Sezon równych szans

Największa w Polsce seria wyścigów XC, znana oficjalnie jako „Skoda Auto Grand Prix MTB” (mniej oficjalnie nazywana po prostu „langiem”), zakończona wyścigiem w Szczawnie, wyłoniła najlepszych kolarzy górskich tego sezonu. Gdyby na początku kwietnia bukmacherzy przyjmowali zakłady, nietrudno byłoby, myślę, postawić całe pieniądze na Maję Włoszczowską z Lotto i Marka Galińskiego z PSB. Ryzyko byłoby niemal identyczne, jak w przypadku postawienia na Armstronga w Tour de France. Tymczasem rzeczywistość wystawiła na ciężką próbę te pozornie oczywiste przewidywania. Maja i Marek musieli się bowiem solidnie przyłożyć i na Skody Fabie mocno popracować. Wystarczy przypomnieć, że w tzw. międzyczasie Maja traciła przywództwo w tabeli trzykrotnie (na korzyść Marleny Pyrgies i klubowej koleżanki Anny Szafraniec), zaś Diabeł wyszedł na prowadzenie dopiero w szóstej, przedostatniej edycji!

Dawno nie zdarzyło się, by cykl imprez miał tak emocjonujący przebieg. W ubiegłych latach zazwyczaj wszystko było bardziej przewidywalne, a różnice punktowe między zawodnikami większe. Obecny sezon przyniósł dwie zasadnicze zmiany regulaminu serii GP (7 imprez w miejsce 5 i zaliczanie do klasyfikacji tylko 5 najlepszych wyników). To się świetnie sprawdziło i spowodowało, że szanse najlepszych się wyrównały. Porażka, niedyspozycja czy zwykła absencja, spowodowana zagranicznym wyścigiem, nie eliminowały nikogo z gry. A przecież właśnie to przydarzyło się Majce Włoszczowskiej w ubiegłym roku. Drugą wspomnianą zmianą regulaminu było rozszerzenie pomocy technicznej na trasie. Defekty zatem nie zawsze wykluczały zawodnika z walki. Z ułatwień tych korzystano wielokrotnie.

PANIE

Kazimierz Górski powiedział, że wynik jest tajemnicą, dopóki piłka w grze. Dopóki koła się kręciły, aż cztery zawodniczki miały szansę na pierwsze miejsce w generalce.

#1 Głuchołazy 16.04.2005

Tuż po starcie pierwsze miejsca zajęły zawodniczki Lotto, choć bardzo ładnie zaprezentowała się Marlena Pyrgies z kadry PZKol. Przez dość długi czas pilnowała trzeciej pozycji, broniąc się przed dochodzącą Magdą Sadłecką z Lotto. Tymczasem z przodu bardzo dużą przewagę nad Anią Szafraniec (ok. 2,5 min) uzyskała Maja Włoszczowska. Magda jednak bardzo skrupulatnie zabrała się do odrabiania straty. Poradziła sobie z Marleną, „obcym ciałem” w łańcuchu Lotto, i systematycznie zbliżała się do koleżanki Ani. Gdyby wyścig miał jeszcze jedną rundę, kto wie, w tym tempie może by nawet dogoniła Maję? Raczej nie. Maja w ogóle nie wyglądała na zmęczoną, spokojnie i systematycznie pokonywała wszystkie podjazdy, ani razu nie każąc wątpić w swoje siły. Nie chcieliśmy jej przeszkadzać, ale miała dość czasu, by zatrzymać się i zapozować do wspólnej fotografii 🙂 Sytuacja w generalce cokolwiek profetyczna, ale musimy to na razie przemilczeć…

Punktacja po #1 Głuchołazy

1. Maja Włoszczowska 25 2. Anna Szafraniec 19 3. Magda Sadłecka 16

#2 Czarnków 30.04.2005

Wielkim handicapem dla bohaterek tej edycji była nieobecność monopolistek z Lotto, tym samym Marlena Pyrgies prowadziła od początku do końca. „Runda była trochę trudniejsza niż w zeszłym roku, bo wydłużono podjazdy. Poza tym nie było gdzie odpocząć. Trasa ta jest typowo interwałowa, z krótkimi podjazdami i zaraz potem zjazdami. Nie ma płaskiego, nie ma chwili wytchnienia” – powiedziała Pyrgies. Obserwowaliśmy jej walkę na trasie, więc wypada donieść, że Marlena jako jedyna zawodniczka wyjeżdżała wszystkie podjazdy w miejscach, gdzie inne zawodniczki zsiadały z rowerów. Wyścig elity kobiet obfitował też w inne emocje, których dostarczyła kibicom Czeszka Sarka Chmurova. Jadąca na bezpiecznej drugiej pozycji, kilkadziesiąt sekund za Marleną Pyrgies, zerwała łańcuch i biegła z rowerem przez ponad jedno okrążenie. Niedługo przed metą została wyprzedzona przez niezłą zawodniczkę Teamu RMF FM Karolinę Kozelę. Trzecie miejsce Czeszki wszyscy komentatorzy uznali za prawdziwie bohaterski wyczyn.

Punktacja po #2 Czarnków

1. Marlena Pyrgies 39 2. Karolina Kozela 31 3. Sarka Chmurova 29

#3 Polanica 14.05.2005

Start ekipy Lotto oznaczał, że wyścig kobiet będzie kolejną rozgrywką wewnętrzną w tej grupie. „Żółte dziewczyny w niebieskie kulki” musiały ponadto odrobić wirtualne straty do zajmującej generalkę pierwszej trójki. Maja Włoszczowska i Anna Szafraniec jechały razem na czele stawki, zostawiając z tyłu zarówno Magdę Sadłecką, jak i Marlenę Pyrgies. Włoszczowska próbowała rozstrzygnąć wyścig na ostatniej rundzie, ale nie udało jej się uciec Szafraniec, która doszła Majkę na zjazdach. Na mecie w Polanicy oglądaliśmy zatem iście szosowy finisz. Włoszczowska wygrała o pół koła i przerwała trwającą kilka lat serię polanickich zwycięstw Szafraniec. „Czuję, że moja forma trochę dołuje i jechało mi się bardzo ciężko. Nie mogłam uciec Ani” – powiedziała na mecie Majka, która w Polanicy startowała po męczącym tygodniu zajęć na uczelni. Tym zwycięstwem zbliżyła się do prowadzącej Marleny (na odległość zaledwie 3 punktów).

Punktacja po #3 Polanica

1. Marlena Pyrgies 53 2. Maja Włoszczowska 50 3. Anna Szafraniec 38

#4 Mrągowo 21.05.2005

Kontynentalna stolica country zapewniła konkurentkom idealne warunki do ścigania. Podczas ich zmagań nie było upału, a trasa, przejechana niewielką jeszcze liczbą kół, nie kryła żadnych niebezpiecznych niespodzianek. Na starcie stanęła spora grupa zawodniczek, w tym nowe twarze, m.in. z Litwy. Cóż z tego, kiedy wyścig miał typowy przebieg, do jakiego od dawna jesteśmy przyzwyczajeni. Zaraz po starcie na czoło wysunęły się dziewczyny z Lotto i niczym lokomotywa, zostawiwszy cały skład na bocznym torze, samotnie pomknęły do przodu. Choć pierwsze tegoroczne wyścigi sugerowały, że Marlena Pyrgies mogłaby dołączyć do trójki, niestety, były to płonne nadzieje, jeszcze nie tym razem. „Młoda zdolna” nadspodziewanie szybko została „urwana z koła” i nie liczyła się w walce o miejsce na podium. Ostatecznie na mecie zameldowała się z prawie 8-minutową stratą. Na czele cały czas były Maja lub Ania, Magda zaś dzielnie utrzymywała trzecią pozycję. Dopiero ostatnia runda przyniosła ożywienie. W końcówce zaatakowała Ania i sama, z niespełna 10-sekundową przewagą, przejechała przez linię mety. Druga była Maja, trzecia Magda. Zdetronizowana Marlena Pyrgies zajmowała nadal świetne, drugie miejsce.

Punktacja po #4 Mrągowo

1. Maja Włoszczowska 69 2. Marlena Pyrgies 67 3. Anna Szafraniec 63

#5 Gdynia 11.06.2005

Najdłuższa przerwa między edycjami i przetasowanie generalki! Problemy natury zupełnie pozasportowej spowodowały nieobecność sióstr Pyrgies w wyścigu kobiet. Jedyna zdolna nawiązać walkę z Lotto rywalka – Marlena Pyrgies – właściwie w tym momencie straciła szanse na życiowy sukces w cyklu. Dla trójki zawodniczek teamu Lotto nie było bowiem nawet tła. Jechały z przodu razem, zupełnie spokojnie, a my wierzyliśmy, że o kolejności na mecie znów zadecyduje finisz. Tymczasem Maja Włoszczowska na 4 rundzie zaatakowała i stopniowo zaczęła oddalać się od koleżanek. Nagle, na zjeździe, przytrafił się jej defekt i mimo szybkiej naprawy koła Maja znalazła się za Magdą Sadłecką i Anną Szafraniec. Takie jest kolarstwo. Magda zacisnęła zęby, nie oddała prowadzenia i dowiozła pierwsze miejsce, odnosząc swój największy sukces w tym sezonie. Gratulacje dla Magdy! Dziewczyny wtedy oczywiście nie wiedziały, że taka sytuacja w klasyfikacji generalnej raz jeszcze się powtórzy…


Punktacja po #5 Gdynia

1. Maja Włoszczowska 88 2. Anna Szafraniec 79 3. Magda Sadłecka 73

#6 Bukowina Tatrzańska 02.07.2005

To był „hardkor” jakich mało. Zawodniczki musiały się zmagać nie tylko z rywalkami, ale i, po raz pierwszy w tym sezonie w zawodach SkodaAuto Grand Prix MTB, z nienajlepszą pogodą. Cały czas padał deszcz, który szczególnie wzmógł się podczas wyścigu elity kobiet. „Nie narzekam na pogodę, bo przy takiej zdobyłam mistrzostwo świata juniorek w Aare i wicemistrzostwo świata seniorek w Kaprun. Od początku jechałam razem z Mają Włoszczowską i Magdą Sadłecką. Z atakiem poczekałam do ostatniej rundy. Dokładnie poznałam, gdzie moje koleżanki z grupy Lotto, a zarazem rywalki, słabiej sobie radziły i w tym momencie odskoczyłam. To był bardzo długi wyścig, tyle nie trwają nawet zawody Pucharu Świata. Na dodatek organizatorzy dołożyli na Rusinowym Wierchu jeszcze jeden wymagający podjazd, dlatego wyścig był bardzo ciężki” – mówiła Ania Szafraniec zadowolona ze zwycięstwa. Inni mieli nietęgie miny, przeprawa przez tony kleistego błota bynajmniej nie należała do przyjemności.

Punktacja po #6 Bukowina Tatrzańska

1. Anna Szafraniec 104 2. Maja Włoszczowska 104 3.Magda Sadłecka 92

#7 Szczawno Zdrój 06.08.2005

Plan Mai, wypracowania bezpiecznej przewagi, udało się zrealizować w części, nie uległa największa rywalka – Ania. Najpierw kicha w Gdyni, potem katastrofalna pogoda w Bukowinie, w efekcie przed Szczawnem sprawa końcowej klasyfikacji pozostawała ciągle otwarta, bo Maja i Ania miały tę samą liczbę punktów. Wszystko miało rozstrzygnąć się w tym jednym, jedynym finałowym wyścigu. Nerwom nie było końca (wśród zawodniczek i kibiców). Na starcie zameldowała się oprócz Mai i Ani także Magda Sadłecka, która teoretycznie miała szansę na zwycięstwo, oraz stosunkowo skromna grupa pozostałych zawodniczek. Już na rundach rozbiegowych Magda upadła i zdeprymowana odpuściła zupełnie. Wycofała się, nie ukończywszy rundy. Maja i Ania narzuciły ekstremalne tempo i błyskawicznie zaczęły oddalać się od rywalek. Nie ułatwiały im tego warunki terenowe. Koszmarne błoto po nocnych opadach spowodowało, że zjazdy stały się loterią, a podjazdy podbiegami. W takiej to scenerii do rundy drugiej toczyła się wyrównana walka. Raz prowadziła jedna, raz druga. Gdy już wydawało się, że bój trwać będzie do samej kreski, Maja zaatakowała! Wykorzystała fakt, że Ania na chwilę się zawahała przy wspinaniu i pomknęła pod górę. Zanim podjazd się skończył, już miała 15 sekund przewagi! Potem konsekwentnie, jak niesiona na skrzydłach, zwiększała przewagę, z lekkością nieosiągalną dla innych zawodniczek. Momentami można było mieć wrażenie, jakby startowała w zupełnie innej lidze. Na pozostałych do mety niespełna 2 rundach przewaga urosła do 3 minut, tak, że niezagrożona Majka mogła jeszcze wziąć w rękę flagę Lotto, tuż przed metą. Uśmiechnięta i szczęśliwa ukończyła wyścig. W klasyfikacji końcowej zwyciężyła Maja, przed Anią i Magdą. Oczywiście były dekoracje i wręczanie kluczyków do Skody, a nawet próby klaksonu i kręcenia kierownicą. Maja zdobyła też trofeum dodatkowe – statuetkę dla najsympatyczniejszego zawodnika/zawodniczki startującego w tegorocznym Skoda GP, ufundowaną przez bikeworld.pl.

Klasyfikacja generalna

1. Maja Włoszczowska 113 2. Anna Szafraniec 107 3. Magda Sadłecka 92

PANOWIE

W tym roku aż sześć osób miało bardzo realne szanse sięgnięcia po zwycięstwo. O ile wśród pań dominacja trójki zawodniczek Lotto była właściwie przesądzona, i niejako żywcem przeniesiona z sezonu 2004, w elicie panów dość szybko okazało się, że w walce nie będzie się liczył ubiegłoroczny zwycięzca Marcin Karczyński. Za to do razu zwrócił uwagę wielki „come back” bohatera poprzedniego numeru MR – Mariusza Kowala (GP 2004 ukończył poza drugą dziesiątką).

#1 Głuchołazy 16.04.2005

Od początku bardzo mocno ruszył Serhij Rysenko, jeżdżący jeszcze w żółto-niebieskich barwach narodowych. O dodatkową mobilizację zadbała Festina, fundująca nagrodę dla pierwszego zawodnika po pierwszej rundzie. Po zdobyciu chronometru Rysenko wcale nie spuścił z tonu, powiększał przewagę i wygrał. „Nie dziwi mnie jego dobra forma. Ukraińcy ścigają się już od lutego, w Głuchołazach był to ich chyba już dziesiąty start w sezonie. Zresztą Rysenko w zeszłym roku zajmował miejsca w pierwszej dziesiątce wyścigów o Puchar Świata” – powiedział trener kadry narodowej Andrzej Piątek. Rysenkę gonił bardzo mocno Marek Galiński (grupa PSB Atlas Orbea), ale zabrakło mu niecałych 40 sekund. Tuż za nim przyjechał drugi nasz najlepszy kolarz górski, a od tego sezonu kolega klubowy Galińskiego, Marcin Karczyński. Ładnie jechał Mariusz Kowal (Laufer Modafur), jednak w wyniku defektu koła znalazł się na mecie dopiero na piątym miejscu.

Punktacja po #1 Głuchołazy

1. Serhij Rysenko 25 2. Marek Galiński 19 3. Marcin Karczyński 16

#2 Czarnków 30.04.2005

Obfitująca w spore utrudnienia techniczne trasa faworyzowała zawodników potrafiących zjeżdżać odważnie i szybko. Doskonałą technikę zaprezentował Mariusz Kowal, o którym zaczęto nagle mówić, że wraca do swojej najlepszej formy. Kowal – najlepszy downhillowiec wśród crossowców – i nasz drugi zawodnik, Marcin Karczyński, byli jedynymi Polakami próbującymi utrzymać tempo rewelacyjnego Ukraińca, niestety, nie najlepsza dyspozycja Marcina spowodowała, że od drugiej rundy stopniowo zaczął powiększać dystans do Igora Bogdana jadącego na trzeciej pozycji, a w końcu nie ukończył wyścigu. Mariusz Kowal przez długi czas miał tylko 20 sekund straty do Rysenki. Wyścig jednak obfitował w aż 7 rund, zawodnicy jechali ponad 2,5 godziny i w miarę upływu czasu powiększała się przewaga Rysenki. W rezultacie Kowal stracił niecałe 3 minuty do zwycięzcy. Następny Polak, Michał Bogdziewicz (KS Lechia Gdańsk), przyjechał na metę czwarty ze stratą ponad 4 minut. Galiński nie wystartował i (jak się później okazało…) niczego w ten sposób nie stracił, choć na razie wylądował poza najlepszą trójką.

Punktacja po #2 Czarnków

1. Serhij Rysenko 50 2. Mariusz Kowal 32 3. Michał Bogdziewicz 21

#3 Polanica 14.05.2005

„Super Mario” Kowal zadeklarował przed startem, że nie odda pola na swoim terenie. Już po pierwszej rundzie lider Grand Prix Serhij Rysenko jechał na czwartej pozycji, goniąc „Maria”, któremu towarzyszył Marek Galiński. Kowal udowodnił jednak, że w Polanicy nie ma na niego mocnych. Wjeżdżając samotnie na kreskę, wykonał coś, co przypominało taniec radości. „Jechałem cały czas na najwyższych obrotach. Nie odpuszczałem nawet na najtrudniejszych zjazdach. Kilka razy przekroczyłem wszelkie granice ryzyka” – relacjonował na mecie Kowal. Zawodnik ten, który pozostaje obecnie poza czołowymi klubami, chciał (jak sam to określił) udowodnić w Polanicy, że w polskim MTB trzeba się z nim liczyć. Drugi na mecie Galiński był wyraźnie niezadowolony z przebiegu zawodów. „Na początku chciałem odjechać od Rysenki i to się udało, potem nie mogłem dogonić Kowala, który był tutaj fantastycznie dysponowany”. W tym momencie zaczęto nieśmiało wskazywać Kowala jako potencjalnego zwycięzcę cyklu. Punktacja po #3 Polanica Zdrój 1. Serhij Rysenko 64 2. Mariusz Kowal 57 3. Marek Galiński 38

#4 Mrągowo 21.05.2005

Mimo starań Diabła, znów lepszy był Mariusz Kowal! Elita miała przed sobą nie lada wyzwanie, bo aż 8 rund do pokonania. Upał i kurz dodatkowo powiększały trud rywalizacji i spowodowały, że na mecie zameldowali się tylko najmocniejsi. Przekleństwem tego dnia były skurcze trapiące zawodników, spowodowane odwodnieniem. Błędów żywieniowych nie popełnili jednak profesjonaliści, o czym mogliśmy się przekonać na przykładzie czołówki – faworyci dojechali w komplecie. Marek Galiński zaatakował już od pierwszej rundy, chcąc pokazać, że on tu rozdaje karty. Od razu też w pogoń rzucili się Kowal i Rysenko, ale sytuacja szybko się wyjaśniła. Od rundy drugiej na czele jechali Galiński i Kowal, za nimi „wisiał” w niewielkiej odległości Rysenko. Zbliżał się niekiedy odrobinę, ale nie udało mu się nawiązać bezpośredniej walki. To Galiński przeważnie prowadził, choć Kowal najwyraźniej lepiej całość rozegrał taktycznie. Wyczekał do ostatniej rundy i zaatakował na podjazdach. Przycisnął na tyle, że udało mu się uzyskać kilka sekund przewagi, której nie stracił także na zjazdach. Znany jest z tego, że potrafi pędzić również w dół. Gdy tylko Galiński spostrzegł, że stracił kontakt, było już za późno. Tym samym Kowal wygrał po raz kolejny i objął prowadzenie w całym cyklu. Trzeci na mecie zameldował się Rysenko. Kowal trafił na pierwsze miejsce generalki.

Punktacja po #4 Mrągowo

1. Mariusz Kowal 82 2. Serhij Rysenko 80 3. Marek Galiński 57

#5 Gdynia 11.06.2005

W Gdyni bylo super! Świetna trasa, fantastyczna pogoda i doskonałe morskie powietrze sprawiły, że poważne ściganie widać było od pierwszego metra. Od początku wyrwali do przodu Kowal, Rysenko, Bogdan i Galiński. Na kolejnych okrążeniach zmieniała się tylko kolejność prowadzenia w grupce, zawodnicy jechali taktycznie, nie odpuszczając sobie koła na więcej niż kilkadziesiąt centymetrów. Profil trasy w Gdyni nie faworyzował jakiejś szczególnej umiejętności czy techniki, liczyła się po prostu moc i wytrzymałość. Tej na ostatniej rundzie najwięcej miał Marek Galiński, któremu udało się odskoczyć na 46 sekund obu Ukraińcom i 57 sekund „włożyć” Kowalowi. Ukraińcy na metę spokojnie wjechali razem, zaś będący ledwie 10 sekund za nimi Kowal musiał jeszcze odeprzeć atak Eugenija Petczenina, by nie spaść na piątą pozycję. Po tej edycji Rysenko po raz czwarty liderował z trzypunktową przewagą nad Kowalem i aż siedemnastopunktową nad Galińskim. Sytuacja Marka Galińskiego nie wyglądała najlepiej. Zapowiadał jednak walkę do końca, planując wygrać najbliższe zawody w Bukowinie Tatrzańskiej.

Punktacja po #5 Gdynia

1. Serhij Rysenko 99 2. Mariusz Kowal 96 3. Marek Galiński 82

#6 Bukowina Tatrzańska 02.07.2005

Nieee… O tym nie da się dobrze napisać! To, co działo się w Bukowinie, było istnym piekłem, szkołą przetrwania dla ludzi i sprzętu. Dopiero w takich ekstremalnych warunkach wolno nam cokolwiek mówić o klasie zawodnika. A Marek Galiński nie rzucał słów na wiatr. Jak powiedział, że wygra, to „wziął” i wygrał. Osiągnał miażdżącą przewagę nad kolegą Rysenki – Igorem Bogdanem, a jego najwięksi przeciwnicy – Mariusz Kowal i Serhij Rysenko z Ukrainy – nie ukończyli wyścigu. Okazało się, że Galiński odzyskał szansę na to, by po trzech latach przerwy znowu triumfować w SkodaAuto Grand Prix MTB i wygrać samochód (w dwóch poprzednich sezonach najlepszy był niewidoczny w tym roku Marcin Karczyński). Ambicja i motywacja Diabła wyniosły go na szczyt klasyfikacji. Rywale pozostali z niezmienionym dorobkiem punktowym. „Diabeł” i piekło Bukowiny wyzwoliły ciemną stronę mocy!

Punktacja po #6 Bukowina Tatrzańska

1. Marek Galiński 107 2. Serhij Rysenko 99 3. Mariusz Kowal 96

#7 Szczawno Zdrój 06.08.2005

Ostatni wyścig serii, najbardziej oczekiwane wydarzenie sezonu. Lider klasyfikacji generalnej Marek Galiński był faworytem, ale zarówno Mariusz Kowal, jak i Ukrainiec Serhij Rysenko, nie zamierzali składać broni. Szczególnie ten ostatni wystartował bardzo mocno. Następnie na prowadzenie wyszedł jego rodak, Igor Bogdan, który bardzo mocnym tempem chciał zmęczyć Galińskiego. Ten jechał jednak uparcie za Bogdanem i w efekcie zajął drugie miejsce. To wystarczyło do siódmego zwycięstwa w cyklu Grand Prix. Zmęczony Rysenko finiszował jako trzeci. Galiński na mecie powiedział, że Ukraińcowi Bogdanowi należy się piwo w nagrodę za pomoc w urwaniu Rysenki. „Ukraińcy chcieli mnie zamęczyć tempem, ale taka taktyka obróciła się przeciwko nim. Igor Bogdan jechał ostro na pozycji lidera, a ja spokojnie niedaleko za nim. Tego tempa nie wytrzymał Rysenko, który był moim najgroźniejszym rywalem. Najmniej szczęśliwą minę na mecie miał Kowal. Mariusz był w Szczawnie dopiero czternasty. „Na drugiej rundzie złapałem gumę. Jakby tego było mało, zaliczyłem chyba cztery „gleby” – mówił smutno.

Klasyfikacja generalna

1. Marek Galiński 107 2. Serhij Rysenko 101 3. Mariusz Kowal 96 Najlepsi w tegorocznym Grand Prix – Maja Włoszczowska i Marek Galiński – będą reprezentować Polskę na Mistrzostwach Świata.

Jaka ja Maja

Jak jeździ nową skodą? Nie wiem jeszcze. Muszę dopiero odebrać auto od dealera. Wręczono mi kluczyki, ale nie jest to jednoznaczne z dostarczeniem samochodu. Wygrałaś ostatni wyścig w Szczawnie. Jak podsumujesz swoje występy w Grand Prix w tym roku? Cieszę się, że udało mi się wygrać. Od kilku lat bezkonkurencyjna podczas tych zawodów była Ania Szafraniec, ale udało mi się tym razem być lepszą. Dobry występ w Grand Prix był jednym z moich celów w sezonie i cieszę się, że to osiągnęłam. Podczas zawodów w Szczawnie chciałam wcześniej „odjechać koleżankom”, zwłaszcza Ani. Ale dzisiaj była mocna i długo jechałyśmy razem. Na szczęście udało mi się w końcu odskoczyć i wygrać. Dodam jeszcze, że dobrze tej imprezie służy zwiększenie liczby edycji oraz wybór wyścigów do klasyfikacji końcowej. Daje nam to możliwość absencji i startów za granicą, ale jednocześnie nie przekreśla szans na zwycięstwo w cyklu. W tym sezonie wygrałaś bardzo wiele wyścigów, odnosząc praktycznie same sukcesy, oprócz MTB zajmowałaś dobre miejsca także na szosie… Tak, w obecnym sezonie przechodzimy trochę inny cykl treningowy, stosujemy tak zwaną metodę startową. Miał to być w założeniu lżejszy sezon, ale startów jest bardzo dużo. Jeździmy wiele wyścigów szosowych, to chyba właśnie szosie wszystkie zawdzięczamy tak dobrą formę. Co się tyczy sukcesów, nie zawsze wygrywam… I myślę, że zamieniłabym cześć medali z tego sezonu na jeden – Mistrza Świata. Jak są twoje najbliższe plany? Dosłownie za chwilę wyjeżdżamy do Livigno. Będziemy tam przechodzić aklimatyzację na wysokości i umiarkowanie trenować. Potem nastąpi najważniejszy start w tym sezonie, czyli wyścig Mistrzostw Świata. Mam nadzieję, że uda się powalczyć o najlepszą lokatę. Różnica dzieląca Cię od Gunn Rity stale się zmniejsza… Tak, ale nie jest to żaden wyznacznik, bowiem na MŚ będzie o wiele więcej dobrych zawodniczek niż np. na Igrzyskach Olimpijskich czy Mistrzostwach Europy. Będą silne Kanadyjki, jedna z nich wygrywała już z Dahle w pucharach świata. Tak więc na tych mistrzostwach pierwsze miejsce nie jest jeszcze obsadzone. Myślę, że będzie kilka mocnych pretendentek. Życzymy sukcesów i trzymamy kciuki!

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach