Mariusz Witecki

New wave polskiego kolarstwa w natarciu! Mariusz Witecki zdobył Mistrzostwo Polski w porywającym stylu. Spokojny i opanowany, dokładnie planujący swoją karierę. Jest przedstawicielem nowego pokolenia zawodników. Pokolenia, do którego będzie należała przyszłość.

Mariusz Witecki, najmłodszy mistrz Polski…

Nie przesadzajmy, w podobnym wieku było dwóch lub trzech kolarzy. Na pewno Wadecki. Przed wyścigiem powiedziałeś, że jak nie teraz, to kiedy. Planowałeś zwycięstwo już przed startem? Planowałem to za dużo powiedziane, ale szykowałem się mocno pod kątem tych mistrzostw. W końcu startowałem u siebie. Na odprawie ustaliliśmy, że będziemy jechać na Zamanę, Brożynę, a jak im nie będzie wychodziło, to na Rutkiewicza i na mnie. Okazało się, że ten drugi scenariusz był bardziej realny. Ale nie będę ukrywał, że zależało mi na zdobyciu tego tytułu, chociaż planowałem to trochę później. Jestem jednak bardzo szczęśliwy, że mam to już za sobą. Wyścig rozgrywał się w Kielcach, czyli u Ciebie. Znałeś trasę i, jak mówią, było ci łatwiej? Mogłem trenować przed mistrzostwami u siebie. Ale przecież każdy mógł przyjechać przed mistrzostwami i trenować na tych podjazdach. Myślę, że to kwestia celów, jakie stawia się przed zespołem. My, czyli ja i Tomasz Brożyna, mieliśmy wolne od innych wyścigów. Czułem, że na początku sezonu nie mam jeszcze odpowiedniej mocy, że brakuje nam wyjeżdżonych kilometrów. Dlatego razem z Tomkiem urządziliśmy sobie takie małe zgrupowanie i trenowaliśmy do mistrzostw. Nie musieliśmy startować. Mogliśmy się spokojnie przygotowywać. Schudłem dodatkowo i przed wyścigiem czułem, że będzie dobrze. Sam wyścig zacząłeś spokojnie, schowany z tyłu. Nie zapowiadałeś się na zwycięzcę. To również była część taktyki. Tak już jest, że ten, kto na początku takich wyścigów jest aktywny, raczej ich nie wygrywa. Schowaliśmy się z Markiem Rutkiewiczem z tyłu i czekaliśmy. Rozumieliśmy się bez słów i świetnie nam się razem pracowało. Od połowy dystansu zaczęliśmy przesuwać się do przodu i w końcu wysunąłem się na zwycięzcę. Marek przyjechał na czwartej pozycji. Wiesz, o co chcemy spytać? Pewnie o to, czemu nie było kontroli dopingowej po wyścigu? Szczerze mówiąc, te spekulacje mnie denerwują. Byłem badany przy czasówce, zresztą skończyłem ją na dobrym miejscu i to był znak, że jestem dobrze przygotowany. Nie wiem, czemu nie było kontroli. To sprawa związku. Jest to nie fair w stosunku do zawodników, bo teraz każdy może wygadywać jakieś głupoty. Akurat niekoniecznie o to, ale dziękuje za odpowiedź. Swój pierwszy wyścig w życiu też wygrałeś? Pierwszy? Taki normalny? Nie. Chodzi nam o taki zwyczajny, dla młodych chłopaków. Pierwsza podwórkowa ściganka? A, takie, to tak. Wygrywałem wiele takich wyścigów dla dzieci. Zawsze chciałeś być kolarzem? Nie masz żadnych kolarskich korzeni, nikt z rodziny się nie ścigał? Nie, ani ojciec, ani brat. Moja rodzina trochę dziwnie patrzyła na moje zainteresowanie kolarstwem. Zacząłem trenować, żeby mieć rower. Zawsze wiedziałem, co chcę robić. Postanowiłem, że pójdę do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Żyrardowie. Kawał drogi od domu, szkoła z internatem. Mama nie była zachwycona tym pomysłem. A ja wiedziałem, że tam pójdę, już rok przed naborem. Zrobiłem wszystko, żeby się do tej szkoły dostać i udało się. Tam odbyła się moja edukacja jako kolarza. Ciąg dalszy w numerze 9/2006

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach