Jestem pierwsza!

Ten rok zapowiada się bardzo udanie dla Catherine Pendrel, 28-letniej Kanadyjki. Ta ścigająca się od 4 lat w kategorii Elite zawodniczka, w ostatnim czasie regularnie zajmuje najwyższe lokaty w zawodach Pucharu Świata, a aktualnie jest liderką rankingu MTB UCI. Na co dzień jeżdżąca w amerykańskiej grupie Luna Chix kolarka przyjechała na początku maja do Jeleniej Góry, aby wziąć udział w Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska MTB Race 2009. Spotkaliśmy Catherine dzień przed wyścigiem, aby zapytać ją o wrażenia z Polski, jej dotychczasową karierę i plany na przyszłość.
Na naszej stronie prezentujemy pełną wersję wywiadu, którego skócona wersja znalazla się w numerze czerwcowym Magazynu Rowerowego, wraz z relacją z samego wyścigu. Dla przypomnienia - Pendrel wygrała!

MR: Jakie są twoje pierwsze wrażenia z pobytu w Polsce?
To mój pierwszy raz w Polsce i tym regionie – nigdy wcześniej Polska nie pojawiła się w moich planach wyjazdowych, dlatego tym chętniej skorzystałam z zaproszenia Mai. Musze przyznać, ze jestem zaskoczona tutejszym ukształtowaniem terenu - niewątpliwie jest gdzie tu jeździć na rowerze! Trasa wyścigu, jaką przygotowali organizatorzy, na pewno do najłatwiejszych nie należy. Dużo podjazdów i strome zjazdy gwarantują spore emocje. Jeśli myślicie, aby włączyć tę imprezę w cykl Pucharów Świata, to macie duże szanse, bo z mojego punktu widzenia nie odbiega ona trudnością od tras wyznaczonych na innych imprezach tej rangi. Z tego powodu jutrzejszy wyścig zapowiada się całkiem interesująco.
Jak zaczęła się twoja przygoda ze sportem?
Tak naprawdę moja przygoda ze sportem rozpoczęła się od jazdy konnej- moja mama była przez wiele lat była zawodniczka i to dzięki niej rozpoczęłam treningi w tej dyscyplinie, mieszkaliśmy na farmie, więc uprawianie tej dyscypliny pod okiem mamy było naturalną koleją rzeczy. Jeśli chodzi o inne dyscypliny sportowe, to w szkole byłam beznadziejna (śmiech): nigdy nie przepadałam za sportami grupowymi, zwłaszcza za koszykówką czy siatkówką, bo miałam straszne problemy z koordynacją i piłka po prostu leciała mi z rąk. Zainteresowanie kolarstwem górskim to jednak robota mojego brata Geoffa, który dostając nowy rower, ofiarował mi „w spadku” swój stary, przez co zaczęłam jeździć. To on, wielki entuzjasta kolarstwa, zachęcał mnie do brania udziału w zawodach, argumentując, że ta dyscyplina się rozwija i że na razie nie ma zbyt wielu kobiet. Początki nie były łatwe – z tego, co pamiętam z tamtego okresu, to moje liczne sińce i obicia. Z czasem wypracowałam sobie koordynację i zaczęłam coraz lepiej radzić sobie na arenie regionalnej, a potem również na poziomie krajowym. Zawsze chętnie brałam udział w zawodach, głównie ze względu na przyjazną atmosferę i świetnych ludzi, których miałam okazje poznawać.
Kiedy zorientowałaś się, że kolarstwo może być twoim sposobem na życie?
Kluczowe były dla mnie lata 2003-2004, kiedy po wygranych w zawodach na poziomie regionalnym i potem krajowym, uwierzyłam, ze mogę być naprawdę niezłym zawodnikiem. A w 2007 roku, po zajęciu 6. miejsca w Mistrzostwach Świata w Fort William i wygranej w zawodach Pan American, zdałam sobie sprawę, że jeszcze mogę się z kolarstwa utrzymać i że to może to być mój zawód.
Masz dyplom z psychologii i socjologii. Jak udało ci się pogodzić treningi z nauką?
Wiadomo, ze sport to nie tylko walka, ale też zmaganie się kontuzjami, nadwyrężeniami etc. i tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy kariera sportowa może się skończyć. Nauka zawsze pozwalała mi zachować równowagę pomiędzy wysiłkiem fizycznym, a intelektualnym i nauka na uniwersytecie po prostu była dobrym uzupełnieniem moich codziennych treningów. Teraz, coraz bardziej interesuje mnie też fizjoterapia i po zakończeniu kariery sportowej chciałabym się rozwijać w tym kierunku.
Obecnie jesteś nr jeden w rankingu UCI. Jak się z tym czujesz?
Tak naprawdę, to do tej pory ciężko mi w to uwierzyć - nigdy nie myślałam, że mogłabym zajść aż tak wysoko! Ale staram się nie osiąść na laurach – bycie na czele rankingu nobilituje, ale też motywuje, żeby miejsca nie stracić. To jest z resztą jeden z celów, jaki stawiam sobie na ten rok: oprócz wygranej Pucharu Świata, Mistrzostw Świata i Ameryki, chciałabym także skończyć ten sezon jako nr 1 w rankingu UCI!
Na ostatniej Olimpiadzie zajęłaś najgorsze dla sportowca, 4. miejsce. Jak oceniasz swój występ z perspektywy czasu?
Tak, czwarte miejsce na tak prestiżowej imprezie może rozczarowywać, ale to była moja pierwsza olimpiada, a startowałam z wieloma doświadczonymi i utytułowanymi już zawodniczkami – zwróć uwagę, że Sabine miała już w swym dorobku brązowy medal olimpijski, a Irina to chociażby mistrzyni świata z 2007. Cel, jaki sobie postawiłam przed olimpiadą, to była pierwsza piątka, natomiast mi udało się zakończyć te zawody nawet o oczko wyżej. Jasne, refleksja, że do medalu zabrakło tak niewiele, pojawiła się, ale rozczarowana byłam tylko przez moment.
Obserwując scenę MTB w Polsce, jak i w Kanadzie, możemy doszukać się pewnych analogii. Jedną z nich jest silna reprezentacja kobiet. Dlaczego?
Tak to prawda, oba kraje mają niezłą reprezentacje w kategorii elita kobiet. W naszym przypadku są to niewątpliwie sukcesy wypracowane przez moje znakomite koleżanki z Marie-Helene Premont, czy Alison Sider na czele. To one dowiodły, że w tym sporcie można coś osiągnąć na tak wysokim poziomie. To motywuje, bo skoro widzisz kogoś, kto osiąga tak niesamowite sukcesy na arenie międzynarodowej, dochodzisz do wniosku „ok, one mogą, więc może ja też?”. Z drugiej strony mamy też dość dobrze rozwiniętą organizacje zawodów na etapie regionalnym, co pozwala na dość dobrą selekcję zawodników do kadry.
Pochodzisz z Fredericton (New Brunshwick). Obecnie mieszkasz w prowincji British Columbii, w słynnym Kamloops. Czy miejsce, w którym mieszkasz, wpływa na twoje treningi?
Tak, tak – z punktu widzenia imprez sportowych dzieje się tu nadzwyczaj wiele, no i od dwóch lat mamy Kamloops Bike Ranch, jedno z najlepszych miejsc do trenowania dyscyplin rowerowych na świecie. Oprócz ukształtowania terenu i infrastruktury ważny jest dla mnie także klimat. W tych półpustynnych warunkach, gdzie temperatura w lecie dochodzi do 35 stopni, dość dobrze mogłam się przygotować do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Poza tym, miejsce to jest niewątpliwie rewelacyjne pod względem uprawiania narciarstwa biegowego, które jest podstawą moich treningów w zimie. Z mojej strony zapraszam was do Kanady, a zwłaszcza do Kamloops!
Co cię skłoniło, żeby przyjechać na wyścig Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska MTB Race?
Po drugiej trzeciej edycji Pucharu Świata w Houffalize, miałam wybór: albo pojechać z powrotem do Kanady, do innej strefy czasowej, albo pozostać w Europie i poznać coś zupełnie nowego. Ja sama uwielbiam podróże, zwiedzać nowe kraje i próbować nowych potraw, ale częsta zmiana stref czasowych to nie jest to, za czym przepadam. Ostatni rok dał mi szczególnie w kość, kiedy pod koniec sezonu miałam kompletny mętlik w głowie. A ponieważ nigdy wcześniej nie byłam w Polsce, zdecydowałam się na pozostanie w Europie i wzięcie udziału w tych zawodach. Do udziału w wyścigu, oprócz Mai, namawiał mnie także manager naszej grupy – Waldek Stepniowski, który pochodzi z Polski. Wyścig wpisuje się też idealnie w moje prywatne plany: po krótkim pobycie tutaj, będę jechać do Zurichu, aby potem, z moim mężem Keithem, spędzić parę dni we Włoszech, przed kolejnym startem w Pucharze Świata w Madrycie. To będzie gratka szczególnie dla niego, bo Europa to zupełnie nieznany dla niego teren.
Jak wyglądają twoje treningi?
Wiem, ze wielu kolarzy górskich trenuje bardzo dużo na rowerach szosowych, szczególnie tych, pochodzących z Europy, ale dla mnie to rower górski jest podstawą i to na nim najwięcej trenuję. Tak jak wspomniałam, w zimie przesiadam się za to na narty biegowe. To jest naprawdę świetny sport, do uprawiania którego wszystkich zachęcam.
Dlaczego grupa Luna Chix jest tak wyjątkowa?
Jestem w grupie od tego roku i musze przyznać, że jazda w jej barwach to dla mnie duże wyróżnienie. Mam możliwość trenowania z tak doświadczonymi i utytułowanymi zawodniczkami jak Georgia Gould, Katerina Nash, czy Chloe Forsman. To dla mnie niewątpliwie możliwość rozwoju zawodowego i osobistego, bo Luna, jako producent żywości energetycznej, jest bardzo zaangażowany w promowanie aktywnego trybu życia wśród kobiet. Obok zawodowej grupy MTB, mamy też dziewczyny biorące udział w triathlonie, który przez pewien czas sama uprawiałam, oraz w triathlonie górskim. Od 2002 roku grupa jest także zaangażowana w działalność charytatywną. Bierzemy udział w akcjach szerzących profilaktykę raka piersi. Zbieramy pieniądze na rzecz organizacji walczącej z tą chorobą, a także pojawiamy się na różnego rodzaju imprezach charytatywnych.
Jak długo chciałabyś kontynuować swoją karierę?
Przede wszystkim chciałabym wykorzystać do maksimum fakt, że ciągle się rozwijam, zdobywam coraz wyższe pozycje w imprezach o międzynarodowej randze. Wygrane w zawodach z cyklu Puchar Świata, Mistrzostwa Świata to są dla mnie cele na najbliższe 4 lata, no i oczywiście medal olimpijski w na igrzyskach w Londynie.
Jeśli nie kolarstwo, to co? Co jest twoim hobby?
Tak jak zauważyliście, skończyłam studia psychologiczne i socjologiczne, pociąga mnie też fizjoterapia. A co lubię w wolnych chwilach? Gotować i jeść! Uwielbiam okrywać nowe kuchnie, smaki, przez co tryb życia, jaki prowadzę i częste podróże niewątpliwie mi w tym pomagają. W Polsce już miałam okazje wypróbować pierogi! Cenię kuchnię indyjską, tajską, przepadam za sushi. Jeśli chodzi o kuchnię kanadyjską, to niestety nie mamy aż tak wielkich tradycji i nie mogę wam zbyt wiele polecić. W wolnych chwilach lubię też uczyć się języków obcych. New Brunshwick, skąd pochodzę jest w części anglo- jak i francuskojęzyczny. W mojej rodzinie mówiło się tylko po angielsku, dlatego od pewnego czasu uczęszczam na kurs francuskiego. Podczas moich podróży, staram się jak najwięcej wykorzystywać swoje umiejętności. Swoja droga wykorzystała je tez Maja, prosząc mnie o skontaktowanie się z Miguelem Martinezem, który, jak to rodowity Francuz, mówi tylko w tym języku.
Życzymy powodzenia w dalszej karierze. Dziękujemy za rozmowę!

Słowa: Ewa Bujak
Zdjęcie: http://cpendrel.blogspot.com/

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach