbym spróbować jazdy za granicą w dobrej grupie. Może będzie to możliwe już w przyszłym sezonie… Czy polscy kolarze mają swoich menadżerów? Jak wygląda szukanie klubu w Waszym przypadku? PW: Nie mam menadżera. Przy takich kontraktach, jakie mamy, menadżer jest nieopłacalny i niepotrzebny. Pamiętaj, że kolarz utrzymuje menadżera z własnego kontraktu. Miałem kiedyś pewnego Włocha, ale nie za wiele mi pomógł, więc z niego zrezygnowałem i teraz sam prowadzę swoje interesy. Natomiast szukanie klubu nie jest trudne. Zarówno liczba zespołów, jak i kolarzy, jest ograniczona, wszyscy się znają. Najczęściej wykorzystuje się znajomości wcześniejsze. Jeśli zrobi się wynik, zainteresowanie takim zawodnikiem jest pewne. AW: Zdaję się w takich sprawach na brata i jego doświadczenie. To co brat Ci poleca? PW: W przypadku Adama ważne jest, by trafił do grupy, która zapewni mu rozwój i żeby była to grupa, w której może się pokazać. Wprawdzie większość i tak jeździ w tych samych wyścigach, ale Adam powinien się kierować na Belgię czy Holandię. Tam nie jeździ się wielu wyścigów w górach, Adam miałby więc szansę. Nie polecałbym mu zaś Hiszpanii i Włoch, gdzie właśnie dużo jeździ się w górach. Jest tam też wielu dobrych, młodych zawodników, wśród których trudno się wybić. Piotr, brałeś udział w wielu wyścigach, również w dość egzotycznych miejscach, jak Egipt czy Katar. Jak tam wygląda ściganie? PW: Ścigałem się w Malezji, a teraz właśnie wróciliśmy z Chin, gdzie ścigaliśmy się w Tybecie. To dobrze zorganizowane wyścigi i dość dobrze wynagradzane. W większości ścigają się zawodnicy zapraszani z Europy. W Chinach, za dawnych czasów komunizmu, kierownictwo fabryk wyganiało na trasę wszystkich robotników, więc były tłumy. W Malezji natomiast jest straszny upał i wilgotność powietrza. Można sobie wyobrazić jak to jest, gdy Europejczycy przyjeżdżają tam w zimie. Jeździ się bardzo ciężko. Czy trenujecie wspólnie z Adamem? PW: Tak, staramy się jeździć razem na treningi. Wprawdzie ja mieszkam koło Gdańska, a Adam w Elblągu (czyli 80 km stąd), ale jeździmy wspólnie. Każdy trening zapisuję dokładnie i mogę się zawsze cofnąć, zrobić analizę tego, jak trenowałem kilka lat wcześniej. AW: Ja korzystam z doświadczenia Piotra odnośnie treningów. Gdzie najczęściej jeździcie? PW: Na Kaszubach. Tu są bardzo dobre drogi do treningów. Podjazdy, pofałdowany teren, więc można nieźle pojeździć. Miesięcznie przejeżdżamy ok. 3 500 km. Ja najbardziej lubię jeździć i trenować w Hiszpanii. Mamy tam zgrupowania z klubem, ale ja zostaję jeszcze sam. Styczeń, luty i marzec są tam świetne do jazdy. Jest ciepło i sucho. W Polsce nie ma wtedy dobrych warunków do treningów, deszcz i zimno. Trzeba bardzo pilnować, żeby się nie przeziębić. Mieliście jakiś przełomowy moment w karierze? AW: Myślę, że ten rok będzie dla mnie przełomowy. Osiągnąłem życiowy sukces i liczę, że w przyszłości będzie lepiej. PW: Dla mnie taki był zeszły rok, kiedy ewidentnie mi nie szło. Chciałem nawet odejść z kolarstwa, ale pomyślałem sobie, że zrobię to, kiedy będę zwyciężał, a nie przegrywał. Chcę, żeby ludzie zapamiętali Wadeckiego jako zwycięzcę, nie przegranego. Z tą myślą startuję. Selekcjonerem kadry narodowej został Piotr Kosmala, szef Intela. Jak to oceniacie? PW: Piotr to obecnie jedyny chyba człowiek w Polsce, który zna się na kolarstwie zawodowym i wie, o co w nim chodzi. To najlepszy wybór. Zaraz po TdP są Mistrzostwa Świata. Piotrze, pewnie będziesz w kadrze. Jak widzisz szanse, żeby powalczyć w Madrycie? PW: To zależy od trasy. Dla nas najlepsza byłaby różnicująca, na której odpadną sprinterzy i do mety będzie jechała mała grupa zawodników. Wtedy pojawią się szanse, żeby spróbować coś zrobić. Jeżeli zaś trasa będzie ustawiona pod sprinterów, nie mamy wielkich szans. Nasza forma rośnie, kto wie, może dojdzie do niespodzianki. AW: Chciałbym pojechać na MŚ, mam nadzieję, że się uda. Czy kiedyś przewidywaliście, że będziecie razem najlepszymi zawodnikami w Polsce, którzy zdominowali wyścigi? PW: Zawsze o czymś marzyłem. Najpierw, gdy zaczynałem, chciałem wystąpić w Wyścigu Pokoju. Potem wygrać go. Potem zostać Mistrzem Polski, wygrać TdP, jechać w mistrzostwach świata… Od chwili, kiedy ukradziono mi rower w dzieciństwie i wstąpiłem do klubu, żeby dostać nowy, moje marzenia się spełniały. Teraz chcę osiągnąć możliwie dużo w tym sezonie i jestem dobrej myśli. AW: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale wychodzi, że faktycznie, razem wygraliśmy sporo w tym sezonie. Myślę, że kiedyś razem wjedziemy na metę. Dziękujemy bardzo za rozmowę, życzymy powodzenia na TdP i nie tylko.

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach