Red Bull Busters

W zimne i pochmurne popołudnie 14 listopada, ok. godziny 15.00, zająłem miejsce w zatłoczonym i nieco zdezelowanym autobusie warszawskiej MZK. „Nieco” to stanowczo zbyt delikatne określenie… Pojazd wyglądał, jakby regularnie woził kibiców Lecha na mecze z Legią – okratowane otwory okienne, duże braki w oszkleniu, podarte siedzenia i mnóstwo napisów rozmaitej, niekoniecznie nadającej się do druku treści. Światło? Ogrzewanie? Trzeba by się naprawdę urwać z niemałej choinki, aby stawiać takie wymagania.

Po wejściu do pojazdu i ostentacyjnym (żeby wszyscy widzieli) nieskasowaniu biletu zająłem miejsce siedzące i zabrałem się do pisania smsa do kobiety: „Kochana A…. piszę leniwie, aby czas jakoś zleciał, bo jeszcze stoimy i nie wiadomo, kiedy ruszymy…” A tu nagle… ŁUP! Z romantycznej zadumy wyrwał mnie tępy łomot uderzenia czegoś ciężkiego w bok autobusu. Bez namysłu poderwałem się na równe nogi i zanim dotarło do mnie, co jest grane, kolejny ciężki przedmiot uderzył w dach, tworząc widoczne wgniecenie! No tak, myślę, terroryści jak nic! Wojska koalicji właśnie zdobywają Faludżę, więc to nam, pasażerom MZK, przyjdzie zmierzyć się z siłą terrorystycznego odwetu! Przed tym przestrzegali posłowie opozycji! Moi współpasażerowie, towarzysze niedoli, byli jednak jacyś dziwni. Zrelaksowani i uśmiechnięci utkwili wzrok w wielkiej hałdzie ziemi usypanej na zewnątrz. Popijali napoje energetyzujące i krzyczeli… Ale nie, wcale nie z przerażenia. Powoli docierało do mnie, że krzyczą sobie ot tak, bo dobrze się bawią… a autobus, w którym się znajduję, oraz trzy inne stanowią zewnętrzne obramowanie toru dirtowo-streetowego, na którym właśnie rozpoczął się trening przed pierwszą rundą zawodów Red Bull Busters.

Hop na hopę

Na wielkiej powierzchni dawnej zajezdni autobusowej pomysłodawca i konstruktor toru – Janek Pietruczuk – umieścił elementy typowo dirtowe: hopy usypane z 250 ton ziemi oraz specyficznie streetrampowe „quotery” i „banki”, po których zawodnicy mogli wskakiwać na dachy autobusów. Na środku areny został postawiony bardzo wymagający „spine” (dwa quotery złączone niejako „plecami”). Całości dopełniał efektowny „wall”, niestety konsekwentnie omijany przez większość zawodników… Spoko, wiem, że skoncentrowanie wszystkich elementów dirtowych i skateparkowych nawet na tak dużej powierzchni stanowiłoby nie lada poblem, jednak wśród zwolenników dirtu dało się wyczuć, że chcieliby co najmniej jedną hopkę więcej, zaś jeżdżdżący na rampach chętnie w ogóle zamieniliby ziemne hopy na konkretny „half pipe”. Z jednej strony układ toru nie faworyzował konkretnej dyscypliny freestyle, z drugiej zaś nie pozwalał się dobrze pokazać amatorom „węższej specjalizacji”. Doprowadzało to do sytuacji, w której pojedynczy zawodnicy w ogóle omijali dirt i od razu z rampy startowej jechali „na drewno”, inni zaś po kilka razy wchodzili na rampę startową, żeby się „napędzić” i pokazać „air tricki”. Niezależnie od rodzaju show każdy zawodnik miał 2 przejazdy po 1,5 minuty i każdy podlegał tym samym kryteriom oceny. Oceniano kreatywność, stopień trudności technicznej i styl. Za każde z nich przyznawano maksymalnie 10 punktów. Teoretycznie po dwóch przejazdach można było uzyskać maksymalnie 60 pkt.

Siema, pokażcie mi backflipa

Podczas treningu na tor wyjechali Austriak Senad Grosic i Niemiec Tobias Wicke. To oni dali mi to, po co przyjechałem. Obaj panowie sędziowie, w odstępie kilku sekund, w odległości kilku metrów ode mnie, pokazali piękne, stylowe i do końca „sklejone” salta w tył, wywołując owację na widowni. Lecz to nie wszystko! Wicke, uskrzydlony dopingiem publiczności, jeszcze raz zjechał z rampy i wykonał na moich oczach połączenie dwóch, i tak już ekstremalnie trudnych, ewolucji. Poszedł na backflipa, po nim wykonał pełnego tailwhipa i czyste lądowanieeee! W tym momencie nawet ja poczułem lekkie zawirowanie, mimo że po wyjściu z autobusu stałem twardo na ziemi, usiłując zapanować nad podniesiem szczęki. Inni, patrząc po sobie, szukali potwierdzenia, że było to naprawdę… Z lekkim opóźnieniem (szansa na zapisy dla spóźnialskich) zaczął się konkurs. Zgłosiło się do niego 19 śmiałków, którzy bez najmniejszych kompleksów wobec swych zachodnich kolegów dzielnie walczyli, by pokazać się z jak najlepszej strony, a także maksymalnie wykorzystać przygotowany tor. Zostało to docenione przez sędziów: Janka Pietruczuka, Senada Grosica i Tobiasa Wicke, którzy byli pod wrażeniem kreatywności riderów w wykorzystaniu przeszkód oraz dużej odwagi, z jaką pokonywali tor. Sędziowie zagraniczni bardzo pozytywnie ocenili również poziom polskich zawodników, który, ich zdaniem, zaskakująco szybko się podnosi. Obejrzeliśmy więc setki „barspinów”, „manuali”, „nosepicków”, „transferów”, ale także swojskich „dzwonów”, „gleb” i „lądowań na kulkach”. Kilka efektownych dirtowych „niedolotów” wyglądało naprawdę groźnie, ale na szczęście czujna ekipa Luxmedu nie musiała nikogo wywozić do rekonstrukcji. Do finału przeszło 11 zawodników. Sędziowie przyznali pierwsze trzy miejsca Piotrkowi Siegieniowi, Kubie Skrzypkowskiemu i Klaudiuszowi Krasce. Cała trójka otrzymała unikalne kasowniki autobusowe. Piotrek Siegień w nagrodę pojedzie zaś na wybrane, europejskie zawody bmxowe, odbywające się w roku 2005.

Słowniczek, czyli o czym oni mówią…

dirt – hopy usypane z ziemi bank – pochylnia halfpipe – dosł. „pół rury” – klasyczna rampa quoter – „ćwierć rury” (he, he!) spine – dwa quotery zestawione tyłem (odwrotność half-pipe’a) air trick – trick zrobiony w locie, np. „superman”, „kankan” backflip – salto w tył tailwhip – obrót tyłem roweru o 360° wheelie – jazda na tylnym kole manual – jazda na tylnym kole, od wheelie różni się tym, że bez pedałowania potrzebna jest umiejętność balansowania barspin – obracanie kierownicą, np. o 360° transfer – przeskok np. z jednego banku na drugi (szybka akcja); można zrobić transfer przez „wall”, czyli przejechać się po pionowej ścianie (oczywiście w poziomie) nosepick – zatrzymanie na przednim kole no hander – lot bez rąk na kierownicy no footer – jw., ale bez nóg na pedałach no nothing – lot bez kontaktu z rowerem (lądowanie najczęściej daleko od roweru) MZK – Miejskie Zakłady Komunikacyjne Faludża – miasto w Iraku, chyba już ostatni bastion zwolenników starego porządku

WYNIKI

1. Piotr Siegień (Białystok) 2. Jakub Skrzypkowski (Milanówek) 3. Klaudiusz Kraska (Chorzów) 4. Daniel Bieńkowski (Białystok) 5. Adam Jasiński (Warszawa) 6. Michał Grzywnowicz 7. Paweł Czajkowski (Bydgoszcz) 7. Jerzy Kołakowski (Warszawa) 8. Dominik Drabich (Warszawa) 9. Łukasz Domina (Wrocław) 10. Mariusz Jaskólski (Łódź)

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach