Hat-trick Oscara

Na przełomie września i października Werona, miasto zakochanych, ojczyzna dramatu romantycznych kochanków Romea i Julii, znalazła się w centrum innego dramatu, tym razem sportowego. W szystko za sprawą światowego peletonu, który wybrał położone w północno-wschodnich Włoszech miasto na gospodarza szosowych mistrzostw świata, powracając do niego po pięciu latach przerwy.

Wielcy nieobecni

Długi, rozpoczynający się już pod koniec stycznia sezon oraz późny termin rozgrywania czempionatu sprawia, że wiele gwiazd kolarstwa nie jest zainteresowanych walką o koszulkę w kolorze tęczy. Najbardziej konsekwentny jest w tym sześciokrotny zwycięzca Tour de France, Amerykanin Lance Armstrong, którego w tym samym czasie pochłaniają obowiązki związane z prowadzeniem fundacji (Lance Armstrong Foundation) pomagającej osobom chorującym na raka i tym, którzy pokonali nowotwór. W tym roku zabrakło również kilku innych bohaterów Wielkiej Pętli, m.in. drugiego jej zawodnika, Niemca Andreasa Klödena i króla gór, Francuza Richarda Virenque, który kilka tygodni wcześniej ogłosił zakończenie kariery sportowej. Dwóch znakomitych czasowców, mistrza olimpijskiego w tej specjalności, Amerykanina Tylera Hamiltona oraz Brytyjczyka Davida Millara wykluczyły sprawy związane z niedozwolonym wspomaganiem. Zawiedli się także liczni fani Niemca Jana Ullricha, który podczas jesiennych klasyków demonstrował wzrastającą formę, ale tuż przed startem rozchorował się i wyjechał do domu. Najwięcej hałasu dotyczyło udziału w mistrzostwach jednego z wielkich faworytów, Davida Rebellina. Włoch zaskoczył wszystkich, decydując się na start w barwach Argentyny, po tym, jak zorientował się, że selekcjoner squadra azzurra, Franco Ballerini, nie widzi go u siebie w zespole. W sprawie tej udał się do przybranej ojczyzny, skąd powrócił z nowym paszportem. Już zastanawiano się, jak włoscy tifosi zareagują na medal swojego pupila, zdobyty dla obcego kraju, kiedy okazało się, że wystawiony dokument ma charakter tymczasowy, na co skwapliwie powołała się Międzynarodowa Unia Kolarska, nie dopuszczając Rebellina do zawodów.

„Się nie uzbiera”

Polscy kibice mieli własne „wzruszenia”. Po raz pierwszy złapali się za głowy w ostatnim dniu Tour de Pologne, słysząc selekcjonera naszej reprezentacji, Zbigniewa Sprucha. Wicemistrz świata z Plouay (z 2000 r.) ogłosił przed kamerami telewizyjnymi, że nie skorzysta z możliwości wysłania do Werony pełnego składu (ośmiu zawodników), a zgłosi tylko sześciu. „Ośmiu się nie uzbiera” – stwierdził autoratywnie. Po kilku dniach Spruch zaskoczył po raz drugi, podając się do dymisji. „Nie chcę odpowiadać za coś, na co nie mam wpływu” – powiedział na pożegnanie, kończąc w ten sposób nieudaną przygodę z funkcją selekcjonera kadry szosowców, której symbolem był katastrofalny występ podczas Igrzysk Olimpijskich w Atenach. Polski Związek Kolarski podziękował mu za współpracę, uzupełnił skład oraz awaryjnie przekazał zwolnione miejsce Markowi Leśniewskiemu, odpowiadającemu dotychczas za szkolenie reprezentacji młodzieżowej.

Mistrzostwa

W trakcie sześciu dni rywalizacji przeprowadzono 10 wyścigów, począwszy od indywidualnej jazdy na czas juniorek, a skończywszy na wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn. W sumie wystartowało przeszło 700 zawodniczek i zawodników. Konkurencje jazdy na czas odbywały się w okolicach Bardolino nad jeziorem Garda, leżącym niedaleko Werony. Nie cieszyły się wielkim zainteresowaniem kibiców, których zaledwie garstka gromadziła się na mecie. Nie przyniosły również zaskakujących wyników, główne role odegrali typowani przed startem faworyci. W najbardziej prestiżowym wyścigu elity mężczyzn całą stawkę zgarnął Australijczyk Michael Rogers, którego czas na dystansie 46 km był o przeszło minutę lepszy od srebrnego medalisty Niemca Michaela Richa. Sukces 25-letniego zawodnika, mieszkającego na co dzień zaledwie 90 minut jazdy samochodem od miejsca, gdzie rozgrywane były zawody, znacznie umniejszał jednak fakt, że na liście startowej zabrakło całej plejady uznanych czasowców. Co ciekawe, Australijczyk był dwukrotnie dekorowany złotym medalem, rano, jeszcze przed zawodami, i po południu. Za pierwszym razem odebrał nagrodę za Mistrzostwa Świata 2003 w kanadyjskim Hamilton, w których triumfował David Millar. Ten ostatni przyznał się jednak w czerwcu do praktyk dopingowych, dlatego zgodnie z przepisami został zdyskwalifikowany, tracąc tęczową koszulkę na rzecz drugiego w Hamilton Rogersa. „Pozostawiło mi to spory niedosyt” – mówił szczęśliwy Australijczyk. „Zawsze lepiej zdobyć medal w normalnej walce. Dlatego byłem bardzo zdeterminowany, by powalczyć o triumf w Bordolino” – dodał.

Z Tunezji do Szwajcarii

Po dniu przerwy mistrzostwa przeniosły się do centrum Werony, gdzie rozegrano wyścigi ze startu wspólnego. Trasa zawodów należała do trudniejszych, wymuszała interwałowy styl jazdy, stanowiąc znakomity sprawdzian sił i woli. Tradycyjnie wyznaczono ją na pokonywanej wielokrotnie rundzie. Jedno okrążenie liczyło 14,75 km, z przeszło 3 km wyczerpującym podjazdem na Torricelle. Jak zawsze na początku rywalizowały młodsze kategorie wiekowe. Zaskakujący przebieg miał wyścig juniorów, w którym zwyciężył faworyt, Czech Roman Kreuziger, ale jedynym zawodnikiem, który dotrzymał mu koła okazał się Tunezyjczyk RafaČ Chtioui. Szybko wyszło na jaw, że sukces Chtioui nie był do końca przypadkowy, ponieważ Afrykańczyk na co dzień szkoli się w Europie, w Światowym Centrum Kolarstwa Aigle, utworzonym specjalnie z myślą o krajach słabiej „rozwiniętych” kolarsko. „Drugie miejsce jest dla mnie jak zwycięstwo. W Tunezji trudno jeździć na rowerze, nie ma wielu wyścigów i zawodników. Ale odkąd dwa lata temu wysłano mnie do Szwajcarii, zrobiłem znaczne postępy” – powiedział na mecie młodzieniec. Wśród kobiet, po samotnym ataku na ostatniej pętli, najlepsza okazała się Niemka Judith Arndt, ta sama, która „zasłynęła” podczas Igrzysk w Atenach, po tym, jak w geście protestu wobec polityki macierzystej federacji podniosła na finiszu środkowy palec ręki. Wszyscy byli już jednak myślami przy wyścigu elity mężczyzn, wieńczącym mistrzowskie zawody.

W krainie tęczy

W powszechnej opinii walka o tęczową koszulkę miała rozegrać się między dwiema nacjami – włoską i hiszpańską. Wielkimi nadziejami miejscowych tifosi byli mistrz olimpijski Paolo Bettini oraz młoda gwiazda światowego peletonu, zwycięzca tegorocznego Giro d’Italia, Damiano Cunego, który przed pięcioma laty, jeszcze jako junior, triumfował na tej samej trasie w Weronie. O sile hiszpańskiej armady stanowili: wszechstronny Alejandro Valverde, obrońca mistrzowskiego tytułu Igor Astarloa oraz Oscar Freire – podobnie jak Cunego zdobywca z Werony pierwszego w jego karierze złotego medalu. W niedzielne przedpołudnie, 3 października, przeszło 200 tys. kibiców szczelnie wypełniło każdy odcinek trasy, czekając na rozpoczęcie zmagań. Przed zawodnikami znalazło się 265,5 km podzielone na 18 okrążeń. Zgodnie z przewidywaniami od początku sytuację w peletonie kontrolowały zespoły Włoch i Hiszpanii, nie brakowało jednak akcji zaczepnych. Dopóki starczyło pary w nogach, aktywnie starali się jechać nasi reprezentanci. Najlepiej z nich spisał się 24-letni Bartosz Huzarski. Startujący na co dzień w barwach grupy Action kolarz zaatakował z czwórką rywali na 12. rundzie i przez ponad półtorej godziny był jednym z nadających ton wyścigowi. Jego akcja została zlikwidowana dopiero 40 km przed metą. „Tuż po tym od razu zjechałem do boksu. Nie miałem już sił” – powiedział wyczerpany. Mniej więcej w tym samym czasie trasę opuścił Paolo Bettini. Włoch przeżywał prawdziwy dramat, ponieważ z walki wyeliminowała go kontuzja kolana, której nabawił się podczas wymiany koła w rowerze. Przez nieuwagę został uderzony drzwiami samochodu technicznego i tym sposobem marzenia o tytule mistrza świata musiał odłożyć do przyszłego roku. Strata lidera wytrąciła z równowagi kolarzy Italii, zostali zmuszeni do zmiany taktyki, co wykorzystali Hiszpanie, przejmując inicjatywę w wyścigu. Po ostatnim wjeździe na Torricelle z przodu pozostała szóstka zawodników: Holender Michael Boogerd, Australijczyk Stuard O’Grady, Włosi Ivan Basso i Cunego oraz Hiszpanie Valverde i Freire, do których na ostatnich kilometrach zdołało dołączyć jeszcze kilkunastu rywali. Grupa ta razem wjechała na finiszowe metry. W jej gronie znajdował się znakomity niemiecki sprinter Erik Zabel, ale tego dnia nie on zasłużył na pierwszą nagrodę. Przypadła ona Oscarowi Freire, który doskonale rozprowadzony przez Alejandro Valverde ukoronował znakomitą pracę całej ekipy z Półwyspu Iberyjskiego. „Sekretem hiszpańskiej reprezentacji jest drużynowa jazda. Taki Valverde sam mógł zwyciężyć, ale cudownie mnie rozprowadził” – podkreślał rozpromieniony zwycięzca, potwierdzając starą prawdę, że kolarstwu szosowemu daleko do sportu indywidualnego. Freire, zdobywając tytuł mistrza świata, został czwartym w historii kolarzem z trzema złotymi medalami. Wcześniej triumfował w Weronie (1999) i Lizbonie (2001), a dodatkowo w Plouay (2000) zadowolił się brązowym medalem. Przed nim trzykrotnie koszulkę w kolorach tęczy zakładali: Alfredo Binda – 1927 (Adenau), 1930 (Liege) i 1932 (Rzym), Rik Van Steenbergen – 1949 (Kopenhaga), 1956 (Ballerup) i 1957 (Waregem) oraz Eddy Merckx – 1967 (Heerlen), 1971 (Mendrisio), 1974 (Montreal). Zważając na młody wiek Hiszpana (28 lat), rekord ten znalazł się w poważnym zagrożeniu.

Plecy uciekającego peletonu

W Weronie nie zabrakło grupy polskich kibiców, gorąco dopingujących zawodników z charakterystycznym czerwonym pasem na plecach. Wśród nich niespodziewanie dostrzec można było Bogdana Madejaka, który na początku roku spędził trzy miesiące we francuskim areszcie w związku z aferą dopingową wokół grupy Cofidis. Mimo tych przykrych przeżyć ciągnęło wilka do lasu. Madejak przyjechał do Włoch, by wesprzeć naszych chłopaków. Przykro, że takiej potrzeby nie odczuwa prezes Polskiego Związku Kolarskiego. Wojciech Walkiewicz opuścił trasę wyścigu, gdy ten się rozpoczął. A przecież zwykłe „dziękuję”, którego zabrakło, za włożony trud i czas, bez żadnych gratyfikacji finansowych za reprezentowanie naszego kraju, to chyba minimum przyzwoitości? Włoski czempionat był kolejnym, podczas którego obserwowaliśmy słabość naszego kolarstwa. Jak długo jeszcze będziemy skazani na taki stan? Niestety, ostatnie lata pokazują, że decydenci z PZKol przyzwyczaili się do demonstrowanej niemocy i porażek. Za rok mistrzostwa zorganizuje Madryt. Nam pozostaje wierzyć, że w końcu zostaną wyciągnięte wnioski z niepowodzeń i podjęte przemyślane działania, rozpoczynające proces naprawy. Inaczej po raz kolejny pozostanie nam oglądać plecy uciekającego peletonu.

Wyniki (27 września – 03 października 2004)

INDYWIDUALNA JAZDA NA CZAS

Elita mężczyzn 1. Michael Rogers (Australia) (46.75 km w 48.78 km/h) 57.30 2. Michael Rich (Niemcy) +1.12 3. Alexandre Vinokourov (Kazachstan) +1.25 4. Gustav Erik Larsson (Szwecja) +1.34 5. David Zabriskie (USA) +1.36 … 16. Przemysław Niemiec (Polska) +2.59 42. Krzysztof Ciesielski (Polska) +6.07 Elita kobiet 1. Karin Thürig (Szwajcaria) (24.05 km w 46.708 km/h) 30.53 2. Judith Arndt (Niemcy) +0.51 3. Zoulfia Zabirova (Rosja) +0.56 … 17. Bogumiła Matusiak (Polska) +2.44 Małgorzata Wysocka (Polska) +3.57 Orlicy (u23) 1. Janez Brajkovic (Słowenia) (36.75 km w 46.975 km/h) 46.56 2. Thomas Dekker (Holandia) +0.18 3. Vincenzo Nibali (Włochy) +0.19 … 7. Piotr Mazur (Polska) +1.21 9. Łukasz Bodnar (Polska) +1.27 Juniorzy 1. Patrick Gretsch (Niemcy) (24.05 km w 47.328 km/h) 30.29 2. Roman Kreuziger (Czechy) +0.15 3. Stefan Schäfer (Niemcy) +0.16 … 35. Łukasz Modzelewski (Polska) +1.58 54. Jarosław Marycz (Polska) +2.56 Juniorki 1. Tereza Hurikova (Czechy) (15.75 km w 42.501 km/h) 22.14 2. Rebecca Much (USA) +0.05 3. Amanda Spratt (Australia) +0.05 … 11. Aleksandra Dawidowicz (Polska) +1.21 14. Iwona Pytel (Polska) +1.28

WYŚCIG ZE STARTU WSPÓLNEGO

Elita mężczyzn 1. Oscar Freire Gomez (Hiszpania) (265.5 km w 38.179 km/h) 6.57.15 2. Erik Zabel (Niemcy) +0.00 3. Luca Paolini (Włochy) +0.00 4. Stuart O’Grady (Australia) +0.00 5. Allan Davis (Australia) +0.00 … 34 Cezary Zamana (Polska) +4.26 77. Mateusz Mróz (Polska) +9.54 Krzysztof Ciesielski, Bartosz Huzarski, Przemysław Niemiec, Marek Rutkiewicz, Sebastian Skiba i Jarosław Wełniak (wszyscy Polska) – nie ukończyli Elita kobiet 1. Judith Arndt (Niemcy) (132.75 w 35.458 km/h) 3.44.38 2. Tatiana Guderzo (Włochy) +0.10 3. Anita Valen (Norwegia) +0.12 … 36. Bogumiła Matusiak (Polska) +6.09 61. Małgorzata Wysocka (Polska) +11.23 Paulina Brzeźna i Aleksandra Zabrocka (obie Polska) – nie ukończyły Orlicy (u23) 1. Kanstantsin Siutsou (Białoruś) (177 km w 38.823 km/h) 4.33.33 2. Thomas Dekker (Holandia) +1.01 3. Mads Christensen (Dania) +1.02 … 40. Błażej Janiaczyk (Polska) +3.10 55. Piotr Mazur (Polska) +6.04 Łukasz Bodnar, Artur Król i Tomasz Marczyński (wszyscy Polska) – nie ukończyli Juniorzy 1. Roman Kreuziger (Czechy) (132.75 km w 38.731 km/h) 3.25.39 2. Rafał Chtioui (Tunezja) +0.00 3. Simon Spilak (Słowenia) +0.06 … 60. Paweł Cieślik (Polska) +8.56 Łukasz Bujko, Jarosław Zarycz, Łukasz Modzelewski i Piotr Pyszny (wszyscy Polska) – nie ukończyli Juniorki 1. Marianne Vos (Holandia) (73.75 km w 33.578 km/h) 2.11.44 2. Marta Bastianelli (Włochy) +0.30 3. Eleonora Van Dijk (Holandia) +0.30 … 18. Iwona Pytel (Polska) +1.41 22. Aleksandra Dawidowicz (Polska) +X.XX 26. Barbara Gromaszek (Polska) +X.XX Magdalena Pyrgies (Polska) – nie ukończyła.

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach