Dobrze jest móc się ścigać

Katarzyna świetnie zapowiadała się już przed pięciu laty, ocierając o podium MŚ juniorów. Później wypadła poza główny nurt szkolenia polskiej kadry, na szczęście jednak nie zrezygnowała z uprawiania kolarstwa. Dziś może pochwalić się złotym medalem mistrzostw Polski Tekst: Borys Aleksy, Zdjęcia: Łukasz Rajchert

Zaprosiliśmy Katarzynę do Redakcji po tym, jak udało jej się wywalczyć złoto w kategorii U-23 na trudnej trasie w Wałbrzychu. Nie był to jej jedyny sukces w minionym sezonie. Ściganie, zarówno na mistrzostwach Europy, jak i świata, ukończyła na 9. miejscu, ma też srebro zdobyte podczas szosowych Górskich Mistrzostw Polski. Z rozmowy z nią dowiedzieliśmy się, jak, dzięki nowej formie treningu i pomocy dobrego klubu, udało jej się przetrwać trudne czasy i pokonać jeszcze trudniejsze rywalki. MR: To był dla Ciebie dobry rok. Jednym z jego ważnych momentów był debiut w zawodach Pucharu Świata. Jak to wspominasz? Katarzyna Solus-Miśkowicz: To było wielkie przeżycie, przede wszystkim ze względu na rangę imprezy, ale również z powodu liczby zawodniczek. Pierwszy raz startowałam w takim tłumie osób uprawiających MTB zawodowo. Byłam rozstawiona w jednym z ostatnich rzędów, a tam, żeby zająć w miarę dobrą pozycję, trzeba się bardzo rozpychać i mieć mocny start, ja tego nie potrafiłam. Trudno się tego nauczyć w Polsce, gdzie startuje niewiele zawodniczek. W Champery było ich ze 120. Po raz pierwszy stałam wtedy w kolejkach. Opowiadali mi o nich wcześniej znajomi, ale nie wierzyłam. Wystarczy zakręt, żeby tworzyły się korki. Czołówka odjeżdża, ja stoję i czekam… Mimo to bardzo mi się podobało, świetna sprawa, chociaż niełatwa dla mnie. Nie pamiętam, kiedy równie często upadałam. Szkoda tylko, że ten mój debiut w PŚ zaliczyłam dopiero w wieku 22 lat… Czy czwarte miejsce na ME i MŚ juniorów w 2006 r. nie wystarczyło wcześniej, by otworzyć Ci furtkę do wyjazdów zagranicznych z kadrą? Tak miało być, ale trafiłam chyba na słaby rok, ostatecznie zostałam tą zawodniczką, na którą brakło pieniędzy. Chciałam iść dalej, ale nie miałam takich możliwości. Przygarnął i bardzo mi pomógł klub LUKS Dobra Jarecki Team, sponsorowany przez pana Franciszka Jareckiego. W tych barwach jeździłam głównie w polskich imprezach. Było fajnie, ale jednak poniżej moich ambicji. Te zawody mi nie wystarczały, nie liczyły się w rankingach międzynarodowych. Można na nich walczyć o pozycję na polskiej arenie, a byłoby ciekawiej i miałoby dla mnie wartość, gdyby konkurencja w Polsce była większa. Nagrody są bardzo niskie albo ich nie ma i nie są w stanie usatysfakcjonować zawodnika. Krótko mówiąc, uważam, że przez tamte dwa lata raczej nie zrobiłam znaczących postępów. Czy przejście do DEK Meble Cyclo-Korona Kielce było przełomem? Tak. To też w dużej mierze zawdzięczam trenerowi Andrzejowi Piątkowi, który pomógł mi się tam dostać. Wcześniej próbowałam znaleźć klub spełniający podstawowe oczekiwania, ale wszystkie rezygnowały, gdy wspominałam, że potrzebuję sprzętu i możliwości startów za granicą. Dopiero w Kielcach zobaczyłam otwierające się przede mną możliwości. Czym wyróżnia się kielecki klub? Mogę o nim powiedzieć same dobre rzeczy. Dostajemy sprzęt, sponsor, czyli firma DEK Meble, bardzo o nas dba. Mamy stypendia. Trener klubowy, pan Ryszard Kwaśniewski, jest najbardziej pozytywną i zaangażowaną w kolarstwo osobą, jaką poznałam. Poświęca się tej pracy 24 godziny na dobę. Warunki nie są łatwe, bo nie jesteśmy grupą zawodową z odpowiednim budżetem, dlatego trener cały czas myśli, jak załatwić nam dostęp do masażysty, mechanika itp. Poza tym wspiera nas miasto, finansując np. zgrupowania. Prezydent Wojciech Lubawski nas docenia, dostajemy oficjalne podziękowania w prasie itd. To jest dla zawodników równie ważne jak pieniądze i szkolenie. Czy wraz ze zmianą klubu zmieniały się również Twoje metody przygotowania? Tak. Wcześniej robiłam dość długą przerwę w zimie, ponieważ poświęcałam czas na zarabianie pieniędzy jako instruktorka narciarstwa. Zależało mi, żeby finansowo odciążyć trochę rodziców, którzy od początku byli sponsorami mojej kariery kolarskiej. Dlatego poświęcałam ten kluczowy okres przygotowań. Brakowało mi wiedzy o sposobach treningu, nigdy nie miałam prawdziwego trenera. Starałam się wykorzystać to, co podpatrzyłam na zimowych zgrupowaniach kadry, ale generalnie jeździłam na wyczucie. Nie tworzyłam żadnych mikrocykli, to był błąd. Zresztą trudno pracować profesjonalnie nad treningiem, gdy nie jest się pewnym, czy będzie się jeździło zawodowo czy nie. Najwięcej zmieniła znajomość z Bogdanem Czarnotą. Zaczęłam korzystać z jego wskazówek, których udziela mi do dziś na czysto koleżeńskich zasadach. To on nakłonił mnie do inwestycji w sprzęt do pomiaru mocy. Od tego momentu dużo się zmieniło. Treningi stały się ciekawsze – inny rytm, inna jazda, trudno się nudzić. Czuję też efekty. Nie musiałaś długo czekać. Stanęłaś na najwyższym podium mistrzostw Polski. Jakie znaczenie ma dla Ciebie ten wynik? Bardzo duże. To moje największe dotychczas osiągnięcie. Przyznam, że się go nie spodziewałam. Trasa była bardzo trudna, interwałowa, a to nie jest mój ulubiony rodzaj, wolę dłuższe podjazdy. Bardzo natomiast podobał mi się jej przebieg, to było wreszcie coś nowego, świeżego w porównaniu do tras, które znamy już wszyscy na pamięć. W piątek, podczas zawodów drużynowych, jechało mi się fatalnie. Mimo to nastawiałam się pozytywnie na niedzielę. Ale gdy nadszedł dzień wyścigu, od rana coś było nie tak. Denerwowałam się, nic mi nie wychodziło, różne drobiazgi wyprowadzały mnie z równowagi. Wzbierało we mnie przekonanie, że wszystko pójdzie źle. Na początku rzeczywiście czołówka zaczęła mi odchodzić, co mnie dodatkowo zdołowało. Na szczęście złapałam koło Pauli Goryckiej, a później udało mi się ją wyprzedzić. Wtedy coś zaskoczyło. To było wspaniałe uczucie, uświadomiłam sobie, że wreszcie jadę na 100% swoich możliwości. Dziewczyny z CCC były wtedy w dołku po treningu wysokościowym, bo przygotowały się do innych imprez, a nam z Bogdanem udało się idealnie trafić w szczyt formy. To był jedyny raz w tamtym sezonie, gdy udało mi się wyprzedzić Paulę, która później została przecież brązową medalistką MŚ. Czy między wami toczy się cicha rywalizacja? Tak było. Konkurowałyśmy ze sobą zawsze, najpierw jeżdżąc w jednym klubie, potem w różnych. Ona, jak sądzę, czuła to samo, jakkolwiek nie przeszkadza nam to być koleżankami. Teraz, choć ja przechodzę do elity, a Pauli zostały jeszcze dwa lata w U-23, nasza rywalizacja się nie zakończy, ponieważ nadal będziemy się razem ścigać. Czy uważasz się za zawodniczkę jeżdżącą lepiej technicznie? Paula sama zwykła mówić, że ma pod tym względem braki. Nie. Myślę, że Paula jedzie po prostu pod znacznie większą presją. To może powodować, że popełnia się czasem błędy. Ja jestem zawodniczką „dochodzącą”, nikt ode mnie nie oczekuje aż takich wyników, więc mam bardziej spokojną głowę. To potwierdza zresztą świetny wynik Pauli na trudnej trasie MŚ, gdzie, po tym jak nie poszło jej w Hajfie, mogła odczuwać mniejszą presję i pojechała na większym luzie. Przejście do starszej kategorii zwykle jest trudnym momentem w życiu zawodnika. Jak może to wyglądać w Twoim przypadku? To będzie bardzo trudne. W elicie są wszystkie najlepsze polskie zawodniczki, które jednocześnie stanowią elitę światową. Dodatkowo wszystkie one jeżdżą od tego roku w jednej grupie zawodowej. Ja nawet nie mam zawodowego kontraktu. Myślę, że to będzie trudny rok. Czy zastanawiałaś się nad możliwością dołączenia do zawodowej grupy Andrzeja Piątka? Nie sądzę, by zaistniała taka możliwość. Było to bardziej prawdopodobne w kategorii U-23, ale też ostatecznie nie znalazło się dla mnie miejsce. Teraz, jako seniorka, nie jestem już zawodniczką świetnie rokującą na przyszłość. Owszem, będę jeździć dobrze, ale raczej nie zdobędę medali MŚ. Dlatego nie sądzę, żebym miała szansę na taką propozycję. Nigdy nie należy tego przekreślać, ale wątpię w taki obrót spraw. Na ME, podobnie zresztą jak na MŚ, zdobyłaś 9. miejsce. Czy to nie obiecujące wyniki? Przed sezonem marzyłam, by pojechać na ME. To był ostatni rok w U-23 i czułam, że niezakwalifikowanie się będzie moją porażką. Udało mi się, ale nie poszło najlepiej. Musiałam walczyć o pozycję po tym, jak znalazłam się na końcu stawki. Bardzo się cieszę z wyniku, ale uważam, że było mnie stać na więcej. Weszłam do dziesiątki zgodnie z założeniami, lecz pozostał pewien niedosyt. Po prostu czułam, że mogłabym pojechać lepiej. Co przeszkodziło Ci zająć wyższe miejsce na ME? Na rozjazdówce zostałam z tyłu, bo nie jestem tak agresywna jak dziewczyny objeżdżone w tego typu wyścigach. Na pierwszym zakręcie wybrałam złą trajektorię. Przyblokowała mnie zawodniczka jadąca przede mną i zanim ponownie ruszyłam, byłam już ostatnia. Musiałam więc mozolnie poprawiać pozycję, co w tym upale kosztowało mnóstwo energii. Poza tym nie przygotowywałam się pod kątem tej imprezy, nie mówiąc już o wrześniowych MŚ, to było wręcz niewiarygodne, że polecę do Kanady. Trudno w takiej sytuacji trafić z formą. Czy izraelska trasa była podobnie trudna jak na Mistrzostwach Świata? Nie, trasa w Kanadzie była znacznie bardziej wymagająca. Miałam szczęście, że mogłam skorzystać z roweru z pełnym zawieszeniem, z którego w ostatniej chwili zrezygnowała Ola Dawidowicz. Uważam, że dzięki niemu udało mi się uniknąć wywrotek. Jak przebiegał wyścig MŚ z Twojej perspektywy? Podobnie jak na ME miałam słaby start, znalazłam się na końcu. I znów walczyłam o każde miejsce. Tak jak w Hajfie udało mi się ostatecznie dojechać do mety na 9. pozycji. Poza uprawianiem kolarstwa studiowałaś wychowanie fizyczne, uczyłaś jazdy na nartach. Można powiedzieć, że poświęciłaś się w pełni aktywności sportowej? Gdy wybierałam kierunek studiów i uczelnię, myślałam przede wszystkim o możliwości łączenia nauki z treningami. Teraz, po kilku latach, wiem już, że związałam się z właściwą dla mnie dziedziną. Chcę się zajmować kulturą fizyczną, zachęcać ludzi do aktywności. Dlatego po ukończeniu studiów licencjackich kontynuuję naukę w specjalności Turystyka i Rekreacja. Pochodzisz z górskiej miejscowości, pomogło Ci to rozwijać zamiłowanie do MTB? Nie, absolutnie. Wszyscy zawsze mówią: „mieszkasz w Bukowinie Tatrzańskiej, masz świetne tereny do trenowania”. A ja mam wszędzie Tatrzański Park Narodowy, po którym nie można jeździć! Pozostają szosy, to prawda, ale jest na nich duży ruch, mało bocznych dróg. Uważam, że znacznie lepsze warunki są w Sudetach, Świeradowie, Kotlinie Kłodzkiej. Moje zainteresowanie MTB to raczej wynik zbiegu okoliczności, po prostu trafiłam na kilka wyścigów i zaczęło się to jakoś kręcić. Wcześniej myślałam raczej o narciarstwie alpejskim, które wciąż jest moją drugą miłością. Czy narciarstwo może pomóc w treningu kolarskim? Raczej zaszkodzić. Nogi inaczej pracują, poza tym łatwo uszkodzić kolana. Po sezonie zimowym musiałam zawsze długo jeździć rowerem, żeby przestały mnie boleć. Teraz rzadziej pojawiam się na stoku, częściej na biegówkach w ramach treningu ogólnego. Jakie były pierwsze zawody, w których wystartowałaś? Jacek Jaworski organizował wtedy cykl zawodów dla dzieci pod nazwą Euroliga MTB Tatry. To była wspaniała inicjatywa, świetne imprezy, dzieci ze szkół podstawowych jeździły na naprawdę ciekawych i trudnych trasach. Najlepsi zawodnicy i zawodniczki trafili do utworzonego specjalnie dla nich klubu KCP Górskie Orły. Ja też znalazłam się w tej grupie. Później funkcjonował on głównie dzięki mojemu tacie i jego kolegom, którzy go finansowali, zatrudnili nawet trenera, pana Wilhelma Pyrgiesa, z którym konsultowaliśmy metody przygotowań. Mogę powiedzieć, że jeżdżę dzięki rodzicom. Kibicowali mi, jeździli na zawody, byli bardzo pozytywnie nastawieni. To jest wspaniałe uczucie, gdy ktoś darzy cię takim wsparciem, chce się jeździć. Teraz bardzo pomaga mi mąż Mariusz. Jest fizjoterapeutą, więc sprawuje pieczę nad moją regeneracją. Wciąż pogłębia swoją wiedzę w tym zakresie, bez niego mój trening byłby na znacznie gorszym poziomie. Dobrze radzisz sobie na wyścigach szosowych, zdobyłaś srebro na Górskich Mistrzostwach Polski, dobrze pojechałaś też na „płaskich” mistrzostwach. Lubisz wyścigi szosowe? Nie bardzo. Nie umiem jeździć w peletonie, męczę się bardziej niż inni. Zdecydowanie wolę MTB. Jakie masz plany na ten rok? Zależy mi, żeby możliwie często jeździć za granicą. Mistrzostwa Europy odbędą się bardzo blisko, na Słowacji, więc chcielibyśmy pojechać tam z klubem. Będzie też Puchar Świata w Czechach, na który jest szansa się wybrać na własną rękę. Na MŚ nie liczę zbytnio, mamy zbyt dużo dobrych seniorek. A zawody w Polsce? W tym roku imprez z cyklu Vacansoleil będzie mniej niż w zeszłym roku, jak wpłynie to na Twój kalendarz? Cykl Vacansoleil Grand Prix MTB miał być dla mnie imprezą priorytetową. Niestety, odbędą się tylko dwie imprezy, w dodatku tydzień po tygodniu, więc muszę nastawić się na coś innego. Po ich zakończeniu, nawet nie w połowie sezonu, tylko na początku, taka zawodniczka jak ja mogłaby zakończyć starty. W związku z tym pozostaje w moim kalendarzu ogromna pustka i jeszcze nie wiem, czym ją zastąpię, to będzie zależeć od funduszy i mojej dyspozycji. Mistrzostwa Polski również odbędą się w pierwszej części sezonu, co mi niezbyt odpowiada. Zobaczymy, jak mi tam pójdzie, sprawdzę, czy uda mi się pojechać na podobnym poziomie jak w U-23 przed rokiem. Ale nie liczę na zbyt wiele. Brzmi to nieco pesymistycznie… Dlaczego? Jestem dobrej myśli, ale staram się być realistką. Polska czołówka w elicie to zarazem czołówka światowa. Każda z dziewczyn ma przynajmniej jeden medal MŚ. Wyzwaniem jest jazda na zbliżonym do nich poziomie. Nie muszę z nimi wygrywać, po prostu chcę móc się z nimi ścigać. Chciałabyś przejść na zawodowstwo? Kiedyś bardzo chciałam. Teraz wystarcza mi, przynajmniej na razie, to co mam. Jestem szczęśliwa, cieszę się z tego, jak poukładało się moje życie prywatne i zawodowe. Dobrze jest mieszkać w domu z rodziną i móc się ścigać. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Dossier
Katarzyna Solus-Miśkowicz
Data urodzenia: 21.03.1988 r. Wiek: 23 lata Miejsce zamieszkania: Bukowina Tatrzańska Wzrost: 166 cm Waga: 54 kg Dyscyplina:
cross country MTB Najważniejsze osiągnięcia: 2010 r. 1. Mistrzostwa Polski kat. U-23, 9. Mistrzostwa Świata kat. U-23, 9. Mistrzostwa Europy kat. U-23. 2006 r. 1. Mistrzostwa Polski kat. junior, 4. Mistrzostwa Świata kat. junior, 4. Mistrzostwa Europy kat. junior Kluby: 2001–2006 KCP Górskie Orły Rabka Zdrój (Raba Wyżna) 2007–2008 LUKS Dobra Jarecki Team od 2009… DEK Meble Cyclo-Korona Kielce

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach