Pogodowy horror na początek Tour de Pologne

Krew, pot i łzy. O dzisiejszym pierwszym etapie Tour de Pologne będziemy pamiętać jeszcze długo. Nie przez przez pięciu uciekinierów, nie przez zwycięstwo z grupy Jauheniego Hutarowicza (Ag2r), tylko przez anormalne warunki pogodowe.

Niby zwykły etap, tym razem z Gdańska do Bydgoszczy, dystans 226 km. Dwie premie specjalne, dwie lotne, jedna na wiadukcie – Trasa Uniwersytecka – w mieście Marka Leśniewskiego i Sylwestra Szmyda. Niby świeciło pięknie słońce, niby było ciepło. A skończyło się prawie jak w horrorze.

Już na samym początku uformowała się pięcioosobowa grupka prowadzących. Znaleźć w niej mogliśmy Macieja Paterskiego (CCC Polsat Polkowice), który zmienia barwy klubowe, ale stylu jazdy nie zmienia, Kamila Gradka (reprezentacja), Austriaka Matthiasa Krizeka (Cannondale), Francuza Jimmy’ego Engoulventa (Europcar) oraz Rosjanina Antona Worobjewa (Katiusza).

Kwintet sobie kręcił, jego przewaga w pewnym momencie wynosiła nawet prawie 15 minut. W peletonie do roboty wzięli się zawodnicy Giant-Shimano, Sky i Tinkoff Saxo redukując stratę. Aż tu nagle rozpętało się piekło. Na ok. 70 km do mety grad, deszcz, wichura zmiotły wszystko. Worobjew wyleciał w pole, wstał i pojechał dalej. Uciekinierzy kluczyli między powalonymi drzewami i gałęziami. Było ślisko, niebezpiecznie, nieprzyjemnie. Fatalnie.

Grupa zasadnicza goniła. I chociaż ominęła ją praktycznie nawałnica, to kilku kolarzy się posypało. Na śliskiej nawierzchni o upadek nietrudno. Do domu pojechał już m.in. Janez Brajkovic (Astana). Rzeź niewiniątek. Czołówka robiła swoje, w Bydgoszczy, czekały na zawodników jeszcze trzy rundy. Na jednym z zakrętów stał tir blokujący drogę. Czterech poleciało, w tym „Pater”. Były reprezentant Cannondale wstał, wsiadł na rower i odjechał. Walczył solo.

„Była szansa, że grupka dojedzie. Na pierwszej z trzech rund mieliśmy przewagę ok. czterech minut. Potem spróbowałem sam, niestety nie powiodło się, chociaż było blisko. Etap pod względem pogody był straszny” – tłumaczył Paterski, który został udekorowany koszulkę najlepszego górala, najwaleczniejszego i najlepszego Polaka.

Paterski kręcił samotnie, peleton dorwał go na ostatnim kilometrze na zjeździe z wiaduktu. Długi sprint rozpoczął Sebastian Lander z BMC Racing, z barierkami zaznajomił się kandydat numer jeden do zwycięstwa Luka Mezgec (Giant-Shimano), wygrał ostatecznie Hutarowicz przed Rosjaninem Romanem Maikinem (RusVelo) i Manuelem Mori (Lampre-Merida). Najwyżej z Polaków wjechał Grzegorz Stępniak (CCC Polsat Polkowice) – 11.

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach