Kohut Team

Ten rok dla młodszego z braci Kohutów jest nieustającym pasmem sukcesów. Dzięki świetnej formie stał się liderem grupy Hoop-CCC-Polsat. Odwiedziliśmy go w rodzinnym Podgórzu, akurat gdy przygotowywał się do występu na Olimpiadzie, dwa tygodnie po ślubie… BYŁ pełen energii i nadziei.

Zawód? Kolarz

Świetnie ci ostatnio idzie… Z sukcesami każdemu jest dobrze, ale docelową imprezą są dla mnie tegoroczne Igrzyska Olimpijskie i na nich się obecnie skupiam. Wystarczy determinacji? Oczywiście! Energii starczy mi do końca października, kiedy to najważniejsze stanie się Tour de Pologne. Czym jest dla ciebie występ w Atenach? To z pewnością ogromne wyróżnienie. Każdy zawodnik walczy o to, by zakwalifikować się do składu olimpijskiego. Mnie się to udało i bardzo się cieszę. Trudno jednak spekulować teraz na temat ewentualnego miejsca… Wiadomo, że jedzie się z myślą, by walczyć, pokazać się z jak najlepszej strony. I o to chodzi, o szlachetną rywalizację. (Od redakcji: Kohut nie ukończył wyścigu olimpijskiego). Jak wyglądają przygotowania do Olimpiady? Przypominają klasyczny trening, dużych zmian nie ma. Aklimatyzację przechodzić będziemy, ścigając się w Portugalii. Później ostatnie szlify w Hiszpanii i… wielki start. Z kim trenujesz przed Igrzyskami? Przez cały czas wyłącznie z bratem. Jeździmy razem codziennie, bez względu na warunki pogodowe. Stanowimy razem całkiem niezły team. Rzeczywiście niezły. Wspólnie i solidarnie przecieracie szlaki, choć zaczęło się od Seweryna. Kiedy Ty przeszedłeś na zawodowstwo? Wszystko zaczęło się we Włoszech. Najpierw wyjechał tam Seweryn, później ściągnął mnie. Rozpoczynaliśmy w amatorskich drużynach. Obu szło nam bardzo dobrze. Na tyle dobrze, że regularnie wygrywaliśmy wyścigi. Jeździłem tam przez dwa sezony. Potem, wchodząc już do poważnej wówczas grupy Amore Vita, przeszliśmy na zawodowstwo. Tak zaczął się kolejny etap. Skąd wziął się pomysł wyjazdu do Włoch? Można powiedzieć, że kolarstwo to we Włoszech sport narodowy. Oni kolarstwem żyją. Emocje towarzyszące zawodom są tak niesamowite, że ktoś, kto kocha jeździć, odnajdzie wśród Włochów bratnie dusze. Gdy Seweryn ściągnął mnie do siebie, byłem dość młodym zawodnikiem, miałem 20 lat i niezbyt szerokie perspektywy w Polsce. Gdy skończył się dla mnie czas bycia juniorem, okazało się, że drużyny seniorów nie były za bardzo zainteresowane młodymi, jeszcze w gruncie rzeczy niedoświadczonymi zawodnikami. Co prawda we Włoszech też nie było łatwo przebić się ze względu na to, że zawodników jest tam bardzo wielu, a wszyscy chcą podpisać zawodowy kontrakt. Nam jednak pomogły osiągnięcia, konkretne wyniki. W ten sposób trafiliśmy do Amore Vita. Seweryn wyjechał do Włoch pierwszy i przetarł szlaki. Jeździł w El Tourze, sprawdził się. Powiedział, że ma jeszcze brata, dali mi więc szansę wykazania się i nie zmarnowałem jej! Brat zrobił dobre wrażenie, no i zostaliśmy. Jak w takim razie trafiłeś do CCC? Oni obserwowali zmagania moje i brata. Zgłosili się do nas i korzystając z okazji po 4 latach wróciliśmy z Sewerynem do kraju. Jak Ci się jeździ w grupie? Nie mogę narzekać. Atmosfera jest zawsze lepsza, gdy są wyniki. Teraz jest więc bardzo dobrze. W zeszłym roku wasza grupa podpisała kontrakt z hiszpańską Orbeą… Jesteś zadowolony z nowego sprzętu? Orbea to rowery na najwyższym poziomie, typowo profesjonalne. Nie mogę narzekać. A pamiętasz swój pierwszy rower? Nooo, ten pierwszy był troszeczkę mniej profesjonalny… Początki w ogóle były nieporównywalne. Wtedy jeszcze były jakieś koszyki, paski… Rower był 3 razy cięższy niż mój obecny sprzęt. Nie było czasem tak, że rowery dziedziczyłeś po bracie? To prawda (śmiech). Wiele rowerów miałem po nim. Im był starszy, tym miał lepsze rowery, zazwyczaj klubowe. Tak więc jakoś wychodziło, że ja jeździłem na tych starszych… Masz talent i miałeś szczęście. Co byś dziś poradził początkującym kolarzom? Od czego mają zacząć? Od systematycznych treningów, to jest najważniejsze. Zdeterminowanie i świadomość, czego się chce, bardzo pomagają. Trzeba się też od samego początku niezwykle pilnować. Trening, dieta… Chociaż, właściwie na początku młody kolarz przede wszystkim musi myśleć o treningu, to jeszcze nie czas na diety. Nawet wręcz przeciwnie, na początku można i trzeba jeść dużo. Potem przychodzi czas na trzymanie wagi. Na starcie więc jazda, jazda, jeszcze raz jazda. Jak wygląda Twój trening? Oczywiście zależy od tego, do jakiego wyścigu… Przykładowo, przed czasówką niezbędny jest trening specjalistyczny, szybkościowy. W innym przypadku stosuję trening wytrzymałościowy, 6, 6 i pół godziny. Do tego koniecznie jazda po górach. No i oczywiście zdrowa konkurencja, prawie zawsze trenuję z bratem. A dieta? O tym, jak kolarz powinien się odżywiać, dowiedzieliśmy się we Włoszech. Czyżby pizza? Początkowo musiałem się całkowicie przestawić. Często bywałem na całkowitym głodzie. Nie było mowy o dojadaniu. Wyłącznie ścisła dieta. Wszystko po to, żeby zejść z wagi. A później to już przede wszystkim węglowodany, spaghetti… Ale muszę powiedzieć, że nawet teraz, mniej więcej dwa razy w miesiącu, przeprowadzam głodówki. To bardzo dobrze działa na oczyszczenie całego organizmu. Gdy nie jest zajęty trawieniem, może „zająć się” innymi czynnościami, jest wydajniejszy. Macie jakiś wspólny domowy przepis kolarski? Seweryn specjalizuje się w przyrządzaniu makaronu i różnorakich sosów do niego. Ja jestem od jedzenia wszystkiego, co brat zrobi… Kiedy mieszkaliśmy we Włoszech, trzeba było samemu nauczyć się gotować i to gotować właściwie, po kolarsku. Jesteś wierny szosie, czy uprawiasz również inne dyscypliny kolarskie? Zimą jeździmy z bratem na rowerach górskich. To bardzo dobry rodzaj treningu, zwłaszcza że mamy tu świetne warunki, wokół piękne tereny, jest gdzie pojeździć. Czy startowaliście w zawodach MTB? Ostatnio nie. Kiedyś, jeszcze w młodszych kategoriach, startowaliśmy z bratem w maratonach. Ale prawdę mówiąc tylko szosa podnosi adrenalinę. To rodzaj przyciągania, jak uzależnienie. Po prostu, szosa ciągnie… O czym myślisz, gdy jedziesz? To proste, koncentruję się na jednym, konkretnym zadaniu, wyścigu, mecie, na wygranej. Czasem jednak, gdy jedzie się 6 godzin bez przerwy, monotonnie, bez żadnych akcji, zdarza mi się myśleć też o innych sprawach, ludziach. O żonie, rodzinie… Na stronie grupy CCC można przeczytać o Tobie: „Dobry finisz, dobra jazda w górach, dobra jazda na czas. Kolarz kompletny”. W czym czujesz się najmocniejszy, etapy płaskie, górskie, ucieczki? Na płaskim nie robię wyników, raczej czasówki, etapy górskie… W niedużej grupie potrafię też zafiniszować.


Tradycja

Czy w rodzinie są głębiej sięgające tradycje kolarskie? Zaczęło się u nas od taty. On pierwszy był zawodnikiem. Ścigał się w wyścigach przez 13 lat. Niestety, musiał zakończyć karierę z powodu kraksy. To był poważny wypadek na jednym z wyścigów, po którym już nie wsiadł na rower. Za to my z bratem przejęliśmy pałeczkę… Czy już w dzieciństwie jeździliście razem? Kto zaczął? Zazwyczaj bywa chyba tak, że zaczyna starszy z braci. W naszym więc przypadku pierwszy był Seweryn. To on jeździł w dzieciństwie. Ja najpierw grałem w piłkę, ale potem razem już „wychodziliśmy na rower”. W sumie zacząłem ścigać się rok po nim. Jak wyglądała rywalizacja między braćmi? Rywalizacji nie ma i nigdy nie było. Staramy się sobie pomagać w każdej sytuacji, np. jeśli któryś z nas jest bliższy klasyfikacji. Ściśle ze sobą współpracujemy. Ma to pewnie bardzo pozytywny wpływ na psyche, gdy w czasie wyścigu czujesz obecność kogoś bliskiego, na kogo zawsze można liczyć… Oczywiście, to bardzo pomaga. Największy wpływ ma na siłę mentalną. Jak udaje Ci się łączyć zawód z życiem prywatnym? Wszystko da się pogodzić. To kwestia dobrej organizacji i odpowiednich ludzi wokół. U nas nie ma większych problemów. Jak jadę na wyścig, to po prostu jadę i już. Potem wracam i wszystko jest w porządku. Czy będziesz miał w tym roku czas na wakacje? Niestety nie. Jeśli już, to po sezonie. Na pewno po Atenach, przed pozostaje tylko ćwiczyć. Jaki masz cel do zrealizowania w najbliższym czasie? Najpierw Olimpiada, potem Tour de Pologne. Kto wygra w tym roku? Chyba mój brat… Kiedy była taka możliwość, nie chciałeś zamieszkać we Włoszech. Chcę mieszkać w Polsce. Tu mi się podoba i tu czuję się na miejscu. Ewentualnie ścigać się tam, a mieszkać tutaj. W kraju jestem szczęśliwy. Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki za udane starty. Powodzenia!

Dossier

Imię: Sławomir Nazwisko: Kohut Data urodzenia: 18.09.1977, symptomatyczna… Damiano Cunego, pierwszy w tegorocznym Giro d`Italia urodził się 19 września (zaledwie 4 lata później). Król Lance Armstrong zaś 18 września 1971. Stan cywilny: od lipca szczęśliwy mąż Na co dzień: zawodnik grupy Hoop-CCC- Polsat Hobby: samochody, piłka nożna Uprawiane sporty: piłka nożna, sporty zimowe, MTB Osiągnięcia: II miejsce w Wyścigu Pokoju; lider Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków, zwycięzca Wyścigu Bałtyk – Karkonosze, II miejsce w Grand Prix Tartu; reprezentant Polski na Olimpiadzie w Atenach. Idol z dzieciństwa: Miguel Indurain Wzrost: 177 cm Waga: 65 kg

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach