Flyin’ BRIAN

Brian Lopes…

…odnosi sukcesy dłużej niż większość z nas jeździ na rowerze. Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto nie słyszał o amerykańskiej gwieździe kolarstwa grawitacyjnego. W dzieciństwie ścigał się na BMX-ach, w wieku 17 lat przeszedł na zawodowstwo, a w 1993 skoncentrował się wyłącznie na rywalizacji w MTB. „USA Today” nazwało go „bez wątpienia najbardziej wszechstronnym zawodnikiem światowego formatu w kolarstwie”. Dossier Imię i nazwisko: Brian Lopes Pseudonimy: Flyin’ Brian, Lopes Data urodzenia: 06.09.1971 Miejsce urodzenia: Mission Viejo, Kalifornia Pierwszy rower: Schwinn Pixie Pierwszy start: w wieku 4 lat Hobby: jazda na motocrossie i minibike, surfing Najważniejsze tytuły: trzykrotny mistrz świata, pięciokrotny zwycięzca Pucharu Świata, dziewięciokrotny mistrz USA, rekordzista pod względem liczby wygranych zawodów 4X Pucharu Świata, dwukrotny zdobywca światowej nagrody sportów ekstremalnych dla „najlepszego kolarza górskiego” w 2000 i 2001 roku MR Znajdujesz się na szczycie od ponad 10 lat, skąd bierzesz motywację do dalszej jazdy? Brian Lopes: Na pewno kocham jeżdżenie na rowerze, a także wyzwania, szczególnie te stawiane przez nowe, wymagające technicznie tory. Jeśli pojawiam się na zawodach i widzę nowy tor, który wygląda na trudny i obiecuje radość z jazdy, nie mogę się doczekać, aż zacznę jeździć. Jeśli jednak wygląda na nudny i łatwy, nie jest dla mnie żadnym wyzwaniem. Wyznaczenie sobie nowych celów pomaga skupić się na ich realizacji. Wyścigi 4crossowe niosą ze sobą spore ryzyko. Jak unikasz kontuzji? BL: Staram się jeździć mądrze, myśleć. Trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, a kiedy można dać się ponieść. Wyścigi nie polegają przecież na bezmyślnym rozpędzaniu się i wybijaniu ze wszystkich elementów trasy. Mimo to nie da się uniknąć wypadków, dlatego też staram się optymalnie zaplanować rehabilitację, aby jak najszybciej powrócić do rywalizacji. Ostatnio nawet zjazdowcy zaczęli pozbywać się kolejnych gramów ze swoich rowerów. Jak ważna jest niska masa sprzętu? Jaka jest granica wagi dla sztywniaka do 4crossu, na którym da się startować? Jaki był Twój najlżejszy rower? BL: Odpowiedź na to pytanie zależy głównie od masy zawodnika oraz jego stylu jazdy. Myślę, że najlżejszy rower, na którym startowałem, ważył trochę ponad 11 kg. Uważam, że nie ma sensu poświęcać wytrzymałości dla jak najniższej masy. Awarie sprzętu psują radość z jazdy i uniemożliwiają zwycięstwo. Z drugiej strony lekki rower ułatwia prawie wszystkie elementy jazdy: rozpędzanie się, kontrolę w locie, bunny hopa itd. Rozwój 4crossu jest nieodłącznie związany z budową torów. Czy myślisz, że zmierza on w stronę tras inspirowanych motocyklowym supercrossem (tak jak na ostatnich mistrzostwach świata w Rotorua w Nowej Zelandii) czy bardziej technicznych tras? BL: Mam nadzieję, że będziemy oglądać coraz większe przeszkody, które stanowią prawdziwe wyzwanie dla startujących. Z drugiej strony, takie tory powinny mieć odcinki techniczne. Ostatecznie to nie wymiary sekcji decydują o jej trudności. Rywalizacja w 4crossie jest naprawdę twarda. Kogo uważasz za swojego największego rywala? BL: Z pewnością Michała Prokopa (m.in. mistrz świata 4X 2006 i wielokrotny mistrz Europy – przyp. red.) Jakie cechy powinien mieć dobry zawodnik w 4crossie? Co jest najważniejsze – umiejętności, taktyka czy najlepszy start z bramki? BL: Start z bramki to oczywiście podstawa, ale musisz być także dobry w skokach, pokonywaniu zakrętów, pompowaniu przeszkód itd. Niezmiernie ważna jest kondycja fizyczna. Musisz dać z siebie wszystko w kilku trwających kilkadziesiąt sekund przejazdach. W czasie treningu istotne jest skupienie się na wszystkich elementach rywalizacji, gdyż wszechstronność to najlepszy klucz do sukcesu. Jesteś bardzo wszechstronnym zawodnikiem, startowałeś z sukcesami w downhillu, wygrałeś słynny Air Downhill w Whistler. W jakich jeszcze dyscyplinach zobaczymy Cię w przyszłości? Nie myślisz o starcie w slopestyle’u? BL: Staram się nie zaniedbywać żadnych dyscyplin i startować tam, gdzie to możliwe. Szanse, żebym wystartował w slopestyle’u, są jednak małe. Triki, które wykonują tacy zawodnicy, daleko wykraczają poza te, których chciałbym spróbować. Prawdopodobnie skoczyłbym wszystkie przeszkody na tym torze, ale na pewno nie do góry nogami! Co roku staram się startować w otwierających sezon zawodach w Sea Otter, w zeszłym roku brałem też udział w halowych wyścigach w zadaszonym mountain parku Ray’s w Cleveland, Ohio. Można Cię było również zobaczyć w Red Bull Road Rage w 2005 roku, co było szczególnego w tych zawodach? BL: Kolejne zawody zupełnie różne od innych, o których mało kto pamięta. Był to wyścig kolarski na bardzo stromej i krętej szosie w Kalifornii, rozgrywany jako jazda na czas oraz wyścig w systemie pucharowym. Trasa leżąca w kanionie Tuna ma ponad 3 km długości i ponad 400 m przewyższenia. Prędkości przekraczają 90 km/h, a bardzo ciasne zakręty (120°) znajdują się na skraju urwiska. To, czego wcześniej nie próbowano, jest zawsze najbardziej interesujące. Nie tylko ścigasz się w zawodach, lecz także promujesz sport na wiele innych sposobów. Widzieliśmy Cię w niejednym filmie. Lubisz pracę na planie? BL: Uwielbiam! Filmowanie to czysta zabawa pozbawiona prawdziwego ciśnienia, aby osiągnąć wyśrubowany wynik. Cieszy mnie podróżowanie po świecie w poszukiwaniu nowych, inspirujących miejsc do jazdy. Kiedy wybierasz się na zawody, jesteś ograniczony do przygotowanej trasy i naprawdę rzadko widzisz cokolwiek poza terenem rywalizacji. Jesteś też, z Lee McCormackiem, współautorem książki traktującej o wielu aspektach jazdy na rowerze górskim. Kto wpadł na ten pomysł? BL: Lee przyszedł do mnie z pomysłem, a ja już wcześniej myślałem o nagraniu instruktażowego filmu, więc od razu się zgodziłem. Znamy się odpowiednio długo, więc wiedziałem, że praca nad książką będzie bardzo owocna. Myślę, że udało nam się przystępnie przekazać wiedzę o tym wymagającym sporcie. Razem z McCormackiem promujecie pumptrack. Czy mógłbyś wyjaśnić, o co chodzi i jaka jest jego rola w Twoich treningach? BL: Pumptracki są świetne z wielu powodów. Można je zbudować na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, uczysz się nabierać prędkości, nie pedałując, możesz potrenować technikę skoków, pokonywanie przeszkód przy dużej prędkości oraz inne techniki rodem z BMX, które poprawiają kontrolę nad rowerem. Dostarczają również okazji do odbycia treningu ogólnorozwojowego. Krótko mówiąc, pumptrack to pętla z małym wzniesieniem na starcie, aby można było ruszyć z miejsca. Dobrze zrobiony tor pozwala się rozpędzić do ponad 40 km/h i to wszystko bez używania napędu! Czy uprawiasz inne sporty poza kolarstwem? Słyszałem, że ścigasz się w motocrossie i jeździsz na quadach od czasu do czasu. BL: Na quadach nie jeżdżę, ale jeżdżę motocyklem crossowym. Ścigam się raz czy dwa razy w roku, lecz nie są to prawdziwe wyścigi, raczej jazda po torach dla nabycia wprawy i dla zabawy. Gdy mam czas, surfuję oraz pływam na wakeboardzie. Uwielbiam to! Wiele firm korzysta z Twoich rad w projektowaniu nowego sprzętu. Zgłaszasz im własne projekty czy starasz się raczej udoskonalić istniejące produkty? BL: Staram się nie zaniedbywać żadnej z tych dziedzin. Myślę, że rola zawodników nie ogranicza się tylko do jeżdżenia, powinni też brać udział w opracowywaniu nowych produktów, gdyż najlepiej wiedzą, co sprawdza się podczas rywalizacji. Twoje korzenie sięgają BMX-ów, a wygląda na to, że ostatnio scena MTB wiele zyskała dzięki zawodnikom, którzy przesiedli się na większe koła. Wystarczy wymienić Darrena Berreclotha czy Jareda Gravesa. Co daje jazda na BMX-ie w późniejszej karierze na MTB? BL: Po pierwsze uczysz się wielu technik, które można przenieść do jazdy MTB. BMX daje podstawowe narzędzia bez względu na to, jakim rowerem będziesz jeździć w przyszłości. Rozpoczynając przygodę od szosówki, nigdy nie nauczysz się najprostszych rzeczy, które mogą uratować Ci skórę, takich jak np. przeskakiwania przez krawężniki. Oprócz tego nabierasz wprawy w wykorzystywaniu prędkości do efektywnego pokonywania przeszkód, uczysz się „pompować”, czyli nabierać prędkości bez pedałowania dzięki umiejętnemu wykorzystaniu ukształtowania trasy. Nabierasz wprawy w skokach, co przydaje się zarówno podczas ścigania, jak i ewolucji na dirtach. Wyścigi BMX-owe zostały uznane przez Komitet Olimpijski i będą rozgrywane na olimpiadzie w Pekinie. Jak myślisz, czy wyścigi 4crossowe mają szansę na znalezienie się w programie igrzysk w przyszłości? BL: Na pewno nie w bliskiej przyszłości. Potencjał bez wątpienia istnieje, lecz biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął, zanim znalazły się tam BMX-y, nie wyobrażam sobie 4crossu na igrzyskach. W jakich imprezach zobaczymy Cię w tym roku? BL: We wszystkich edycjach Pucharu Świata, mistrzostwach świata w Fort William, a także na festiwalu rowerowym Crankworx w Whistler. Nie zamierzam także odpuścić sobie sponsorowanej przez Jeepa serii King of the Mountain (dwie edycje: w Kalifornii oraz w Kolorado). Słowa: Tomasz Łysak

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach