Wachlarz pojedynczy

Zakładam, że ciepła polska zima pomogła wam pokonać kilkaset kilometrów na wietrze i już idealnie potraficie korzystać z czyjejś pomocy. Nie strzelacie „ryb” i powoli spoglądacie na kalendarz startów amatorów, bo kiedyś trzeba skorzystać z posiadanej wiedzy. Tak czy inaczej – nadal sporo pracy przed nami. Kilka artykułów trzeba jeszcze przeczytać, wiele kilometrów przejechać. Dziś napiszę o kolarskim „wachlarzu”.

Nie śmiałbym pokusić się o sformułowanie dokładnej definicji wachlarza, bo słyszałem już kilka interpretacji tego określenia, ale skoro mam o nim pisać, to w kilku słowach powinienem wam go przybliżyć. W najprostszych słowach jest to… formacja kilku kolarzy jadących jeden za drugim (mniej więcej). Albo inaczej – to po prostu jazda na kole w większej grupie. Można by się upierać, że już dwóch tworzy wachlarz, ale ja powiedziałbym, że minimum to tradycyjna polska drużyna – czterech. Maksymalna wielkość jest ograniczona tylko jezdnią. W normalnym ruchu oczywiście nie przekraczamy jej osi – podczas wyścigu przy dobrym wietrze jedziemy „od trawy do trawy”.

technika_jazdy_wachlarz_pojedynczy_sklejonyDwa sklejone wachlarze pojedyncze – jazda parami

11. Wachlarz pojedynczy – zejście ze zmiany

 

22. Szczególny przypadek wachlarza pojedynczego przy wietrze wiejącym od przodu lub od tyłu

33. Jazda parami – dwa „sklejone” wachlarze pojedyncze

Jak ustawić wachlarz?

Jeśli chodzi o układ poszczególnych kolarzy za sobą, to musimy wrócić do tego, o czym pisaliśmy w poprzednim odcinku. Staramy się jak najbardziej chować za naszym liderem i jednocześnie stanowić dobrą tarczę dla jadącego za nami. Oczywiście przy bezwietrznej pogodzie (lub gdy wieje prosto w twarz) jedziemy gęsiego. Nasz wachlarz jest wówczas „złożony”. Gdy pojawia się boczny wiatr, formacja musi się do niego dostosować. Każdy kolarz ustawia się tak, by utrzymać maksymalną osłonę, a to – jak pamiętacie z poprzedniego odcinka – oznacza odpowiednie przesunięcie się na stronę zawietrzną (osłoniętą od wiatru). W grupie kilku osób przesunięcia te sumują się i wachlarz rozkłada się na skos drogi. Ważne jest wtedy, by pamiętać o zostawieniu swoim kompanom odpowiedniej ilości miejsca. Nie spychajcie ich na pobocze: gdy wiatr wieje z lewej strony – przesuńcie się do osi jezdni na tyle, żeby ostatni z was miał jeszcze pół metra zapasu do pobocza. Często zdarza się, że tworzy się delikatna fala: drobny manewr pierwszego przekłada się na coraz silniejszą reakcję kolejnych i piąta osoba ląduje na krawężniku. Stąd te pół metra – żeby kół nie trzeba było potem centrować. W odwrotnej sytuacji, przy wietrze z prawej, starajcie się jechać po krawędzi, ale nie przekraczajcie osi jezdni – po spotkaniu z ciężarówką ze żwirem samo centrowanie nie wystarczy. Co innego na wyścigu, gdzie możecie wykorzystać sytuację i „przyrantować” kogoś z tyłu, rozerwać peleton – ale o tym w następnym numerze.

Zmiany

Kolejną ważną sprawą są zmiany. Wiadomo, że nie jesteśmy na prowadzeniu przez kilkanaście kilometrów – kiedyś trzeba dać popracować innym. Sygnalizujemy, że schodzimy na tyły: lekkie kiwnięcie głową, łokciem lub co tam jeszcze mamy. Szybkie odbicie w jedną ze stron może być bolesne dla kogoś za nami, bo jeśli, niczym Tony Martin w drużynie, trochę dłużej braliśmy wiatr na siebie, a nasz kolega z tyłu przysnął, to za chwilę możemy nie mieć haka od przerzutki, a on – szprych. Zerknijmy pod łokciem (to najbardziej stabilny sposób oglądania się za siebie), po której stronie uformował się wachlarz, i jeśli mamy wszystkich po prawej, to schodzimy (logicznie) na lewą. Nie przestajemy pedałować – dopiero na ostatniej pozycji możemy odpocząć. Zbyt szybkie zwolnienie powoduje, że później musimy gonić, a to jest najgorsze, co możemy sobie zaserwować. Kilka takich sprintów i przy kolejnej zmianie już nas nie będzie.

 

Jazda parami

Na początek, jeśli nasze przejażdżki nie są zbyt długie, możemy spokojnie zadowolić się wachlarzem pojedynczym. Istnieje też jednak jego bardziej turystyczna wersja – jazda parami, która jest niczym innym jak dwoma sklejonymi ze sobą wachlarzami pojedynczymi. Taka formacja pozwala na rozmawianie ze sobą w czasie jazdy, co bardzo pomaga przetrwać długie, monotonne treningi. Grupy kolarskie bardzo często trenują w ten sposób. Polskie prawo pozwala na to – z zaznaczeniem, że nie możemy przeszkadzać w ruchu. Uważam, że jest to bezpieczny sposób poruszania się poza miastem. Na szerokich drogach nikomu nie przeszkadzamy, a na wąskich – gdzie poniekąd bronimy się przed wyprzedzeniem na trzeciego – wymuszamy te 1,5 metra bezpieczeństwa. Zasady jazdy parami są identyczne jak w wachlarzu pojedynczym. Potrzebujemy oczywiście więcej miejsca, ponadto grupa jest bardziej zwarta, więc trzeba zachować jeszcze więcej uwagi. Najczęściej zmiany wykonujemy na dwie strony wachlarza, ale manewr ten bywa ryzykowny ze względu na to, że przez kilkanaście sekund czterech kolarzy jedzie równolegle. Na wąskich drogach jest to wręcz niemożliwe, nie mówiąc już o ryzyku w momencie, gdy samochód wyprzedza naszą grupę. Zawsze kątem oka zerknijcie przed manewrem, czy ktoś się nie czai. Najbezpieczniej jest, gdy oddajemy zmianę na prawą stronę – wtedy osoba znajdująca się po lewej musi znacznie przyspieszyć i zejść na koniec formacji za swoim kompanem z pary. Powoduje to delikatne przetasowania, ale według mnie stanowi najbezpieczniejszą metodę dla sporej grupy. To tyle na temat turystyki i jazdy parami. W następnym odcinku skupimy się na formacjach bojowych.

44. Zejście zmiany w jeździe parami – pierwszy wariant

 

55. Zejście zmiany w jeździe parami – drugi wariant (etap I po lewej, etap II po prawej)

 

 

 

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach