Finał maratonów Skandii już 26 września!

Wrześniowe ściganie zakończyło się startem w prawdziwych górach, bo maratony tym razem zawitały do Ustronia. Trasa po zamianach doczekała się wielu komentarzy, zarówno tych pozytywnych, jak i nie nadających się do powtórzenia.
Powód obydwu był ten sam, czyli ekstremalnie strome podjazdy. Sama długość dystansów nie wskazywała na to, co czeka śmiałków, ale już ilość przewyższeń - np. 1500 m na 40 kilometrach dystanu Mega - sugerowała, że tym razem zdecydowanie lekko nie będzie. Nie da się ukryć, że dodatkowe atrakcje związane były ze zmianą przebiegu trasy. Zamiast wystrzeliwać zaraz po starcie ze stadionu asfaltem na Równicę, szlak skręcał po kilku kilometrach w stronę Jaszowca i leśnych duktów. Ten fragment stanowił dopiero przedsmak przyszłych zmagań. Po pierwszym rozwidleniu Mini i Mega jechali już nieliczni, reszta zgodnie pchała rowery. Kolejna selekcja nastąpiła na grzbiecie Gościejowa, gdzie pojawiły się pierwsze zjazdy, na szczęście przeplatane przepięknymi widokami na otaczające pasma górskie. Trawiaste single zawiodły następnie smiałków do drugiego bufetu, z którego starczyło zjechać, by odpocząć w Brennej.

Ściana płaczu
Asfalt starujący z miejscowości, początkowo nieśmiało wspinający się ku górze, szybko przestał udawać, że zależy mu na utrzymaniu ciągłości i po prostu zmienił sie w stromą, szutrową drogę. Jakby tego było mało w końcu pozostał tylko odległym wspomnieniem, gdy taśmy znakujące skręciły w prawo, by zaatakować zbocze na wprost. Podobno czołówka na rowerach pokonała tę ścianę, o nachyleniu ponad 20%, ale znakomita wiekszość uczestników człapała tylko zgodnie, odpoczywając na mniej stromych kawałkach. Zakręt w prawo na górze oznaczał bufet i prawie koniec mordęgi, bo pozostało jeszcze tylko „zdobyć” po kamieniach Równicę. Prawdziwym finałem był jednak zjazd po jej zboczach, fragmentami świeżo poprawianych - nie zawsze udanie - szlaków, gdzie śliskie belki walczyły o miano głównej atrakcji z rzeczką zalewającą drogę. Końcówka po asfalcie pozwoliła jako tako wyczyścić rower, a przed wszystkim przywrócić do życia zgrabiałe palce.
W tym miejscu wspomnieć należy, że najszybsi na poszczególnych dystanach byli: Tomasz Jajonek (czas 3:16:11) i Ewelina Ortyl (4:09:00), obydwoje z teamu Twomark Specialized Endura. Mega wygrał Piotr Kamiński z Rybnika (2:27:08), a pierwsza wśród pań była Joanna Czerwnińska (2:35:31) z Pro Dealer Świat Roweru Welda Team. Na Haro Michał Kucewicz z Bytomia potrzebował tylko 53:06, by przejechać 19 kilometrów, najszybszej Dominice Niemiec (MTB Lubawka) dystans ten zajął 1:14:39. Wszystkim, którzy przetrwali Ustroń, gratulujemy!
Pełne wyniki poszczególnych edycji znajdziecie na bikemaraton.com.pl

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach