Rozmowa z Marcinem Białobłockim

Dzień przerwy w wyścigu kolarskim to znakomita okazja do rozmów kuluarowych. My postanowiliśmy udać się do wczorajszego bohatera – nowego mistrza Polski w jeździe indywidualnej na czas Marcina Białobłockigo. Zawodnik One Pro Cycling opowiedział nam m.in. o początkach swojej kariery, a także o tym, dlaczego w 2005 roku zdecydował się na wyjazd z Polski i mimo licznych trudności nie skończył swojej przygody z rowerem.

Swoją przygodę z kolarstwem rozpoczynałem w rodzinnej Sokółce, gdzie odbywały się kolarskie czwartki, które były idealną okazją dla małolatów do tego, by zacząć się ścigać. Następnie zdecydowałem się na przejście do Ełku i tam miałem szansę na starty w poważniejszych wyścigach, ale wciąż bardzo niewiele wiedziałem. Swoją postawą zwróciłem jednak uwagę Norberta Ogórka, który ściągnął mnie do Grodziska Mazowieckiego, gdzie treningi stały na bardzo dobrym poziomie, ale niestety brakowało sprzętu i funduszy. Przez pół sezonu miałem możliwość startowania w niezłych wyścigach, lecz to było wszystko. Żeby się dalej rozwijać, musiałem przejść do PSB, gdzie wkręcili mnie znajomi. Jako najmłodszy w drużynie nie miałem łatwo, szanse startu w imprezach bardzo małe, wyjazdy na własną rękę. To na dłuższą metę nie miało sensu. W 2005 roku moja obecna żona, a wtedy dziewczyna wyjechała do Anglii, a ja zdecydowałem się pojechać za nią. Zabrałem ze sobą rower i we wrześniu wyjechałem. Rodzina pomogła mi załatwić pracę, ale w grudniu, szczególnie po rozmowach z moimi trenerami w Sokółce, stwierdziłem, iż czegoś mi brakuje. Brakowało kolarstwa, dlatego od stycznia zdecydowałem się wznowić treningi – wspominał Marcin. 

To nie było jednak łatwe. W 2006 roku właścicielka domu, który wynajmowałem poznała mnie z mającym Polskie korzenie Dave’em Baranowskim i on mi pomógł, wytłumaczył lokalną specyfikę i pokazał na czym polega Brytyjskie kolarstwo. Żeby móc zarobić na starty i treningi pracowałem na nocne zmiany, w dzień trenowałem, a sypiałem, kiedy się tylko dało. Udało mi się wygrać kilka wyścigów, w dwa miesiące uzyskałem pierwszą kategorię, co wiele dla mnie znaczyło. Wówczas zgłosili się do mnie ludzie z Francji, którzy zaoferowali mi pracę u siebie. Dave Baranowski wtedy mi powiedział  – To jest Twoja szansa, jedź. Dzięki jego wsparciu mogłem rzucić pracę, zacząć trenować na pełnych obrotach, rywalizować. Zacząłem odnosić pierwsze zwycięstwa, nie były to, co prawda wyścigu UCI, lecz było to porządne ściganie. Po powrocie do Anglii pojawiło się małe zainteresowanie. Jeździłem w amatorskiej drużynie, zarabiałem na życie, a pracowałem tylko zimą i w święta. W 2011 roku podpisałem pierwszy zawodowy kontakt z Motorpoint – Marshalls Pasta i zaczęło się robić coraz lepiej. W 2013 roku przeszedłem do Team UK Youth, były spore nadzieje, ale ostatecznie zakończyło się źle. Do końca nie byłem pewien, czy będę miał się, gdzie ścigać w następnym sezonie, ponieważ opcja jeżdżenia za darmo odpadła, gdyż musiałem już myśleć o utrzymaniu rodziny. Wtedy zgłosił się do mnie mój szef z ubiegłych lat, który zaproponował mi kontakt za połowę stawki. Musiałem się na to zgodzić. Mam nadzieję, że już się podobna historia w moim życiu nie powtórzy, bo obecnie wszystko wygląda naprawdę dobrze. W One Pro Cycling mam szansę na rozwój, a jeżeli władze znajdą dobrego sponsora, to projekt nabierze rozpędu – dodawał mistrz kraju. 

Jak widać, losy czempiona ze Strzelina bywały różne, ale sam Marcin wielokrotnie pokazywał już, że ma bardzo mocny charakter i potrafi przezwyciężać życiowe trudności, co cechuje tylko najlepszych sportowców. Sam przyznał, że jest typem człowieka, który potrafi walczyć o swoje, a z każdej sytuacji wychodzi tylko mocniejszy i za to trzeba na pewno go cenić, ponieważ 31-latek nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w kolarskim peletonie i na mistrzostwach w Sobótce. Jak sam przyznaje, trasa niedzielnego wyścigu bardzo mu odpowiada, a na ponad 200-kilometrowej trasie wszystko się może zdarzyć.  

Rozmawiał – Wojciech Mincewicz 
Zdjęcie – Magda Tkacz

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach