Ta koszulka waży…

Obrona tytułu mistrza Europy oraz atak na mistrzostwo świata, takie cele stawia sobie na ten sezon Piotr Gawroński. Mistrz Europy juniorów z ubiegłego roku uważany jest za zawodnika kompletnego, mogącego w przyszłości wygrywać wielkie wyścigi. On sam chciałby, żeby jego kariera wystrzeliła…

Tekst: Miłosz Sajnog, Zdjęcia: Łukasz Rajchert
Kiedy szukaliśmy informacji o Tobie w internecie, odnaleźliśmy Cię w dziwnej włoskiej grupie… Nasz zespół to w dalszym ciągu TKK Pacyfik Toruń, tylko że w polsko-włoskim wydaniu. Grupa trenuje w Polsce i we Włoszech, tam też się ścigamy, bo zarówno ranga wyścigów, jak i ich liczba jest większa niż w Polsce. Ale na najważniejsze wyścigi przyjeżdżamy do kraju. Oprócz Polaków ściga się w zespole również dwóch Brytyjczyków, obaj związani ze znakomitym sprinterem Markiem Cavendishem, który z nami współpracuje. Lepiej we Włoszech? Trener twierdzi, że Italia to stolica światowego kolarstwa, że są tam jedne z najlepszych rozwiązań systemowych, organizacyjnych, startowych i szkoleniowych. Różnica jest w klimacie. Oni właściwie nie schodzą z rowerów, kiedy my przyjeżdżamy z Polski, oni mają już całkiem inne objętości treningowe za sobą. Te kilometry widać cały czas, bo mają ich więcej przejechanych. To się również odbija na taktyce. Biorą udział w większej liczbie i w większych wyścigach. Mam wrażenie, że to narasta latami. Są trenowani, kształtowani na zawodników od najmłodszych lat. Więc jest różnica i musimy ostro pracować, żeby ją zniwelować. Myślę, że to się również potem przekłada na starty w dorosłym peletonie. Im jest łatwiej zaistnieć, my musimy nadganiać… Przyszedłeś do rodziców i powiedziałeś – „Mamo, tato, jadę do Włoch…” To było w sumie naturalne, bo w miarę rozwoju przechodziłem przez coraz dłuższe wyjazdy i rodzina do tego przywykła. Teraz jestem półtora miesiąca we Włoszech, a potem w Polsce przez dwa tygodnie. Nie mam również problemów z izolacją, bo ekipa jest polska i bardzo zgrana, więc dobrze się ze sobą czujemy. Jedyny problem mam z językiem. Między sobą mówimy po polsku i włoski w naturalny sposób nie wchodzi. Na zdjęciach jesteś w mistrzowskiej koszulce trochę z boku. Występujesz jako lider? Ja jestem fotografowany, ale i zespół jest widoczny. W kolarstwie bez zespołu ciężko zwyciężać, dlatego jestem z zespołem w walce i na zdjęciach. Myślę, że nikt nie czuje się pokrzywdzony. Koszulka i ja jesteśmy mocno promowani, bo to przecież duży sukces dla ekipy i polskiego kolarstwa. Tytuł spowodował, że masz teraz jakieś specjalne cele? Na ten sezon cele mam poważne – mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata i być może również mistrzostwo Polski. Chciałbym też godnie reprezentować koszulkę, bo wszyscy na mnie patrzą i mocno kontrolują. Zamierzasz wygrać mistrzostwa Polski? Ciężko będzie… Na starcie stajemy zawsze jako faworyci i wszyscy na nas patrzą. Wygrywaliśmy mistrza przez ostatnie trzy lata, ale to zawsze jest mocna walka i tak pewnie będzie w tym roku. Nie sądzę, żeby było łatwo. Wszyscy chcą wygrać. Koszulka swoje waży… Wszyscy chcą jechać za mną, reagują na każdy ruch. Wiedzą, że jesteśmy liczącą się drużyną. Ścigając się we Włoszech, stykasz się na pewno z zawodowym peletonem. Masz już jakieś propozycje? Jestem na razie wolnym strzelcem, nie mam żadnego kontraktu. Moje nazwisko „wymienia się” w różnych sytuacjach. Pewne propozycje i oferty były. Postanowiłem, że zostanę jeszcze jeden rok w młodzieżowcach, w przyszłym sezonie zamierzam pójść dalej. Rozważam ewentualnie przedłużenie startów w młodzieżowcach o jeszcze jeden rok, ale to byłaby ostateczność. Siedzisz i czekasz na telefon, czy aktywnie szukasz grupy? Systematycznie pracuję nad podniesieniem poziomu sportowego. Z doświadczenia wiem, że czekanie na telefon jest bez sensu. Nie mam menadżera w pełnym tego słowa znaczeniu, choć pewnie przydałby się ktoś kompetentny. Myślę, że brakuje mi jeszcze potwierdzenia, dobrego miejsca, a najlepiej zwycięstwa na mistrzostwach Europy lub świata, żeby trafić do dobrej grupy. Masz jakąś zaplanowaną drużynę, w której chciałbyś jeździć? Chciałbym trafić do zespołu, który pozwoli mi się rozwijać, nie będzie stawiał niemożliwych do osiągnięcia celów. Wiem, że w kolarstwie trzeba się uczyć. Widzisz się bardziej jako lider w zespole słabszym, czy jako pomocnik w dobrej grupie. A może masz jakiś inny pomysł na siebie? Zdecydowanie wolałbym pełnić rolę lidera. Wiadomo, że każdy ma jakieś preferencje i styl, ale mi ciężko byłoby się pogodzić z ciągłą pracą na czyjeś konto. Potrafię pracować na kogoś, pracowałem na medal Jarka Marycza. Parę razy pracowałem na Michała Kwiatkowskiego, parę razy on na mnie, tak jak podczas zwycięskich mistrzostw. Ale jestem mentalnie ukierunkowany na rozwój i widzę siebie jako lidera. Mogę jeszcze dodać, że gdybym miał na kogoś pracować, to chciałbym pracować na polskiego zawodnika, który jedzie po zwycięstwo. Natomiast temat powrotu do Polski jest dla mnie czarnym scenariuszem. Wolę jak najdłużej ścigać się za granicą. Jeśli dobrze się temu przyjrzeć, trzeba przyznać, że z Polski nikt się nie wybił. Nie ma takiej sytuacji, że ktoś trenował i ścigał się w Polsce, potem pojechał na jeden wyścig, wygrał i został zauważony. Wszyscy, którzy weszli do ProTouru, są tak naprawdę kolarzami z zagranicy, tam spędzili wiele lat. Jak młodzi zawodnicy oceniają sytuację polskiego kolarstwa? Jeździcie we Włoszech, tam się ścigacie? Ktoś z wami rozmawia na temat waszej przyszłości? Wiadomo, że na początku są ambicje i cele, i każdy chce być jak najlepszym. Wielu młodych kolegów się poddaje, psychika nie wytrzymuje. Dużym problemem są pieniądze. Jeździmy, ale nie zarabiamy, a każdy chciałby już mieć jakieś pieniądze. Ile można inwestować w sport? Przecież nie można cały czas podchodzić do rodziców i prosić – „tato, daj mi na oponę”. Dlatego wielu młodych zawodników odchodzi. W Polsce jest ciężko. Szanse są tak naprawdę na zachodzie. Tam też nie jest zbyt słodko. Włoch nie będzie nigdy traktował Polaka jak Włocha. Nieliczni są w stanie to wytrzymać. Świadczy o tym liczba zawodników w ProTourze. A i tak pniemy się w górę. Masz kontakt z polskimi kolarzami z ProTouru? Mam stały kontakt z Michałem Kwiatkowskim, Michałem Gołasiem, dobrze znam Rafała Majkę, Macieja Paterskiego i Jarosława Marycza. Michał Kwiatkowski z nadzieją mówi o szansach. Ja też wiem, że dam sobie radę. Ale w momencie kiedy młody zawodnik pyta się mnie o zdanie, bez zastanowienia mówię mu, że jest ciężko, żeby miał świadomość, że kolarstwo to najcięższy sport. Celowałeś w koszulkę mistrzowską? Gdzieś to chodziło po głowie, ale tak na 100 procent to nie. Rano, przed samym startem, czułem już, że to jest ten dzień, bo to się po prostu czuje. Ale sama forma nie wystarczy, trzeba jeszcze mieć dzień i szczęście. Uważam, że szczęście jest najważniejsze. A wyścig pojechałem i wygrałem. I media nazwały cię „królem żaru”. Media zazwyczaj koloryzują, ale faktycznie było na tyle ciepło, że UCI skróciło dystans… Przed samymi mistrzostwami ustawialiście się na wygraną? Cała kadra młodzieżowców jest zbierana z polskich ekip. Wiadomo, że przed wyścigiem jest odprawa i o tym się rozmawia. Trener wiedział, w jakiej formie jesteśmy, jakie wyścigi jeździliśmy. Od razu ustawiał nas pod Michała Kwiatkowskiego i pode mnie. Dużą zasługą Zbyszka Piątka jest to, że mimo wszystkich zawirowań mogliśmy normalnie się ścigać, bo to wcale nie było takie pewne. W treningu młodych zawodników ważne jest naśladowanie i uczenie się od starszych. Od kogo uczysz się kolarstwa? Do mojego pierwotnego klubu przyjeżdżali czasami zawodowcy. Od nich uczyliśmy się najwięcej. Sama jazda z zawodnikiem już sporo daje. Zawsze pytałem się dodatkowo praktycznie o wszystko. To ważne, żeby rozmawiać ze starszymi zawodnikami. W tej chwili nie mam idola, w Polsce jest dość trudno znaleźć takiego zawodnika. A wiedza, którą mam, na razie mi wystarcza. Zdaję sobie sprawę, że kolejne cele będą wymagały uczenia się i na pewno znajdę taką osobę, od której będę mógł się jeszcze sporo nauczyć. No i marzy mi się lider Polak, osoba, która popchnie nasze kolarstwo i będzie wygrywać. Ponoć do kolarstwa trafiłeś z całą klasą… … tak, była u nas taka moda na kolarstwo i cała klasa zapisała się do Uczniowskiego Klubu Kolarskiego Golczewita Golczewo. Potem koledzy się wykruszali. Zostało nas kilku. Przeszedłem z czasem do Baszty Golczewo i tam już bardziej wsiąkłem w kolarstwo. Potem był SMS w Świdnicy i tam już zobaczyłem, jak wygląda kolarstwo międzynarodowe. Była taka mocna paczka zawodników: Majka, Marycz, Łukasz Bodnar. Coś jest w tej szkole, że wielu zawodników tam weszło w kolarstwo. Potem trafiłem do Pacyfiku Toruń, który stworzył warunki do szkolenia i startów w kraju i w Europie, w tym sporo we Włoszech. O tego czasu rzadziej ścigam się w Polsce, bo dla młodzieżowców jest po prostu mało wyścigów. Masz jakiś ulubiony wyścig? Lubię wyścigi o dużą stawkę. Mój ulubiony to wyścig o mistrzostwo Polski. Lubię, kiedy wyścig jest z presją, ma rangę. We Włoszech jest inaczej, wyścigi młodzieżowców są cięższe, jest więcej kibiców, inna ranga całego kolarstwa i ścigania. Cały kraj tym żyje. Teraz oglądałem pierwszy etap Bałtyk – Karkonosze, bardzo mało kibiców, a kolarstwo to kibice. Włosi dopingują, na mecie machają. Inaczej się jeździ w takiej atmosferze. I wyścigów jest dużo. Kiedy zaczyna się sezon, pracy jest bardzo dużo, co parę dni mamy starty. Ten rytm wyścigowy jest bardzo wyraźny. Treningi też są inne. Jeździmy dużo po górach, a ja nie jestem rasowym góralem i jest ciężko (śmiech). Włosi mają również swoją punktację młodzieżowców, punkty zdobywa się przez cały rok i mają dość dobry przegląd, kto jak jeździ. Potem z takiej pierwszej dziesiątki zawodnicy mają łatwiej, żeby trafić do grup. Wymieniacie się z Włochami doświadczeniami? Byliśmy w styczniu na Sycylii z ekipą włoską i widzieliśmy, jak to u nich wygląda. My przyjechaliśmy ze śniegów, oni byli już dobrze w cyklu, jeździli na innych obciążeniach. Widać było, że są bardziej nastawieni na rower. Cieszę się, że Pacyfik pozwala na to, że możemy pojechać i zobaczyć, jak tam jest. Przenosimy do Polski pewne rozwiązania, potem inni od nas kopiują i poziom się podnosi. Trenerzy korzystają ze wsparcia włoskich specjalistów, jeżeli chodzi o analizy, np. mocy. Czasami robimy tam badania wydolnościowe. Twój trener mówi, że jesteś kolarzem kompletnym. A Ty jak siebie oceniasz? Jeździłem wcześniej MTB, przełaj, szosę i tor. Tor to łatwizna i od zawsze wolałem szosę. Na razie jestem kolarzem od wyścigów klasycznych. Ciężkie wyścigi etapowe przede mną. Dobrze potrafię pojechać na czas. Lepszą mam drugą połowę sezonu, bo muszę swoje wypracować i dopiero po tym noga idzie mi w odpowiednim rytmie. Dlatego mój czas się zbliża. Bardzo mnie mobilizuje ranga wyścigu, lubię ścigać się o coś. Jeszcze jedno, ja muszę ze sobą podczas ścigania rozmawiać. Zwłaszcza kiedy jeżdżę na czas, muszę zagłuszać ból rozmową ze sobą. To daje najlepsze efekty. Uważam się za silnego psychicznie, mentalnie. To jest moja mocna strona. Kiedyś nie sprawiała mi problemu pogoda, ale od kiedy dłużej siedzę we Włoszech, brzydka pogoda coraz bardziej mnie zniechęca. Zwłaszcza nogi cierpią. Twój wizerunek uzupełniają tatuaż na piersi i różaniec… Tatuaż jest dla mnie ważny, bo jest na pamiątkę zwycięstwa. Zrobiłem go na piersi, bo to część ciała, która się najmniej u kolarza „rysuje”. Mam jeszcze wolną drugą stronę na kolejne mistrzostwo. Różaniec towarzyszy mi od dawna, dostałem go od babci. Jestem osobą wierzącą i nie ukrywam tego. Często się modlę, czuję czasami rękę Bożą, która mi pomaga. Mówisz, że nie lubisz układać sobie planów na przyszłość, ale jak chciałbyś wyjść z kategorii młodzieżowca? Wyjść? Jakie wyjść? Najlepiej wystrzelić! Trener kiedyś powiedział, że nikt z ProToru mi ręki nie poda, że muszę się tam wbić na siłę. I mam nadzieję, że mi się to uda, najlepiej dzięki dobremu wynikowi. I wiem, że jestem od tego tylko jeden krok. Wszystko w moich rękach.

Dossier
Piotr Gawroński
Urodzony: 25.03.1990 Kluby: Golczewita Golczewo, Baszta Golczewo, TKK-Pacific Toruń Ulubiona muzyka: wszystko, przy czym można potupać Ulubiona kuchnia: polska, mamy i babci – schabowy i pomidorowa z makaronem Stan: wolny, do wzięcia Zwierzę: nie ma, ale będzie, pies beagle Motoryzacja: szybkie samochody, najlepiej BMW, motory Triumph Osiągnięcia: Mistrz Europy U 23 Ankara 2010, brązowy medal Mistrzostw Polski ITT, brązowy medalista mistrzostw Europy, jazda indywidualna na czas, junior

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach