Cel w 2040 podskokach

„Zawsze będę miał gdzie wskoczyć”

Krystian Herba właśnie wrócił z Dubaju, gdzie wjechał rowerem na ostatnią kondygnację najwyższego hotelu na świecie. Dziewięćdziesiąt jeden pięter Rose Rayhaan by Rotana pokonał w czasie nieco dłuższym niż godzina. I kiedy każdy z nas wychodzi pojeździć na rowerze, Krystian wychodzi poskakać, bo właśnie do tego służy jego rower. I to podstawowy powód, żeby o skakaniu na rowerze porozmawiać


Tekst: Miłosz Sajnog, Zdjęcia: Zbyszek Kordys

Jesteś zawodnikiem, showmanem, trialowcem, celebrytą? Jak określić to, czym się obecnie zajmujesz?

Od trzech lat raczej nie startuję w zawodach, w ubiegłym roku było to zdaje się dwa razy. A właściwie startując w zawodach, zrealizowałem już swoje cele, dlatego teraz przyszedł czas na nowe wyzwania. Od zawsze chodził mi po głowie Pałac Kultury i Nauki, i to, żeby na niego wskoczyć. Nie było łatwo przebić się przez prawdziwy gąszcz formalności. To jedyny budynek, za skakanie w którym musiałem płacić! A sama zgoda przyszła dzień przed skakaniem. A precyzyjniej odpowiadając, to nie wiem…

Pomysł wskakiwania na budynek w Dubaju jest nietuzinkowy, w ogóle wskakiwanie na budynki na rowerze jest dość niszowym zajęciem…

Skakanie w Dubaju to był mój pomysł. Media lokalne wprawdzie przedstawiały to jako współpracę i wspólny projekt, ale inicjatywa wyszła z mojej strony. Ten budynek to obecnie najwyższy hotel na świecie i jeszcze przez rok takim będzie. Chciałem zaatakować rekord świata i pomyślałem sobie, że najlepiej będzie, jak zrobię to w jakimś egzotycznym miejscu. Rok przed wyjazdem rozpoczęły się rozmowy…

Masz konkurencję? Ilu ludzi na świecie zajmuje się takimi eventami jak Ty?

Na ogół jest tak, że ci zawodnicy, którzy są w ścisłej czołówce światowej, robili lub będą robić coś takiego okazjonalnie. Oni przygotowują się do pojedynczych rekordów. W tej chwili rekord świata jest tak wyśrubowany, że ktoś, kto regularnie startuje w zawodach, nie ma szans go zaatakować. Wiem, że oprócz mnie jest obecnie jeszcze dwóch zawodników, którzy mają na swoim koncie rekordy świata. Ja z tej ekipy jestem najmłodszy i mam już zdobytych siedem budynków, drugi – Javier Zapata z Kolumbii – ma takich budynków sześć.

Podstawowa różnica polega na czym?

Na długości wysiłku. Na zawodach jedna sekcja to jest półtorej, dwie minuty, a ja na rekord skakałem przez godzinę i piętnaście minut. To zupełnie inny wysiłek, na który trzeba się przestawić i dostosować do niego specjalny trening. Innym warunkiem przygotowań jest wyrobienie sobie odpowiedniej wysokości skoku. Chodzi o to, żeby koło podnosić tylko tyle, na ile to potrzebne. Przy pokonywaniu setek schodów nawet centymetr na jednym daje ostatecznie parę metrów wysiłku więcej.

To, co robisz, czyli wskakiwanie na budynki po schodach, robisz dla sławy, pieniędzy, rekordu? Jaka jest Twoja motywacja?

Dla mnie motywujące jest wyzwanie. Wszystko zaczęło się od Pałacu Kultury, nie planowałem, że będzie jakiś ciąg dalszy. Ale kiedy zobaczyłem, jakie to jest w sumie fajne, że interesują się tym dziennikarze, że łatwiej jest pozyskać sponsorów… Najłatwiej wytłumaczyć moją pasję w analogiczny sposób, jak to tłumaczą himalaiści. Spytajcie himalaisty, dlaczego wchodzi na szczyty gór…

Jest uzależniony…

No to ja też jestem uzależniony od wyzwań.

Jest jakiś budynek, na który chciałbyś wskoczyć?

Moim marzeniem nie jest zdobycie jakiegoś konkretnego i jednego budynku na świecie, ale zdobycie jak największej liczby tych największych, oczywiście tych, które się zgodzą. Mogę podać tu przykład francuskiego wspinacza Alaina Robert, alias Spiderman, który zaczął wspinanie od najwyższego na świecie budynku, by teraz wspinać się na różne inne, ciekawe budowle. Każde wskoczenie na budynek jest inne, inne są okoliczności, inne schody, inne klatki schodowe. Samo wskoczenie jest zwieńczeniem wielomiesięcznych przygotowań. Mogę powiedzieć dzisiaj, że po raz pierwszy zdarzyło mi się tak, że skacząc w Dubaju, nie wiedziałem, gdzie będę skakał następnym razem. Ale to wynika z tego, że dzisiaj rozmawiam z managerami kilku wysokich budynków. Akurat w tych budynkach jest wiele propozycji takich eventów, więc trzeba być przekonującym. W planach mam CN Tower w Toronto, czyli wieżę telewizyjną, która do 2008 roku była najwyższą budowlą na świecie, budynek Taipei 101, który ma 509 metrów. Chodzi za mną wieża telewizyjna w Chinach, która ma najwyżej na świecie położony taras widowiskowy (na 612 m). Burj Khalifa, czyli najwyższy budynek na świecie, tam rozpoczęły się rozmowy i jest bardzo realne, że w przyszłym roku podejdę do tego wyzwania.

Jaka jest reakcja, kiedy wysyłasz zapytanie, że chcesz skakać?

Najśmieszniejsze zdarzenie miałem w Wiedniu, gdzie pani menadżer była przekonana, że chcę skakać w dół, a nie w górę. W Dubaju wszyscy podeszli do sprawy bardzo poważnie. Nie spotkałem się jeszcze z tak poważnym podejściem. Dla mnie sport to trochę zabawa i tak go traktuję. Podejście zarządzających budynkami jest bardzo poważne, bo im zależy na rozgłosie, żeby o budynku się mówiło, najlepiej w jak największych mediach.

Znasz klatki schodowe, po których musisz wskakiwać?

Czasami tak, ale różnie z tym bywa. Staram się poprzedzić wskakiwanie wizją lokalną, ale na przykład w Hiszpanii i w Dubaju nie byłem wcześniej. W Dubaju były jeszcze dodatkowo poręcze i barierki, które ograniczały pole manewru. Dla mnie sprawą zasadniczą jest to, że nie mogę podczas wjazdu podeprzeć się nogą ani razu. Dlatego każdy schodek to wyzwanie.

Masz ekipę, która towarzyszy Ci podczas wskakiwania. Jesteś ich pracodawcą?

Nie nazwałbym siebie pracodawcą, ale faktycznie, osoby, które ze mną współpracują, otrzymują wynagrodzenie, bo uważam, że się im należy. Mam event menadżera, który odpowiada za organizację imprez zagranicznych. Mam fotografa i operatora, którzy dokumentują moje rekordy i udostępniają mediom gotowy materiał. Mam również asystenta technicznego, który odpowiada za pomoc przy treningach oraz techniczną stronę eventów. W Dubaju byli ze mną jeszcze brat i bratowa, którzy towarzyszyli mi podczas wjazdu, czyścili drogę przede mną. Jedną z ciekawostek technicznych jest to, że podczas wskakiwania potrzebuję asysty z piciem, bo nie mam jak zabrać bidonu na rower, asysty, która poda czas, jaki mija, oraz poinformuje o numerze piętra itd. Ekipa ma co robić. Już po wskakiwaniu zaczyna się obróbka materiałów dla mediów, bo naszym partnerom medialnym udostępniamy gotowy materiał, więc taką pracę nasze działania również obejmują.

Kto wpadł na pomysł udziału w „Mam talent”?

Pomysł był mój. Zastanawiałem się, jak pokazać to, co robię, jakiejś szerszej grupie odbiorców i szukałem na to sposobu. Dyscyplina jest, co by nie mówić, niszowa i właściwie ludzie nic o niej nie wiedzą. Miałem wprawdzie pomysł na pokazy rowerowe trialu i akrobacji dla ludzi. Takie pokazy najczęściej wyglądają w ten sposób, że występuje paru rowerzystów, ale robią to bardziej dla siebie niż dla ludzi. Wprawdzie ktoś tam klaszcze, ale nie ma jakiejś integracji z publicznością. Stworzyłem takie rowerowe show, w którym publiczność jest integralną częścią widowiska, ale chciałem to wypromować. I tak pomysł na telewizję i „Mam talent”. Miało to oczywiście swoją specyfikę, bo studio jest małe, śliskie, inne światło i brak czasu. Ale ja lubię takie wyzwania. No i fakt, że występ jest na żywo i ogląda go pięć milionów ludzi, a mieliśmy na przygotowania półfinału tylko dwa dni. Po telewizji robię to, co lubię, ale robię to częściej i pozwala mi to zarobić na utrzymanie.

Trial rowerowy to dyscyplina bardzo niszowa w Polsce. Co spowodowało, że zająłeś się właśnie nim?

Zobaczyłem kiedyś chłopaka, który skakał na rowerze, robił w sumie proste tricki. Jeździłem wtedy na góralu, zresztą pierwsze tricki też opanowałem na góralu. Okazało się, że mam do tego dobrą bazę, bo przez parę lat zajmowałem się różnymi sportami, zapasami czy lekkoatletyką. Potem doszła do tego wspinaczka i gimnastyka sportowa. Dla mnie skakanie było czymś fantastycznym. Nikt mnie nie musiał gonić, od rana do wieczora rower. Do tego z każdym rokiem robiłem postępy, właściwie od pierwszych zawodów dobrze mi szło, potem kadra, medale na poważniejszych imprezach. Zawody zagraniczne, które zaczęły się później.

Nie żałujesz, że odszedłeś od sportu na rzecz show?

Bycie zawodnikiem i kadrowiczem w trialu w pewnym momencie stało się dość trudne. Nie chcę się nad tym rozwodzić, ale kilku chłopaków, w tym ja, stwierdziliśmy w pewnym momencie, że ta droga jest zamknięta. Jeździłem jeszcze przez chwilę na zawody organizowane poza oficjalnym kalendarzem PZKol, ale to się też skończyło. Doszedłem do wniosku, że zawody w takiej formie, w jakiej są, nie będą się rozwijać. Odbywa się to gdzieś w kamieniołomach, sekcje są trudne dla zawodników, a nie są widowiskowe dla publiczności. Dla mnie sport musi być widowiskowy, tak, żeby ludzie przyszli i wiedzieli, o co w tym chodzi i na czym polega trudność. Poziom zawodów i zawodników jest bardzo różny. Rafał Kumorowski jest trzykrotnym mistrzem świata, ale już piąty zawodnik nie jest w stanie dojechać do połowy odcinka, który on przejeżdża na zero.

Czy widzisz się zatem na scenie urban style? Ostatnio miasta zapełniły się chłopakami na rowerach, którzy kreatywnie traktują przestrzeń miejską. Co o tym sądzisz?

Nie czuję się dobrze na rowerach typu BMX czy w dircie. Pojawił się natomiast ostatnio trend typowo trialowy, który wykorzystuje przestrzeń miejską. Oglądalność filmów Danny’ego MacAskilla przekroczyła już chyba 100 mln odsłon w necie. Dla mnie taki kierunek rozwoju trialu jest naturalny. Podczas pobytu w Dubaju nakręciliśmy takie właśnie promo, które ma pokazać ten sport w bardziej artystyczny i widowiskowy sposób. Trial musi iść w stronę widowiska.

Twoje show to nie tylko budynki, telewizja, ale również pokazy. Obecnie jesteś jednym z najbardziej, jeżeli nie najbardziej, chętnie zapraszanym zawodnikiem.

Można chyba tak powiedzieć. Staram się pozytywnie odpowiadać na zaproszenia, które są różne. Ostatnio skakałem na gali jednego z portali internetowych. Takie występy są ciekawe, bo zazwyczaj jest tam mało miejsca, tempo występu musi być szybkie, a pokaz widowiskowy. Najczęściej jednak jestem zapraszany na imprezy plenerowe, czy też jako dodatkowa atrakcja na imprezach kolarskich. Mam największy w Europie profesjonalny tor do takich pokazów i chyba dobre 500 występów za sobą. To zasługa Rometu. Głównie występuję w Polsce, chociaż zdarzają się też niecodzienne zaproszenia, jak na przykład do włoskiej telewizji, gdzie zmierzyłem się w bezpośredniej konfrontacji z próbą bicia rekordu świata w skakaniu na przednim kole.

Nie byłoby Twoich sukcesów bez sponsorów. Jaka jest reakcja firm, kiedy przychodzisz do nich ze swoimi pomysłami?

Teraz to wygląda bardzo dobrze. Mam stałe wsparcie Rometu, województwa i kilku firm ze mną związanych. Właściwie każdą rozmowę zaczynam w momencie, kiedy jestem już przygotowany do konkretnego wydarzenia i wszystko jest dopięte, łącznie z terminami, pozwoleniami i mediami. Myślę, że media są drogą do pozyskania sponsorów.

Twój normalny dzień to…

Jeśli akurat nie pracuję w szkole, gdzie uczę wychowania fizycznego…

Uczniowie skaczą na rowerach?

Nie (śmiech), oczywiście wiedzą o tym, co robię. Czasami robię również pokazy w szkołach, bo dość często jestem o to proszony…

To już jesteśmy po zajęciach…

To zależy od pory roku, w zimie siłownia lub bieganie. W lecie rower, a jak mam na celu budynek to skakanie po schodach. Tak czy inaczej zawsze staram się zrobić krótki trening skakany, na przykład 50 pięter. Kiedy szykuję się do zdobycia budynku, jednostka treningowa to jakieś 130 pięter. Kiedy skakałem w bloku, w którym mieszkałem, sąsiadki zapraszały na kawę, herbatę… Teraz trenuję w nieco wyższym budynku, ale zaproszenia są podobne…

Najważniejsze cechy skakania na rowerze w budynkach?

Po pierwsze koncentracja, bo każdy błąd powoduje koniec próby, więc cały czas trzeba maksymalnie uważać, żeby nic się nie stało. Po drugie wydolność, bo wysiłek jest bardzo interwałowy i to w krótkich odstępach. Kiedy zaczynam wskakiwać po schodach, mam tętno około 160, na piętrze 180. Robię przerwę i na kolejnym mam znowu 180. I tak przez 90 pięter. To obrazuje skalę. Do tego dochodzi technika i skoczność.

Co zapamiętujesz z poszczególnych budynków, na które wskakujesz?

Zawsze jest coś innego. W Dubaju w pamięci utkwiły mi nowozelandzkie steki, które były przebojem kuchni. One mi na długo utkwiły w pamięci…

Korona ziemi budynków, którą chcesz zdobyć?

Szczerze? To lista z Wikipedii, która obejmuje najwyższe budynki świata. Ponieważ cały czas coś się buduje, to i lista się zmienia. Dlatego zawsze będę miał gdzie wskoczyć. #

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach