Polish Bike Project

Ofensywa…

…rodzimych producentów rowerów trwa w najlepsze. Polacy kupią w tym roku więcej rowerów z naszej „stajni” niż kiedykolwiek wcześniej. Rower wyprodukowany w Polsce przestał być topornym i stale psującym się tanim sprzętem. Czym jest obecnie? W jego poszukiwaniu udaliśmy się do kilku producentów… Zespół robi rower Sześć osób wchodzi w skład zespołu, który opracowuje nowe rowery i kolekcje w firmie Kross. Od naszej ostatniej wizyty Dział Rozwoju zmienił siedzibę, przeniósł się do nowego budynku i zyskał więcej miejsca do działania. Na ścianie high-endowego pomieszczenia wisi projekt zjazdówki, która być może będzie dostępna w sklepach. Kiedy? Szef działu reaguje uśmiechem na większość naszych pytań dotyczących obecnej pracy. Biorąc pod uwagę asortyment Krossa oraz wielkość produkcji, ludzie odpowiedzialni za nowe produkty naprawdę mają co robić. „Praca nad kolekcją zajmuje nam około półtora roku, dlatego teraz na tapecie mamy już modele na rok 2008 i oczywiście żadnego z nich wam nie pokażemy” – mówi Rafał Kowalczyk, szef działu. Jego pokój od świata oddzielają drzwi ze schronu przeciwlotniczego, co akuratnie pasuje do stopnia tajemnicy panującej w tym pomieszczeniu. Kross co roku ulepsza swoje modele, dopasowuje je do istniejących trendów, zmienia kolorystykę. Zespół pracuje wspólnie i uzupełnia się. Projekty po rozrysowaniu trafiają na stoły technologów, którzy przekładają je na język procesów technologicznych. Dziś polskie fabryki są wstanie wytworzyć niemal wszystko, co jest opłacalne. Projekty jadą następnie do Azji i tam powstają prototypy. Nad całością działań czuwa wysłannik fabryki, gdyż azjatyccy konstruktorzy lubią chodzić na skróty. Potem prototyp wchodzi w fazy testów. Po roku jako kolekcja specjalna trafia do sklepów. Tak weszły na polski rynek rowery serii Sign, które stały się przebojem i były pierwszym rynkowym wyzwaniem działu rozwoju. Tak, według zapowiedzi Krossa, będą pojawiać się na rynku kolejne produkty. Również zespołowo pracuje nad rowerem 7 Anna. Założyciel firmy i twórca marki NS Szymon Kobyliński sam projektuje główne założenia ramy. Następnie inżynierowie i konstruktorzy tworzą projekt wykonawczy, który zamieniany jest na prototyp. Ten zaś przechodzi półroczne testy i dopiero zyskawszy pozytywną opinię raiderów, a firma ma ich obecnie siedmiu, trafia do produkcji. Podobnie w Arkus&Romet Group za tworzenie nowych modeli odpowiada zespół ludzi, pracujących w firmie od wielu lat, dobrze znających specyfikę branży, handlu w polskiej „rowerówce”. Podstawą przygotowania kolekcji każdego sezonu jest ciągła praca kadry technicznej nad produktem w oparciu o aktualne technologie i trendy stosowane na świecie. Finalny kształt pracy zespołu to połączenie w jedną składową projektu i prototypu. Tak powiedziała nam Agnieszka Grdeń-Szymaszek, dyrektor handlowy firmy. Rama i zawiasy, czyli konstruktor myśli o krzywikach Konkretnego konstruktora ram, a co za tym idzie i całego roweru, można znaleźć w DunConie. Wojtek Dąbrowski, który był klientem firmy, z czasem został jej głównym konstruktorem. I każda grawitacyjna rama z DC przechodzi przez jego ręce. „Każda seria ram jest w pewien sposób zmieniana i unowocześniana. Poszczególne nieznacznie różnią się między sobą. Staram się iść z duchem czasu, słucham, co mówią związani z firmą raiderzy, dzięki temu rozwijamy produkt i cieszy się on niesłabnącą atrakcyjnością” – mówi Wojtek Dąbrowski. Każdy rower z DunCona można nazwać polskim. Wprawdzie firma robi obecnie tylko ramy, ale już w tym roku ma zaoferować zestawione na nich kompletne rowery. W niedalekich planach jest również montownia rowerów oraz wejście w pozostałe segmenty. „Szykujemy się do wejścia w segment XC i nad takim rowerem, dość uniwersalnym, ale jednak lżejszym niż freeride’owy, zamierzamy popracować. Będzie wyposażony w nasze zawieszenie i stworzony według oryginalnego pomysłu, będzie naszym rowerem” – mówi Miłosz Pytel. Stworzenie nowego roweru nie jest łatwe, samo opracowanie prototypu zajmuje firmie dwa miesiące, a może się okazać, że i ten prototyp nie da rady jeździć. I pracę trzeba zaczynać od początku. Firma jest najbardziej dumna z zawieszenia, którego opracowanie zajęło dwa lata pracy. I właśnie te kilka krzywek i łożysko to dowód, że istnieje polska myśl konstrukcyjna. „Problem ze stworzeniem zawieszenia to nie tylko kwestie techniczne, które są bardzo ważne, ale również konieczność uważania na prawa licencyjne. Może zdarzyć się tak, że wymyślony system będzie świetnie działał, ale po złożeniu naruszy prawa licencyjne któregoś z konstruktorów, a tego właśnie miałem uniknąć” – opisuje Dąbrowski. Jego praca nad ramą zaczyna się od określenia przeznaczenia roweru. Dzisiaj DunCon pracuje już nad rozdzieleniem metalowej Pussy na dwie odmiany, do dirtu i streetu, choć w założeniach rama ta miała służyć do obu dyscyplin. Potem idą kąty, które mają najważniejsze znaczenie. Ustalenie odpowiednich kątów definiuje akuratność rowerów. Kształt rur, ich profile, wzmocnienia i spawy, a także kolorystyka i image to późniejsza praca. Parametry roweru są dokładnie obliczane przez programy komputerowe, najwięcej pracy poświeca się zestrojeniu zawieszenia. Równie ważne jest utrzymanie pięciu głównych zasad konstrukcji roweru, złamanie choćby jednej to wyrzucenie konstrukcji na śmietnik. No i niepowtarzalność. Wszystko, co łatwo zrobić, jest już dzisiaj opatentowane. Dla odmiany tworzący również ciężki sprzęt Kobyliński pracuje cały czas nad odchudzaniem swoich ram. „Klient nawet nie wyobraża sobie, ile kosztuje zdjęcie 50 g z wagi konkretnej ramy” – stwierdza. „Filozofia NS to prostota i czystość konstrukcji. Na razie tylko przymierzamy się do konstrukcji z pełnym zawieszeniem”. Wymyślić i zrobić Projekt z Polski jedzie na Tajwan lub do Chin. Tam ramy są spawane i wracają do Polski. Na ich bazie konstruuje się rowery, które następnie sprzedawane są na całym świecie. Cena zespawnia aluminium poszła w dół w momencie, kiedy Azja opanowała technologię jego spawania. Wcześniej ramy robiono w Polsce. Jak dowiedzieliśmy się w Arkusie, produkcja ram aluminiowych w Polsce dziś jest zupełnie nieopłacalna. To, co umożliwiło dużym producentom pozyskanie tanich ram aluminiowych, jednocześnie zepchnęło w niszę jedynego prawdziwego producenta polskich rowerów. Firma Mielec najwięcej straciła na opanowaniu przez Daleki Wschód technologii spawania aluminium. „Dzisiaj jesteśmy w stanie wykonywać ramy w ilościach przemysłowych, cena tej usługi nie jest jednak konkurencyjna z cenami, jakie można uzyskać na Tajwanie. Dlatego zrezygnowaliśmy z dużych ilości na rzecz praktycznie indywidualnych zamówień. Możemy zrobić każdy rower, nawet najdziwniejszy kształt z aluminium” – stwierdza właściciel zakładu Mielec. Obecnie produkuje on głównie ramy do trialu, w tej dyscyplinie jest znany na całym świecie oraz do speed roweru, no i custom bike, na indywidualne zamówienia. Wprawdzie firma nie narzeka na brak pracy i ma w ofercie ramy do wszystkich rodzajów rowerów, ale czasy dużych produkcji odeszły w przeszłość. Mielec spawa nadal ramy dla jednego z polskich niszowych producentów. Jak mówią w firmie, co jakiś czas odwiedza ich któryś z przedstawicieli rodzimych producentów. Jedna z firm chciała nawet kupić technologię produkcji, ale ostatecznie zrezygnowała. „Wszystkim mówię to samo. Każda konstrukcja jest do zrobienia w Polsce, ale będzie to droższe niż wyspawanie na wschodzie. My nawet materiał kupujemy drożej niż cena gotowej ramy w Azji. Z tym nie możemy konkurować” – mówią w Mielcu. Ścisłe kontakty z Tajwanem ma Szymon Kobyliński, który na wyspie jest częstym gościem. Panuje przekonanie, że wystarczy wysłać do Azji e-mail i za dwa miesiące otrzymuje się ramę, tymczasem fabryki robią tylko i dokładnie to, co się im zleci. „Trzeba umieć znaleźć kogoś, kto połączy poszczególne etapy produkcji w odpowiednią całość” – mówi Szymon. Do produkcji NS używa się rur z japońskiej stali, które następnie cieniowane są według opracowanej w Polsce technologii. Potem obróbka, spawanie oraz malowanie, w całości wymyślone dla tej konkretnej marki. Firma ma swoją fabrykę, która produkuje wyłącznie dla NS oraz własnych agentów czuwających nad procesem produkcyjnym. Dzięki temu można uzyskać odpowiednią jakość i zadowalającą cenę. Niepowtarzalność ramy czy komponentu tkwi tak naprawdę w czymś strasznie ulotnym, w czymś, czego nie można wyliczyć czy narysować na komputerze. To lata doświadczeń i zmysł, jak dany element powinien się zachowywać, gdzie być wzmocniony – mówi Kobyliński. Sprzedać trudniej niż zrobić Nawet najdoskonalsza polska konstrukcja musiała wywalczyć sobie miejsce na rynku. Droga do tego nie była łatwa, bo polskie w świecie rowerów długi czas uchodziło za złe, niesprawne i toporne. „Decydujące dla nas było powołanie teamu Krossa – Kross Racing Team, który wziął udział w szeregu imprez. Dzięki temu użytkownicy przekonali się, że na naszych rowerach można jeździć XC czy maratony. To był strzał w dziesiątkę” – powiedziała Danuta Baprawska, kierownik ds. marketingu i PR Krossa. Polacy chętniej niż dotąd kupują polskie rowery. Jednocześnie następuje normalizacja rynku rowerowego. Coraz więcej sprzedaje się rowerów miejskich i trekingowych, a rowery MTB kupowane są już wyłącznie z myślą o kolarstwie górskim. Polscy producenci wyszli z produkcji najtańszych rowerów, przeszli w kierunku średniej I wyższej półki. Firma jest zadowolona z tego, że sprzedała całą ubiegłoroczną produkcję, podobnie efektowny jest początek tego sezonu. „Odnotowaliśmy dwukrotny wzrost sprzedaży do analogicznego okresu w roku 2005/2006. Kross wszedł w segment nie tylko sprzętu do maratonów, ale również oferuje rowery szosowe”. Ekstremalne marki pozycjonowane są jako brandy co najmniej europejskie. Tania nisza została przez polskich producentów opuszczona. „Od początku marka DunCon była kojarzona z pomysłem i utrzymaniem określonego standardu. Nasz styl, zarówno produktu jak i marketingu, jest i pozostanie spójny. Nasze rowery można poznać od razu, tak samo jak to, co niosą ze sobą” – mówi Miłosz Pytel. Z kolei NS powstał jako marka „możemy zrobić to lepiej”. Po sukcesie w Polsce firma rozszerzyła działalność i dzisiaj NS uchodzi za granicą za producenta ekskluzywnego towaru. „Jesteśmy porównywani do marek, do których sam kiedyś niemal się modliłem” – stwierdza Kobyliński. Konkurencja nie śpi Każdy, kto produkuje i sprzedaje rowery, jest naszym konkurentem, można usłyszeć w Krossie. Największa w Polsce i jedna z większych fabryk w Europie nie ma jednak mogącej jej zagrażać konkurencji. Od kilku lat ten producent jest w wyraźnej ofensywie. „Patrzymy na to, co robią inni, mamy swoje plany, które konsekwentnie realizujemy” – stwierdza Baprawska. Również DunCun widzi wokół siebie raczej kooperantów niż konkurencję. „Wiedzieliśmy, że Signty będą się sprzedawać, bo były w dobrej cenie i dobrej jakości. Ale to również wspomogło sprzedaż naszych ram, gdyż wystarczyło wymontować osprzęt, przełożyć na naszą ramę i otrzymywało się supersprzęt w ekstracenie” – nie ukrywają satysfakcji w DunConie. Jednocześnie firma ta świętuje sprzedaż dwutysięcznej ramy Pitbulla. Arkus&Romet Group jest liderem w produkcji rowerów dziecięcych i miejskich i tu nie ma praktycznie konkurencji. Praca nad produktem stale trwa. Producent śledzi tendencje w świecie, uważnie przygląda się rozwojowi nowych produktów w branży. Jak podkreślają jej przedstawiciele, małe firmy czasami lepsze są w szczegółach, jednak również w tym producentowi trudno poważnie zagrozić. Nie ma też konkurencji Mielec. Wprawdzie nawet mniejsze serie już opłaca się robić w azjatyckich spawalniach, jak podkreślają w Mielcu, zawsze jednak będzie istniała nisza, którą zajął ten wytwórca. Co ciekawe, właśnie w Mielcu kupić technologię obróbki aluminium chciało kilka innych firm. Zagęszczenie na rynku zauważa już Kobyliński, któremu nie podoba się kopiowanie ich rozwiązań, jak to określa, „niemal w całości”. Zwłaszcza że komponenty z logo NS zawsze miały nowatorski design. Na zachód, na wschód Polskie produkty trafiają coraz częściej zarówno za wschodnią, jak i za zachodnią granicę. I chociaż nadal około połowy rowerów wyprodukowanych w Polsce jest eksportowanych, coraz więcej wyjeżdża ich z Polski pod własną marką. Oznacza to, iż z producentów dla kogoś stajemy się w końcu krajem, który może zaoferować konkurencyjny produkt pod własną marką. Tu firmy stosują różne strategie, ale cel jest jeden. Znaleźć na rynkach światowych odbiorcę nie tylko na produkcję, ale i na gotowy produkt. Kross założył spółkę-córkę w Niemczech, która zajmuje się dystrybucją produktów na szeroki i chłonny rynek niemiecki. I chociaż firma nie chce przyznać się do efektów, jak podkreślają jej przedstawiciele, niemiecki eksperyment należy uznać za udany. „Nasi delarzy wrócili w tym roku z kolejnym pakietem zamówień. Jest on optymistyczny i pozwala nam sądzić, że zadomowimy się w Niemczech” – mówi Baprawska. Kross przygotowuje na niemiecki rynek modele o innej, bardziej stonowanej kolorystyce. Firma jest oficjalnie spółką niemiecką, zarejestrowaną w Niemczech. Działa w oparciu o niemieckich sprzedawców. Kross prowadzi również promocje na niemieckich targach, ale to staje się działaniem standardowym polskich producentów. Eurobike to od jakiegoś czasu miejsce wystawiennicze wszystkich ważnych polskich firm. „Każdemu, kto chce, dajemy się przejechać na naszym rowerze. Od razu widać, że klientowi podoba się bike i od razu znamy też uwagi” – mówią w DunCunie. Krakowska firma podaje na swojej stronie adres przedstawicielstwa w Australii, co jest swoistym rekordem. Ostrożniej do zachodnich rynków podchodzi Arkus, który większość eksportu na zachód sprzedaje pod markami dedykowanymi. Ale nie przeszkadza to firmie posiadać fabryki na Ukrainie, gdzie spawane są wszystkie stalowe ramy. Rowery montują w czterech własnych zakładach, trwają szeroko zakrojone prace o charakterze inwestycji. Już w tym roku stanie nowa hala produkcyjna o powierzchni 3000 metrów kwadratowych. Z kolei Kross podaje na swojej stronie informacje dla rowerzystów z Rosji, a wschodni segment sprzedaży jest dla firmy coraz ważniejszy. Mielec wysyła swoje ramy do Japonii i nie widzi przeszkód, żeby przyjmować zamówienia z całego świata. NS postrzegany jest jako marka europejska i światowa. Firma nie chwali się zbytnio miejscem tworzenia rowerów. Za to mocno śledzi fora internetowe na całym świecie i skrzętnie zbiera opinie. Czym nas zaskoczą? Nowe rowery MTB o profilu XC i MXC szykuje Kross, rozwijając projekt Level. Trwają prace nad fullem. Zobaczymy również nowości w segmencie trekking i city. Fabryka na razie nie potwierdza, ale naszym zdaniem w najbliższej przyszłości możemy doczekać się pierwszego polskiego roweru karbonowego. Arkus&Romet Group szykuje się do dalszego rozwoju rowerów linii miejskiej i trekkingowej. Firma jednoznacznie stawia na aluminium i z tego materiału będzie konstruować większość rowerów wszystkich swoich marek. Być może doczekamy się renesansu marki Romet, dobrego polskiego produktu ze średniej półki, w przedziale ponad 1000 zł. Pomysłem, który wypalił, jest rower dziecięcy, „rosnący” wraz z dzieckiem, już dostępny w sprzedaży. DunCun pracuje nad fullem do XC/MXC. Firma zaproponuje również rowery specjalnie konstruowane do slopestyle’u oraz model Pussy w dwóch odsłonach, osobno do dirtu i streetu. W planach jest stworzenie montowni i oferowanie własnego roweru. Mielec na ten rok skonstruował nową ramę do trialu, rozwija produkcję ram do speedrowerów, które sprzedawane są na rynku brytyjskim. Również w Mielcu powstają ciekawe polskie fulle, sprzedawane pod marka dedykowaną. NS przebudował całą kolekcję na ten rok. Firma nie zdradza na razie, co nowego czeka nas w 2008 roku. Według naszych informacji również tam w grę wchodzi temat fulla. My czekamy, aż rzeczywistością w branży rowerowej stanie się hasło – „Dobre, bo polskie”.

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach