Tworzymy nową jakość – rozmowa o projekcie „Rowerowy Wrocław”

To, czego nie zrealizowali dotąd urzędnicy, chcą powołać do życia sami mieszkańcy. W ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego, puli środków oddanej do ich dyspozycji, planują – jeśli ich projekt zdobędzie wystarczająco dużo głosów – stworzenie nowoczesnego systemu tras rowerowych w centrum Wrocławia, wnoszącego nową jakość do codziennego życia w tym mieście. Dziś rozpoczęło się głosowanie, a my publikujemy wywiad z Kubą Nowotarskim, aktywistą, który wprawił w ruch machinę tej prężnej oddolnej inicjatywy.

Rozmawiał: Borys Aleksy  Zdjęcie: Hania Tomasiewicz

Szykujecie się do głosowania, kampania wyborcza trwa w najlepsze. Na czym, w największym skrócie, polega projekt Rowerowy Wrocław?

Jednym z symboli infrastruktury rowerowej w mieście jest to, że gdy jedziesz „ścieżką”, ona się w pewnym momencie urywa. Chcemy wyeliminować ten problem. Naszym celem jest, żeby w 2015 roku tak wyglądało centrum Wrocławia (pokazuje mapę). Chcemy, żeby za 1,5 mln, które możemy uzyskać w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego, powstało 10 km tras w centrum – pasów rowerowych. Gdyby budować drogi dla rowerów, moglibyśmy mówić o co najwyżej jednym kilometrze. To całkowicie inna skala. Najtańsza, najwygodniejsza, najszybsza infrastruktura z możliwych, a przy tym bezpieczna. Całkowicie inna jakość.

nowa-mapa_10kilometrow

 Jakie są techniczne szczegóły projektu? Czy wiąże się on z wybudowaniem nowych elementów infrastruktury?

Nie, chodzi tylko o modyfikację istniejących rozwiązań. Chcemy zwęzić nieco pasy, by podzielić przestrzeń drogową na 3 strefy: dla samochodów, rowerów i pieszych.

Kierowcy nie będą chyba zadowoleni z węższych pasów…

Kierowcy nie stracą niczego, co mają dotychczas. Obecnie na głównych ulicach Wrocławia pasy mają taką samą szerokość jak… na autostradzie. Po podzieleniu tej przestrzeni na jezdni zmieści się ta sama liczba aut, a ruch paradoksalnie upłynni się. Być może samochody będą poruszać się z mniejszą prędkością, ale mówimy o centrum miasta, gdzie i tak co 500 m trzeba zatrzymać się na światłach. Dlatego rozpędzanie się między kolejnymi skrzyżowaniami do prędkości 60-70 km/h nie ma sensu, bo średnia prędkość przejazdu i tak będzie znacznie niższa właśnie ze względu na konieczność ciągłego zatrzymywania się. Zwiększenie prędkości np. o 20% wcale nie oznacza, że dojedziemy do celu w czasie o 20% krótszym. Ponadto dzięki upłynnieniu ruchu wzrośnie poziom bezpieczeństwa.

Nie każdy rowerzysta jeżdżący dotąd po drogach dla rowerów i chodnikach da się łatwo przekonać do wjechania między auta.

Mówimy o „zjechaniu z chodników na jezdnię”, co może rzeczywiście wzbudzać obawy, ale w praktyce pasy rowerowe stanowią wydzieloną przestrzeń. Rowerzyści jadą po swoim, samochody po swoim, nikt nikomu nie przeszkadza. Warto zaakcentować fakt, że na tym rozgraniczeniu przes­trzeni zyskają też kierowcy. Wielu z nich mówi przecież, że rowerzyści na jezdni tamują ruch. Zostawiając na boku kwestię słuszności takiego podejścia, można powiedzieć, że gdy oddamy rowerzystom kawałek przestrzeni, nie zabierając nic samochodom, to z perspektywy kierowcy jazda staje się wygodniejsza, bo nie musi już wykonywać niewygodnego manewru, jakim jest wyprzedzenie rowerzysty. Z perspektywy rowerzysty kluczową sprawą jest fizyczne oddzielenie od aut. Obecnie jednym z większych problemów na jezdni jest niezachowanie obowiązkowego 1 m przy wyprzedzaniu – tu ten prob­lem znika, bo pasy rowerowe będą miały półtora metra szerokości, więc odpowiedni dystans zapewniają automatycznie.

W rozmowach o ruchu rowerowym w miastach pojęcie bezpieczeństwa pojawia się najczęściej. A czy wiadomo, co właściwie ono oznacza?

Każdy to ocenia subiektywnie i to jest główny problem. Bo ocena obiektywna, czyli dokonana na podstawie statystyk wypadków z udziałem rowerzystów, prowadzi do jasnych wniosków: jazda rowerem jest stosunkowo bezpieczna, tzn. jeśli wyjeżdżasz na jezdnię, prawdopodobieństwo, że potrąci cię samochód, jest bardzo niskie. A przecież ogólne odczucie jest zupełnie inne. Ludzie boją się jeździć, powszechny jest strach przed samochodami, który bynajmniej nie bierze się znikąd. Jeśli 90% kierowców nie respektuje nakazu zachowania odległości 1 m przy wyprzedzaniu (a tak to właśnie wygląda w praktyce według zeszłorocznych badań Urzędu Miasta), a 85% przekracza dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym (to z kolei wyniki badań Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego), trudno się dziwić, że rowerzyści odczuwają bardzo duży dyskomfort, stresują się, wolą jeździć po chodnikach itd. Co ważne, nie do końca jest to rozumiane przez policję, która bardzo chętnie wlepia mandaty rowerzys­tom jeżdżącym po chodnikach, nie robiąc jednocześnie nic, by jeździło się bezpieczniej na jezdni. Moim zdaniem należy więc rozgraniczyć te dwa pojęcia – bezpieczeństwo i komfort. Bezpieczeństwo można obiektywnie ocenić, jest poparte liczbami. Komfort to subiektywne odczucie. Nasz projekt powinien wnieść poprawę w obu aspektach.

Jak powstawał Rowerowy Wrocław?

Ta historia zaczyna się w połowie zeszłego roku. Wtedy odbyła się pierwsza, pilotażowa edycja budżetu obywatelskiego i w zasadzie wszystko to, o czym teraz mówimy, zostało wówczas zgłoszone. Wtedy wszystkie te propozycje dostały negatywną opinię, co było dla nas dużym ciosem. Przekazano nam w ten sposób jasny komunikat: dla rowerów nie ma miejsca w mieście. Na szczęście dzięki staraniom oficera rowerowego i wieloletniej działalności organizacji pozarządowych w tym roku udało się uzyskać akceptację urzędników. Obecny projekt został złożony na początku roku, opiniowanie urzędu trwało do czerwca, głosowanie odbędzie się w drugiej połowie września. Stoją za nim dwie organizacje pozarządowe, ale tak naprawdę to mieszkańcy zabiegają o poprawę jakości życia rowerzystów. 

Bo najważniejszym elementem tego projektu, czy wręcz jego twórcami, są Ambasadorzy Rowerowego Wrocławia, grupa ok. 200 mieszkańców, którzy zaangażowali się w poprawę jakości życia w swoim mieście. Bo na marginesie chciałbym powiedzieć, że nie uważam, żeby istniała taka grupa społeczna jak „rowerzyści”. 

popieram_maja_wloszczowska

Projekt popiera m. in. Maja Włoszczowska

Jesteśmy po prostu mieszkańcami, a rower to jeden z aspektów naszego życia, środek do poprawy jego jakości. Warto też wspomnieć, że popierają nas znane osobistości. Wśród nich jest np. Maja Włoszczowska.

Trasy rowerowe powstają we Wrocławiu od dobrych 15 lat… Co wyróżnia Rowerowy Wrocław wśród dotychczasowych działań tego typu?

Odpowiadając, trzeba wymienić trzy główne punkty. Po pierwsze, olbrzymi wzrost bezpieczeństwa. Po drugie – przybędzie znacząca ilość kilometrów tras za jednym zamachem (może to brzmi banalnie, ale jest bardzo istotne). Po trzecie, kontekst polityczny – jeśli to się uda, okaże się, że takie zmiany są teraz możliwe. Kiedyś problemem było obniżenie krawężnika na przejeździe rowerowym. Obecnie przeforsowanie tego projektu spowoduje, że wyznaczanie pasów stanie się standardem.

Czy, jeśli projekt zostanie zrealizowany, w pełni zaspokoi potrzeby mieszkańców? 

To jedynie kolejny etap rozwoju, w żadnym razie nie końcowy. Mimo wszystko wciąż należy dążyć do tego, by miasto zwiększyło środki na infrastrukturę rowerowa, bo budżet na ten cel jest bardzo mały w stosunku do innych wydatków miasta. Tym bardziej jest to warte zachodu, że Wrocław jest idealnie uwarunkowany do codziennej jazdy na rowerze – płaski, pocięty mostami, drogi w centrum nie nadają się do rozbudowy, więc rower jest bardziej efektywny niż samochód. Zresztą już na zdjęciach sprzed wojny Wrocław jawił się jako mocno rowerowy.

IMG_8821-jako-Obiekt-inteligentny-1

Jakub Nowotarski

Mówimy o Wrocławiu, ale czytelników z innych części kraju bardziej zainteresuje zapewne szerszy kontekst (i perspektywy dla własnych miast).

Wrocław jest o tyle ciekawym przykładem, że na tle innych polskich miast może służyć za wzór rozwiązań prorowerowych – dlatego warto o nim rozmawiać, nawet jeśli mieszka się gdzie indziej. Wszystko zaczęło się jednak od referendum w Krakowie – gdzie głosowano głównie w sprawie igrzysk, ale było też pytanie „Czy jesteś za tym, żeby miasto budowało więcej dróg rowerowych”? Na „tak” było 175 tys. osób i jest to o połowę więcej niż dostał urzędujący prezydent w drugiej turze wyborów. Niedawno rozstrzygnięto też budżet w Warszawie, prawie we wszystkich dzielnicach wygrały projekty rowerowe. Widać, że mieszkańcy chcą używać jednośladów w mieście. Teraz pora na Wrocław. Zresztą budżety obywatelskie pojawiają się w coraz większej liczbie polskich gmin. Warto się tym zainteresować, bo to dobre narzędzie do zmiany rzeczywistości.

Ostatnie pytanie, już pod kątem wrocławian. W jaki sposób można głosować na poszczególne projekty WBO?

Np. przez internet. Na stronie www.10kilometrow.pl jest odpowiedni link. Można też głosować w tradycyjny sposób, w różnych miejscach, wszędzie, gdzie staną urny. Ambasadorzy Rowerowego Wrocławia też będą pomagać w zbieraniu głosów, będziemy w tym czasie silnie obecni w mieście i łatwo będzie nas spotkać. Zachęcamy wszystkich do głosowania.

Więcej informacji oraz link do głosowania na stronie: www.10kilometrow.pl, facebook.com/RowerowyWroclaw oraz pod hasztagiem #rowerowywroclaw.

 

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach