Szwajcarski niedźwiedź

W tym sezonie Cancellara spędził poza domem dziesięć miesięcy. Zdobył złoto i brąz w Pekinie. Na koncie ma też dwukrotne zwycięstwo w mistrzostwach świata w jeździe na czas. W rozmowie z nami zapowiada kolejny tytuł mistrzowski. Za rok…

MR: Jesteśmy pod wrażeniem Twojej akcji podczas Igrzysk w Pekinie. Chodzi nam o wyścig ze startu wspólnego i Twoją pogoń za czołówką. Możesz nam przybliżyć ten start?

FC: Ten wyścig był bardzo specyficzny, miał również dziwny przebieg. Pierwszy raz start i meta były w różnych miejscach i musieliśmy przejechać spory kawałek, żeby znaleźć się na rundzie. Było bardzo duszno i gorąco. Wielu zawodników miało w oczach rezygnację i… zrezygnowało. Ja sądziłem jednak, że grupa, w której jadę, jest bardzo dobra. Moje miejsce mnie satysfakcjonowało. Ale kiedy uciekło kilku zawodników, byłem z tyłu i nie wiedziałem, co się tak dokładnie dzieje! Sądziłem, że odskoczyło dwóch zawodników. Zaczęliśmy, już na ostatnim okrążeniu, dyskutować, czy jest ich dwóch, czy trzech. Pomyślałem wtedy, że może opłaca się zaryzykować i dojechać do tej dwójki, bo miałem wrażenie, że jest to dwójka. Myślałem wtedy, jak do nich dojadę, to medal mam zapewniony, nawet brązowy. I na zjeździe zaatakowałem. Przewaga nie była zbyt duża i dość szybko zobaczyłem uciekających, ale droga była kręta i nie mogłem dokładnie ich policzyć! Raz widziałem pięciu, raz trzech, raz dwóch. W pewnej chwili chciałem nawet zrezygnować, ale stwierdziłem, że jak już jadę, to ich dojdę. Tak też zrobiłem. Potem musiałem na chwilę zwolnić, bo wykonałem kawał pracy sam, nikt ze mną nie pojechał. Zobaczyłem, że nie będzie tak łatwo, ale chwilę odpocząłem i kiedy zaczął się podjazd i finisz, znowu zaatakowałem. Myślę, że gdyby ten ostatni podjazd był dłuższy, zająłbym lepsze miejsce (śmiech).
MR: Nastawiałeś się na medalową pozycję? Nie żal, że starczyło sił tylko na brąz?

FC: Wiele osób w Szwajcarii uważa, że tego dnia mogłem zdobyć złoto. Ja im mówię, że w Pekinie nie przegrałem złota, tylko wygrałem brąz. Podszedłem do wyścigu całkiem na luzie. Miałem plany co do jazdy na czas, a start wspólny to był tylko dodatek. Nie zamierzałem tam wygrać, nie sądziłem, że mam szansę na jakikolwiek medal. Myślę, że nikt w peletonie nie liczył na mój występ. Wszystko rozstrzygało się na ostatnim zjeździe. Kiedy zobaczyłem, jak dobrze mi idzie, zrobiłem swoje.
Brązowy medal dodał Ci sił w jeździe na czas? Miałeś dzięki niemu dodatkową motywację?

Motywację miałem już wcześniej, bardzo chciałem dobrze wypaść na Igrzyskach. Chciałem to zrobić dla siebie, dla mojej rodziny, dla mojego kraju. To ważne. Kiedy jesteś mistrzem świata, musisz potwierdzać swoją klasę. Nie możesz przejść obok takiego wyścigu. Brązowy medal dał mi natomiast pewien spokój. Mogłem sobie myśleć – OK, zdobyłem medal, a teraz jadę po drugi. Pojechałem najlepiej jak umiałem i zdobyłem złoto.
Dwa medale olimpijskie na pewno uczyniły Cię rozpoznawalnym w kraju. Jak duża jest obecnie twoja popularność w Szwajcarii?

Chyba dużo większa, niż bym się spodziewał (śmiech). Osiągnąłem największy sukces w życiu i jestem niezmiernie szczęśliwy. To również sukces szwajcarskiego kolarstwa i Szwajcarii. Teraz wszyscy chcą mnie zapraszać i gościć. Szkoły, gminy itd. Jest tego dużo. Każdy gospodarz czuje się w obowiązku wręczyć mi odpowiednie podziękowanie, dyplom czy jakiś upominek. To miłe, problem w tym, że kolarz w trakcie sezonu nie ma zbyt wiele czasu. Po Tour de Pologne czeka mnie wiele takich spotkań. Będę miał sporo obowiązków. Gdy trenuję, wszyscy mnie poznają i pozdrawiają. I chociaż pozostałem taki sam, to czuję, że moje życie się zmieniło. Jest więcej zdjęć, więcej autografów, więcej zaproszeń, więcej wywiadów. Mam nadzieję, że nie zmieni mnie to w zmanierowaną gwiazdę. Kiedy spojrzę w głąb siebie i stwierdzę – Fabian, kim jest ten facet, którym się stałeś? To nie jesteś ty! – będzie źle.

Skoro mówisz, że mistrz musi potwierdzać swoją formę, powinieneś wystartować w Varese. Jaka będzie decyzja? (wywiad przeprowadziliśmy w trakcie Tour de Pologne, po pierwszym etapie – przyp. red.)

Przyjechałem do Polski, żeby zobaczyć, jaka jest moja forma i jak odbiły się na mnie ostatnie starty, zwłaszcza olimpijski. Muszę wyznać, że po Pekinie praktycznie nie trenowałem, tak jak powinienem. Dlatego moja forma jest dla mnie samego zagadką. Mistrzostwa świata w tym roku to dla mnie zamknięty rozdział. Chciałbym, żebyście zrozumieli moją motywację. Nie dam rady w tym roku walczyć jeszcze raz o złoty medal na takiej imprezie! Nastawiałem się na olimpiadę i swój cel osiągnąłem. Mistrz świata, jak już powiedziałem, musi potwierdzać swoją formę. Jeżeli na starcie staje jakiś inny zawodnik, może wygrać. Ale ode mnie wszyscy oczekują, że będę walczył o pierwsze miejsce i że będę najlepszy. Dlatego nie chcę jechać na mistrzostwa nieprzygotowany. Start we Włoszech kosztowałby mnie jeszcze więcej siły. Mam inne plany. Zamierzam być mistrzem świata za rok, w Szwajcarii. Impreza będzie rozgrywana niedaleko mojego miasta i przyciągnie wielu moich kibiców. W Szwajcarii zamierzam ponownie zostać mistrzem i pod tym kątem zaczynam już za chwilę przygotowania. To mój główny cel w nadchodzącym sezonie.

Czyli Tour de Pologne to start wyłącznie treningowy?

Nie. Jest tu sporo kolarzy, którzy chcą się „rozjechać” przed mistrzostwami i być może zrezygnują po kilku etapach. Ja nie zamierzam schodzić z roweru! Wyścig to wyścig, a trening to trening. My tu przyjechaliśmy się ścigać, wygraliśmy dzisiejszy etap, a cały wyścig ma szansę wygrać któryś z braci Schleck. Chodzi mi raczej o to, że dla mnie osobiście taki wyścig daje lepsze możliwości przygotowania się do dużej imprezy niż trening w domu. Tu jestem skoncentrowany na ściganiu i w krótkim czasie mogę podnieść swoją formę, co w domu byłoby ciężkie. Dlatego powiedziałem, że ten start ma określić moje obecne przygotowanie. Z każdym dniem będę wiedział lepiej, czy sił mi przybywa, czy je tracę.
Drużyna CSC wygrała jazdę na czas. Jechaliście na jednej zmianie, Ty prowadziłeś niemal od startu do mety. Wątpisz w swoją formę po takim występie?

Nie przesadzajmy, etap był bardzo krótki. Pojechaliśmy na jedną zmianę, bo nie było miejsca na następne. I pracował cały zespół.
Tak, ale Ty się oglądałeś, czy koledzy nie zostali…

To nie zmienia faktu, że dzisiaj były cztery kilometry, a na mistrzostwach będzie pięćdziesiąt. Ten start to przetarcie. Pojechaliśmy z Larssonem mocno i wystarczyło. Tak to ustawiliśmy, tylko my mieliśmy rowery czasowe i to było nasze zadanie. Okazało się, że taktyka była dobra… cd. w MR 11-12/2008 Rozmawiali: Borys Aleksy, Miłosz Sajnog Tekst: Miłosz Sajnog Zdjęcia: Paweł Urbaniak

top 3

Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach