Czy kolarze mają się czego bać?

Lex non agit?

Czas już położyć kres ciągłej nagonce na kolarzy jako potencjalnych użytkowników zabronionych środków dopingujących. Czy legalizacja zjawiska dopingu w sporcie przyniosłaby ten właśnie rezultat? Czy miał rację radziecki farmakolog, twierdząc, że „gdy test wypada negatywnie, znaczy to, że przygotowanie farmakologiczne zostało przeprowadzone poprawnie. Jeśli wynik testu jest pozytywny, to znaczy, że trener był idiotą.”? Króliki doświadczalne Czy rzeczywiście podczas kontroli antydopingowych wpadają tylko pechowi sportowcy? Dlaczego dotychczasowa walka z dopingiem była uważana za nieskuteczną? Kolarze pragnący osiągnąć jak najlepsze rezultaty sięgają po zakazane środki dopingujące jak Gumisie z bajeczki Gummi Bears, które, by osiągnąć szybko ogromną moc, piły sok z „gumijagód”. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał, jakie skutki uboczne mógł wywołać później ów środek? To infantylne porównanie niestety często znajduje odniesienie w sportowej rzeczywistości. Stosowanie dopingu niewątpliwie przyspiesza osiągnięcie postulowanych wyników, tylko czy cena, jaką przychodzi sportowcom zapłacić, jest tego warta? „Chciałbym nigdy nie usłyszeć słowa ‘steroidy’… Wszystkie te dzieciaki nie zdają sobie sprawy z okropnej ceny, jaką będą musiały zapłacić”. To słowa inicjatora zsyntetyzowania pierwszego steroidu doustnego, lekarza J. Zielgera. Należy pamiętać, że skutki stosowania dopingu są nieodwracalne. Można teraz, oczywiście w niewielkim stopniu, zapobiec późniejszym skutkom wystąpienia uszczerbków na zdrowiu, ale niestety w dobie zagrożenia wystąpieniem dopingu genowego w sporcie takiej możliwości już nie będzie. Sięganie wyczynowców po doping genowy może wydarzyć się już w najbliższym czasie, bowiem współcześnie działalność sportowa to niezwykle szybko rozwijający się sektor gospodarki światowej, a pieniądze są jednym z czynników motywujących do sięgania po doping. Ostatnio, w czasie prywatnej rozmowy z jednym z działaczy sportowych, spotkałam się z opinią, że organizacje antydopingowe hamują tylko rozwój i postęp w sporcie (!)… Czy rzeczywiście tak jest, że stosowanie dopingu, nawet pod kontrolą lekarzy, miałoby przyczynić się do rozwoju sportu, czy jednak przyspieszy tylko jego upadek. Właściwą ilustracją dla przyjęcia takiego rozwiązania byłby zatem system stworzony w byłym NRD. Nie ma jednak co do tego żadnych wątpliwości, że nawet ścisła kontrola lekarzy nie uchroniła wielu sportowców z Niemiec Wschodnich przed śmiercią. Trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że dawki środków dopingujących w połączeniu z wysiłkiem fizycznym stanowią ogromne zagrożenie dla zdrowia bez względu na to, kto trzyma strzykawkę, czy kolega z drużyny, czy lekarz. Dodajmy jeszcze, że ideą sportu nie jest przecież sprawdzenie wytrzymałości sportowca pod wpływem obciążeń treningowych i farmakologicznych, inaczej można by określać wyniki sportowe na podstawie testów laboratoryjnych. Sportowcy nie powinni być traktowani przez lekarzy jak króliki doświadczalne. Rywalizacja sportowa ma wyłonić najlepszego zawodnika, którego wyniki są miernikiem ciężkiej pracy i talentu sportowego. Poza tym walka z dopingiem znajduje kolejne uzasadnienie w przyświecającej rywalizacji sportowej idei, mającej na celu wyłonienie pierwszego wśród równych (primus inter pares). Czy jest to możliwe, jeśli całe sztaby naukowców prześcigają się w opracowywaniu coraz nowszych środków dopingujących, a działacze i sponsorzy pracują na sukces sportowców, inwestując weń ogromne pieniądze? Rola kibiców w całej tej sprawie ma ogromne znaczenie. Opinia publiczna powinna piętnować niesportowe zachowanie, jakim jest stosowanie zabronionego dopingu. W innym przypadku sportowcy, bawiąc publiczność, będą skazywać się na kalectwo lub śmierć. Ciąg dalszy artykułu w numerze 05/2006

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach