Przyszłość to dziś, tyle że jutro

Co roku targi rowerowe i premiery wiodących marek wyznaczają kierunki rozwoju roweru przyszłości. Obserwujemy zmiany ewolucyjne, a od czasu do czasu rewolucyjne skoki w przyszłość. Równolegle do rozwoju komponentów mechanicznych ma też miejsce inwazja elektroniki. Czy to ona będzie motorem rozwoju kolarstwa przyszłości?

Tekst: Radosław „Dexter” Orszewski, Projekty i wizualizacje: Audi, Brabus, EBIQ, John Villarreal, Lexus, OneyBike, Opel, Peugeot, Shift, WARxSnake

W latach 80. spotykało się w rowerach mechaniczne liczniki prędkości, które budziły zazdrość. Toporne i ciężkie zastąpione zostały przez wersje elektroniczne, najpierw z kabelkiem, potem oczywiście bezprzewodowe, a dziś z powodzeniem integrowane z ramą roweru i smartfonem. W tym samym czasie kolejne mechaniczne elementy naszego otoczenia znikały. Hamulec ręczny we współczesnym aucie zmienił nazwę na postojowy, a jego sterowanie ogranicza się do przycisku. Telefony straciły tarcze i większość fizycznych klawiszy na rzecz wirtualnych. Jak napisał w swojej książce pt. „Designing devices” Dan Saffer – praktycznie każdy element dowolnego urządzenia, o ile tylko może zostać zastąpiony cyfrowym odpowiednikiem, prędzej czy później przejdzie taką zmianę. Pierwsze oznaki tych zmian widać już w rowerach. Widzieliście współczesną szosówkę? Czym innym jest elektroniczne sterowanie biegami? Przykładana do klamki siła służy tylko interakcji z człowiekiem. Całą mechaniczną pracę przejęła elektronika i siłowniki.

Rower z… tabletem

Przykładów udanej inwazji elektroniki w świat rowerów jest więcej. Poza elektronicznie sterowanym napędem mamy też pierwsze inteligentne i elektronicznie wspomagane zawieszenia. Zabawa zaczyna się jeszcze przed wyruszeniem w trasę, od zautomatyzowanej regulacji wstępnego ugięcia. W ubiegłym roku Fox pokazał system, w którym zamiast ręcznej pompki z manometrem podłączamy do roweru pompkę ze wskaźnikiem cyfrowym. Najpierw jednak obserwujemy elementy zawieszenia za pomocą kamery telefonu lub tabletu, aby ustalić poziom ugięcia wstępnego. Wykonujemy kilka instrukcji z poziomu aplikacji, przymierzamy się do roweru, dociążamy próbnie widelec i damper, kilka kliknięć i gotowe. Aplikacja zaproponuje odpowiednie ciśnienie, pompka pozwala szybko je ustawić. W drogę!

Mózg elektronowy

Ciąg dalszy zabawy ma miejsce już w terenie. Od początku istnienia rowerów z pełnym zawieszeniem wyzwaniem było zapewnienie skutecznego jego działania, kiedy to konieczne, ale i usztywnienie, kiedy trzeba. Projektanci od lat ścigają się, jak zrobić to mechanicznie. Może ich trud nie jest już potrzebny? W tym roku Rock Shox i współpracujące z nim marki rowerowe, takie jak Lapierre i HaiBike, poszli dalej, prezentując system inteligentnego (czytaj kontrolowanego komputerowo) zawieszenia roweru górskiego, który dzięki czujnikom przyspieszenia i kadencji wie, kiedy rowerzyście potrzebna jest sztywność zawieszenia, a kiedy częściowy, bądź pełny, zakres jego pracy. Oczywiście dla wygody i poczucia kontroli (!) mamy jeszcze manetkę. W rowerach AD 2013 nie będzie to jeszcze standard, ale śmiemy twierdzić, że nie będziemy czekać długo na upowszechnienie się podobnych rozwiązań. Co ciekawe, to już kolejny, tym razem wydaje się, że w końcu wystarczająco dojrzały, zbliżony system, bo pierwsze próby podejmowała już firma K2 ponad 10 lat temu, potem podobne rozwiązanie w amortyzatorze przednim zastosowała Cannondale. Co ciekawe, tamte próby okazały się nieudane z powodu niewystarczającej pojemności baterii. Warto odnotować, że działający system zbliżony do Rock Shox’a zapowiada też już Fox Fload iCD, amortyzatory będzie w nim można podłączyć wprost do standardowego PC. Przewidziano „tuning” za pomocą oprogramowania, jak i „przegląd serwisowy” za pomocą software’u, zupełnie tak, jak się to robi w samochodach.

Automatyczne sterowanie

Oczywiście, elektronika może nie tylko sterować zawieszeniem, czy też służyć do wykonywania poleceń człowieka. Zapewne część z was pamięta, że prawdziwym pionierem obecnych grup Di2 Shimano był zestaw do roweru miejskiego, również Di2, a zwany Cyber Nexus (swoją drogą nadal dostępny na niektórych rynkach), w którym zawarto pewien rodzaj automatyki. Bieg zmieniał się samoczynnie na wyższy wtedy, gdy osiągało się określoną prędkość (znów analogie z samochodem są oczywiste!). Do głowy przychodzą jednocześnie wady podobnego rozwiązania. Człowiek, w przeciwieństwie do silnika samochodu, ma ograniczony zapas mocy, stąd i potrzeba bardziej skomplikowanego oprogramowania, które wykorzystałoby skromny, dostępny potencjał ludzkiego organizmu. Krok w tym kierunku to projekt firmy Cambridge Consultants, łączący napęd szosowy Di2 z oprogramowaniem umieszczonym w telefonie lub tablecie. Choć nie jest to jeszcze rozwiązanie dostępne komercyjnie, przewidziano rozbudowane opcje automatyki. Bo przełożenia mogą się zmieniać np. po osiągnięciu określonego rytmu pedałowania (albo po spadku poniżej pewnej granicy), prędkości albo tętna czy mocy. Praktycznie wszystko jest możliwe, a środki techniczne pod ręką.

Do komunikacji między urządzeniami można użyć choćby jednego z protokołów bezprzewodowych. Taki Bluetooth Smart, o niskiej konsumpcji energii, nadaje się do tego idealnie. Znajdziemy go w każdym nowszym telefonie!

Rzeka danych

Wracamy po udanej przejażdżce do domu, a tu czeka nas na ekranie inteligentnego telewizora dokładna analiza tego, ile daliśmy z siebie. Bo przecież pomiar prędkości i kadencji to właściwie standard. Dziś są one o tyle interesujące, o ile można je zintegrować z ramą roweru, jak np. DuoTrap Treka, który schowany jest w tylnym trójkącie ramy, by dodatkowo poprawić aerodynamikę roweru. Zawodowcy i zamożniejsi amatorzy porównują swoje osiągi w jednostkach układu SI, czyli bezpośrednio w watach. Pomiar mocy bowiem operuje bezwzględną wartością, jaką uzyskuje kolarz. Do tego oczywiście pomiar pulsu, rejestrowanie trasy, słuchanej w danej chwili muzyki, geotagowanie wykonanych na trasie zdjęć, a to wszystko transmitowane praktycznie w czasie rzeczywistym na ulubiony portal społecznościowy czy do naszego dziennika treningowego – dziś oczywiście w chmurze obliczeniowej. Science fiction? Patrząc na rosnącą masowo liczbę użytkowników aplikacji typu Endomondo, Garmin Connect czy Sports Tracker, to już zdecydowanie nie fiction.

Przyszłość to dziś

Sporo osób ma wątpliwości, czy taka cyfryzacja naszych rowerowych przygód ma sens? Na pewno musimy zachować zdrowy rozsądek i wybierać to, co dla nas przydatne. A wygląda na to, że będziemy mieli z czego wybierać. W kolejce czekają choćby systemy audio podające dane o naszym tętnie czy uzyskiwanej mocy. Okulary Sportiiiis HUD kanadyjskiej firmy 4iiii Innovations, a właściwie mocowana na zauszniku przystawka, to ramka z maleńkimi kolorowymi diodami LED, pokazującymi, w jakim zakresie pulsu czy mocy obecnie jedziemy. Dodatkowo może nam odczytywać informacje. Wszystko to w połączeniu z IPhonem i sensorami zgodnymi ze standardem ANT+. Skoro półprzezroczyste wyświetlacze przyjęły się w droższych autach, a każdemu internaucie chce takie gogle założyć na głowę Google, to nic chyba nie uchroni przed tym i kolarzy. No, może na początku cena.

Elektronika może być pomocna w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa. Kolarstwo szosowe, górskie, a nawet miejskie, nie jest wolne od wypadków czy nieprzewidzianych sytuacji. Transmitowanie naszej pozycji w serwisach internetowych może oznaczać utratę prywatności, ale to w świecie cyfrowego Wielkiego Brata temat szerszy niż kolarstwo. Swoje dane powinniśmy należycie chronić niezależnie od sytuacji. Są jednak rozwiązania, które mogą okazać się pomocne i uratować niejedno życie.

REJESTRACJA

Dzięki wszechobecnym aparatom i kamerom możemy dziś wyprodukować większą ilość danych wizualnych niż dekadę temu profesjonalny fotograf. Hitem ostatnich lat są kamery umieszczane na kaskach, kierownicach czy ramach. Pierwsze modele nie były zbyt wygodne ani nie oferowały dobrych parametrów. Dziś rozdzielczość HD to standard, spotyka się już kamery o rozdzielczości 4K, czyli ultra HD (np. GoPro Hero3), a na dodatek sterowanie kamerą i wyświetlanie obrazu jest możliwe za pośrednictwem lokalnego połączenia WLAN. Tak oto smartfon zainstalowany na kierownicy może służyć za cyfrowe lusterko wsteczne. Spectracam pracuje nad specjalną kamerą wyposażoną w dwa obiektywy, która pozwala na jednoczesne wyświetlanie i nagrywanie tego, co przed i za nami. Poza frajdą rejestracji naszego przejazdu możemy także uniknąć kolizji czy najechania z tyłu. Zestaw ma być dostępny na rynku już w roku 2013. Co ciekawe, kilka podobnych rozwiązań rejestrujących jest popularnych już w takich krajach jak USA, gdzie wielu kolarzy rutynowo (!) rejestruje swoje przejazdy po to, by użyć filmu w razie potrzeby jako dowodu na niewłaściwe zachowanie innych użytkowników drogi.

Jeśli już dojdzie do niebezpiecznego zdarzenia, elektronika również może pomóc. Przykładem niech będzie sensor uderzeniowy firmy Icedot. Mały klips przypinany do kasku wykrywa maksymalne i niebezpieczne przyspieszenia oraz uderzenia w kask, po których w podłączonym do niego smartfonie rozpoczyna się ustalone przez nas wcześniej odliczanie. Jeśli nie zareagujemy na czas, np. w skutek utraty przytomności, aplikacja samodzielnie wyśle do określonej przez nas osoby np. SMS z alertem i informacją o naszym położeniu.

Potrzeba czasu

Bez wątpienia każdy kolejny sezon będzie przynosił podobne nowości. Część z nich może się przyjąć, część okazać ślepymi uliczkami rowerowej ewolucji. Spróbujmy spojrzeć w przyszłość kolarstwa zawodowego i amatorskiego. Smutną prawdą o współczesności jest fakt, że sponsorzy i pieniądze lgną do sportów, które da się sprzedać (czytaj pokazać). Wielkie mistrzostwa, licencjonowane transmisje telewizyjne i wszechobecna reklama spowodowały, że np. globalnie piłka nożna zarabia więcej niż niejedna gałąź tradycyjnego przemysłu. Absurdalne? Trochę tak. Oznacza to jednak, że tą drogą będzie musiało pójść kolarstwo, by utrzymać zainteresowanie widza i zdobyć pieniądze na swój rozwój. Elektroniczne gadżety mogą okazać się skutecznym narzędziem. Transmisje telewizyjne z tegorocznych wyścigów olimpijskich były ciekawie zrealizowane. Kamery śledziły zawodników i zawodniczki z kilku perspektyw. To może kontrowersyjne, ale jesteśmy pewni, że dodatkowe ujęcie z kamery na kierownicy, np. w momencie wywrotki Sabine Spitz, przyciągnęłoby trochę widzów i może kolarstwo trafiłoby do podsumowania dnia. Oglądaliście może ostatnio transmisje ze zjazdów narciarskich? Tam to już codzienność. A czy nie byłoby świetnie wiedzieć, który z zawodników dysponuje większą liczbą watów na podjeździe? Może pozbawiłoby to nas części emocji, a może rozgrzało fanów przed telewizorami. Podobne eksperymenty zostały już zresztą przeprowadzone, ba, można było na żywo śledzić moce zawodników w Tour de France, udostępniane na stronie firmy SRM (producent mierników mocy), jak też zobaczyć filmy ze środka peletonu Tour of California, gdzie zawodnicy mieli do rowerów zamocowane kamery GoPro. Tylko niechęć UCI powoduje, że podobne nowinki przyjmują się bardzo powoli!

Przyszłość roweru

Tyle zamieszania wokół, a co z samymi rowerami? Tak długo jak kolarstwo będzie sportem wyczynowym, a nie Formułą 1, na dwóch kółkach powinni wygrywać najszybsi, najsilniejsi, czy też najlepsi technicznie. Wątpliwe jest, by w rowerach zawodowców dopuszczono napęd elektryczny. Di2 Shimano to przecież tylko sterowanie, ale cała reszta techniki może tam bez przeszkód zawitać lada sezon. Batalia o radio w peletonie oraz debata o dopuszczeniu hamulców tarczowych w kolarstwie szosowym pokazują, że po trochę jest to zresztą wojna romantycznej tradycji z pozytywistyczną nowoczesnością.

To, co przyjmie się w kolarstwie zawodowym, z pewnością zawita też do oferty amatorskiej. Tam się reklamuje, a tu zarabia pieniądze. Ceny będą szły w dół, dostępność będzie coraz większa i sami będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie, co z tym zrobimy. Lżejsze, wytrzymalsze czy bezpieczniejsze rowery to nic złego. Spytać należy raczej o to, czy odejmowanie kolarzowi kontroli nad zawieszeniem, biegami albo hamulcami pozbawić nas może ducha kolarstwa? Albo zastąpić umiejętności techniczne, które dziś pozwalają wygrywać na gorszym rowerze? W najgorszym wypadku będziemy tak dobrzy jak oprogramowanie w naszych rowerach i będziemy cieszyć się jazdą tak długo, na ile starczy nam wspomnianej już baterii. Albo też świadomie wybierzemy subkulturę „mechaników”, mających w pogardzie „automaty”, zupełnie tak, jak dziś ostrokołowcy z pogardą patrzą na używających biegów, lajkry i kompozytów…#

Historia napędów elektronicznych sięga początku lat 90., gdy podobny system, sterowany przez komputer i automatycznie zmieniający biegi, wypuściła firma SunTour – Browning Electronic AccuShift Transmission (SunTour BEAST). Zanim doczekaliśmy dojrzałej, działającej wersji w wykonaniu Shimano i następnie Campagnolo, po drodze przez moment były dostępne Zap i Mactronic Mavica oraz Speedtronic Sachsa

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach