Sezon przez okrągły rok

Niech się przyzna ten, kto powiedział, że jazda zimą nie może sprawiać przyjemności. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, siebie i roweru, sprawimy, że sezon będzie trwał cały rok! Możliwość warta przemyślenia, zważywszy na to, że śnieg, przynajmniej w naszej szerokości geograficznej, potrafi leżeć kilka długich miesięcy… W czasie upałów wielu z nas z utęsknieniem wypatruje pierwszych oznak zbliżającej się zimy, szuka ochłody we wspomnieniach ośnieżonych pagórków. Czy może być coś piękniejszego niż białe, czyste szczyty w pełnym słońcu? Myśl o kreśleniu nartami lub deską świeżych śladów wyzwala jęk zachwytu. A gdy zima w końcu nadchodzi, czas urlopu lub ferii zdaje się być za krótki, a góry odległe. Po co czekać, by nacieszyć się zimą? Wystarczy wyjść tuż za drzwi, by zapuścić się w zupełnie inny świat. Okazuje się przy tym, że rower górski do tego celu nadaje się wprost idealnie. A może przy okazji zwalczycie w sobie lenia, który powoduje, że od września nie chciało się wam ruszyć roweru? Co stoi na przeszkodzie, by pewnego chłodnego wieczoru, przy świetle księżyca nanieść świeże tropy opon pośród jednolitej bieli? Czas odkryć nowe przyjemności!

Będzie wam naprawdę trudno znaleźć jakieś argumenty przeciw, szczególnie, gdy zastosujecie się do naszych wskazówek. Okrzyki zaprzyjaźnionych ekspertów twierdzących, że poniżej zera się nie jeździ, najlepiej zbyć milczeniem. Nie wiedzą, o czym mówią! W końcu poniżej zera biega się także na nartach, jeździ na łyżwach i nikt od tego nie umiera. Przeciwnie, jak każdy ruch na świeżym powietrzu, także zimowe jeżdżenie wzmacnia układ immunologiczny naszego organizmu. Oczywiście spełnić trzeba przy tym kilka warunków, które jednak, o czym się za chwilę przekonacie, nie są wcale skomplikowane. Podstawa to odpowiedni ubiór, który zabezpieczy was przed zimnem, co wcale nie oznacza, że macie jeździć ubrani „na cebulę”. Druga sprawa to przygotowanie roweru – zaopatrzenie go w odpowiednie opony (najlepiej z kolcami) oraz wyposażenie w silne oświetlenie. Pierwsze wrażenie po wyjściu z domu może być lekko szokujące, przypomina bowiem wskoczenie do basenu. Wystarczy jednak zacząć się ruszać, by niemiłe odczucia błyskawicznie ustąpiły, a organizm zaczął sobie przypominać, o co w tym wszystkim chodzi. Zacząć należy od lekkiej rozgrzewki. Zaraz poczujemy, jak ciepło zaczynie krążyć w żyłach. Tętno podniesie się, a mięśnie zaczną pracować w dobrze znanym rytmie. Sceneria zaś wokół niesamowita – śnieg skrzy się w światłach reflektorów, cała reszta kryje w mroku. Jeśli księżyc jest w pełni, a niebo bezchmurne, bywa jasno niemal jak w dzień. Jazda wówczas to dopiero przeżycie. Stopniowo można odrobinę zwiększyć tempo, ale to nie czas ani pora na ostry trening. Lepiej cieszyć się chwilą, niż ciężko dyszeć. Tym bardziej, że spocenie się to najprostsza droga do wychłodzenia. Pamiętajcie, przyjemność tak, trening nie! Wychłodzeniu nie damy szans dzięki odpowiedniemu ubiorowi. Wiatr i wilgoć będą stanowiły najpoważniejsze zagrożenie. Kurtka z materiału z mambraną, podobne spodnie, i czapka pod kaskiem to podstawowe środki zaradcze. Pod spodem warstwa grzewcza, czyli bluza z długim rękawem z „oddychającego” materiału, tuż przy skórze bielizna o odpowiednich właściwościach. Pamiętać trzeba o tym, że zimą nie sama temperatura powietrza decyduje o odczuwaniu zimna, ale wiatr, bez względu na to, czy wynika z prędkości jazdy, czy z warunków atmosferycznych. Cienka warstwa powietrza, którą utrzymuje się tuż przy ciele, przez wiatr jest unicestwiana. Stąd temperatura odczuwalna przy skórze może być o wiele niższa. Zimą w materiały odporne na przewiewanie powinniśmy być więc ubrani od stóp do głów. To najlepsza metoda (nasze propozycje konfekcyjne przedstawiamy w odpowiednich ramkach). Dlaczego materiały oddychające? Ponieważ tylko wówczas nadmiar ciepła, a z nim niepożądana wilgoć w postaci potu, będą odprowadzane z dala od skóry. Przed wilgocią z zewnątrz najlepiej zaś ochronią stare dobre błotniki, przydatne tak jesienią, jak i wiosną. Żeby jeździć, trzeba mieć odpowiednio dużo sił… Ciąg dalszy w numerze 1-2(12)/2004

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach