Szkoła polska

Z Czesławem Langiem spotkaliśmy się tuż po zakończeniu Tour de Pologne. Nasza rozmowa dotknęła problemu szkolenia młodych zawodników. Powrót do polskiej szkoły kolarstwa zdaniem wielu jest niemożliwy do zrealizowania, naszym zaś skromnym zdaniem na pewno godny przedstawienia. Jeżeli mamy walczyć o medale, może warto właśnie w ten sposób…

MR: Jak Pan ocenia młodych zawodników po tegorocznym wyścigu? Cz.L.: Cieszy mnie niezmiernie, że młodzi kolarze pokazują się na Tour de Pologne. Szczególnie dobrze było to widać w Bydgoszczy, kiedy na rundzie uciekał jeden z zawodników Młodzieżowej Kadry Polski i choć nie miał szans na wygraną, zrobił to, bo był w rodzinnym mieście. Widać jednak znaczną różnicę między młodymi kolarzami, którzy trenują w Polsce, a tymi, którzy mają za sobą pobyt za granicą. Rutkiewicz, Niemiec, Skiba, Bodnar czy Mazur są bardzo obiecujący. Będą jeszcze wygrywać. Liderem był również Daniel Majewski, ale i on ma za sobą pobyt za granicą. Powtarzam, cieszy mnie to, że młodzi kolarze walczą jak równy z równym i że młodzieżówka Polski miała serce do walki. Skąd Pana zdaniem bierze się ta różnica? Kolarze w zachodnich grupach mają lepsze szanse nauki zawodu. Mogą podglądać najlepszych. W wielu grupach pracuje się z młodymi zawodnikami nad wykształceniem dobrych nawyków. Młodzi zawodnicy nie mają opanowanego zawodu. Nie potrafią jeszcze odpowiednio trenować, odżywiać się, budować formy, a przede wszystkim dbać o siebie. Pobyt w grupie zawodowej kształtuje te nawyki. Po drugie, na zachód wyjeżdżają dobrzy zawodnicy i ich rozwój jest pewną konsekwencją. Widać potem różnicę w peletonie. Kolarze w Polsce nie do końca mają podobne możliwości. W czym tkwi problem? W dostępie do pewnych dóbr. W Polsce dla wielu młodych zawodników problemem jest już samo posiadanie sprzętu, dobrego roweru! Kolejna sprawa to kwestia wchodzenia młodych kolarzy w peleton zawodowy. W Polsce bardzo mało młodych zawodników trafia do grup, grup jest zresztą niewiele. Kolarstwo przestało już być sportem narodowym. Wyraźnie widać jednak, że w niektórych krajach kładzie się duży nacisk na wyszkolenie młodzieży. U nas powinno być podobnie. Powinien powstać w Polsce system szkolenia młodych kolarzy, w całości funkcjonujący pod kontrolą PZKol i przez związek zorganizowany. Jak powinno przebiegać takie szkolenie? Musimy zdać sobie sprawę z jeszcze jednego, że odeszliśmy, moim zdaniem zbyt pochopnie, od polskich doświadczeń odnośnie szkolenia w kolarstwie. Jeżeli coś bym proponował, to powrót do naszej szkoły kolarstwa, do wykorzystania istniejących u nas możliwości. Obecnie panuje pogląd, że należy jak najwcześniej rozpoczynać trening rowerowy. Wszyscy wyjeżdżają do Włoch czy Hiszpanii i tam przejeżdżają całe mnóstwo kilometrów. W przypadku młodych kolarzy takie podejście podnosi koszty szkolenia, w dodatku jest moim zdaniem problematyczne. Zawodnicy, którzy rozpoczynają trening w lutym, łapią formę w pierwszych miesiącach sezonu. Tymczasem w Polsce sezon trwa praktycznie do później jesieni. Dlatego właśnie duża grupa zawodników jest pod koniec sezonu bez formy. Mieli ją dużo wcześniej i teraz nie mogą walczyć. Żeby dobrze wypaść w TdP, trzeba mieć stabilną i trwałą formę, zbudowaną na dobrym przygotowaniu do sezonu. Tu od razu widać, kto ją ma. Proponuje Pan stworzenie polskiej szkoły? Proponuję powrót do polskiej szkoły, powrót do szkoły trenera Łasaka. Dla mnie kolarze, zwłaszcza młodzi, których organizmy jeszcze się przecież rozwijają, powinni nie tyle katować się na rowerze od zimy, ale zimą zadbać o ogólny rozwój organizmu. Powinni starać się stosować zmienny trening, włączając w to jazdę z ostrym kołem, przełaj, narty biegowe, jak również trochę ćwiczeń siłowych. Przecież ważny jest rozwój całego organizmu. Budowanie formy również powinno wystarczać na dłużej, a to oznacza późniejsze wyjście na rower. Powstaje wtedy kwestia głodu jazdy. Zawodnicy nie są już zmęczeni rowerem, nie mają za sobą kilku miesięcy w siodle. Są spragnieni jazdy, a przy tym dobrze przygotowani ogólnie do sezonu. Większość zawodowców stosuje zróżnicowany trening w okresie zimowym. Oni wiedzą, że zawody wygrywa się zimą i przy stole. Jak Pana zdaniem powinno być zorganizowane takie szkolenie? Powinno zawierać kilka elementów. Po pierwsze, objąć zawodników w wieku od juniora do orlika. Po drugie, mieć charakter systemu szkolenia, tzn. że podlegają mu zawodnicy wyselekcjonowani na wcześniejszym etapie. Po trzecie, powinno mieć charakter albo stypendialny, albo wręcz odbywać się w czymś w rodzaju grupy sportowej. No i w końcu powinno mieć zagwarantowany jakiś system zwrotu finansowego. Grupa, która zdecyduje się na przejęcie takiego zawodnika, powinna rekompensować przynajmniej część kosztów jego wyszkolenia. UCI tymczasem zabrania opłat transferowych… Oczywiście, nie byłaby to opłata transferowa za przejście. Moim zdaniem grupy mają kilka możliwości. Albo stworzą sobie szkółki młodych zawodników, jak to jest w niektórych krajach, albo będą musiały sięgać po zawodników ze szkolenia centralnego. W tym drugim przypadku powinny jednak partycypować w kosztach. Przecież grupa to przedsięwzięcie biznesowe. Chcesz mieć dobrego pracownika, musisz za niego zapłacić, w takiej czy innej formie. Jak miałoby to wyglądać? Dla mnie idealnym byłby odpowiednik systemu punktowego, tak jak w przypadku grup zawodowych i zawodowych kolarzy. Młodzi zawodnicy startują przecież w wyścigach i zbierają punkty. W rankingu widać od razu, który z nich ile punktów zdobył. Również dla dyrektorów sportowych jest to czytelny układ. Jeżeli zawodnik w trakcie szkolenia zdobyłby np. 1000 punktów, jego kontrakt z grupą zawodową związany byłby z opcją pokrycia kosztów szkolenia. Te pieniądze powinny trafiać do kasy związku i być znowu przeznaczane na szkolenie następnych zawodników.

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach