Od morza do gór – 71. Tour de Pologne

To będzie prawdziwy wyścig Dookoła Polski. Z północy na południe od wybrzeża do gór, obfitujący w niemal wszystkie trudności, jakie można zafundować kolarzom. Dramaturgia ułożona idealnie, z napięciem rosnącym z etapu na etap. I do tego realne nadzieje na polskiego zwycięzcę. Przed nami bardzo obiecujący Tour de Pologne!

Nie ma Tour de Pologne bez hasła przewodniego. Rok temu ścigaliśmy się na szlaku Jana Pawła II, jeszcze wcześniej wspominaliśmy bohaterów Powstania Warszawskiego czy Fryderyka Chopina. Tym razem kolarze będą się zmagać dla upamiętnienia 25. rocznicy wolnych wyborów nad Wisłą. Na oficjalnej prezentacji trasy Tour de Pologne w Warszawie koszulkę z numerem „1” podarowano Lechowi Wałęsie, były prezydent został bowiem patronem honorowym startu i otwarcia wyścigu w Gdańsku. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla będzie miał niewątpliwie okazję do nostalgii – kolarze wyruszą spod bramy Stoczni Gdańskiej, kilkanaście metrów od miejsca, w którym Wałęsa w sierpniu 1980 roku skoczył przez płot.

Przed górami

Po starcie w Gdańsku wyścig wyruszy do Bydgoszczy, rodzinnej miejscowości naszego byłego mistrza Marka Leśniewskiego, gdzie kolarzom przyjdzie kręcić po osławionej Trasie Uniwersyteckiej. Bydgoszcz już po raz dwunasty powita barwny peleton, ostatnio miało to jednak miejsce aż dziewięć lat temu. Czego spodziewać się na trasie? Już na samym początku morska bryza może poszarpać peleton, prawdopodobnie będą ranty. Wiadomo, im głębiej w kraj, tym ryzyko mniejsze, jednak przede wszystkim w tej fazie wyścigu trzeba będzie uważać. Następnego dnia zawitamy w Toruniu – mieście naszych dwóch Michałów: Kwiatkowskiego i Gołasia. Tłumy fanów gwarantowane, smakowite toruńskie pierniki również. Przez Płock i Sochaczew dostaniemy się do stolicy. Warszawa trzy lata temu była gospodarzem Tour de Pologne, kiedy w centrum miasta po krótkim płaskim etapie z Pruszkowa wygrał Marcel Kittel. Niemiec dołożył w kolejnych dniach jeszcze trzy triumfy etapowe. W jakim miejscu swojej kariery znajduje się obecnie, tego nie trzeba chyba nikomu mówić. Cztery wygrane etapowe w Grande Boucle, dwie w Giro d’Italia 2014. Wystarczy? Przed najdłuższym odcinkiem wyścigu z Tarnowa do Katowic, który zakończy się w sąsiedztwie Spodka (236 km), zawodnicy będą rywalizować na znacznie krótszym dystansie z Kielc do Rzeszowa, które to miasto sprawdziło się już w funkcji gospodarza mety. W minionym sezonie pewnie po zwycięstwo na Podkarpaciu sięgnął mocno zbudowany Norweg Thor Hushovd.

Wypad do sąsiadów

Etapy numer pięć i sześć to połączenie tradycji z innowacją. Tradycji, ponieważ ponownie przywita nas Zakopane z Krupówkami, Giewontem i Wielką Krokwią. Innowacją, bo przekroczymy granicę polsko-słowacką i pedałować będziemy w kierunku Štrbskégo Plesa (Szczyrbskie Jezioro) w Tatrach Wysokich. Po drodze m.in. trzy premie górskie pierwszej kategorii i finałowa wspinaczka. Za organizację po stronie słowackiej wziął się Ján Miškovský, który doświadczenie zbierał m.in. przy wspieraniu młodzieżowego Karpackiego Wyścigu Kurierów rozgrywanego właśnie na tym terenie. Po zeszłorocznym wypadzie we włoskie Dolomity Tour de Pologne ponownie, co prawda na krótko, wyjedzie z kraju. „Chcemy, aby polsko-słowacki etap był wyjątkowy i zapadł w pamięć wszystkim uczestnikom” – mówił Miškovský. Po bojach w malowniczych słowackich Tatrach przyjdzie pora na dobrze nam znany kluczowy etap wokół Bukowiny Tatrzańskiej z czterema podjazdami pod Ząb i czterema pod „Polski Zoncolan” – Gliczarów Górny, sztajfę z maksymalnym nachyleniem 24%. Po arcyszybkim zjeździe kolarze będą musieli się wdrapać na metę w Bukowinie. Mimo trudności na górskich etapach wiele wskazuje na to, że o wygranej w klasyfikacji generalnej przesądzi, podobnie jak w zeszłym sezonie, czasówka w Krakowie. Nawet po tak dużej ilości podjazdów różnice czasowe powinny być do odrobienia, co udowodnił dobry, choć nie pierwszej klasy góral Pieter Weening, któremu do wiktorii na krakowskim Rynku wystarczył dopiero szósty wynik. Konkurenci uzyskali jednak jeszcze gorsze rezultaty.

Wyścig przez Polskę

Po części wracamy do koncepcji z 2005 roku, kiedy zabawę zaczynaliśmy również w Gdańsku, a kończyliśmy w Karkonoszach. La Grande Finale w górach nie jest wprawdzie, jak na razie, możliwy choćby z tego względu, że umowa LangTeamu z władzami Krakowa na organizację finałowego etapu obowiązuje aż do 2018 roku. Bez tego nawet tegoroczny Tour de Pologne zapowiada się bardzo interesująco. Nareszcie zaserwowano nam wyścig „przez Polskę”, a nie wyłącznie przez region Śląska czy Małopolski. Międzynarodowa Unia Kolarska zrezygnowała też z eksperymentu Race Appeal, który testowano rok temu właśnie u nas (do startu dopuszczono wyłącznie sześcioosobowe składy i wprowadzono bonifikaty sekundowe na wszystkich premiach). To akurat dziwny ruch, ponieważ w Tour de Pologne ten pomysł, chociaż początkowo budził spore wątpliwości, zdał egzamin. Któż jednak zrozumie UCI… Ponieważ przywracamy model zespołów ośmioosobowych, Lang rozdał tylko trzy dzikie karty. Otrzymali je CCC Polsat Polkowice, kadra biało-czerwonych oraz rosyjski projekt RusVelo.

Kwiatek czy Majka?

„Nie patrzymy na nazwiska, na gwiazdy, które wystartują w Tour de Pologne. Chcemy wykreować swoich własnych bohaterów” – mówi Czesław Lang. Coś w tym jest, bo oprócz Kittela w Polsce szerszej publiczności przedstawili się i Alberto Contador, i Thomas Dekker, i Moreno Moser, i Johan Vansummeren czy Daniel Moreno. A nawet „Kwiatek”, który w 2012 roku zadebiutował na podium wyścigu WorldTour. Jaka nowa gwiazda wykluje się tym razem? TdP jest wyścigiem, w którym ostateczny skład podium potrafi zaskoczyć. Obfitująca w różnorodne trudności trasa pozwala wprawdzie zgadywać, że zwycięzcą będzie zawodnik bardzo wszechstronny, w czasie jednak, gdy powstawał ten materiał, listy startowe nie były jeszcze znane, trudno więc dywagować o szerszym gronie faworytów. Dwa nazwiska trzeba jednak wymienić w pierwszej kolejności – na starcie zapowiedzieli się Michał Kwiatkowski i Rafał Majka (przyp. red. – dziś już wiemy, że Michał Kwiatkowski jednak nie wystartuje w tegorocznym TdP). Obaj mogą wygrać TdP, obaj też, co ciekawe, są mniej więcej równolatkami III RP, idealnie wpisując się w jubileuszowy charakter wyścigu. Jeśli pokażą taką formę, jak w pierwszej części sezonu, i nie pokrzyżuje im planów wcześniejszy udział w Tour de France (bo najprawdopodobniej obaj się tam spotkają), tegoroczny TdP będzie dla polskich kibiców wyjątkowym widowiskiem.

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach