Po sezonie…

Czyli refleksje 2009 znad klawiatury

Zima, nie ma wyścigów, nie ma targów. Kręcimy sobie spokojnie na trenażerach i żegnamy kolejny rok. Kolarski sezon podsumowaliśmy w innym miejscu, tutaj żegnamy NASZE minione dwanaście miesięcy. Słowa: Borys Aleksy Hania Tomasiewicz i Łukasz Rajchert czekają na zakończenie metamorfozy Sylwii Kapusty
Fot. Mariusz Kuzka
Z Lancem w nowy rok
Kończący się rok zaczął się dla nas już w grudniu 2008. Wtedy na zgrupowaniu Astany kształtował się nowy porządek światowego kolarstwa.
Wracający do ścigania Armstrong spotkał się z Contadorem i resztą nowego składu. Tłukliśmy się na Teneryfę kilkanaście godzin, żeby ich zobaczyć i zamienić choć kilka słów.
Poza konferencją prasową nie było to łatwe, Contadora zagarnęła telewizja, Lance był pochłonięty puszczaniem twittów z Blackberry. Ale udało się.
Wywiad z Alberto, krótka rozmowa z Lancem. To wystarczyło, żeby wyczuć, że sezon 2009 będzie inny niż wszystkie.
Dziś wiemy, że, jak mawia Lance, „dynamika teamu” była jednak gorsza, niż się spodziewano… No, ale to już za nami. Teraz znów mamy na co czekać.
Dokładnie rok po naszej Teneryfie w Tucson zebrał się po raz pierwszy Team Shack. Nie polecieliśmy tym razem… Żeby nie zapeszyć. Służbowo w dobrej formie
Nastroje w Astanie wpłynęły też chyba na „dynamikę” w redakcji. Zimą, jak co roku, ale z większą niż dotychczas intensywnością, ruszył wyścig w budowaniu formy.
Każdy działał sam, szykując się do rywalizacji, która, to jasne, miała zdominować nadchodzący sezon maratonów.
Treningi odbywaliśmy osobno, w innych częściach miasta. Spotkaliśmy się może raz.
Do pierwszej konfrontacji miało dojść na maratonie Macieja Grabka we Wrocławiu… ale nie doszło. Łukasz spóźnił się na start.
Potem nagle z Łukaszem zmieniliśmy front, padł pomysł wspólnego startu w lipcowym MTB Challenge.
Czyli zmiany, zmiany, jak w Astanie, ale na odwrót (jakby co, ja jestem Alberto). Ściganie
Z czasem wszystko ułożyło się jeszcze inaczej. Głównym wydarzeniem wiosny stał się wyjazd do Maroka na Nissan Titan Desert.
Wyprawa trudna do opisania, choć cały czas jak żywa przed oczami.
Zostawiliśmy z Pawłem Polskę, by znaleźć się na dwóch kółkach w zupełnie niewiarygodnej scenerii.
Do dziś katuję znajomych opowieściami w rodzaju „Stary, na pustyni to jest zupełnie inna jazda!”. Po raz pierwszy na okładce MR pojawiły się palmy.
Później wymyśliliśmy, że w tym roku objeździmy więcej etapówek. Miesiąc po powrocie z Maroka byłem na MTB Trophy, Łukasz na Bike Adventure.
Naczelny dyżurował na kolejnych maratonach. Byliśmy służbowo w coraz lepszej formie, za to czasu na robienie gazety ubywało.
Ze wspólnego MTB Challange nic nie wyszło, do Nahodu pojechalem sam, Łukasz składał kolejny numer.
Obiecaliśmy sobie, że dla większego komfortu pracy w przyszłym roku wyścigów zrobimy mniej. Może parę maratonów. No i ewentualnie te etapówki szosowe… Sesje
Mieliśmy w tym roku ciekawych gości. Ich wizyty to w zasadzie jedyna okazja, żeby porozmawiać spokojnie i bez kasków na głowach.
Chociaż czasem by się przydały, jak wtedy, gdy Andrzej Zając woził fotografa wokół studia tandemem, na którym z Dariuszem Flakiem zdobyli złoto w Pekinie.
Wrażenie podobno jak na motocyklu.
Paweł Urbańczyk przyjechał pociągiem, bo zasypało drogi.
Jechał trzy godziny w ciasnym korytarzu z nową Taurine i wielką walizką, w której miał drugiego Pawła Urbańczyka, o którego prosiliśmy przed sesją.
I parę książek o treningu kolarskim, do których nie pozwalał nam zaglądać.
Bilans sesji Oli Dawidowicz? Jedna rozpruta poduszka, długie sprzątanie studia i 10 telefonów od „coacha”, kontrolującego, czy sesja przebiega planowo.
„Chyba jest OK, robią ze mnie jakąś królewnę…” – uspokajała go Ola.
Zadowolona była też Sylwia Kapusta, żałowała tylko, że sesja nie odbywa się miesiąc później, miałaby gotową fryzurę do ślubu… Tour de Pologne
Sierpień minął nam pod znakiem Tour de Pologne. Nowy termin, lepsza pogoda, ostrzejsza rywalizacja. I nazwiska – Alessandro Ballan, Ivan Basso, Sylwester Szmyd.
Wkrótce okazało się, że największa osobistość była wśród nas…
Miłosz niedługo po Tourze objął ważne stanowisko państwowe (dla jasności – nie prezesa PZKol),
w związku z czym komentarz do TdP pozostanie (na jakiś czas) jego ostatnią obecnością na łamach MR, chyba że to z nim przeprowadzimy wywiad.
Przy okazji Touru dostało nam się od Sylwestra Szmyda za to, że piszemy o „jakichś Józiach i Kaziach” zamiast o „prawdziwym kolarstwie”.
Dalej nie wiemy, co miał dokładnie na myśli. Tak czy inaczej, nie przestaniemy pisać o prawdziwym kolarstwie. Również tym z ProTouru. Eurobike 2009
W redakcji przestaliśmy już liczyć wrześniowe wyjazdy do Friedrichshafen. To stały element naszej pracy i tysięcy innych ludzi z branży rowerowej.
Testy najnowszych modeli na Demo Day, potem kręcenie się po 13 wielkich salach w poszukiwaniu nowości. Jednocześnie koniec sezonu.
„Wyjazd latem, powrót jesienią”, jak powtarza Naczelny.
Tym razem było inaczej, na targach zrobiliśmy najbardziej słoneczne zdjęcia w całym roku i przywieźliśmy Wam pogodę do Polski.
Zauważyliście, że popsuła się na dobre dopiero w grudniu?
A przy okazji, na Eurobike po raz pierwszy wypróbowałem nowe spodenki MR.
Projekt redakcyjny. Można je było dokładnie obejrzeć niemal na co drugiej stronie październikowego numeru.
Dobre, polecam (uwaga, kryptoreklama).
Koło się zamknęło. Znów jest grudzień, znów pada śnieg, rower stoi wpięty w trenażer, Lance Armstrong na monitorze… Właśnie napisałem ostatni tekst w tym roku i zaczynam przeglądać wyniki Łukasza z zeszłorocznych maratonów. On moje już podobno przeanalizował i wyszło mu, że przyszły sezon będzie należał do niego, o ile tylko zredukuje masę o parę kilo (żeby mniej było ciała do wożenia). Zobaczymy, tak się akurat składa, że ja z kolei mam w planie tej zimy znacząco podnieść moc… Witaj Nowy Roku!

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach