Wiking w kraju Aborygenów

Tegoroczne mistrzostwa świata można by śmiało nazwać „wiosennymi”, choć termin zawodów wypadł na przełomie września i października. Za paradoksem tym kryje się Międzynarodowa Unia Kolarska, która, szermując hasłem globalizacji, pierwszy raz w 83-letniej historii powierzyła organizację mistrzostw państwu z półkuli południowej – Australii

Tekst: Tomasz Czerniawski, Zdjęcia: East News

„Aussies” jak mało kto zapracowali na tak wielkie wyróżnienie. Wystarczyły im zaledwie dwie ostatnie dekady do zdobycia szosowego peletonu, znalezienia się w ścisłym gronie najsilniejszych kolarskich nacji, co przed rokiem niejako symbolicznie podkreślił Cadel Evans, sięgając w Mendrisio po koszulkę w kolorach tęczy. Za stroną sportową podążyła organizacyjna, dynamicznie rozwijający się wyścig z kalendarza światowego Tour Down Under oraz, co nie mniej ważne, pierwsza zawodowa grupa z Antypodów ubiegająca się o licencję ProTour. Zaciskająca się pętla W 2010 roku zaszczyt goszczenia najlepszych kolarzy świata przypadł Geelong, niedużej miejscowości turystycznej, oddalonej niespełna 80 km od Melbourne, znanej z wyścigów o Puchar Świata kobiet. Organizatorzy trasę mistrzostw poprowadzili przez centrum miasta, na prostej technicznie pętli o długości 15,9 km; z dwoma niewielkimi podjazdami. Pierwszy liczył 1200 m przy średnim nachyleniu ponad 7%, natomiast drugi 600 m przy stromiźnie w granicach 7-8%. Docierające informacje o przygotowanej trasie początkowo sugerowały, że jest bardzo łatwa, dla rasowych sprinterów, jednak wraz ze zbliżającym się terminem zawodów wyłonił się obraz pętli, na której prędzej powalczą kolarze mocni na krótkich podjazdach i szybcy na finiszu. Doniesienia te pośrednio potwierdził najlepszy sprinter w peletonie Mark Cavendish. Brytyjczyk przez cały sezon powtarzał, że jego głównym celem jest zdobycie tęczowej koszulki i w dobrym humorze pozostał do samego wylotu w kierunku Australii. „Jeszcze mnie nie skreślajcie. Wystartuję z jedną myślą, po zwycięstwo” – zapowiadał, ale już pierwszy trening w Geelong zmienił jego nastawienie o 180 stopni. „Muszę zrewidować swoje zdanie. Wyścig będzie dla mnie zbyt trudny” – wyznał zrezygnowany. Walka z czasem i Cancellarą Mistrzostwa rozpoczęły wyścigi indywidualne na czas. W konkurencji zawodników do lat 23, zgodnie z prognozami, triumfował jeden z największych talentów młodego pokolenia – 20-letni Amerykanin Taylor Phinney, który wyprzedził Australijczyka Luke’a Durbridge oraz Niemca Marcela Kittela. Kilka godzin później wśród kobiet zwyciężyła wicemistrzyni olimpijska w tej konkurencji, 28-letnia Brytyjka Emma Pooley, przed Niemką Judith Arndt. Brązowy medal obroniła natomiast zawodniczka z Nowej Zelandii Linde Melanie Villumsen, która przed rokiem reprezentowała barwy rodzinnej Danii. Warto dodać, że znakomity wynik osiągnęła 51-letnia Francuzka Jeannie Longo-Ciprelli, która była piąta w stawce 38 pań. W drugim dniu rywalizacji do annałów kolarstwa zawodowego wpisał się Fabian Cancellara. Ten 29-letni Szwajcar po raz czwarty w karierze wygrał przeprowadzaną od 1994 roku „czasówkę” elity mężczyzn, poprawiając tym samym osiągnięcie Australijczyka Michaela Rogersa, który zdobywał złoto w latach 2003–2005. Decydujące finisze Wyścig ze startu wspólnego kolarzy do lat 23 na dystansie 10 rund w Geelong, mimo agresywnej, chaotycznej momentami jazdy, zakończył się sprintem niemal 50-osobowej grupy. Wielki powód do radości dostarczył gospodarzom 20-letni Michael Matthews, który bardzo wyraźnie, o dwie długości roweru, wyprzedził Niemca Johna Degenkolba. Brązowy medal trafił natomiast do dwóch zawodników, co dotąd nie miało miejsca w historii mistrzostw. Sędziowie na podstawie zdjęć z fotofiniszu nie rozstrzygnęli o kolejności, dlatego trzecie miejsce przyznali Phinney’owi i Kanadyjczykowi Guillaume Boivinowi. Rywalizacja kobiet większych emocji dostarczyła dopiero na ostatniej z ośmiu rund – na 6 km przed metą od stawki odskoczyły byłe mistrzynie świata, Judith Arndt i Brytyjka Nicole Cooke, wypracowując ponad 20 s przewagi. Rywalki nie dały jednak za wygraną, a sprawa tytułu rozstrzygnęła się na ostatnich 100 metrach. Zmęczoną dwójkę wyprzedziły wówczas finiszujące z grupy Włoszka Giorgia Bronzini, Holenderka Marianne Vos i Szwedka Emme Johannson, które w takiej kolejności minęły linię mety. Bronzini, 27-letnia, także odnosząca sukcesy na torze, została trzecią w ostatnich czterech latach mistrzynią ze słonecznej Italii. Na mecie najbardziej niepocieszoną była natomiast 23-letnia Vos, gdyż po raz czwarty z rzędu przyszło jej zadowolić się srebrnym medalem. Szerokie grono faworytów Trzeciego października 77. mistrzostwa na szosie zakończył najważniejszy wyścig w programie – start wspólny elity mężczyzn. Kolarze wyruszyli z Melbourne, a następnie po przebyciu 85 km wjechali na rundę w Geelong, którą okrążyli 11 razy. Głównym kandydatem do złotego medalu według zgodnych opinii był Philippe Gilbert. Belg nie ukrywał, że jest w znakomitej formie, co we wrześniu potwierdził dwoma zwycięskimi etapami na trasie Vuelta a España. „Mój sezon był w całości podporządkowany mistrzostwom. Podjąłem ryzyko, ale przygotowania przebiegły idealnie” – mówił, upatrując najgroźniejszego rywala w Hiszpanie Oscarze Freire, który zamierzał przejść do historii jako pierwszy zdobywca czterech tytułów w rywalizacji ze startu wspólnego. „Oscar ma duże doświadczenie i jest specjalistą w takich wyścigach” – przypominał Gilbert. Obok wymienionej dwójki szerokie grono faworytów tworzyli Włoch Filippo Pozzato, Duńczyk Matti Breschel, Norwegowie Edvald Boasson Hagen i Thor Hushovd, Rosjanin Aleksander Kołobniew, Fabian Cancellara. Gospodarze liczyli na udany występ obrońcy tytułu Cadela Evansa oraz szybkich Matthew Gossa i Allana Davisa. Sprintem pod wiatr Pierwsze godziny upłynęły pod znakiem harców kolarzy z dalekich krajów, ale już na 6. pętli przewagę zyskało 32 zawodników, wśród których jechali Gilbert, Evans, Hagen i Pozzato. Rozwój wydarzeń kazał sądzić, że z tej grupy zostanie wyłoniony mistrz świata, zwłaszcza że niemal wszystkie reprezentacje wysłały do przodu swych przedstawicieli, a oprócz tego zakaz korzystania z łączności radiowej utrudniał kontrolę wydarzeń na trasie. Strata peletonu nie była jednak znaczna, przez kilka okrążeń utrzymywała się w granicach minuty, dzięki czemu na przedostatnim okrążeniu do czołówki przeskoczyli m.in. sprinterzy: Freire, Davis, Hushovd i Breschel. Najsilniejszy w stawce Gilbert nie złożył broni, atakując na ostatniej rundzie. Dwa podjazdy pozwoliły mu uciec na 21 s, ale ostatni, 5-kilometrowy płaski odcinek oraz silny przeciwny wiatr od zatoki Corio sprawiły, że meta stała się dla Belga nieosiągalna. Grupa 30 zawodników wchłonęła uciekiniera, a na ostatnich metrach znakomitym finiszem popisał się Hushovd, wyraźnie wyprzedzając Breschela i Davisa. Trzydziestodwuletni zawodnik, który jechał z płytką stabilizującą złamany w maju obojczyk, przyznał, że tęczową koszulkę, pierwszą w historii dla Norwegii, zawdzięcza szczęściu oraz bagażowi zebranych doświadczeń. „W takim wyścigu jak ten masz upadki i wzloty, dlatego do końca nie można tracić wiary. Gdy odjechała duża grupa, pomyślałem, że to koniec. W peletonie kręcili tylko Hiszpanie, później dołączyli Rosjanie i udało powrócić się do gry. Ostatnia runda? Gilbert był bardzo silny, ale jadąc pod wiatr, nawet on nie miał szans”. Nasi znów daleko W Australii wystartowało dwunastu reprezentantów Polski, 6 zawodowców i tyluż samo kolarzy do 23 lat. Zabrakło natomiast naszych zawodniczek, których kosztem zaoszczędził zadłużony na grube miliony Polski Związek Kolarski. Najbardziej wartościowy rezultat osiągnął 25-letni Maciej Bodnar, który w wyścigu na czas elity zajął 9. miejsce. Ostatni raz w pierwszej dziesiątce „czasówki” był w 1997 roku Zenon Jaskuła, który wówczas przyjechał także dziewiąty. Dwa lata wcześniej ten sam zawodnik uzyskał najlepszy w historii polskiego kolarstwa 7. wynik. Bodnar rok temu był dopiero 58., wcześniej uzyskując równie dalekie miejsca (2008 – 36., 2007 – 52.). „Maciek pojechał bardzo inteligentnie, na początku spokojnie, oszczędnie, potem podkręcił tempo. Pozostaje młodym, perspektywicznym kolarzem, naszą nadzieją olimpijską na Igrzyska w Londynie” – skomentował występ Bodnara selekcjoner kadry Piotr Wadecki. W pozostałych startach nasi reprezentanci niczym dobrym nie zaskoczyli. Zawiodła zwłaszcza elita w wyścigu ze startu wspólnego. Wadecki do Australii zabrał wyłącznie zawodników ekip zagranicznych, którzy mieli stworzone warunki do przygotowań na najważniejszą imprezę. Po pasywnej jeździe wystarczyło to raptem na 60. miejsce Bartosza Huzarskiego. Nie wyszedł również wyścig młodzieżowcom, w których gronie znajdował się aktualny mistrz Europy Piotr Gawroński. Polacy jechali aktywnie, brali udział niemal w każdym ataku, ale w decydującym momencie pogubili się.

Michał Gołaś, kolarz grupy Vacansoleil, 64. na trasie wyścigu elity ze startu wspólnego Jak ocenisz występ polskiej reprezentacji w Geelong? Z pewnością liczyliśmy na lepsze miejsce, w czołowej dwudziestce, a po cichu nawet w dziesiątce. To było w zasięgu jednego z nas, bo przecież dwóch Azjatów znalazło się w czołówce, więc i nas było na to stać. Szansą na dobry wynik był atak w środku wyścigu, ale przegapiliśmy ten moment. Nie mieliśmy mianowanego lidera, więc nikt nie ponosi pełnej odpowiedzialności. Każdy miał szansę na dobry rezultat, dlatego każdy po trochu odpowiada za wynik. Bilans reprezentacji ratuje najlepsze od lat miejsce Maćka Bodnara w czasówce. Co sądzisz o zakazie łączności radiowej na trasie mistrzostw? Brak komunikacji powoduje, że można wyścig przegrać w głupi sposób, przez defekt, kraksę. Nie oszukujmy się, pomoc z wozu neutralnego jest na amatorskim poziomie. Wyścig może jest nieco ciekawszy, mniej kontrolowany, ale nie możemy cofać się o kilkadziesiąt lat, to szkodzi naszemu bezpieczeństwu. Poza tym informatorzy porozstawiani na trasie z tablicami, to wyglądało nieco komicznie. Jak oceniasz organizację imprezy ze strony gospodarzy? Organizacja była na przyzwoitym poziomie, normalnym jak na imprezę tej rangi. Było jednak kilka niedociągnięć związanych z brakiem doświadczenia Australijczyków, np. nieoznakowany dojazd na start, parking, inne drobne szczegóły. Patrząc szerzej, mistrzostwa to wielkie przedsięwzięcie i ogromne koszty dla wielu reprezentacji, a tego UCI nie dostrzega. Każdy musi dolecieć na miejsce, zakwaterować się na kilka dni przed startem, niewiele reprezentacji na to stać.

Wyścigi ze startu wspólnego Elita mężczyzn 1. Thor Hushovd Norwegia 6:21:49 (40,4 km/h) 2. Matti Breschel Dania +0.00 3. Allan Davis Australia +0.00 4. Bartosz Huzarski Polska +13:53 5. Michał Gołaś Polska +13:53 78. Przemysław Niemiec Polska +13:53 Elita Kobiet 1. Giorgia Bronzini Włochy 3:32:01 (36,0 km/h) 2. Marianne Vos Holandia +0.00 3. Emma Johansson Szwecja +0.00 Mężczyźni do lat 23 (159 km) 1. Michael Matthews Australia 4:01:23 (39,5 km/h) 2. John Degenkolb Niemcy +0.00 3. Taylor Phinney USA +0.00 3. Guillaume Boivin Kanada +0.00 17. Sylwester Janiszewski Polska +0.00 26. Rafał Majka Polska +0.00 41. Piotr Gawroński Polska +0.00 43. Adrian Honkisz Polska +0.00 53. Paweł Poljański Polska +1:04 77. Michał Kwiatkowski Polska +3:13

Jazda indywidualna na czas Elita mężczyzn (45,6 km) 1. Fabian Cancellara Szwajcaria 58:09 (47,1 km/h) 2. David Millar Wielka Brytania +1:02 3. Tony Martin Niemcy +1:12 9. Maciej Bodnar Polska +3:00 39. Jarosław Marycz Polska +7:24 Elita kobiet (22,8 km) 1. Emma Pooley Wielka Brytania 32:48 (41,7 km/h) 2. Judith Arndt Germany +0.15 3. Linda Melanie Villumsen Nowa Zelandia +0.16 Mężczyźni do lat 23 (32,6 km) 1. Taylor Phinney USA 42:50 (44,3 km/h) 2. Luke Durbridge Australia +0.02 3. Marcel Kittel Niemcy +0.24 21. Piotr Gawroński Polska +2.37 38. Michał Kwiatkowski Polska +5.18

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach