Marzenia Johana…

W ciągu zaledwie roku Astana urosła do rangi najmocniejszej drużyny w wyścigach etapowych. Od kiedy na liście transferów pojawiło się nazwisko Armstronga, świat dostał jednoznaczny sygnał – Bruyneel buduje Dream Team.
Pierwsze wspólne treningi „Drużyny A” odbyły się na początku grudnia na Teneryfie. Byliśmy świadkami tego wydarzenia… Słowa: Borys Aleksy Zdjęcie: Łukasz Szrubkowski W minionym sezonie bylo wiele okazji, by mówić o Astanie. Drużyna Johana Bruyneela pojawiała się na łamach światowej prasy dzięki imponującym osiągnięciom Contadora, Leipheimera i Kloedena, a także jako wielki nieobecny Tour de France 2008. Najmocniejszym medialnie akcentem była jednak zapowiedź powrotu Lance’a Armstronga w barwach Astany.
Konflikt, którego nie było
O emocjach i kontrowersjach związanych z powrotem Bossa pisaliśmy w poprzednim numerze MR. Wejście Armstronga w strukturę teamu widziano przede wszystkim przez pryzmat potencjalnego konfliktu osobowości. Większości obserwatorów trudno było wyobrazić sobie udaną współpracę jego i Contadora, szczególnie zważywszy despotyczny styl rządzenia Armstronga w Discovery Channel oraz niewątpliwie silne ambicje młodszego o 11 lat Hiszpana, który już przeszedł do historii, a apetyt na kolejne zwycięstwa ma coraz ostrzejszy.
Zgrupowanie na Kanarach było pierwszą okazją, by zobaczyć kolarzy razem. Obserwując ich trening i rozmawiając z nimi podczas konferencji prasowej, odnieśliśmy wrażenie, że „problem dwóch liderów” był sztucznie rozdmuchany przez media. Kolarze robili wszystko, by pokazać, że więcej ich łączy, niż dzieli. Contador przedstawiał Armstronga jako swojego mentora i nazwał zaszczytem możliwość wspólnej jazdy z nim. Boss zaś po raz kolejny stwierdził: „Nie mogę tego powiedzieć prościej. Facet, który koło mnie siedzi, jest obecnie najlepszym kolarzem na świecie”.
O ile na pozowanie do zdjęć w „shake hand” z szerokim uśmiechem i wzajemne komplementy patrzyliśmy z lekkim przymrużeniem oka, o tyle o bezkolizyjnie zapowiadającej się współpracy przekonała nas klarowność planu Bruyneela. Dyrektor podzielił role między dwóch zawodników w taki sposób, że pierwszym wyścigiem, który odbędą wspólnie, będzie dopiero TdF. Contador nie będzie bronił różowej koszulki w Giro, jego celem jest Tour de France, w którym nie miał możliwości wystartować przed rokiem. Włoski wyścig będzie natomiast szansą dla Armstronga, tym ciekawszą, że nigdy nie brał w nim udziału. Boss szykuje szczyt formy na maj i tym samym we Francji widzi się tylko w roli pomocnika. Podkreśla też, że kolejne zwycięstwo w TdF nie jest dla niego priorytetem, zależy mu natomiast na pojawieniu się w Tourze ze względu na medialną siłę tego wyścigu, ważną w kontekście jego działań promujących walkę z rakiem.
Ze sportowego punktu widzenia ustąpienie miejsca Contadorowi na TdF nie będzie ze strony Armstronga wielkim poświęceniem. We Włoszech szykuje się wielkie ściganie. Udział w Giro zapowiedział m.in. powracający w barwach Liquigasu Ivan Basso. Dla decyzji nie bez znaczenia było zapewne, że w 2009 r. Giro obchodzi setne urodziny, można jednak przypuszczać, że największym magnesem jest sam Armstrong.

Pięciu Wspaniałych
Z wypowiedzi Johana Bruyneela wynika tak naprawdę, że ani Contador, ani Armstrong nie mają zagwarantowanej pozycji lidera. „Drużyna będzie pracować na najsilniejszego”. Kto nim będzie w lipcu, pozostaje sprawą otwartą. Tym bardziej, że po dokładniejszym przyjrzeniu się składowi Astany stało się jasne, że kandydatów do najwyższego podium w Paryżu jest więcej. Levi Leipheimer i Andreas Kloeden to zawodnicy z ogromnym potencjałem, każdy z nich stał już na podium TdF i pozostałych tourów. Wraz z nowym nabytkiem, Haimarem Zubeldią, wszyscy oni tworzą grupę zawodników klasyfikujących się w przeszłości w pierwszej piątce na TdF. Bruyneel ma więc w czym wybierać, a to już na starcie daje Astanie pewną przewagę taktyczną. Czy wewnętrzna rywalizacja, która, mimo zapewnień zawodników o lojalności i podporządkowaniu decyzjom Bruyneela, w którymś momencie pojawi się w zespole, nie wpłynie niekorzystnie na wyniki? Bruyneel twierdzi, że pewna doza konkurencji jest wręcz niezbędna, dzięki niej podnosi się poziom, rosną ambicje.
W szczególnej sytuacji jest Andreas Kloeden, który przez wiele lat był pomocnikiem Jana Ullricha, a tym samym jednym z głównych rywali teamu Armstronga. Niemiecki kolarz nie widzi jednak żadnego problemu, by pracować dla Lance’a. W Astanie czuje się bardzo dobrze, jest gotowy do stuprocentowego podporządkowania się interesowi drużyny, choć ma świadomość, że w każdej innej mógłby być gwiazdą. Niechętnie porównuje Armstronga do Ullricha, zaznaczając jedynie, że to zupełnie inni ludzie, inna sytuacja.
Ze współpracy z byłym rywalem zadowolony jest też Bruyneel, szczególnie doceniający jego postawę podczas górskich etapów Giro, bez której, zdaniem dyrektora, Contador nie wygrałby tego wyścigu. Kloeden potrafił też wykorzystać własne szanse w Tour de Romandie (1 m.) i Tour de Swiss (2 m.).
Leviego Leipheimera można nazwać najrówniejszym zawodnikiem minionego sezonu. Amerykanin rzadko kończył wyścigi poza pierwszą dziesiątką, wygrał przy tym Tour of California i był trzeci na Tour of Georgia. Największym osiągnięciem był jednak brązowy medal w jeździe na czas w Pekinie. Już dawno udowodnił, że ma wszystkie atuty lidera wielkich etapówek, zachowuje przy tym skromność właściwą prawdziwym mistrzom. „Przez całe życie przyświeca mi jeden cel – być jak najlepszym kolarzem. Wiem, że jestem dobry, mogę wygrywać wyścigi i być liderem w każdym innym teamie. Wyżej stawiam jednak możliwość pracy z najlepszymi, bo to może mnie uczynić jeszcze lepszym, niż jestem”.
Jaroslaw Popowicz zna Armstronga nader dobrze, jakkolwiek poprzedni sezon spędził u boku Cadela Evansa w Silence-Lotto. Pytany o porównanie tych dwóch osobowości ograniczył się tylko do stwierdzenia, że wspólny język to jedyne, co ich łączy. Ukrainiec nie kryje zadowolenia z powrotu pod skrzydła Bruyneela i Armstronga, za każdym razem, gdy go widzieliśmy, tryskał humorem i uśmiechał się od ucha do ucha. W pewnym sensie wrócił do reaktywowanego Discovery Channel, z którym był związany od 2005 r. i odnosił największe sukcesy. Byli zawodnicy Discovery, jeżdżący obecnie w Astanie, to poza nim: Contador, Rubiera, Brajkovicz, Noval, Leipheimer, Vaitkus, Paulinho, i oczywiście Armstrong.

Wino i kara
Lista supergwiazd w Astanie jest w rzeczywistości otwarta. Na pytanie, co zrobi Bruyneel, gdy skończy się kara przebywającego „na wygnaniu” Winokurowa, szef zespołu odpowiada – „Nie miałem żadnych sygnałów od Wino, poza tym UCI chce przedłużyć jego karę o rok. Gdy Winokurow odbędzie karę do końca i jego konto będzie znów czyste, jeśli zechce wrócić, będzie miał otwarte drzwi. To jest kazachski team, został stworzony dla niego”.
To, że pieniądze dla Astany płyną ze stolicy Kazachstanu (od której team wziął nazwę), nie pozostaje bez wpływu na skład zespołu. W kontrakcie Bruyneela figuruje zapis, że w drużynie musi być zatrudnionych 8–10 zawodników z tego kraju. Dyrektor Astany nie czuje się przez to ograniczany, jest zadowolony z poziomu Kazachów. Większość z nich zdała egzamin w minionym sezonie i zostaje w teamie. Najświeższy nabytek, trzech młodych zawodników, to efekt osobistej selekcji Bruyneela podczas tegorocznych mistrzostw kraju. Jeśli chodzi o selekcję Kazachów do ważnych wyścigów, presja, jak się okazuje, nie jest zbyt duża. Wystarczy, że jedzie ich dwóch – mają relację na żywo w publicznej telewizji i są bohaterami. Nawet jeśli zamykają stawkę…

Lance’a znaki zapytania
Pytany o swoją formę i szanse Armstrong odpowiada spokojnie – „Wiem, że mogę nie tylko nie być drugi, mogę być trzecim zawodnikiem w teamie. Jestem realistą i chcę być uczciwy w tym, co robię. Z moim powrotem wiąże się dużo znaków zapytania, ale to nie wyglądało tak, że zadzwoniłem do Johana i powiedziałem – „Cześć, chcę wrócić, być liderem w twoim teamie i nie mam pojęcia, jak będę się ścigał”. W profesjonalnym kolarstwie panuje zasada, która mówi, że drużyna pracuje na najsilniejszego zawodnika. A ja byłem w tym biznesie wystarczająco długo, by dobrze znać zasady. Ktokolwiek będzie tym najsilniejszym zawodnikiem – Alberto, Levi czy Andreas – jestem gotowy dla niego pracować. O wszystkim zadecyduje Johan”.
Johan Bruyneel był powściągliwy w ocenie szans Armstronga na zwycięstwa w przyszłorocznych wyścigach, ale po kilku dniach wspólnych treningów na Teneryfie dobrze ocenił postępy Bossa.
„Widziałem Lance’a na początku września, gdy ogłosił swój comeback i gdy porównuję jego obecną formę, widzę, że zrobił postępy. Dobrze wygląda na rowerze, jest mocny. Reakcje innych zawodników z teamu są podobne – są zaskoczeni jego poziomem. Jest w lepszej formie niż w minionych latach o tej porze roku, ale to logiczne, bo nie brał udziału w wyścigach w ciągu roku. Ma wielką motywację, myślę, że większą nawet niż wtedy, gdy wygrywał Tour w ostatnich latach”.
Dyrektor dodał też, że w wewnętrznym wyścigu podczas jednego z treningów Lance był w pierwszej trójce… „Ale to nie daje realnego obrazu sytuacji. Zawodnicy są w różnych fazach treningu, większość dopiero zaczyna przygotowania, Lance zaczął wcześniej budować formę”.
Bruyneel za faworyta Giro uważa Ivana Basso, który również miał przerwę, ale nie zaprzestał treningów. Armstrong jest tego samego zdania.
Gdyby formować pierwszy skład Astany na podstawie efektów treningu, który widzieliśmy na Teneryfie, Contador liderem raczej by nie był. Powracający do formy po operacji przegrody nosowej Hiszpan z niewyraźną miną kończył długi podjazd, na którym niekwestionowanym zwycięzcą był Jesus Hernandez. Armstrong i Leipheimer wjechali na przełęcz razem, ale Boss stwierdził, że się, w przeciwieństwie do Leviego, nie ścigał. Wszystko dawał z siebie natomiast Popowicz, starający się złapać kontakt z grupką Armstronga. Na szczycie Ukrainiec był, oczywiście, w świetnym nastroju. „Vamos a la playa!” – krzyczał, zjeżdżając z przełęczy w kierunku hotelu.

„Nie chodzi o wygranie Touru”
O ile dyrektor Astany powstrzymuje się od przedwczesnego oceniania szans Armstronga, o tyle nie kryje entuzjazmu, jaki wzbudza w nim Astana jako całość.
„Jestem dumny z tego, że w moim składzie jest tak wielu zawodników najwyższej klasy, w tym Armstrong i Contador. Słyszę czasami opinie, że w mojej sytuacji, z tak mocnym sponsorem, to żaden wyczyn, wystarczy wypisać kilka czeków i mam, kogo chcę. To nie tak. Ludzie z branży wiedzą, że kiepsko płacę. Zawodnicy mimo to lgną do Astany, bo wiedzą, że znajdą tu najlepszą możliwość osiągnięcia własnych celów. Lance trenuje i będzie startował za darmo, inni zawodnicy, jak Popowicz czy Leipheimer w ogóle nie negocjowali kontraktu”.
Co ciekawe, jeszcze rok temu Bruyneel wybierał się na emeryturę. Po tym, jak siedem razy wygrał TdF z Armstrongiem, a później kolejny raz z innym zawodnikiem (Contadorem w Discovery Channel), trudno było wyobrazić mu sobie kolejne wyzwanie. Pojawiło się ono wraz z propozycją od sponsorów Astany, teamu z potężnymi problemami po aferze dopingowej Winokurowa, który trzeba było odbudować właściwie od zera. Bruyneelowi wystarczył rok. „Gdy porównuję, co Astana znaczyła wtedy, do tego, czym jest dziś, mogę powiedzieć, że wypełniłem zadanie.” Życie nie daje jednak Belgowi odpocząć. Powrót Armstronga i jego planowany udział w Giro i TdF ponownie podniósł poprzeczkę, nie tylko ze względu na zaawansowany wiek kolarza i długą przerwę w ściganiu. Boss startował zawsze wg innego kalendarza, przygotowywał się tylko do TdF, tegoroczny cykl treningowy to dla niego nowość. „To ryzykowne zadanie, dla nas wszystkich zagadkowe, ale to właśnie jest najlepsze. Myślę, że gdyby w kolarstwie wszystko było do przewidzenia, nikt by się w nie nie bawił” – mówi Bruyneel. Tylko on może być wiarygodny, gdy twierdzi, że – „Nie chodzi o wygranie Touru czy Giro”. Kto wie, być może to właśnie uczyni go najgroźniejszym graczem w peletonie w roku 2009.
Johan Bruyneel
Armstrong nie ma kontraktu, będzie startował za darmo, ale nie ma też żadnych zobowiązań wobec teamu i, jak sam powiedział, może zrezygnować w każdej chwili. Czy gdyby tak się stało, pokrzyżowałoby to plany drużyny?
JB: Z Armstrongiem czy bez mamy bardzo silny team. W 2008, poza TdF, w którym nie mogliśmy wziąć udziału, wygraliśmy wszystkie ważne dla nas wyścigi lub byliśmy bardzo blisko wygranej. Czy będziemy superteamem w 2009? Nie wiem, ale pewne jest to, że mamy rewelacyjny skład na wyścigi etapowe, zwłaszcza po tegorocznych transferach.
Gdyby coś poszło zupełnie nie tak i Lance zrezygnowałby, nie miałbym do niego żadnych pretensji. Ale, szczerze mówiąc, nie spodziewam się tego. No i nie wyobrażam sobie Armstronga w żadnej innej ekipie. Jak ocenia Pan obecny poziom Armstronga i jego szanse na wygraną w Giro lub Tourze?
JB: Teraz jest bardzo dobrze, ale tak naprawdę pytanie brzmi – jaki Lance może osiągnąć poziom na wiosnę? Czy powróci do rytmu sprzed trzech lat? Tego nie dowiemy się, zanim nie zacznie startować w wyścigach. Powiem więcej, wciąż nie będzie pewności po Tour Down Under, to jest zbyt łatwy wyścig i rywalizacja nie jest na wysokim poziomie. Tour of California powie nam więcej, ale to wciąż za wcześnie. To, czego potrzebuje najbardziej, to jak najwięcej wyścigów, dlatego m.in. wystąpi w zawodach, w których nigdy do tej pory nie brał udzialu. To jest połączone oczywiście z jego osobistymi celami, promowaniem walki z rakiem, będzie występował głównie w krajach współpracujących z Global Initiative. Ale nawet jeśli nie osiągnie poziomu wystarczającego, by wygrać kolejny raz Tour de France, będzie niewątpliwie najlepszym partnerem, o jakim mógł marzyć Alberto Contador.
Lance Armstrong
Gdy Twój udział w TdF stał jeszcze pod znakiem zapytania, pojawiały się głosy, że obawiasz się o swoje bezpieczeństwo we Francji. Czy to zawsze był dla Ciebie problem?
LA: Nie nazwałbym tego problemem, raczej „trudnym związkiem”. Gdybym miał wierzyć we wszystko, o czym czytam w prasie, nie powinienem jechać na TdF. Ale to w rzeczywistości tak nie wygląda. Przed zgrupowaniem spędziłem tydzień w Nicei, pewnego wieczoru wszedłem do restauracji pełnej Francuzów i dostałem owację na stojąco z życzeniami ósmej wygranej. To normalne, że ma się przeciwników. Staram się podchodzić do tego na luzie. Proszę tylko – nie blokujcie dróg!

Często trenowałeś na Teneryfie, ścigałeś się też w miejscowych wyścigach, które zawsze wygrywałeś. Czy to szczęśliwe miejsce dla Ciebie?
LA: Możliwe. To jedno z najlepszych miejsc treningowych na świecie. W ciągu ostatnich dziesięciu lat spędziłem wiele miesięcy na tej górze [wulkan Teide – przyp. red.]. To szczególne miejsce. Pogoda jest zawsze dobra, trening intensywny i kierowcy… Chłopcy z teamu to potwierdzą, że kierowcy są bardzo życzliwi, nawet gdy zajmujemy cały pas, nikt się nie wścieka, wszyscy są ostrożni.
Levi Leipheimer

Nie czujesz się rozdarty między pełnym poświęceniem dla lidera podczas TdF a chęcią wygrania np. Vuelty, która w minionym sezonie wydawała się być wręcz dla Ciebie stworzona?
LL: Nie, zupełnie nie. Tour jest największym i najbardziej ekscytującym wyścigiem, wygranie go jest najważniejszym celem zespołu, a ja chcę być tego częścią. Poza tym cały czas jest mała szansa, że to ja wygram Tour (uśmiech). Myślę, że to jest jeden z powodów, dla których inne ekipy muszą mieć oczy szeroko otwarte – mamy pięciu gości, którzy mogą wygrać.
Andreas Kloeden
Przez wiele lat pracowałeś dla Jana Ullricha.
Jak się czujesz teraz, gdy wiadomo, że będziesz w teamie z jego dawnym rywalem?
AK: Nie mam z tym problemu. To jest praca. Nie znam Lance’a tak dobrze jak Levi czy Alberto, ale widzę, że jest on bardzo pozytywnie nastawiony. Myślę, że mogę się od niego wiele nauczyć, jest bardzo profesjonalny. Widać to podczas tego zgrupowania, Lance ciężko pracował na ten powrót. Cała ta sytuacja jest dla niego dobra, myślę, że dla mnie również.”
Mógłbym być liderem w innym teamie, ale to dla mnie nie jest takie ważne. Praca dla teamu daje mi satysfakcję. Myślę, że dobrze realizuję swoje zadania. Tu panuje dobra atmosfera, dobrze się bawimy. Każdy miewa słabsze dni, to normalne. Ale jak widzieliście podczas Giro i Vuelty, potrafimy zebrać się w sobie i wygrywać.
Jaroslaw Popowicz
Jak się czujesz w nowym teamie? W pewnym sensie wracasz do dawnego Discovery Channel…
JP: Wrócić tutaj to dla mnie jak znaleźć się na powrót w szczęśliwej rodzinie. Spędziłem w Discovery trzy lata, trzy dobre lata, kiedy wygrywaliśmy Tour. Teraz wracam, wraca też Lance, to wspaniałe!

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach