Polska jest złota!

Słowa: Miłosz Sajnog, zdjęcie: Krzysztof Rybarczyk Mistrzostwa Europy zostały zdominowane przez nasze zawodniczki. Złote medale Mai Włoszczowskiej i Aleksandry Dawidowicz są dobrą prognozą przed mistrzostwami świata. I kolejnym przystankiem przed Igrzyskami w Londynie… Trasa w holenderskim Zoetermeer została wytyczona wokół całozesonowej hali narciarskiej. Organizatorzy nawet nie ukrywali, że jej „górski” charakter jest co najwyżej umowny, bo na tym kółku rozgrywane są regularnie zawody w przełajach. Najwyższe wzniesienie liczyło około 20 m, ale czego można spodziewać się po Holandii? Tym samym łącznie zawodnicy mieli do pokonania aż trzy wzniesienia, w tym dwa piętnastometrowe i jedno niemal dwudziestometrowe. Nie oznacza to jednak, że trasa była łatwa! Wąska, z krótkimi, sztywnymi podjazdami, na które lepiej było wbiegać niż wjeżdżać, dodatkowo wzbogacona została o sztuczne przeszkody w postaci pni drzew. Długość rundy wynosiła nieco ponad 5 kilometrów. Sami organizatorzy opisali tor jako „Szybki i niezbyt trudny technicznie. Podłoże z czystej ziemi, bez korzeni i kamieni”. Nawet po opadach trasa pozostała nieskomplikowana, chociaż tonące w błocie zawodniczki ostatniego dnia zawodów mogły mieć odmienne wrażenia. Średni czas pokonania rundy określono na 13–14 minut. Ze względu na przełajową charakterystykę maksymalnie odchudzono rowery, przewidując, że będzie sporo noszenia. Jedną z modyfikacji było założenie dwóch zębatek z przodu. Maja Włoszczowska startowała na rowerze, którego wagę zbito do 7,3 kilograma! Przygotowania Mistrzostwa Europy nie były dla naszej kadry docelową imprezą w tym roku. Dużo ważniejsze jest dla kadrowiczów zbieranie punktów w kwalifikacjach olimpijskich oraz realizacja planów treningowych. Ekipa narodowa ma przygotowany program, którego zwieńczeniem będą Igrzyska w Londynie. Nic dziwnego, „wycieczka” po medal olimpijski jest dla zawodników ważniejsza niż tytuł kontynentalny. Najważniejszym startem w tym roku miały być australijskie mistrzostwa świata, impreza w Holandii wedle zamierzeń miała odbyć się niejako z marszu i nie była priorytetem. Trener Andrzej Piątek jeszcze na początku tego roku nie czynił wielkich nadziei przed startem w Holandii i traktował go jako przetarcie przed imprezą w Canberze. Kiedy jednak forma kadrowiczek poszła w górę i okazało się, że obecny sezon jest lepszy, niż zakładano, walka o tytuły mistrzostw startego kontynentu znalazła się w zasięgu ręki. Na zmianę nastawienia miała wpływ również mentalna postawa naszych czołowych zawodniczek. Kiedy wyjaśniły się wszystkie kwestie sponsorskie i zakończył wczesny sezon krajowy, Maja Włoszczowska i Aleksandra Dawidowicz wyraziły chęć mocniejszego startu w Holandii. Dla Włoszczowskiej miała to być szansa na odwrócenie rywalizacji z Pekinu, gdzie Majka przegrała ze Spitz. Z kolei Dawidowicz chciała mocnym akcentem zakończyć rywalizację w kategorii młodzieżowej. Kadra odbyła więc mocne przygotowania w Zieleńcu, który wydaje się być szczęśliwym miejscem dla naszych kolarzy i nie rozbudzając nadziei, wyjechała do Holandii. Dobra drużyna Nasi kolarze rozpoczęli rywalizację do startu w sztafecie. W tej konkurencji Polacy zazwyczaj „pływają” wokół siódmego, piątego miejsca, chociaż notowali już lepsze występy, włącznie z medalowymi. Ustawienie naszego zespołu również nie było sensacyjne, bo tradycyjnie w sztafecie jedzie najlepsza zawodniczka, która w ten sposób „przeciera się” przed swoim startem. Na pierwszej zmianie jechał Marcin Karczyński (elita), następnie Marek Konwa (młodzieżowiec), Maja Włoszczowska (elita kobiet) i Emanuel Piaskowy (junior). Karczyński wystawiany jest do drużyny tradycyjnie, rezygnuje z ambicji osobistych na rzecz przejechania jak najlepiej jednego okrążenia. O ile ten sposób wystawienia zawodnika (bo Karczyński przygotowywany jest na jedną rundę) nie budzi naszych zastrzeżeń, o tyle start Karczyńskiego w Holandii był zdecydowanie poniżej jego możliwości. Dziewiąte miejsce po pierwszej rundzie nie jest wynikiem na miarę jego potencjału. Konwa, kolejny z jadących, to objawienie tego sezonu wśród młodzieżowców. Nic dziwnego, że Marek podciągnął drużynę na siódmą lokatę i Polacy wrócili do bezpośredniej rywalizacji ze starymi znajomymi, Brytyjczykami i Włochami. O pierwsze miejsce tymczasem rywalizowali Szwedzi i Szwajcarzy, zaś Holendrzy i Francuzi walczyli o trzecie. Do rywalizacji dołączyli, choć na krótko, Włosi. Trzecia na trasę wyjechała Majka Włoszczowska, podciągając drużynę na piątą pozycję. Ostatni na swoją rundę wyjechał junior, Emanuel Piaskowy, a po jego przejeździe Polska ostatecznie spadła na siódme miejsce. Mimo to start sztafety należy uznać za niezły. Nasza drużyna straciła niewiele do Włochów, którzy jechali w bardzo mocnym składzie. Szkoda, że Karczyński nie trafił z formą, Marcin stracił jak dotąd praktycznie cały obecny sezon. Konwa miał problemy z łańcuchem i był blokowany na trasie. Z kolei Piaskowy uzyskał trzynasty czas wśród juniorów i swojego debiutu w kadrze nie zaliczy do udanych. Złota Ola Wyścig kobiet w kategorii U23 pokazał siłę polskiej reprezentacji. Aleksandra Dawidowicz obawiała się przed wyścigiem Tanji Zakelj oraz Terezy Hurnikowej. Okazało się jednak, że akurat te zawodniczki nie były w szczytowej formie. Wyścig rozstrzygnął się praktycznie zaraz po starcie, kiedy do ataku ruszyła Szwedka Alexandra Engen. Za nią pojechała tylko Dawidowicz i już po pierwszej rundzie te dwie zawodniczki prowadziły z bezpieczną przewagą. Trzecia po pierwszym okrążeniu Julie Bresset traciła około minuty. Engen poprzedniego dnia doskonale pojechała w wyścigu drużynowym i wszystko wskazywało na to, że będzie trudnym rywalem. Dawidowicz, rozstawiona w pierwszym rzędzie, przez dwa okrążenia spokojnie kontrolowała rywalkę. Potem wykorzystała moment zawahania Engen i spokojnie jej odjechała. Kiedy przewaga siągnęła niemal trzech minut, Dawidowicz uspokoiła tempo i niezagrożona dojechała do mety. Na kresce zameldowała się dwie minuty przed Szwedką i cztery przed Francuzką. Polka przyznała, że wyjątkowo pasowała jej trasa, szybka i z krótkimi podjazdami. Kolejne dwie nasze reprezentantki, Paula Gorycka i Katarzyna Solus, przyjechały odpowiednio na dziewiątym i siedemnastym miejscu. Gorycka na starcie przespała szansę na lepsze miejsce. Najpierw została za czołówką, a później podczas wyprzedzania zaliczyła wypadnięcie z trasy. Solus atakowała, ale wystarczyło jej sił na drugą dziesiątkę. Dla Dawidowicz mistrzowski tytuł to pożegnanie z kategorią U23. Złota Maja Wyścig elity kobiet odbył się w całkowicie odmiennych warunkach. Padający deszcz zamieniał trasę w błotną ścieżkę, a podjazdy stały się praktycznie nie do podjechania. Umiejętności techniczne, operowanie przerzutkami, a także szybkie bieganie było tego dnia w cenie. Mokra i błotnista trasa sprzyja wypadkom i nawet dobrze dysponowana Maja Włoszczowska nie czuła się przed startem komfortowo. Wprawdzie nasze zawodniczki mają opinię mistrzyń błota, jednak trasa w Holandii powodowała, że nie można było pojechać na sto procent możliwości. Włoszczowska wystartowała bardzo dobrze i po fragmencie rozjazdu jechała zaraz za Margą Fullaną. Fullana, która, jak wiedzą wszyscy wtajemniczeni, lubi mocno zaczynać wyścigi, mogła rozerwać grupę, na co na pewno liczyła Włoszczowska, jednak już na pierwszych przeszkodach Fullana miała problemy i została wyprzedzona przez kilka zawodniczek. Przez pierwszą rundę nasza zawodniczka kilkakrotnie wychodziła na prowadzenie i oddawała je rywalkom. Fullana miała dodatkowe problemy z orientacją na trasie i z prowadzeniem roweru! W tym czasie Włoszczowska nie była w stanie zgubić rywalek i porwać grupy, a z przodu przez cały czas utrzymywało się kilka zawodniczek, najpierw około dziewięciu, później pięciu. W tzw. czubie jechały Włoszczowska i Szafraniec, a także mistrzyni olimpijska Sabine Spitz, Irina Kalentiewa, Szwajcarki i Francuzki. Na ósmej, dziewiątej pozycji jechała trzecia z Polek, Magda Sadłecka. Maja pierwsze trzy rundy jechała jako pierwsza. Błoto, wąska trasa i rwane tempo nie sprzyjały jeździe po kole. W końcówce trzeciej rundy Włoszczowska wywróciła się na zjeździe, a na prowadzenie wyszła Szafraniec. Maja spadła na czwarte miejsce i przez jedną rundę dochodziła do siebie. Sytuacja wyglądała przez moment poważnie. Na podjeździe została Kalentiewa i Spitz, a Szafraniec uzyskała pięćdziesiąt metrów przewagi i dwie rudny prowadziła. Jednak Spitz mocniej nacisnęła na pedały i dogoniła Szafraniec. Przedostatnia runda minęła pod znakiem ciągłego tasowania. Najpierw zaatakowała Spitz, potem Kalentiewa, broniła się Szafraniec, a z tyłu Włoszczowska szukała miejsca do ataku. W końcu, na ostatniej rundzie, Włoszczowska zaatakowała na podjeździe. W połowie rundy Majka miała około trzydziestu sekund przewagi i spokojnie utrzymała prowadzenie do końca. Błysk Konwy Panowie z naszej reprezentacji tradycyjnie już pozostają w cieniu koleżanek. W wyścigu młodzieżowców bardzo dobrze zaprezentował się Marek Konwa, który w tym sezonie przeszedł do tej kategorii wiekowej. Konwa zakończył wyścig na piątym miejscu, tracąc do zwycięzcy niespełna trzy minuty. Ósmy był Piotr Brzóska, z wynikiem o minutę gorszym. Wygrał Fabian Giger ze Szwajcarii. W wyścigu elity mężczyzn Polskę reprezentowało dwóch zawodników, Marek Galiński i Dariusz Batek. Galiński jechał swoim tempem i ostatecznie zajął 28. pozycję, tracąc do zwycięzcy Ralpha Naefa ze Szwajcarii piętnaście minut. Przyznać trzeba, że Galińskiego trapiły problemy techniczne. Batek zaś został sklasyfikowany ze stratą trzech okrążeń i nie zaliczy tego wyścigu do udanych. A teraz? Mistrzostwa świata… Niesieni entuzjazmem chcielibyśmy, by sukcesy w Holandii zostały powtórzone w Australii. Celowo zaplanowane roztrenowanie na przełomie lipca i sierpnia ma dać w efekcie kolejny szczyt formy w najwłaściwszym momencie, czyli w Canberze, w dniach 1–6 września. Zgodnie z przepisami na mistrzostwa poza naszym kontynentem może pojechać zawodnik, który zajął miejsca od 1. do 6. w mistrzostwach Europy, lub miejsca 1–8 na poprzednich mistrzostwach świata. Tym samym kwalifikację na dziś mają Włoszczowska, Dawidowicz, Szafraniec, Gorycka (piąta w ubiegłym roku) i Konwa, oraz junior i senior z drużyny. Tym ostatnim najprawdopodobniej będzie Marcin Karczyński. Natomiast junior do sztafety zostanie wybrany na zgrupowaniu kadry. Na wniosek trenera kadry pojechać mogą Sadłecka oraz Piotr Brzóska. Od pierwszego sierpnia zaczynają się przygotowania w Zieleńcu. Na zgrupowaniu pojawi się kilku juniorów, którzy przejdą selekcję. Zdaniem trenera kadry odpowiednio wzmocniona drużyna ma szanse na wysokie miejsce. Największe szanse medalowe ma oczywiście Włoszczowska. Do głównych jej rywalek należy zaliczyć Kanadyjki Pendrel i Premont, Austriaczkę Osl, Chinkę Ren, która w tym sezonie pozostaje w ukryciu, oraz stare znajome z Europy – Kalentiewą, Spitz i Fullanę. Również w przypadku Oli Dawidowicz należy liczyć się z mocniejszą konkurencją. Przede wszystkim zagrożeniem może być Kanadyjka Batty, Szwedka Engen, Czeszka Hurikowa. Dobrze przygotowane mogą być zawodniczki z Australii Elvin i Rhodes, pełniące honory domu. Składając medalowe gratulacje, trzymamy kciuki za starty na Antypodach i życzymy, by były co najmniej równie udane!

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach