Uwaga, talent!

Słowa: Miłosz Sajnog, Zdjęcia: Paweł Gepert Paula Gorycka późno zaczęła się ścigać, ale przebojem wdarła się do kadry młodzieżowej MTB. Cicha i spokojna na co dzień podczas wyścigu zmienia się w zaprogramowaną na sukces zawodniczkę. Ma jeden cel – medal olimpijski. MR: Rozmawiamy po Twoim powrocie z mistrzostw Europy, a przed mistrzostwami Polski, jakie wrażenia z pierwszej imprezy i jakie następne cele? Paula Gorycka: Mistrzostwa Europy wspominam bardzo miło. Impreza była ciekawa, zarówno wyścigi, jak i kibicowanie. Wspaniała atmosfera. Mój wyścig, gdyby nie start, byłby bardzo dobry. Startowałam z ostatniego szeregu, miałam za zadanie przejść do przodu po zewnętrznej, ale nie udało się. Podczas wyścigu wyprzedziłam 24 rywalki, większość z nich na pierwszej rundzie. Było wąsko, podczas ryzykownego wyprzedzania zrobiłam błąd, wypadłam z trasy i wtedy odjechała mi zawodniczka, która ukończyła wyścig na szóstym miejscu. Gdyby nie te błędy, mogłabym być nieco wyżej niż na dziewiątym miejscu, jakie ostatecznie zajęłam. Na mistrzostwach Polski chciałabym znaleźć się na podium, chociaż nie wiem, czy mi się to uda. Drugie miejsce w kategorii młodzieżowej to dla mnie plan minimum. (ostatecznie Paula była czwarta – przyp. red.). Trener kadry Andrzej Piątek twierdzi, że masz jedne z najlepszych badań wydolnościowych wśród polskich zawodniczek. Taka informacja była dla ciebie dużym zaskoczeniem? Tak, trener skierował mnie na badania w ubiegłym roku na zgrupowaniu i były to pierwsze tego typu badania w moim życiu. Wynikami byłam mocno zaskoczona, bo do momentu ich przeprowadzenia nie wiedziałam, że mam takie parametry organizmu. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Trener powiedział mi o wynikach, ale ich nie komentował. Z kadrą kobiet rozpoczęłaś współpracę w ubiegłym roku i trochę przebojem wdarłaś się w jej szeregi. Starałaś się dostać do kadry? Współpraca zaczęła się po starcie w Nałęczowie w ubiegłym roku. Trener podszedł do mnie po wyścigu i zaprosił na zgrupowanie. Bardzo chciałam trafić do kadry, ale wiedziałam, że ciężko jest się do niej dostać. Wiedziałam, że trzeba trafić do kadry przez dobre wyniki. Po pierwszym roku juniorki stwierdziłam, że kolejny sezon jest ostatnią szansą trafienia do kadry i postanowiłam ją wykorzystać. Obecny sezon to pierwszy w kategorii młodzieżowców. Jak oceniasz tegoroczne starty? Nie sądziłam, że pierwszy rok będzie tak dobry. Wszystkie występy na Grand Prix zakończyłam w pierwszej piątce, dwa razy stałam na podium. Na mistrzostwach Europy byłam dziewiąta, i gdyby nie kompletnie zawalony start, pewnie mogłabym być nieco wyżej. W porównaniu z innymi dziewczynami wchodzisz w najwyższy poziom wyścigów trochę późno. Jak to jest w Twoim przypadku? Pierwszy raz z licencją wystartowałam dopiero jako pierwszoroczna juniorka, a więc późno, zdecydowanie później niż pozostałe zawodniczki. I ten pierwszy rok juniorek nie był nadzwyczajny. Dopiero drugi rok przyniósł znaczny postęp. Zostałam mistrzynią Polski na szosie, w górach i w MTB. Byłam piąta na mistrzostwach świata. To są na razie małe kroczki, ale w dobrym kierunku. Ten sezon również zaliczam do udanych i czekam na ostatni ważny start – mistrzostwa świata. W tym roku skończyłaś szkołę średnią i poszłaś na studia, ponoć wybrałaś studia tak, żeby móc jak najwięcej trenować. To prawda? Wybrałam fizjoterapię na krakowskiej AWF, studia dzienne, i zdaję sobie sprawę, że może być ciężko. Bardzo chciałabym pogodzić studia z wyczynowym uprawianiem sportu. Nie zachłyśniesz się studenckim życiem? Raczej nie (śmiech). Chodziłam do liceum z internatem w podkrakowskich Piekarach, więc można było korzystać z uroków dużego miasta, ale specjalnie mnie do tego nie ciągnęło. Nie sądzę, żeby podczas studiów było inaczej. Na maturze miałaś 100 procent z matematyki. Jesteś typem umysłu ścisłego, widzisz tu jakieś podobieństwo do Majki Włoszczowskiej? Tak, sama byłam zaskoczona takim wynikiem, bo kończyłam klasę o profilu biologiczno-chemicznym. Co do podobieństw z Majką to oprócz zamiłowania do matematyki obie jesteśmy spod znaku skorpiona (śmiech)… O, to Wasze relacje mogą być napięte? Nie, nie są takie. Majka to dobra koleżanka, zawsze chętnie pomaga i udziela rad. Łatwo było wprowadzić się do kadry? Początki naszej współpracy nie były łatwe, bo jestem osobą dość nieśmiałą i ciężko mi wejść w nowe środowisko. Ale teraz, po roku, jest już wszystko ok. Dogaduję się z dziewczynami, trenerem, mechanikiem i masażystą. Bardzo lubię okresy zgrupowań. Twoja nieśmiałość przekłada się na sport? Na trasie nie mam zahamowań przed atakowaniem, jeśli o to pytasz, ale jestem nieśmiała i do pewnych rzeczy muszę przywyknąć, na przykład do zainteresowania mediów. Kiedy startuję, zawsze walczę o zwycięstwo. To mam zakodowane i tak jadę, nie patrzę, kogo wyprzedzam. Wyrobiłam sobie taki nawyk, żeby nie ulec tremie przed “nazwiskami” podczas wyścigu. Moja nieśmiałość nie dotyczy więc sportu. Jest we mnie taki głos, który powtarza – atakuj, nadgryzaj, walcz… „Paula Gorycka to osoba, które traktuje kolarstwo wyjątkowo poważnie” – taką opinię o Tobie usłyszeliśmy w peletonie… Tak, lubię robić dobrze rzeczy, którymi się zajmuję. I kolarstwo, odkąd stwierdziłam, że są szanse, żeby jeździć na wysokim poziomie i odnosić sukcesy, jest dla mnie najważniejsze. Wszystko, co z nim związane, staram się robić maksymalnie profesjonalnie. Czy ten moment był związany z czymś szczególnym? Nie sądzę. To było po pierwszym roku w kategorii juniorek. Wtedy stwierdziłam, że kolejny sezon jest ostatnim, w którym mogę coś osiągnąć przed przejściem do elity. Postanowiłam przygotować się do niego jak najlepiej. Głównie zależało mi na Grand Prix MTB Czesława Langa. Chociaż pierwszy start nie wyszedł, kolejne wyścigi wygrałam. Tak trafiłam do kadry, a dalej poszło już z górki. Co rozumiesz przez “profesjonalizm”? Dla mnie oznacza to, że zawodnik wszystko, co robi, podporządkowuje kolarstwu. Odpowiednio się odżywia, trenuje, odpoczywa. Myśli o tym, co robi, jest kolarzem 24 godziny na dobę. Życie jest podporządkowane jednemu celowi. Wszystko to ma zbliżyć go do sukcesu. Faktycznie jesteś tak skoncentrowana na rowerze? Tak. Oczywiście zostawiam sobie jeszcze miejsce na naukę i jak na razie udaje mi się to godzić, ale głównym celem jest rower i jak najlepsze wyniki. Zdradzisz nam, jaki cel Ci przyświeca? Zdradzę (śmiech). Marzę o medalu olimpijskim. Czy to będzie medal już w Londynie? Trudno wyrokować. Do Londynu są trzy lata. Kolarstwo górskie jest dyscypliną wytrzymałościową, w której sukcesy odnoszą zawodnicy z dużym doświadczeniem startowym. Podczas Igrzysk w Londynie będę miała 22 lata, czyli niewiele jak na kolarza. Poza tym na igrzyska mogą pojechać maksymalnie dwie zawodniczki z jednego kraju, a w Polsce nie brakuje przecież mocnych dziewczyn. W sporcie jednak wszystko jest możliwe. Na rower trafiłaś tak jak większość zawodników dzięki rodzicom, czy w jakiś inny sposób? Prozaiczna historia. Kiedy byłam mała, w wieku siedmiu, ośmiu lat, nie miałam się z kim bawić na podwórku. Jeździłam za to całymi dniami na rowerze. U nas w Suchej Beskidzkiej, skąd pochodzę, co roku jest rozgrywany wyścig rowerowy. Kiedyś w nim wystartowałam i wygrałam. Potem przez kilka lat szykowałam się specjalnie na ten wyścig. Pojawiły się wreszcie inne zawody. Startowałam również w Family Cup, gdzie za trzecim razem wygrałam całą imprezę. Potem dopiero zaczęłam jeździć z licencją. A wszystko dlatego, że nie miałam się z kim bawić na podwórku (śmiech). Trafiłaś w końcu do klubu… Tak, jako juniorka młodsza. Trener ULKS Sprint z Jordanowa, Stanisław Morawa, wypatrzył mnie już wcześniej i zaproponował, żebym jeździła u niego w klubie. Trenowałam głównie sama, z pomocą taty, który wprawdzie nigdy nie był kolarzem, ale interesował się kolarstwem i w młodości amatorsko uprawiał ten sport. Ma na ten temat nawet dość pokaźną biblioteczkę. Długo uważałam ten układ za idealny. Potem stwierdziliśmy, że klub ułatwia pewne sprawy, zwłaszcza organizacyjne i związane z zawodami. Na wyższym poziomie rywalizacji zawodnik pozbawiony zaplecza jest skazany na porażkę. W Jordanowie jeździłam do momentu, w którym wykorzystałam wszystkie możliwości rozwoju, jakie mi zaoferowano, i po trzech latach pożegnałam się z klubem. Trener Piątek znalazł mi miejsce w DEK Meble Cyclo-Korona Kielce, gdzie zaopiekował się mną trener Ryszard Kwaśniewski, który jest wspaniałym człowiekiem i bardzo dba o swoich kolarzy. A w przyszłym roku będziesz jeździła w klubie CCC? Nie wiem, wszystko się okaże w przyszłym roku… Ale nie wiesz, bo nie wiesz, że są takie zamierzenia, czy jeszcze nie zdecydowałaś? O zamierzeniach wiem, ale niczego nie można być pewnym. Podchodzę do tego spokojnie, bo jednak nie wiadomo nic do końca. Nie zaprzeczę, że chciałabym jeździć z dziewczynami w CCC i że być może otrzymam taką szansę. A trener Piątek straszy już dziewczyny… Mówi – przyjdzie Paula Gorycka i będzie z wami wygrywać… Nie, nic o tym nie słyszałam (śmiech). Cieszę się, że trener Piątek mnie docenia, ale na to, żebym wygrywała z dziewczynami, potrzeba jeszcze wiele czasu. Są starsze, bardziej doświadczone, lepiej wyszkolone, i po prostu lepiej sobie radzą podczas wyścigów. Wprawdzie zdarza mi się utrzymać koło Madzi, Mai, Ani czy Oli, ale to za mało, żeby z nimi wygrywać. Na zawodach korzystałaś z pomocy klubu CCC? Tak, razem z Kasią Solus mogłyśmy się rozgrzewać w ich namiocie, korzystać z pomocy mechanika i masażysty czy z bufetu na trasie. To jest efekt dobrych relacji trenera Piątka z trenerem Kwaśniewskim oraz na pewno skutek naszego udziału w kadrze. I bardzo nam to ułatwiało życie. Czy rower wyparł z Twojego życia jakieś inne zainteresowania, czy od początku był dominujący? Raczej nie miał czego wypierać. Uprawiałam różne sporty, jak narciarstwo i pływanie, ale tylko amatorsko. Zawsze na pierwszym miejscu było kolarstwo. Decyzję, że jest ono dla mnie najważniejsze, podjęłam świadomie. Świadomie rezygnuję z małych przyjemności i poddaję się rygorom treningu. Wiedziałam, jakie są koszty zostania zawodnikiem i nie żałuję tego. Moi przyjaciele przywykli do tego, co robię. Rozumieją to i zdają sobie sprawę z moich priorytetów. „Paulę Gorycką koniecznie spytaj o umiejętności techniczne”. Jak to jest? Aż tak źle? Źle to może za dużo powiedziane, ale technika jest dla mnie pewnym problemem. Najogólniej mówiąc, mam tutaj pewne braki. Nigdy nikt mnie z niej nie szkolił i teraz te braki wychodzą. Chodzi głównie o zjazdy, na których dziewczyny mi odjeżdżają. Zjazdy i zakręty, nad tym muszę dużo pracować. Od zeszłego roku zwracam na nie baczną uwagę. Słucham uwag trenera i koleżanek z kadry. Później wprowadzam to w życie i sporo już poprawiłam, ale zdecydowanie lepiej radzę sobie na podjazdach. Ponoć na zgrupowaniach jesteś wyjątkowo milcząca i cicha. Boisz się koleżanek? Bać to się raczej nie boję (śmiech), ale jestem najmłodszą zawodniczką w kadrze i faktycznie wolę raczej słuchać niż mówić. Może stąd podobna opinia. Notuję wszystko, co dotyczy kolarstwa. Dieta, pozycja na rowerze, odpoczynek, rozciąganie. Dziewczyny dużo wiedzą i staram się korzystać z ich doświadczenia. Jak wygląda Twoje kolarskie życie? Rano płatki z jogurtem, owoce, sok. Chude mięso na obiad, warzywa, do tego węglowodany. Na kolację sałatka, czarne pieczywo. O dziesiątej trzydzieści trening. Dwie godziny jazdy według planu treningowego. Potem rozciąganie, dzięki czemu zapobiega się kontuzjom. Jeżeli jestem na zgrupowaniu, korzystam z odnowy biologicznej. Jeżeli nie, odpoczywam po treningu. Treningi w zimie są długie, ale mniej intensywne Treningi wytrzymałościowe trwają około trzech godzin, treningi specjalistyczne są intensywne i oczywiście krótsze, około półtorej godziny. W sezonie przede wszystkim starty i przejażdżki dla regeneracji. Co jest Twoją najsilniejszą stroną? Podjazdy. Na podjazdach czuję się jak ryba w wodzie. Jak jest ciężko, stromo pod górę i jeszcze, jak się żar leje z nieba. To jest moje ulubione ściganie. Pogoda mi nie przeszkadza. Myślę, że moją kolejną mocną stroną jest to, że nie czuję się wypalona i że do tej pory nie byłam pod żadną presją. Zawodnicy odnoszący sukcesy bardzo wcześnie, z każdym rokiem muszą potwierdzać swoją wartość i dochodząc do elity, często są wypaleni. Mnie to na razie nie grozi, jestem zmotywowana i czuję głód sukcesu. Myślałaś kiedyś o kolarstwie szosowym? Nie, nigdy. Jeżdżę na szosie na zgrupowaniach i to dużo, ale na co dzień wolę rower górski. Kiedy zaczynałam jeździć, jeździłam w terenie i było to dla mnie naturalne. Pierwszy raz na szosówce jechałam jako juniorka, czyli bardzo późno. Podobają mi się wyścigi na czas, bo uważam, że wtedy człowiek pokazuje, na co go naprawdę stać. Lubię też etapy górskie, kiedy jest trudno i nie ma tłoku. Nie potrafię jeździć w peletonie i nie lubię etapów płaskich. Zazwyczaj zostaję z tyłu, kiedy są zakręty, robią się „szelki”, odpadam, gonię i automatycznie się męczę. Może jak poprawię jazdę w peletonie, moje nastawienie się zmieni, ale i tak sercem jestem przy MTB. Czujesz, że jesteś z pokolenia, które będzie zapleczem obecnych mistrzyń? Nie myślę o tym. Od paru lat grupa nie pozyskała żadnej zawodniczki, a Majka, Madzia, Ania i Ola jeszcze długo będą się ścigać na wysokim poziomie. W tym roku w kadrze występuję trochę jak wolny strzelec i nikt nie wymaga ode mnie konkretnych wyników, choć oczywiście walczę o jak najlepsze lokaty. Mogę się rozwijać i uczyć od najlepszych. Masz jakiś sportowy ideał, na którym się wzorujesz? Nie mam jednego sportowego wzoru. Jako dziesięciolatka marzyłam, aby ścigać się jak Ania Szafraniec. Oglądałam ją w telewizji i chciałam być taka jak ona. Nie sądziłam, że kiedykolwiek Maję i Anię zobaczę na żywo. Teraz jeżdżę razem z nimi w kadrze. Obserwuję wielu sportowców i staram się od każdego coś wziąć, co wydaje mi się cenne lub potrzebne, więc mój wzorzec to model złożony. Twoje plany na przyszłość, po mistrzostwach Polski? Wziąć udział w zgrupowaniu i pojechać maksymalnie dobrze na mistrzostwach świata. Mam nadzieję, że jeżeli pojadę do Australii, będę w ósemce. Takie są plany.

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach