Transfery, kasa i racjonalna polityka kluczem do sukcesu CCC Sprandi Polkowice?

Po dwunastu latach nareszcie doczekaliśmy się polskiej ekipy na starcie trzytygodniowej imprezy. Ku uciesze wszystkich sympatyków dwóch kółek ”dziką kartę” na Giro d’Italia otrzymała ekipa CCC Sprandi Polkowice.

O zaproszeniu na Giro d’Italia dla CCC Sprandi Polkowice mówiło się od co najmniej połowy 2014 roku, ale po cichu, tak aby nie psuć korzystnej atmosfery do rozmów z RCS Sport. W październiku rozpoczęto współpracę z włoską agencją Public Relations, później do mediów wyciekła informacja, że ”Wadek” celuje we włoski Grand Tour, lecz w 2016 roku, był też lekko niefortunny wywiad Roberta Krajewskiego. Nareszcie 19 stycznia buchnęła informacja ”pomarańczowi” jadą Giro. W nowożytnej historii zespołu to zdecydowanie największe wydarzenie, co przyznawał dyrektor teamu Piotr Wadecki. – Udział w Giro d’Italia jest zdecydowanie największym wydarzeniem dla naszego zespołu, odkąd pełnię w nim funkcję dyrektora sportowego. Przez długi czas walczyliśmy o to zaproszenie i nasza radość jest tym większa.

Mimo że CCC Sprandi Polkowice nie było wymieniane jako faworyt do ”dzikiej karty” to trzeba uczciwie przyznać, iż na to zaproszenie ”pomarańczowi” pracowali bardzo solidnie. Zaczęło się już w 2013 roku, kiedy to do Polkowic zawitał dziadek Rebellin, który już wtedy zaczął robić dobre wyniki w Italii, a kontynuował swoją misję w ubiegłym sezonie kończąc prestiżowe Giro dell’Emilia zwycięstwem. Niestety, a może stety zapowiada się, że włoski weteran szos, mimo swoich niewątpliwych zasług nie dostanie szansy na start w swoim narodowym wyścigu. Według Wadeckiego czterdziestka na karku sprawia, że Davide nie będzie w stanie wytrzymać trzech tygodni jazdy, a dodatkowo nadal ciągnie się za nim smrodek dopingowy z czasów Gerolsteiner. 

Kolejne kroki personalne poczynione w 2014 roku dały ”pomarańczowym” dwa mocne nazwiska Paterski i Samoilau, którzy po średnich sezonach w nowych barwach odrodzili się, szczególnie ”Patera”. Już w pierwszym roku startów odpłacił się Wadeckiemu za zaufanie oraz czyni to nadal. W połowie lutego na łono swojego rodzimego teamu wrócił Tomasz Marczyński, ale ”Maniek” nie mógł się odnaleźć po powrocie do Polkowic i dlatego zdecydował się na emigracje do Turcji. 

Kluczowe jednak dla wild card dla ”pomarańczowych” były tegoroczne wzmocnienia. Sylwek Szmyd to firma, której nie trzeba przedstawiać. Przez wiele lat jedyny nasz eksportowy kolarz na rynek zachodni, wreszcie wrócił na łono ojczyzny i przywiózł ze sobą bagaż doświadczeń, który ma zaprocentować na Giro, a także w kontaktach z młodzieżą, której w CCC od tego sezonu nie brakuje. Stefan Schumacher to też kolarz co niemiara, z jeszcze większą walizą wspomnień, szkoda że można w niej odnaleźć też ciemną kartę. Mimo to, przynajmniej oficjalnie Niemiec nie będzie persona non grata na włoskim tourze, co na pewno może cieszyć, bo „Schumi” to kolarz, którego stać na walkę o etapowe zwycięstwa na Giro, które przecież będą celem ”cycków”. 

Niewątpliwą bolączką naszego rynku kolarskiego jest brak etatowych sprinterów, którzy byliby w stanie walczyć o sukcesy z najszybszymi w peletonie. Lekarstwem na ten problem dla CCC Sprandi Polkowice ma być Greg Bole. Doświadczony Słoweniec co prawda nie jest kolarzem marki Cavendisha, ale przy lekkiej przeszkodzie przed finiszem 29-latka stać na walkę. Uzupełnieniem składu będą na pewno młodzi i gniewni, którzy w przyszłości mają stanowić o sile krajowego, a miejmy i nadzieję światowego peletonu. Kropką nad i, jeśli chodzi o dziką kartę było również ściągnięcie do ”pomarańczowych” kolejnego italiana, jakim jest Cristian Delle Stelle.

Mony, mony, mony 

Pieniądze w sporcie są fundamentem wszystkiego. Taki solidny trzon postawił Dariusz Miłek, który w lutym poinformował, że CCC będzie przeznaczać na utrzymanie grupy kolarskiej CCC Sprandi Polkowice 0,5% budżetu, rezygnując jednocześnie ze wsparcia innych dyscyplin sportu. To oznacza, iż Piotr Wadecki w ciągu roku będzie miał do dyspozycji 13 mln złotych. Jeden z pięciu najbogatszych polaków, według rankingu Forbesa, nie ukrywa, że prowadzone są rozmowy z potencjalnymi dużymi sponsorami, a celem jest znalezienie się drużyny za 2-3 lata w gronie największych zespołów świata.

Racjonalny rozwój

Miłek podwaliny pod projekt budowy kolarskiego teamu kładzie od 2000 roku. Tak krok po kroku budowanej grupy trudno szukać w światowym peletonie, chociaż po drodze nie obyło się bez problemów, większych lub mniejszych. Obecnie nad Polkowicami świeci mocne, kolarskie słońce. Sporą część tegorocznych funduszy wydano na to, aby logistycznie podciągnąć do najlepszych. Wiemy już, że będzie zupełnie nowy luksusowy autokar, największy i najnowocześniejszy na ziemi. Wreszcie powstanie też coś, co na zachodzie cechuje wielkie projekty, baza logistyczna, która ma być gotowa w czerwcu, do tego powiększona flota aut. To wszystko robi wrażenie, a Piotr Wadecki dalej myśli o przyszłości. W tym roku skład CCC Sprandi Polkowice liczy aż 26 kolarzy, co jest liczbą porównywalną z ekipa World Tour. Warto jednak wspomnieć, że aż szóstka z nich to zawodnicy młodzi, perspektywiczni, którymi opiekuje się Tomasz Brożyna, zatem włodarze ”pomarańczowych” nie myślą tylko o teraźniejszości, ale i o przyszłości, co jest bardzo cenne i wielce chwalebne.

Tekst: Wojciech Mincewicz
Zdjęcie: Biuro Prasowe Professional Cycling Team CCC

 

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach