Nieprzewidywalny…

Nieprzewidywalny… …tak o Marcinie Karczyńskim wyrażał się jego trener. W tym sezonie Marcin wyszedł z cienia innych kolarzy MTB i odcisnął wyraźne piętno na tej dyscyplinie. W jednym sezonie zdobył Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, srebro na Mistrzostwach Europy i został (wraz z drużyną) Mistrzem Świata. Nadchodzący rok olimpijski już wydaje się należeć do niego. Trudno o bardziej zmotywowanego i pracowitego zawodnika, i, co ważne, wciąż spragnionego sukcesów.

Rozmawiamy właściwie już po sezonie, który był dla Ciebie i całej grupy Lotto niezwykle udany. Zrealizowałeś swoje plany w tym roku? Faktycznie, mieliśmy udany sezon, zarówno indywidualnie, jak i grupowo. Jednak nie wszystkie zamierzenia udało się nam zrealizować. Dla mnie największą wpadką był występ na mistrzostwach świata, w których chciałem uzyskać lepszy wynik. Jechałeś do Lugano z jakimś konkretnym planem, chciałeś być w pierwszej dziesiątce? Liczyłem, szczerze mówiąc, na pierwszą piątkę. Zwłaszcza po mistrzostwach Europy i pucharach świata, gdzie wygrywałem z zawodnikami z pierwszej piątki MŚ. Wynik, jaki osiągnęliśmy, był bardzo dobry, jeszcze nigdy jako kadra Polski nie przywieźliśmy tylu medali z takiej imprezy. W twoim przypadku wyścig wyjątkowo się nie ułożył… Wywróciłem się praktycznie zaraz po starcie i na pierwszą rundę wjechałem jako jeden z ostatnich, wyprzedzili mnie nawet zawodnicy z egzotycznych krajów. W pierwszej rundzie wyprzedziłem ponad trzydziestu zawodników, ale do czołówki pozostała mi ponad setka. A ilu można wyprzedzić na rundach? Trasa była wąska i techniczna, więc nie szło zbyt szybko. Dodatkowo obiłem sobie bok, biodro i udo, i postanowiłem się wycofać. Niestety, nie były to moje mistrzostwa… To, co nie wyszło, odbiliście sobie w drużynie… Właściwie zdobyliśmy to wcześniej! Ale faktycznie, drużyna pojechała bardzo dobrze. Pokazaliśmy, że trzeba się nas bać i że liczymy się na świecie. Jak przebiegała rywalizacja? Pewnie mało osób o tym wie, ale jechaliśmy w nieco zmienionej kolejności. To ustawienie ćwiczyliśmy już na Mistrzostwach Europy, gdzie zdobyliśmy srebro. Wyścig kontrolowaliśmy cały czas. Jechałem jako pierwszy i prowadziłem, po mnie prowadzenie utrzymał Piotrek Formicki. Na okrążenie juniorów trener wystawił Annę Szafraniec, która praktycznie nic nie straciła, a z kobietami pojechał nasz junior, Kryspin Pyrgies. No i dołożył im kilka minut. Sztafeta pokazała więc, że jesteśmy nie tylko mocni indywidualnie, ale i dobrze przygotowani taktycznie. Czy po MŚ otrzymałeś propozycje przejścia do innej ekipy, czy ktoś się z wami kontaktował? Myślę, że kilka teamów byłoby zainteresowanych zawodnikami Lotto – PZU. My jednak ogłosiliśmy na konferencji prasowej, że nie zamierzamy zmieniać klubu do Igrzysk Olimpijskich, tak więc ucięło to wszelkie spekulacje i pewnie wstrzymało propozycje. Kadra polski prawie w całości pokrywa się z ze składem Lotto – PZU. W tym należy upatrywać waszych sukcesów? Grupa Lotto powstała z myślą o starcie w Atenach i od początku jednym z jej założeń było skupienie najlepszych zawodników w Polsce. W tej chwili grupa ta jest bardzo dobrze rozpoznawalna na imprezach światowych, co więcej, wielu zawodników z zagranicy pyta się o możliwość startów w naszych barwach. Dostrzegają nasz profesjonalizm. Niestety, grupa powstała z myślą o promocji polskich zawodników i tylko oni wchodzą w jej skład. Muszę też dodać, że trenerowi Piątkowi udaje się realizować dalekosiężny plan. Co roku jeździmy lepiej, robimy postępy. To dowód na trafność jego koncepcji opartej na przekonaniu, że grupę buduje się przez lata. Czujesz się związany z Lotto, a jednak krążyły słuchy o Twoim przejściu do CCC? To nie były tylko słuchy, miałem już dwa razy podpisany kontrakt z CCC, jednak nie zdecydowałem się na odejście z Lotto. To przede wszystkim kwestia tego, co daje mi grupa. W Lotto czuję się prawdziwym zawodowcem, nie muszę się o nic martwić, tylko trenować i startować. To niesamowity komfort. Myślę, że stąd też moje sukcesy. Trener Piątek niektórym wydaje się dość kontrowersyjny, jednak taki układ jest dla mnie optymalny. Poświęcam się głównie ściganiu, nie mam innych zmartwień. Tymczasem w CCC musiałbym wiele czasu poświęcać na załatwianie spraw, które tutaj załatwia za mnie grupa. Nie muszę martwić się o sponsora, nie muszę przejmować się sprzętem, hotelami i transportem. Również trening jest ułożony, są zgrupowania, opieka lekarza i trenera. Wiem, że Marek Galiński wolał inny układ, ja wybrałem taką grupę. Zorganizowanie grupy powoduje jednak, że zdominowała ona MTB w Polsce, tymczasem za wami nie ma nowych, zdolnych zawodników. Co będzie jak Lotto przestanie istnieć? Lotto jest grupą, która została stworzona do ścigania światowego. Kiedy do niej przyszedłem, nareszcie pozbyłem się kompleksów polskiego sportowca. Przecież często było tak, że Polacy jeździli na gorszym sprzęcie, mieli gorszy transport, spali w gorszych hotelach, po prostu wyglądali jak kolarze z „gorszego” kraju. Teraz mamy sprzęt niejednokrotnie lepszy niż czołówka, wszystko jest dopracowane, wyjazdy mamy zorganizowane na takim samym poziomie jak reszta światowej czołówki. Przecież jesteśmy w tej chwili w pierwszej dziesiątce na świecie! Mamy kilka medali mistrzowskich! I tak powinno być. Natomiast grupa będzie istniała na pewno do igrzysk. Ja mam jeden z dłuższych kontraktów, więc jestem spokojny o swoją przyszłość. Nawet kiedy grupa się rozpadnie, trener Piątek będzie tworzył nową i myślę, że znajdę w niej swoje miejsce. Nie chciałbym natomiast przechodzić do innej grupy MTB, myślę raczej o przejściu na szosę po igrzyskach. Tak więc jeżeli przejdę do jakiejś grupy, to raczej szosowej. Co do dominacji? Problem ten dostrzegam w innych klubach, które nie mogą stworzyć zawodnikom odpowiednich warunków. Dobry, utalentowany zawodnik potrzebuje roku, żeby osiągnąć wysoki poziom. Tak jest z większością zawodników, którzy przyszli do grupy w tym roku. Ale warunki muszą stworzyć kluby. Trend powrotu na szosę jest obecnie dość mocny, a ty jesteś kolejnym zawodnikiem, który to deklaruje. Szosa jest dziś naturalnym etapem w rozwoju zawodników MTB. Trening szosowy jest jednym z elementów treningu. Widzę siebie na szosie i w peletonie zawodowym. Myślę, że byłbym dobrym „góralem”, gdyż lubię walkę na podjazdach. Jednak przejście na szosę wiąże się też ze zmianą całego treningu. Wyścigi szosowe są dłuższe i wieloetapowe. Dla mnie oznacza to potrzebę zwiększenia wydolności i wytrzymałości, a co za tym idzie, zwiększenie obciążeń treningowych. Tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Ponieważ w tej chwili moim celem są igrzyska, trening taki mogę zacząć dopiero po ich zakończeniu. Mówiąc szczerze, moim marzeniem jest przejście na szosę z medalem olimpijskim. Jak trafiłeś do MTB? Właśnie z szosy. Byłem jednym z wielu zawodników na średnim poziomie, którzy mieli problem ze znalezieniem miejsca w dobrym klubie. Mój trener namówił mnie na MTB. Dzięki temu miałem dostać się na szosę poniekąd „tylnymi drzwiami”. Po sukcesie w kolarstwie górskim było bardziej prawdopodobne, że znajdę swoje miejsce w grupie szosowej. Czy nie traktujesz więc MTB trochę po macoszemu? Może było tak na początku, ale teraz już nie jest. MTB jest innym sportem, ma dużo więcej emocji i adrenaliny. Jest bardziej ekscytujące. Kiedy dobrze poznałem ten sport, urzekł mnie i teraz jestem przede wszystkim zawodnikiem MTB. Szosa to odległa przyszłość. W tym roku wygrałeś w Polsce wszystko co było do wygrania. A może jest jeszcze coś? Tak, w Polsce rok był dla mnie bardzo udany, zdobyłem Mistrzostwo Polski i Puchar Polski. Poza wpadką na mistrzostwach świata rok był świetny. Zdaniem niektórych Marcin Karczyński był najbardziej niedocenionym zawodnikiem i pozostawał w cieniu innych: Galińskiego i Kowala. Kiedy wygrałeś Puchar Polski, krytycy twierdzili, że to dlatego, że Marek Galiński nie startował we wszystkich edycjach i że jego starty zmieniłyby wynik rywalizacji. Faktycznie, Galiński nie startował we wszystkich edycjach, ale ja wygrywałem to, co sobie założyłem. Prawda jest taka, że zbudowałem bezpieczną przewagę. Dla wielu obserwatorów Galiński wygrywał ze mną jak chciał, prawda jest jednak inna. W dwóch edycjach, w których wygrywał, to ja odpuściłem i dałem mu wygrać. Faktycznie nastawiałem się na Szczawno, gdzie chciałem pokazać, kto tak naprawdę jest lepszy. W Szczawnie wszystko wyglądało już inaczej, Marek zaatakował od startu, a ja go przytrzymałem przez rundę. Bardzo był zdziwiony, myślał, że mnie łyknie, a tu nie! Dopiero kiedy się wywróciłem i spadłem niżej, mógł spokojnie jechać do mety. Gdybym nie upadł, byłoby inaczej… Właśnie, twoje upadki czasami mieszają Ci szyki. Jesteś nazywany najbardziej nieobliczalnym zawodnikiem w kadrze, takim, który może wszystko wygrać lub wszystko przegrać. Tak, pewnie tak jest, upadki biorą się z mojej ambicji i z tego, że bardzo chcę. Tylko tak mogę odpowiedzieć. Jak chcę zbyt mocno, zaliczam upadki. Mówi się, że masz całkowity brak hamulców psychicznych na zjazdach. Może jeździsz zbyt ryzykowanie? Nie sądzę, żebym jeździł ryzykowanie. Lubię zjazdy i trasy, takie jak w Szczawnie lub w Wałbrzychu, gdzie są podjazdy i zjazdy. Nie boję się zjeżdżać i często na zjazdach nadrabiam. Może stąd ta opinia? Skoro lubisz zjeżdżać, czy myślałeś o przejściu do downhillu? Raczej nie. Downhill wymaga bardzo wąskiej specjalizacji i jest niesamowicie kosztowny. W Polsce sport ten ma nieustające problemy finansowe. Rozmawiałem ostatnio z Grześkiem Zielińskim. On ma własny team, który założył, żeby móc zjeżdżać. I tak cały czas musi zabiegać o sponsorów i martwić się o fundusze. Ja mam w porównaniu ze zjazdowcami komfortowe warunki. A przecież, jeśli ktoś szuka sponsorów, i to głównie zajmuje jego czas, nie może trenować i nie może mieć wyników! Zadaniem sportowca jest trenowanie i starty w wyścigach. Kwestie menedżerskie powinny być poza nim. W przyszłym roku Mistrzostwa Europy odbędą się w Wałbrzychu, waszym głównym celem są igrzyska. Jak zamierzacie pogodzić te dwie imprezy? Mistrzostwa odbędą się przed igrzyskami, więc powinniśmy być już w formie, oczywiście, jeżeli nie chcemy by nasz udział był tylko symboliczny. Mnie trasa w Wałbrzychu odpowiada, zawsze ją lubiłem. Dlatego start powinien być udany. Istotne jest, kiedy zawodnik na starcie już wie, że lubi trasę, wie, jak ona przebiega i czuje się na niej dobrze. Tak będę się czuł na ME w przyszłym roku. Mam nadzieję, że tak również będę się czuł w Atenach. Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów.

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach