Jan Ullrich

Jan Ullrich – Wieczny przegrany

Bycie drugim jest jedną z najgorszych pozycji. Nazwisko drugiego na mecie zawodnika podąża jak cień za zwycięzcą. Jan Ullrich jest jednak wystarczająco wyrazistą postacią, by nie rozpłynąć się w cieniu wielkiego Armstronga. Wyścigów kolarskich nie wygrywa się tylko nogami, ale i głową. Wszystko wskazuje na to, że Ullrich jeszcze raz się o tym przekona. Nasz numer oddajemy do druku w momencie, gdy tegoroczne Tour de France jeszcze trwa, ale słowa Jana, zanotowane tuż przed rozpoczęciem imprezy, zdążyły już nabrać zupełnie innego wymiaru.

Największym przeciwnikiem Ullricha okazał się nie nad podziw i nieludzko wytrzymały Armstrong, lecz on sam! Jego rokroczne problemy z dochodzeniem do formy we właściwym momencie tworzą historię o nieprawdopodobnie regularnym przebiegu, a wątpliwości co do własnej samooceny zdają się mieć decydujące znaczenie w walce o najwyższy stopień na podium. Nasz bohater prawdopodobnie nie wytrzymał nacisku wywieranego na niego przez sponsorów, fanatycznych kibiców i zakochane media. Symptomatyczne, że największe sukcesy odnosił właśnie wtedy, gdy nikt się tego nie spodziewał, gdy jechał „na własną rękę”. Jego dotychczasowa, jedyna wygrana w Tourze w 1997 roku była niespodzianką, błyskiem wielkiego talentu. Miał wygrać Bjarne Riis, kapitan jego ówczesnego teamu, wyprzedził go nietypowany przez nikogo Ullrich. Podobnie w roku ubiegłym, gdy do samego końca wyścigu miał szansę pokonać Armstronga, był to jego powrót po kilku latach „niespełnionych nadziei” w Telekomie. Między tymi dwiema datami „wiecznie drugi” wciąż znajdował się na sinusoidzie, przez dotkliwe upadki po błyski kondycji wypracowywanej niemal w ostatniej chwili właśnie na Tour de France. Epizod z amfetaminą, problemy z nadwagą, wiosenne braki formy – to wszystko już było. W roku ubiegłym poznaliśmy innego Ullricha, ale dziś? W tym sezonie dziwne rzeczy się dzieją, a powrót do teamu T-Mobile (dawnej Telekom) Janowi najwyraźniej jednak nie służy. Trzynastka po raz kolejny zaś może się okazać nieszczęśliwa, bo 13. etap tegorocznego TdF wygrał Armstrong, a Jan stracił do niego bardzo cenne kilka minut. Każdy mógł zobaczyć grymas wysiłku na jego twarzy, gdy na podjeździe na Plateau de Beille w Pirenejach walczył o każdą sekundę. „Jego” miejsce tuż za Armstrongiem zajął Ivan Basso. Czy Ullrich wygra jeszcze kiedyś Tour de France? Jak przeczytacie w wywiadzie, dopiero co miał taką nadzieję… Jak oceniasz swoje drugie miejsce? Zwłaszcza teraz, tuż przed kolejnym Tour de France? Drugie miejsce to oczywiście pierwsza przegrana pozycja. Zamierzam w tym roku zawalczyć o pierwsze. Jego wynik nie jest jeszcze przesądzony – nigdy nie wiadomo, co jest przed nami. Jeśli zachoruję lub odpadnę, będę drugi, jak w zeszłym roku, wtedy też będzie to dobry rezultat. Każdego roku podnosi się dyskusja i pojawiają w prasie nagłówki: „Jan Ullrich nie jest w formie, Jan Ullrich nie jest zmotywowany”. Czy to Cię nie irytuje? Czy może przyjmujesz to z uśmiechem? Kilka lat temu, w 1998, byłem w kiepskiej formie z powodu nadwagi. Teraz za każdym razem, gdy mi się nie powiedzie, media kładą to na karb nadwagi. Przesada. Po przeczytaniu tego, co jest w gazetach, można by pomyśleć, że już się w drzwiach nie mieszczę. A z tego mogę się tylko śmiać… To, że w styczniu wygrałem Mallorca Round Tour nie jest dla mnie tak ważne, jak to, że osiągnąłem właściwą wagę na najważniejsze letnie wyścigi. Ale trzeba pamiętać, że waga właściwa do konkursu to niedowaga. Zdecydowanie niezdrowo jest utrzymywać taką niedowagę dłużej niż przez trzy miesiące. Później trzeba przybrać. Kiedy ludzie widzą mnie na Tour, pomyślą: „Tak właśnie powinien wyglądać Ullrich”. Przetestowałeś niektóre odcinki Touru. Czy widzisz, które z nich będą kluczowe? Czy możesz przewidzieć, w którym miejscu wynik Tour de France zostanie przesądzony? Oczywiście. To jeden z powodów, dla których robi się takie jazdy próbne. Na mapie niektóre góry wyglądają na nieszkodliwe i łatwe. Niby tylko 1000 m wysokości, ale można nie zauważyć ostrych podjazdów czy zjazdów z ostrymi zakrętami na żwirze. Widać od razu, gdzie można zyskać, a gdzie stracić wiele razy. Poza tym później, w czasie wyścigu, jest jeszcze inaczej. Na jazdach próbnych mam dla siebie całą szerokość drogi, a na wyścigu zostaje mi tylko wąska alejka między tłumem ludzi. Czy kibicujące tłumy na trasie sprawiają, że jesteś w stanie wydobyć z siebie więcej? W trakcie wyścigu nie uświadamiam sobie obecności tłumów. To jakby trans. Już prędzej sytuacja jeden na jednego z przeciwnikiem motywuje cię do tego, byś dał z siebie wszystko. Na przykład wtedy, gdy przeciwnik jedzie o pół kilometra na godzinę szybciej od ciebie, a ty nie chcesz przegrać. Jak się czujesz na końcu ciężkiego górskiego etapu? Naprawdę trudno to opisać słowami. Normalnie nie wytrzymałoby się takiego wyczerpania i bólu podczas podjazdu dłużej niż przez minutę, a tu wytrzymujesz całymi godzinami. Każdy mięsień straszliwie boli, jedziesz i wypatrujesz kolejnego słupka kilometrowego, mając nadzieję, że wreszcie zobaczysz linię mety. Za każdym razem, kiedy docieram na szczyt, myślę o zakończeniu kariery. Ale później, po prysznicu i masażu, świat znowu wygląda inaczej. Powiedziałeś kiedyś w wywiadzie, że w L’Alpe d’Huez ustala się, kto jest kapitanem drużyny i kto jedzie po zwycięstwo. Czy nie uzgadnia się wcześniej, że to właśnie ty jesteś faworytem? Dopiero kiedy masz za sobą wyścigi w Alpach i Pirenejech, wiesz, na czym stoisz. Możesz na zapas spekulować, ale nigdy nie wiesz na pewno. Moim zdaniem drużyna powinna pracować na sukces najlepszego kolarza. Chociaż wiem, że jestem najlepszy w drużynie, gdybym miał wywrotkę czy kontuzję, z pewnością poświęciłbym się dla kolegi z drużyny. Lance Armstrong pokonał chorobę nowotworową. Czy można nauczyć się takiej samej siły woli, czy może raczej pokonać Lance’a Armstronga tylko dzięki formie fizycznej? Myślę, że potrafię wykazać się taką samą siłą woli w czasie TdF. Jeśli przygotuję się mentalnie na to, by walczyć o zwycięstwo, wtedy będę tak samo silny psychicznie jak Lance. W zeszłym roku, kiedy byłem tuż za nim, mogłem wyczuć, jak bardzo był spięty. Jeśli uda mi się wywrzeć na nim presję, może wyprzedzę go na jakimś etapie górskim czy czasówce, Lance stanie się nerwowy i zacznie popełniać błędy. Kiedy jedziesz z wyprzedzeniem siedmiu lub ośmiu minut, tak jak on zwykle jeździł w poprzednich latach, jest to już zupełnie inny wyścig. A myślisz sobie czasami: „gdyby nie ten cholerny Teksańczyk, wygrałbym Tour de France już sześć razy”? Nie mówię – gdyby nie Lance, wygrałbym. Myślę przyszłościowo. Nie zatrzymuję się nad zwycięstwami, które mnie minęły. Pokonam go, kiedy ciągle jeszcze będzie w formie. Czy to będzie czysty wyścig, bez dopingu? Tak, oczywiście. Wierzę w to, odkąd zostałem zawodowym sportowcem. Teraz, gdy jest tak wiele testów antydopingowych… Sam byłem ostatnio trzykrotnie badany. Każdy, kto stosuje doping, zostanie złapany. Jestem zdania, że większość kolarzy jest czysta, przystępując do Tour de France. Czy znowu poczekasz na Lance’a Armstronga, jeśli upadnie? Zrobiłbym to samo. To nie było nic, co bym świadomie rozważał, odruchowa decyzja. Jestem i zawsze chcę być fair. Nigdy nie żałowałem, że na niego zaczekałem, choć później niestety wypadłem z rytmu, zostałem za Lancem, kiedy ponownie zaatakował i nie mogłem mu już dorównać. Czy bycie gwiazdą sprawia problem? Czy to uciążliwe stale udzielać wywiadów, dawać autografy? Nie, miałem czas na to, żeby się powoli przyzwyczaić, od momentu kiedy moja kariera rozpoczęła się 10 lat temu. Czasem to faktycznie trochę za wiele, kiedy jesteś bez przerwy otoczony tłumem, który oczekuje, że będziesz bez końca dawał autografy. Ale są też dobre strony, kiedy tysiące fanów przychodzi na wyścig, żeby zobaczyć właśnie ciebie. Kiedy widzę śmiejące się dzieci, które wpatrują się we mnie, gdy stoimy twarzą w twarz… Lance Armstrong ma inne podejście, nigdzie nie można go zobaczyć, nie mówiąc już o autografach. Powiedziałbym, że reaguję bardziej emocjonalnie. Lance naprawdę ma jeden cel. Jest nim wygranie Tour de France i nie będzie marnował czasu na robienie czegokolwiek innego. Ja nie potrafię tak po prostu minąć dziecka, które prosi o autograf…

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach