Maraton mimochodem

Nasza ekipa nastawiała się na start w Świeradowie od dłuższego czasu. Tym bardziej, że wraz z maratonem rozgrywano amatorskie mistrzostwa dziennikarzy w tej dyscyplinie. Już w Wałbrzychu, spotkana całkiem niechcący, ekipa G&G namawiała nas do startu. Jako fundatorzy nagród byliśmy wręcz zobowiązani do uczestnictwa. Co więcej, w myślach stawialiśmy sobie za cel „opanowanie pudła”, przynajmniej w kategorii „dziennikarz na rowerze”. Z marzeń wyrwał mnie ostry dźwięk telefonu od naczelnego, który, jakby mimochodem, zapytał się, co wybieram, bo są trzy imprezy do obsłużenia jednego dnia. Na pytanie, co mogę wybrać, dowiedziałem się, że Szklarską i Świeradów, bo on obstawia Langa. Tak więc przyszło mi spędzić trzy urocze dni w rodzinnych stronach, na znanych szlakach rowerowych i na największych imprezach, z jednym zastrzeżeniem, w żadnej nie dane mi było wziąć udziału. Reszta teamu Magazynu Rowerowego również została podzielona geograficznie i tak zamiast startować w Świeradowie, najbardziej rowerowy weekend w Polsce spędziliśmy w różnych miejscach, wymieniając przez komórki informacje, jak festiwal i jak Bike Maraton.

Organizatorzy największych imprez…

…w Polsce tak poustawiali swoje kalendarze, że trzy imprezy zbiegły się w tym samym terminie. Jak ustaliliśmy, główni polscy organizatorzy nie byli w stanie porozumieć się i jednego dnia, w bardzo bliskiej okolicy, wystartowały dwa konkurencyjne maratony. Jeszcze ciekawsze było to, że do ostatniej chwili ich trasy pokrywały się, a duża część bezpośrednio zainteresowanych była co najmniej skonsternowana. Do ostatniego dnia trwały dyskusje, gdzie lepiej wystartować. Organizatorzy prowadzili nawet coś w rodzaju totolotka i przyjmowali zakłady, która z imprez będzie miała lepszą frekwencję. W piątek impreza festiwalowa wyglądała raczej sennie i chociaż w całej Szklarskiej było pełno ludzi na rowerach, dawny klimat festiwalu gdzieś uleciał. Szybko więc przenieśliśmy się do Świeradowa. Tam w biurze Bike Maratonu, opalały się dziewczyny, a ekipa leniwie rozkładała gadżety. Równie szybko zjechaliśmy zatem na Festiwal, żeby się przekonać, iż klimat dawnych festiwali bezpowrotnie zniknął i nawet upojna impreza w namiocie wiele straciła.

W sobotę rano…

…stawiliśmy się karnie przy zapisach, gdzie uderzył nas widok tłumów zawodników, którzy szykowali się do startu. Kolejka po czipy i numery wcale się nie zmniejszała i jak powiedział nam Grzegorz Golonko tuż przed startem – na BM zgłosiło się 860 zawodników. Chłoniemy atmosferę startu i nadciągający upał. Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy. Spotykamy wielu znajomych spotkanych poprzedniego dnia w Szklarskiej, którzy ostatecznie zdecydowali się ścigać na drugiej imprezie. My tymczasem musimy zjechać i z dziennikarskiej uczciwości zobaczyć oraz obfotografować start w Szklarskiej. Wjeżdżamy tam tuż przed strzałem, uciekamy przed pilotującym rowerzystów radiowozem, wzbudzamy popłoch wśród spokojnych spacerowiczów tylko po to, żeby z murku zrobić zdjęcia startu jedynie 380 zawodników, którzy zdecydowali się wystartować w maratonie festiwalowym.

Potem szaleńcza jazda…

…do Świeradowa, gdzie wpadamy i od razu zajmujemy miejsca fotografów. Start się przedłuża, zapach rozgrzewaczy bije w nozdrza, otaczają nas inni dziennikarze, którzy przyjechali robić materiał. Bierzemy na pokład kolegów po fachu i lecimy najpierw przed, a potem za zawodnikami oglądać maraton z bliska. Trasę w Świeradowie znamy i lubimy. Wiemy, że dla niektórych jest to „maraton z blatu”, a trasa wydaje się nieciekawa. Dla nas długie szutry, oferujące wspaniałe widoki i spokojną szybką jazdę, są wspomnieniem pierwszych rowerowych wypraw. Może stąd sentyment? Lubimy trasy w Izerach również dlatego, że każdemu można je polecić i praktycznie tylko niewielki odsetek mountbikerów będzie niezadowolony.

Sama trasa maratonu…

…miała dwa kluczowe miejsca, selektywny zjazd kilka kilometrów po starcie, na którym głównie tłok powodował niespokojną jazdę i nerwowość, zwłaszcza startujących z dalszych miejsc. Dziwnie to wygląda, jak się stoi i patrzy na jadących, a potem idących pod górę. Chwilę później przenosimy się do bufetu na Polanie Jakuszyckiej, który jest dopiero ustawiany. Zakopanie się po osie wiozącej go ciężarówki było przyczyną przesunięcia startu. W bufecie, zarówno przedstawicielki sponsorów, jak i dziennikarzy, ogarnia chęć pomagania i teraz to oni podają napoje i jedzenie. Tymczasem na trasie trwa ostra walka o pozycje i większość mijających nas zawodników stara się kogoś wyprzedzić. Dopiero przy czwartej setce zaczynają się jadący spokojnie, ale i u nich zapala się w oczach ognik rywalizacji, gdy tylko są wyprzedzani. Rejestrujemy jeszcze malkontenta, którego poznają już wszyscy w ekipie BM, bo gdy mija bufet, zawsze krytykuje trasę. Tym razem również bierze Powerida, banana i rzuca przez ramię – „ale beznadziejna trasa”. Imponuje nam wszystkim swoją zabójczą wprost konsekwencją.

Wracamy już powoli…

…do Świeradowa, wpadając jeszcze po drodze na ekipę Langa malującą znaki Tour de Pologne na drodze. Chłopaki z pędzlami poznają nas i przepuszczają poza kolejnością, a my już wiemy, że za chwilę dosłownie będziemy jechać na kolejną edycję tego wyścigu. Już na mecie oklaskujemy najlepszych i oczekujemy zwycięzcy dystansu Giga, na który wyjątkowo zdecydowało się trochę ponad stu zawodników. Tymczasem na mecie trwa wielka integracja rowerzystów, a klimat BM powoli zdystansowuje festiwalowy. Przed nami dekoracje i kolejne brawa. Późnym wieczorem, wsiadając do samochodu, czujemy się zmęczeni, ale nie miłym sercu wysiłkiem rowerowym. Dociera do nas reszta ekipy i ostatnie zapasy energii tracimy na wieczornej imprezie. Kolejny BM w Krakowie, wg zapowiedzi paść ma tam rekordowa liczba – ponad 1000 uczestników. Dla pewności sprawdzimy wcześniej kalendarz imprez…

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach