Gołaś zgarnia pulę!

Marek Grechuta śpiewał o „dniach, których jeszcze nie znamy” i „chwilach, na które czekamy”. Dla kibiców Michała Gołasia ważne dni właśnie nastały. „Goły” w pięknym stylu sięgnął po biało-czerwoną koszulkę. Gromki okrzyk radości rozległ się nie tylko w fanklubie Gołasia, ale też naszej redakcji. W końcu Michał to również „nasz” mistrz!

Tekst: Wolfgang Brylla, Zdjęcia: Krzysztof Jot Jakubowski

Sędziszów, niewielkie miasteczko liczące sobie niespełna siedem tysięcy mieszkańców, znane przede wszystkim z magistrali kolejowej. O ile o tradycjach kolarskich w mieście nic nam nie wiadomo, o tyle historia kolejnictwa w Sędziszowie została dokładnie udokumentowana. Nie ujmując nic niewielkiej mieścinie, przypomina ona jeden, długi, ciągnący się dworzec kolejowy. Mistrzostwa Polski A.D. 2012 symboliką również nawiązywały do kolejowych korzeni Sędziszowa. Linię startu i mety zlokalizowano vis-a-vis torowiska. Trasa wytyczona przez organizatora była szczególna, pod każdym względem. Na innych pętlach walczyły kobiety, na innych mężczyźni. W sumie kierownictwo mistrzostw zdecydowało się na cztery różnego typu okrążenia i kilkanaście kilometrów dojazdów. Juniorzy, juniorki i zawodnicy niedowidzący walczyli na prawie 19-kilometrowej rundzie przez Sosnowiec, Słupię, Nową Wieś i Tarnawę. Panie stoczyły bój na dwóch wersjach okrążeń – rozgrzewkowym ponad 12-kilometrowym i „hopkowatym” 10-kilometrowym. Kolejną modyfikację zaserwowano orlikom i elicie mężczyzn, którzy musieli się zmierzyć dodatkowo z niełatwą, pagórkowatą 23-kilometrową rundą prowadzącą przez Nawarzyce. Nie tylko dziennikarze mieli początkowo trudności w ogarnięciu tematu z rozmaitymi wariantami rund. Ten sam problem dotyczył kolarzy, którzy często podczas treningów gubili się na sędziszowskim „zawijasie” i zbaczali z rundy…

Zanim jednak w trzech ostatnich dniach mistrzostw peleton przeniósł się do Sędziszowa, w niedalekim Jędrzejowie rozdano medale w indywidualnej jeździe na czas. W poszczególnych konkurencjach nie obyło się bez kilku miłych niespodzianek. „Szlak” czasówek przez Potok Wielki, Borów i z nawrotem w Krzcięcicach charakteryzował się lekkimi wzniesieniami, ale do bardzo ciężkich nie należał. Jako pierwsze na świętokrzyskie szosy wyruszyły juniorki. Uznawana za główną faworytkę Kasia Niewiadoma (WLKS Krakus) musiała uznać wyższość Magdy Plich (BDC Kolejarz-Jura Częstochowa). Medal brązowy zawisł na szyi Alicji Ratajczyk (UKS Jedynka Limaro Kórnik). Ciekawe rozstrzygnięcia odnotowano też w juniorach. Obrońca tytułu Wojciech Sykała (GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne) zajął dopiero trzecie miejsce za Szymonem Rekitą (LKK Warmia Biskupiec) oraz Przemkiem Kasperkiewiczem (KTK Kalisz). W elicie pań zupełnie niespodzianie na najwyższym stopniu podium stanęła Martyna Klekot.

„To największy sukces w mojej karierze. Złoto jest dla mnie niespodzianką” – mówiła 24-letnia reprezentantka BDC Kolejarza. Podopieczna Grzegorza Gronkiewicza wykręciła lepszy czas od Pauli Goryckiej (4F e-Vive), nowej mistrzyni orliczek, oraz Eugenii Bujak (GK Żyrardów), która mimo upadku wskoczyła jeszcze na podest.

Kamil Gradek „pozamiatał” za to w orlikach. Kolarz Cartusii Kartuzy udowodnił, że w młodzieżowcach na czas nie ma na niego mocnych. O 49 sekund wyprzedził swojego kolegę klubowego Pawła Bernasa i o minutę Łukasza Wiśniowskiego (TKK Pacific Toruń). Zaliczany do medalowych pretendentów Piotr Gawroński musiał pogodzić się z czwartą lokatą. „Gawron” zmagał się nie tyle z trasą, co ze sprzętem. „Opadło mi siodełko” – mówił były mistrz Europy U23, który winy jednak nie zrzucał na problemy techniczne.

„Chciałem obronić mój zeszłoroczny tytuł ze Złotoryi, co mi się udało. Cieszę tym bardziej, że mamy w klubie również srebro” – mówił 22-letni Gradek.

Oczekiwaniom sprostał Maciej Bodnar (Liquigas-Cannondale), choć czoła stawił mu nasz inny specjalista w jeździe na czas – Michał Kwiatkowski (Omega Pharma-Quick Step).

„Bodi” przyjechał do Jędrzejowa z jedną myślą – po złoto. „Kwiatek” stracił do niego siedem sekund, brązowy medalista Łukasz Bodnar (BGŻ Team) na dystansie 50 km zameldował się półtorej minuty za bratem. Ostatni raz świadkami podobnej konstelacji byliśmy w 2008 roku, kiedy złoty Łukasz pokonał srebrnego Maćka.

Z sędziszowskim programem mistrzostw jako pierwsi zaznajomili się juniorzy, juniorki oraz tandemy. Wyścig ze startu wspólnego juniorek zdominowany został przez BMC Nowatex Ziemię Darłowską. W sprincie najlepiej sprawiła się Karolina Komoś, która dopiero od tego sezonu ściga się w tej kategorii wiekowej. Jej koleżanka Patrycja Jacyszyn wywalczyła brąz, a pogodziła je Maria Ziółkowska (LUKS Sławno). Kasia Kirschenstein, trzecia z wychowanków Marcina Adamowa, w której widziano mistrzynię, na ostatnim kilometrze złapała gumę.

O pechu w juniorach może mówić Bartosz Szczepanowski (GK Gliwice Merida). Zaatakował ok. 10 kilometrów do mety, ale na finałowej prostej zdążył go jeszcze połknąć rozpędzony peleton. Minimalnie lepszy od Tobiasza Lisa (Ziemia Opolska) był Bartosz Wylamowski (TKK Pacific Toruń), trzecie miejsce dla Łukasza Marcinkowskiego (KKS Gostyń).

We wspólnym wyścigu osób niedowidzących mężczyzn odwróciły się role z czasówki. Srebrni medaliści w time trial Marcin Polak/Michał Ładosz (Hetman Lublin) pokonali czasowych mistrzów Krzysztofa Kosikowskiego/Artura Korca (Warmia i Mazury Olsztyn). U kobiet, zarówno we wspólnym, jak i na czas, zwyciężyła para Iwona Podkościelna/Ola Wnuczek, które przypieczętowały swoją supremację w tej dyscyplinie na krajowym podwórku.

W tym sezonie zawodniczek polkowickiego CCC zabrakło na starcie mistrzostw Polski. Tym samym urosły złote szanse Pauliny Brzeźnej-Bentkowskiej (LKS Atom Boxmet Dzierżoniów), która przed zawodami obawiała się tylko jednej rzeczy: „Mam nadzieję, że trasa nie będzie tak łatwa, na jaką wygląda”. Kobiety do 132-kilometrowego dystansu przystąpiły w miarę spokojnie. Na pierwszym okrążeniu zaatakowały Gosia Wojtyra (BoGo Szczecin) oraz Karolina Karasiewicz (ALKS Stal Ocetix Grudziądz). Wojtyra widocznie lubi takie odjazdy. W ubiegłym roku również uciekała, jednak wtedy została złapana razem z Gorycką. Tym razem dzielnie trzymała się z przodu. Grudziądzko-szczeciński duet dogoniony został jedynie przez czteroosobowy pościg, który zainicjowała Brzeźna. Podążyły za nią Kasia Pawłowska (UKS Limaro Kórnik), Gosia Jasińska (MCipollini Giambenini) i Kasia Solus-Miśkowicz (DEK Meble-Cyclo Korona Kielce). Sekstet zgodnie z sobą współpracował, na ostatniej rundzie jego przewaga nad grupą zasadniczą wynosiła około półtorej minuty. Wiadomo było, że mistrzyni Polski zostanie wyłoniona z tej czołówki. Finisz rozpoczęła Jasińska, Pawłowska oraz Brzeźna wykazały się refleksem oraz czujnością, nie pozwalając jej odskoczyć. Ostatecznie na kresce energiczniejsza okazała się Pawłowska, torowa mistrzyni świata w scratchu. Trzecia była Jasińska.

„Kiedy z długiego finiszu ruszyła Jasińska, bardzo pomogła mi Wojtyra, która mnie rozprowadziła. Strasznie się cieszę z tego złota. Celowaliśmy w medal, ale nie odczuwaliśmy żadnej presji” – relacjonowała Pawłowska. Wśród orliczek wygrała Karasiewicz.

Już dawno nie widzieliśmy tak mocnego mistrza Polski orlików. Paweł Poljański był na 163-kilometrowej trasie nie do pobicia. Jechał aktywnie, kontrolował przebieg wyścigu, na jego twarzy nie było widać oznak zmęczenia, chociaż upalna pogoda dawała się co niektórym we znaki. Ścigający się na co dzień we włoskiej ekipie Sestese „Poljan” na MP przybył po złoto. Z mistrzowską koszulką wracał też do domu. „Plan miałem jeden. Chciałem wygrać ten wyścig, bo to mój ostatni rok młodzieżowca i ostatnia szansa. Trasa nie leżała mi, dlatego radość tym większa” – mówił na mecie niezwykle uradowany wychowanek Cartusii Kartuzy. Na pierwszej rundzie wykrystalizowała się ucieczka z Adamem Dudziakiem (Bolmet Legnica), Pawłem Krzywanią (Warmia i Mazury Olsztyn), Łukaszem Osieckim (Wibatech-LMGK Ziemia Brzeska), Mateuszem Nowakiem (KTK Kalisz) oraz Pawłem Piotrowiczem (TKK Pacific Toruń). Na górskich pętlach do roboty wziął się Poljański, dzięki któremu ucieczka została skasowana. Ale tego mu było za mało. W końcówce dołączył kolega z drużyny Bernas. We dwójkę z podniesionymi pięściami minęli białą linię. „Dojechał do mnie Paweł i wsparł w walce o medal. Rok temu oddałem mu zwycięstwo w Karpackim Wyścigu Kurierów, teraz on się zrewanżował” – oznajmił Poljański. Brąz zdobył Wiśniowski.

Górskie okrążenia, z jakimi mieli do czynienia orlicy, czekały również elitę. Dystans do pokonania niebagatelny – 246 km w palącym słońcu. Warunki, do których krajowi szosowcy nie przywykli, ale które dla naszych „obcokrajowców” są chlebem powszednim. Z tego też względu właśnie we frakcji „zagranicznej” upatrywano kandydatów do złota.

Niezły rezultat wróżono w pierwszym rzędzie Gołasiowi, Kwiatkowskiemu, Maciejowi Bodnarowi, Bartoszowi Huzarskiemu (NetApp) czy Przemysławowi Niemcowi (Lampre-ISD). Na, a nie przy trasie MP, jak do tej pory bywało, ujrzeliśmy Sylwestra Szmyda (Liquigas-Cannondale). W ucieczkę zabrał się jednak inny „nie-polski” kolarz – Mariusz Wiesiak (Matrix Powertag), który od lat przywdziewa trykoty japońskich zespołów. Wspólnie z nim harcowali Łukasz Owsian (CCC Polsat Polkowice), Wojciech Skarżyński (Legia), Adam Stachowiak (BGŻ Team) i Wojciech Ziółkowski (BDC-MarcPol). Nad goniącą ich grupką mieli nawet dziesięć minut przewagi. A w pogoń za nimi udała się niezwykle mocna grupa: Kwiatkowski, Niemiec, Adam Pierzga (Pogoń Mostostal Puławy), Marcin Sapa (BDC-MarcPol), Tomasz Kiendyś (CCC Polsat Polkowice), Konrad Czajkowski (BGŻ Team) i Karol Domagalski (Caja Rural). Cztery minuty za nimi kręcił peleton ze Szmydem, Bodnarami, Gołasiem i mocno pracującymi „begieżetami”. Niestety, odpadł z niego Marek Rutkiewicz (CCC Polsat Polkowice), który na asfaltowym odcinku wysłanym piaskiem stracił panowanie nad rowerem, doznając urazu nadgarstka.

Przed dwiema ostatnimi rundami z przodu jechali już tylko niezmordowany Kwiatkowski oraz Niemiec. Ich akcja na pięć kilometrów do kreski należała już jednak do historii. Ciągnięty przez Błażeja Janiaczyka Tomasz Smoleń (BGŻ Team) miał praktycznie złoto na wyciągnięcie ręki, ale prześcignął go fantastycznie predysponowany Gołaś. Gdzieś po prawej stronie przebijał się jeszcze Sylwester Janiszewski (CCC Polsat Polkowice), gwarantując sobie brąz. „Sylwka nie widzieliśmy, cały gaz szedł lewą stroną. Szkoda. Trzeci raz jestem wicemistrzem kraju. Gdyby „Goły” nie przyjechał, miałbym w końcu złoto” – śmiał się Smoleń.

Rozchwytywany na mecie Gołaś nie posiadał się ze szczęścia. Szczęścia podwójnego, bo kilka dni wcześniej na świat przyszła jego córeczka Helenka. „Jak się układa prywatnie, to o wyniki sportowe nie trzeba się martwić. Taki jest chyba mój klucz do sukcesu” – wyjawił nam Michał, który nareszcie mógł założyć koszulkę z orzełkiem. Spełniły się jego najskrytsze marzenia.

Nieco gorzej MP prezentowały się „od kuchni”. Na słowa pochwały nie zasłużył Michał Połetek – organizator, dyrektor generalny i dyrektor wyścigu Mistrzostw Polski 2012 w jednej osobie. W kuluarach krytykowano, że „Pan Tablet” przez kolarską wioskę cały czas wędrował z tabletem w dłoniach, strzelając wszystkim i wszystkiemu fotki. Od tabletu – o zgrozo! – nie stronił nawet za kółkiem swojego samochodu. Robił zdjęcia trasie oraz kibicom, prowadząc równocześnie. Raz o włos a przejechałby fotografa, drugi raz wpakowałby się w trakcie wyścigu wspólnego elity w grupę czołową, kiedy pod prąd „wspinał” się na podjazd. Rozgoryczenie i wściekłość kolarzy, którzy nie szczędzili brzydkich słów pod adresem organizatora tarasującego im przejazd, były zrozumiałe. Co więcej, na tym samym wzniesieniu pan Połetek zaparkował na środku drogi, chcąc wypakować coś z bagażnika. Minęli go już pilot wyścigu, motocykle policji, za chwilę minąć mieli też kolarze… Zorientował się jednak, że zawadza, i oddalił autem z kogutem na dachu.

Na Panu Tablecie vel „Połepku” („po łepkach”) ciąży też odpowiedzialność za, delikatnie mówiąc, półprofesjonalną organizację mistrzostw. Bałagan związany z rezerwacją noclegów dotknął nie tylko osoby z obsługi czy kolumny wyścigu, ale nawet samych zawodników. Prawie każdy z nich szukał kwaterunku na własną rękę. Wszystko dopinane było na ostatnią minutę, akredytacje drukowano tuż przed startem zawodów, o książkach czy programie dla mediów można było zapomnieć. I choć dalecy jesteśmy od totalnego krytykowania (wszak nikt nie jest bezbłędny), niechlubnych incydentów naliczyliśmy w tym roku naprawdę sporo. Chaos z kilkoma rodzajami rund, mało efektywna kampania reklamowa, mało kibiców. Większość mieszkańców przybyła na metę, bo niedaleko muszli odbywał się lokalny festyn z okazji Dni Sędziszowa…

* * *

„Nie było łatwo, ponieważ przed startem Kwiatkowskiego i mnie wymieniano w gronie faworytów. Odczuwalne było lekkie ciśnienie” – mówił młodszy z Bodnarów, który zapewnił sobie start na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie

„Chyba za szybko jej wyszłam… Ale tak to już jest. Chciałam dzisiaj porozrywać peleton, dlatego też zaatakowałam z Kasią. Potem otrzymałyśmy towarzystwo i doskoczyłyśmy do Gosi i Karoliny” – tłumaczyła Paulina Brzeźna

Poljański narzucił niesamowite tempo, fenomenalnie odjechał. „Jeśli myślałem o wygranej, to musiałem przyjechać na metę samotnie. Inaczej mógłbym zapomnieć o złocie” – dodał

„Zawsze traktowałem MP wyjątkowo. Ta koszulka jest dla mnie cenniejsza nawet od maglia azzurra z Giro. Kwiatek pojechał dzisiaj świetnie. Ktoś z nas miał zostać mistrzem. On z odjazdu, ja z grupy. Na 300 metrów do końca Michał skasował nawet ostatni atak. Połowa medalu idzie do niego” – powiedział Michał Gołaś, chwaląc cały toruński obóz ekszawodników Pacificu, którzy pomagali mu w wyścigu

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach