Głowa pracuje lepiej

Uczył się w angielskiej szkole i był punkiem. Ścigał się na zjazdówce i grał dla 250 000 osób. Prowadzi firmę, ale trudno nazwać go normalnym biznesmenem, choćby dlatego, że nosi blond dredy. O tym, czy rower może zmienić życie, rozmawiamy z Szymonem „Blendersem” Kobylińskim.

Dossier

Imię: Szymon Nazwisko: Kobyliński Data urodzenia: 28.10.1970 Rower: Santa Cruz Na codzień: muzyk zespołu „Blenders” – gitara i wokal, autor tekstów, współwłaściciel dobrze prosperującej firmy „z branży”, znany trójmiejski rowerzysta Hobby: rower, muzyka, sporty ekstremalne Muzyka: „soczysty funk w smutnym kraju” – tak twierdzą eksperci Ulubiona danie: łlody z grila Zwierzę: pies – labrador

Wywiad

„Zrobiłem Ci dziecko, utopimy je razem” – pamiętasz ten kawałek? SK: Skąd to wygrzebałeś?! To był nasz pierwszy przebój. Mieliśmy jeszcze kawałek „Komuniści każą nam chodzić do szkoły” – to był czas, kiedy byliśmy punkami, co prawda tylko „niedzielnymi”. Wygrzebałem w Internecie. Ale wracając do muzyki… SK: Muzykiem zostałem trochę przez przypadek. Zaczęło się od tego, że pożyczyliśmy z kolegami gitarę. Taką dobrą, markową gitarę. Nie potrafiliśmy w ogóle grać, ale wiedzieliśmy, że punk gra się mocno, no i graliśmy mocno. Tak mocno, że gitara się rozleciała. Nie chciałem oddawać jej w takim stanie, a ja miałem zawsze skłonności techniczne, więc zacząłem tę gitarę sklejać. Znalazłem starą książkę o gitarach i jakoś dałem radę. Potem kupiłem struny, dowiedziałem się, jak się nazywają. Później zacząłem stroić gitarę i nauczyłem się grać.

Wracając do muzyki, chciałem rozmawiać o rowerach… SK: Ja na rowerze jeżdżę od dziecka. Pamiętam, jak byłem mały, to w kółko jeździłem wokół podwórka na rowerze i skakałem na takiej małej hopce. To był chopper, więc z każdym dniem rower stawał się nieco dłuższy. Między piątym a trzynastym rokiem życia siedziałem z rodzicami w Londynie i tam się to wszystko działo. Miałem straszną ochotę na BMX, ale rodzice kupili mi kolarzówkę. Ale to nic, okazało się, że na kolarzówce też się dało skakać. Oprócz tego w Anglii głównie siedziałem w szkole, od poniedziałku do piątku w angielskiej, w weekendy w polskiej. Teraz czasami ludzie mówią: „O, byłeś w Londynie tyle lat, jak tam życie klubowe…” A ja miałem 13 lat, gdy wróciłem do kraju – byłem za młody na kluby… Ciąg dalszy w numerze 1(2)/2003

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach