Skandia MTB Maraton, Bielawa, 18.05.2008 – Błoto Gór Sowich

Po upalnym i parnym poprzednim dniu, gdy rozegrano zawody XC, maratończycy mogli mówić o prawdziwym pechu. Od rana Bielawa tonęła w deszczu, a szczyty Gór Sowich pokrywały ołowiane chmury. W tej sytuacji nic dziwnego, że wielu zawodnikom ochota na start w trzeciej edycji Skandia Bike Maraton przeszła zaraz po wyjściu z samochodu.

Miejsce z przyszłością
Maraton rozgrywany w Górach Sowich udowodnił, że tereny te mają wielki potencjał. Dobry dojazd, infrastruktura, a także piękne krajobrazy, to wszystko oferują Góry Sowie. Pogoda spowodowała, że edycja w Bielawy była jak na razie najtrudniejszym tegorocznym maratonem. Oprócz pogody złożyła się na to jeszcze trasa, która była wymagająca. Startujący mieli do pokonania długie i męczące podjazdy, podzielone szybkimi zjazdami. W słonecznej pogodzie dawałoby to szybki i wymagający maraton. W ulewie była to masakra łamana z katorgą. W tych warunkach szczególne brawa należą się uczestnikom, a przede wszystkim zwycięzcy Grand Fondo – Andrzejowi Kaiserowi, który samotnie pokonywał najdłuższy dystans. Czas 3:20 to faktycznie osiągnięcie na trasie, na której szybko przestawały działać hamulce, a królowało błoto, deszcz i kałuże. Dystans Medio wygrał Mateusz Zoń, zaś Mini Piotr Sułek. Wśród pań najlepsza była Dorota Warczyk na dystansie Medio. Na Grand Fondo nie pojechała bowiem żadna kobieta, a najdłuższy dystans zdecydowało się pokonać jedynie 19 uczestników.
Maraton na mokro
Maraton zaczął się rundą honorową o długości pięciu kilometrów, która wiodła ulicami Bielawy. Było to nienajlepsze rozwiązanie, gdyż ani mieszkańcy nie napatrzyli się na kolarzy, ani kolarze nie byli zadowoleni. Dzięki tej rundzie już na starcie ostrym wszyscy byli idealnie mokrzy. Następnie trasa zaczynała się wznosić i zawodnicy mieli do pokonania kilkukilometrowy podjazd, który kończył się na Kalenicy (dystanse długie). Następnie zawodnicy musieli wykazać się maksimum koncentracji na długich, szutrowych zjazdach, na których czekały na nich głębokie kałuże. Tu dochodziło do niebezpiecznie wyglądających upadków, które na szczęście nie były groźne w skutkach. Na zjazdach również kończyły się hamulce, nie tylko V-ki, ale również okładziny w tarczówkach. Jak skomentowała to jedna z uczestniczek – „Rower podprowadzam, bo w tym błocie nie da się podjeżdżać, a potem sprowadzam, bo hamulce mi się skończyły.” Na dokładkę rzadkie odcinki płaskie były albo po błocie, albo po trawie, albo po koleinach. Ostatnia część trasy to fragment asfaltowy z szybkim zjazdem, następnie dojazd polną drogą do rundy XC. Tu zawodników czekał pozbawiający reszty sił trawers namokniętą łąką, następnie śliski i stromy podjazd oraz równie śliski i stromy zjazd.
Reasumując, bielawski maraton należał do najtrudniejszych w tym roku. Ale warto polecić tę imprezę i te tereny. Przy dobrej pogodzie maratony w tej części Gór Sowich zaoferują wszystko co piękne w kolarstwie górskim.
Pełne wyniki na stronie www.skandiamaraton.pl
Słowa: Miłosz Sajnog

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach