Deja vu na Tourmalet

Dwadzieścia lat temu Pedro Delgado nazwał Tour de France „wojną kolarzy”. Hiszpan wiedział, o czym mówi. W 1988 roku wygrał „Wielką Pętlę”, później jeszcze kilka razy plasował się w pierwszej dziesiątce. Trzeciego lipca rozpęta się już 97. kolarska wojna

Tekst: Wolfgang Brylla, zdjęcia: Trek, SRAM
Tegoroczna edycja touru jest szczególna, ponieważ na trasie świętować będziemy urodziny legendarnego Eddy’ego Merckx’a. Słynny „Kanibal” skończył 17 czerwca 65 lat. Amaury Sport Organisation (ASO) odda hołd pięciokrotnemu zwycięzcy Touru i podaruje mu dwa etapy. Pierwszy odcinek poprowadzi przez miejscowość Meise, gdzie słynny Merckx mieszka. Następnego dnia peleton odwiedzi Tervuren gdzie dorastał. „La Grande Boucle” wystartuje w tym roku po raz pierwszy w historii z Rotterdamu, w którym przewidziano ośmiokilometrowy prolog. Na nim będzie się chciał pokazać Fabian Cancellara. Szwajcar z Saxo Banku w minionym sezonie w Monako wygrał pierwszą próbę na czas. Peleton ścigać się będzie po holenderskich i belgijskich drogach jeszcze przez trzy kolejne dni. Na pożegnanie z państwami Beneluksu ASO postanowiło zrobić kolarzom „miłą” niespodziankę. Trzeci etap skończy się tuż przed Laskiem Arenberg, który tradycyjnie znajduje się na trasie Paryż – Roubaix. Zawodnicy będą musieli pokonać siedem sekcji po bruku, o łącznej długości 13,2 km. Niektórych „kocie łby” mogą porządnie wytrząść. Dlatego też większość faworytów wolała nie ryzykować i wiosną przygotowywała się na brukowane partie. Spora grupa kolarzy stanęła na starcie Ronde van Vlaanderen, np. Lance Armstrong. „Stresujący będzie trzeci etap. Adrenalina skoczy do góry” – mówił menadżer Francaise des Jeux Marc Madiot. Zeszłoroczny triumfator Touru Alberto Contador również obawia się zdradliwej kostki – „Lubię oglądać wyścigi po bruku w telewizji, ale jeździć w nich już niekoniecznie. Tego dnia będziemy świadkami spektaklu. Będzie niebezpiecznie. Kto pojedzie z przodu grupy, może być spokojny”. Pirenejski kocioł W pierwszym tygodniu rywalizacji do głosu powinni dojść jak zwykle sprinterzy. Pazury ostrzy sobie Mark Cavendish. Brytyjczyk wygrał rok temu sześć etapów. Pod nieobecność kontuzjowanego Thora Hushovda (złamanie obojczyka), którego start stoi pod znakiem zapytania, „Cav” jest głównym kandydatem do „maillot vert” dla zwycięzcy klasyfikacji punktowej. Jednak już siódmy etap będzie bardziej pasował góralom. W Jurze trzeba się wspiąć na Les Rousses, dzień później należy wjechać na alpejski Morzine-Avoriaz (13,6 km; śr. 6,1%). Nie można zapomnieć też o Saint-Jean-de-Maurienne z Col de la Colombiere (16,5 km; śr. 6,7%) oraz Col de la Madeleine (25,4 km; śr. 6,1%). Następne dni to przebijanie się przez Masyw Centralny. Peleton będzie podążać cały czas zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Trzeciego tygodnia w Pirenejach powinna nastąpić decydująca selekcja. ASO wpadło na pomysł, by dwukrotnie pokonać piekielny Tourmalet (śr. 7,4%). Okazja ku temu jest przednia – Pireneje zostały włączone do programu Touru równo sto lat temu. „Wielka Pętla” do tej pory tylko dwa razy odwiedzała Tourmalet podczas tej samej edycji (1970 i 1974). Najpierw jednak na kolarzy czeka Ax-3-Domaines (14. etap; 7,9 km; śr. 8,3%) i Port de Bales (15. etap; 19,2 km; śr. 6,2%). Pierwszy pojedynek na Tourmalet odbędzie się na szesnastym odcinku z Bagneres-de-Luchon do Pau. Po drodze zawodnicy zmierzą się jeszcze z Col de Peyresourde (11 km; 7,4%) oraz Col d’Aspin (12,3 km; śr. 6,3%). Na Tourmalet zakończy się też „królewski” siedemnasty etap. „Trasa mi odpowiada. Jest więcej gór, do tego Tourmalet” – ocenił „Pistolecik” Contador. Po etapie przejściowym do Bordeaux przedostatniego dnia zaplanowano indywidualną jazdę na czas. Na 51 kilometrach ci, którzy stracili trochę w górach, będą mogli się nieco odkuć. „Ostatnia czasówka będzie najważniejsza. Patrząc na to, że nie błyszczę w jeździe na czas, dobrze się stało, iż zredukowano kilometry w tej dyscyplinie. Chcę się zaprezentować lepiej niż rok temu” – stwierdził Armstrong. Kiedy 25 lipca kolumna wyścigu zawita na paryskie Pola Elizejskie, kolarze będą mieli w nogach 3596 kilometrów. Toto-lotek z zaproszeniami Prudhomme od kilku lat myśli nad powiększeniem peletonu. Docelowo chciałby, by w Tourze wystąpiło nawet 26 drużyn. W lipcu na trasie zobaczymy „jedynie” 22 teamy. I choć zaproszono o dwie drużyny więcej niż w 2010 roku, nie obeszło się bez słów krytyki. Niezadowolone są przede wszystkim holenderski Vacansoleil oraz francuski Saur Sojasun, które liczyły na „dziką kartę”. Zamiast nich tylnymi drzwiami dostały się: BMC Racing, Cervelo TestTeam, Garmin-Transitions, Katiusza, RadioShack oraz SkyTeam. Dyrektor TdF był zobligowany na mocy kontraktu z 2008 roku wysłać zaproszenia wszystkim ekipom, które dwa lata temu cieszyły się statusem zespołu protourowego. Z tego powodu w Tourze weźmie udział np. Footon-Servetto czy Lampre, mimo niesmaku spowodowanego pogłoskami dopingowymi. Saunier Duval, poprzednik hiszpańskiej grupy, trafił na pierwsze strony gazet w wyniku afery dopingowej wokół Riccardo Ricco i Leonardo Piepoliego. W skandal zamieszane jest też włoskie Lampre. Ponad piętnastu byłym i aktualnym zawodnikom drużyny menadżera Giuseppe Saronniego postawiono zarzut praktyk dopingowych. „Nie było łatwo wybrać 22 teamy. Zawsze chcieliśmy mieć w Tourze 30–35 Francuzów. Tak będzie w tym roku. Nie zapomnieliśmy o tradycjach kolarskich, ale nie da się ukryć, że scena cały czas się umiędzynarodawia” – tłumaczył Prudhomme. Dyrektor sportowy Saur Sojasun, były zawodowiec Stephane Heulot, nie zostawił suchej nitki na Prudhommie, kiedy dowiedział się, że jego podopieczni nie wystąpią w TdF. Heulot nie owijał w bawełnę i posądził Prudhomme’a o kłamstwo – „On nas okłamał. Mówił, że ważne będą tylko wyniki sportowe, ale tak naprawdę od dawna było wiadomo, jak będzie wyglądać peleton Touru. Wkurza mnie, że dzięki transferom można sobie kupić miejsce w wyścigu”. Za rok Heulot być może zdoła utrzymać nerwy na wodzy. Począwszy od sezonu 2011, automatyczne zaproszenie na wyścig otrzyma siedemnaście pierwszych zespołów w rankingu światowym UCI za 2010 rok. Zabawa w bukmachera Jak zwykle po Giro d’Italia u bukmacherów wrze. Przyjmowane są zakłady na zwycięzcę Tour de France. Oczywiście najmniej pieniędzy można wygrać, jeśli postawi się na Contadora. Hiszpan z teamu Astana ma swoim koncie już dwa triumfy w TdF (2007 i 2009), do tego jest w bardzo dobrej formie, a do pomocy będzie miał Aleksandra Winokurowa – „Winokurow jest kluczowym zawodnikiem w naszej taktyce. Jeśli pojedzie w Tourze, da nam to niesamowitego kopa. Obawiam się, że mimo doskonałej formy nie wygram Touru. Wszyscy wiedzą, że nie będę dysponował mocnym zespołem”. Jeśli nie Contador, to kto? W pierwszej kolejności jego najpoważniejszym rywalem będzie Andy Schleck. Młodszy z braci Schleck odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył, że będzie więcej odcinków górskich, a tylko jedna jazda na czas. „Będę miał niezłe szanse, by odrobić straty w górach i mało stracić w czasówce”. Contador widzi w nim swojego głównego konkurenta. Na oku ma też Armstronga, który rok temu zajął trzecie miejsce – „Andy i Lance. Ten pierwszy zebrał niezbędne doświadczenie, ten drugi i tak jej już posiada. Za Armstrongiem stoi znakomity zespół. Zapowiada się ciężki Tour”. W gronie faworytów wymienia się oprócz tego Andreasa Kloedena i Levi Leipheimera, lecz obaj powinni odgrywać jedynie rolę domestique „Bossa”. Jak na razie okres przygotowawczy Teksańczyka nie przebiega optymalnie. Siedmiokrotny zwycięzca TdF zachorował wiosną na grypę żołądkową, w maju wycofał się po upadku z Tour of California. Każdy, kto zna Armstronga, doskonale wie, że do Touru zdąży złapać formę. „Ale czy Lance’a jest stać na zwycięstwo? Raczej nie. Pierwsza piątka jest w jego zasięgu, lecz nic więcej. Góry powinny przysporzyć mu mnóstwo problemów” – skomentował Bjarne Riis. Jak nigdy zdeterminowany będzie Cadel Evans. Aktualny mistrz świata uczestniczył w Giro, gdzie sprawdził się w Dolomitach i Alpach. „Nie zaznam spokoju, jeśli nie wygram Grande Boucle!” – wykrzyczał zawodnik BMC Racing. Ze starej gwardii swoje pięć minut powinni mieć Carlos Sastre i Ivan Basso. Sastre wręcz kocha wyścig dookoła Francji i chciałby się zrehabilitować za słaby ubiegłoroczny występ, wówczas obrońca tytułu był dopiero szesnasty. „Trasa jest wymarzona dla górali. Tour to mój wyścig. Muszę powrócić i dobrze pojechać”. Basso, wygrywając w Giro, udowodnił, że niesłusznie spisano go na straty. Jego fenomenalny bój pod Monte Zoncolan na długo zapisze się w pamięci kibiców. „Tour jest Tourem. Bardzo mi się podoba. Masz w nim wszystko – podjazdy, zjazdy, czasówki, kocie łby. Jest podobny do Giro, jeśli go kochasz, kochasz w nim wszystko”. Niezłych wyników można się spodziewać po Bradleyu Wigginsie, który niespodziewanie był czwarty w 2009 roku, Franku Schlecku oraz Christianie Vande Velde, pod warunkiem, że zregeneruje siły po złamaniu obojczyka. Nie wiadomo, w jakiej dyspozycji będą Samuel Sanchez i Denis Mienszow. Rosjanin zrezygnował ze startu w Giro d’Italia na rzecz Touru. Ciekawe, czy wyjdzie mu to na dobre. W cieniu dopingu Od 2006 roku, kiedy na jaw wyszła afera dopingowa Eufemiano Fuentesa, rokrocznie Tour rozgrywał się pod znakiem kampanii antydopingowej. Trzy lata temu doping stwierdzono u Winokurowa, Patrika Sinkewitza, Ibana Mayo, Cristiana Moreni i Michaela Rasmussena. W 2008 roku u kilku zawodników, w tym Ricco, Bernharda Kohla oraz Stefana Schumachera, wykryto preparat CERA. Odpowiedzialna wtedy za kontrole Francuska Agencja Antydopingowa (AFLD) przyłapała ośmiu doperów. Natomiast w minionym sezonie analizy przeprowadzała UCI i w jej sieć wpadł tylko jeden kolarz – Mikel Astarloza. Prudhomme wykorzystał ten fakt w celach propagandowych i na każdym kroku podkreślał, że widać progres w walce z dopingiem. W centrum zainteresowania ma leżeć sport, a nie doping. „Jest coraz lepiej. Walka z dopingiem ma priorytet. Ale sama idea sportu jest równie ważna”. Na Tourze ponownie położył się jednak cień dopingu. Po majowej spowiedzi Floyda Landisa na celowniku znaleźli się: Armstrong, Leipheimer, Dave Zabriskie i George Hincapie. Cała czwórka wystartuje w TdF. Co dalej? Niezależnie od tego, kto wygra Tour, wyścig nad Loarą i Sekwaną w dalszym ciągu będzie się cieszył wśród fanów wielką popularnością. Tour to przecież najstarsza i dla niektórych ekspertów najciekawsza narodowa impreza kolarska na świecie. By jednak nie stać w miejscu i nadal się rozwijać, ASO zastanawia się nad modernizacją TdF. Za dwa lata kolarze wystartują z belgijskiego Liege, za trzy lata z Korsyki. Prudhomme prowadzi rozmowy z Barceloną w kwestii organizacji prologu w 2014 roku. Natomiast 98. edycja rozpocznie się w departamencie Vendee nad Atlantykiem. Zamiast prologu zawodnicy przystąpią do etapu ze startu wspólnego. Prawdopodobnie pierwszego dnia udadzą się z Noirmoutier do Herbiers. Peleton będzie musiał przejechać przez Passage du Gois, który dwa razy dziennie zalewany jest przez morze. Miejmy nadzieję, że Prudhomme nie pomylił się w obliczeniach i kolarzy nie zaskoczy fala wody… Właśnie w takich momentach rodzi się jednak kult wyścigu. Tour nie tylko kreuje bohaterów, Tour się ich domaga. „Tour de France potrzebuje prawdziwych mężczyzn. Maminsynki niech lepiej zostaną w domu” – skonstatował dziennikarz Geo Lefevre z Henri Desgrangem, pomysłodawcą TdF.

Trasa 97. edycji Tour de France 3–25 lipca prolog Rotterdam – Rotterdam, 8 km (jazda indywidualna na czas) 1. etap Rotterdam – Bruksela, 224 km 2. etap Bruksela – Spa, 192 km 3. etap Wanze – Arenberg Porte du Hainaut, 207 km 4. etap Cambrai – Reims, 150 km 5. etap Épernay – Montargis, 185 km 6. etap Montargis – Gueugnon, 225 km 7. etap Tournus – Station des Rousses, 161 km 8. etap Station des Rousses – Morzine-Avoriaz, 189 km pierwszy dzień przerwy w Morzine-Avoriaz 9. etap Morzine-Avoriaz – Saint-Jean-de-Maurienne, 204 km 10. etap Chambéry – Gap, 179 km 11. etap Sisteron – Bourg-les-Valence, 180 km 12. etap Bourg-de-Peage – Mende, 210 km 13. etap Rodez – Revel, 195 km 14. etap Revel – Ax-3 Domaines, 184 km 15. etap Pamiers – Bagneres-de-Luchon, 187 km 16. etap Bagneres-de-Luchon – Pau, 196 km drugi dzień przerwy w Pau 17. etap Pau – Col du Tourmalet, 174 km 18. etap Salies-de-Bearn – Bordeaux, 190 km 19. etap Bordeaux – Pauillac, 51 km (jazda indywidualna na czas) 20. etap Longjumeau – Paryż (Pola Elizejskie), 105 km

Zespoły w Tour de France: Ag2r-La Mondiale, Astana, Bbox Bouygues Telecom, Caisse d’Epargne, Cofidis, le Credit en ligne, Euskaltel-Euskadi, Footon-Servetto, Francaise des Jeux, Lampre-Farnese, Liquigas-Doimo, Omega Pharma-Lotto, Quick Step, Rabobank, HTC-Columbia, Milram, Saxo Bank Dzikie karty: BMC Racing, Cervelo TestTeam, Garmin-Transitions, Katiusza, RadioShack, SkyTeam

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach