Pekin 2008 – Maja na wagę srebra!

W redakcji MR Maja Włoszczowska zjawiła się w piątek 29 sierpnia… Fot. Łukasz Szrubkowski MR: Jak wyglądały ostatnie dni przed startem? MW: Nie mieszkaliśmy w wiosce z innymi sportowcami, ale w polskiej misji olimpijskiej i koncentrowałyśmy się z Olą na treningach. Kibicowanie było utrudnione, pilota do jedynego telewizora zabrali ciężarowcy, trudno było z nimi dyskutować. Starałyśmy się odciąć od świata zewnętrznego, w tym przede wszystkim od mediów, z niezłym zresztą skutkiem. MR: To był Twój drugi start na olimpiadzie, tym razem było łatwiej? MW: Zdecydowanie tak, doświadczenia z Aten pomogły. Poza tym razem nie byłyśmy wymieniane w gronie faworytek, więc nie czułyśmy podobnego nacisku na wynik. Wówczas w trójkę, z Anią Szafraniec i Magdą Sadłecką, byłyśmy zaliczane do tzw. szans medalowych. Co za ulga! MR: Były nerwy? MW: Mama przysłała mi wieczorem smsa, że wie, że zdobędę srebro. Oli powiedziałam, trochę dosadniej, że wygram. Zrewanżowała się obietnicą ukończenia w dziesiątce. Jak widać, po prostu zrealizowałyśmy plan. Fot. Łukasz Szrubkowski MR: Kiedy uwierzyłaś, że masz upragniony medal? MW: Na ostatnim zakręcie. Ubiegłe dwa lata nauczyły mnie, że walka trwa do końca i że wszystko się może zdarzyć. W trakcie wyścigu, gdy tylko pojawiała się jakaś myśl na temat tego, jak jadę, natychmiast starałam się ją zagłuszyć mocniejszym naciśnięciem na pedały. MR: Przed wyścigiem liczyłaś na miejsce medalowe? MW: Wszytko wyliczyłam. Ze statystyki wyszło mi, że na podium, na podstawie wyników, powinno być osiem zawodniczek! Równie dobrze mogłam być druga co dziewiąta. MR: Kogo obawiałaś się najbardziej? MW: Na bieżąco śledziłam wyniki konkurentek. Bardzo ucieszyłam się ze zmiany trasy, trudniejsza wyeliminowała kilka z nich. Po korektach przestała się liczyć np. Marga Fullana, która słabo zjeżdża. Na ostatnich ważnych zawodach słabo wypadła też Gunn-Rita, więc wiedziałam, że nie jest w formie. Wielką niewiadomą były Chinki, które jeździły w tym sezonie zupełnie w kratkę. Fot. Łukasz Szrubkowski MR: Na temat przebiegu wyścigu krążą już legendy. Co się wydarzyło naprawdę? MW: O wszystkim zadecydował upadek Fullany, na stromym zjeździe z rynną, tym samym, gdzie na ostatniej rundzie problemy miała Spitz. Zostałam zablokowana, zrobiło się 30 sekund przewagi, które trudno było już nadrobić. Gdyby nie to, nie dałabym jej uciec. Inna sprawa, czy tempo wytrzymałabym do końca. Rozmawiał: G.Radziwonowski Więcej we wrześniowym numerze MR – 09/2008

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach