IRON BIKE

IRON BIKE - włoski wyścig etapowy z 22 letnią już historią, jest tym samym jedną z najstarszych tego typu imprez na świecie. W tym roku na linii jego startu stanie Arkadiusz Cygan, nasz zawodnik, o którego udziale w innych etapówkach mogliście czytać na łamach naszego miesięcznika już w zeszłym sezonie.

MR: Arek, co możesz powiedzieć nam na temat tego wyścigu?
AC: Sam się zastanawiam… W tej chwili jestem na etapie zbierania jak największej ilości informacji o nim. Zacząłem od strony internetowej www.ironbike.it, od zapoznania się z regulaminem, przejrzenia informacji z lat poprzednich, szczególnie wykresów przewyższeń i dystansów.
Iron BIke składa się z prologu oraz 7 etapów o łącznej długości około 700 km oraz uwaga – 27000 m przewyższenia! Czyni go to najbardziej stromym wyścigiem na świecie.
Kolejne źródło informacji to youtube. Filmy uczestników wskazują na to, że większość trasy to techniczne single wysoko w górach. Wysokości 2500 – 3200 m n.p.m to chleb powszedni.

MR: Jaką konwencję ma ten wyścig? Jedziesz sam czy ponownie w parze?
AC: Na wyścigu mogą startować zarówno pary jak i pojedyncze osoby. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie wiem, jak wystartuję. Planuję start z Marcinem Piecuchem lub Michałem Marciniakiem. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Z Marcinem startujemy od lat, z Michałem do tej pory jechałem tylko raz, jednak zdecydowanie było ok. W tej chwili udział Michała jest bardziej prawdopodobny. Ostatecznie zadecyduje możliwość otrzymania urlopu w terminie wyścigu.

MR: Zeszłoroczną edycję ukończyło zaledwie 83 osoby, to chyba niewiele, prawda?
AC: Zdecydowanie niewiele. Sprawdzałem jednak wyniki zeszłorocznego prologu i ukończyło go 95 osób więc przypuszczam, że mniej więcej taka liczba zawodników pojawiła się również na starcie. Myślę też, że stopnień trudności tego wyścigu nie przyciąga zbyt wielu entuzjastów. Jestem przekonany, że bardziej niż wyścig jest to próba własnych, i tak już wyżyłowanych możliwości.

MR: Czy przygotowania wyglądają podobnie jak w zeszłym roku? Rower, siłownia, basen, sauna?
AC: Zdecydowanie tak. Jest to dobrze sprawdzony standard. Po co zmieniać coś co działa niemal doskonale. Pogoda w tym roku sprzyja, spokojnie można wykonać więcej weekendowych treningów na zewnątrz i uzupełniać je na trenażerze, po pracy, w ciągu tygodnia.

MR: A organizacja wyjazdu?
AC: Typowo: wychodzimy z pracy, wsiadamy w samochód, robimy 1800 km i jesteśmy we Włoszech, w alpejskim Limone Piemonte, skąd na rowerach przemierzamy zachodnią część włoskich Alp, kończąc zmagania w Sauze d’Oulx (wioska olimpijska 2006), po czym ponownie wsiadamy w samochód, ponownie 1800 km i jesteśmy w domu 🙂 A mówiąc bardziej szczegółowo, organizację jeszcze dogrywamy. Wiemy już na pewno, że organizator wymaga od uczestników noclegów w namiotach w miasteczku zawodów, chcąc w ten sposób wyrównać szanse oraz chyba dodatkowo utrudnić wyścig. Cała reszta to sprawa wciąż otwarta.

MR: Przypuszczam, że przy tak ciężkim wyścigu, celem nadrzędnym jest meta. Jak Ty to widzisz?
AC: Dokładnie tak samo. To zawsze jest cel nadrzędny. Podczas wyścigów etapowych możesz być pewien, że na 100% spotka Cię gorszy dzień, może jeden, może dwa. Prawdopodobnie będziesz miał łzy w oczach i myśli typu „już nigdy nie wsiądę na rower”. Z drugiej strony w końcu przygotowujesz się do tego około 6 miesięcy więc możesz sobie stawiać przed sobą cele. Sytuację zwykle weryfikuje pierwszy etap, wtedy wiesz, na co możesz liczyć, gdy wszystko będzie szło gładko. A na pewno nie będzie…

MR: My życzymy Wam, aby jednak wszystko poszło gładko.
AC: Doceniamy i dziękujemy 🙂

 

 

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach