Z Vacansoleil nie na wakacjach

Z Magazynem Rowerowym na obozie treningowym

Jeśli w jakimś wyścigu minionego sezonu brał udział zespół Vacansoleil, kibice nie mogli mieć wątpliwości, kto będzie uciekał, atakował i walczył w finiszu. W połowie stycznia odwiedziliśmy hiszpański Benidorm, gdzie kolarze tej ambitnej formacji odbywali zgrupowanie Tekst i zdjęcia: Borys Aleksy
To już drugi obóz Vacansoleil w Benidorm. Wcześniej wysoki na ponad 40 pięter hotel Gran Bali gościł zawodników w grudniu. Dwutygodniowe sesje treningowe służą przede wszystkim wewnętrznemu dotarciu się zespołu, ale tej zimy miały dodatkowy walor – śnieg uniemożliwił trenowanie niemal wszystkim zawodnikom, nawet tym mieszkającym we Włoszech i południowej Francji. Dlatego intensyfikacja wspólnych treningów stała się priorytetem dyrektora sportowego Belga Hilaire Van der Schuerena. Na wybrzeżu w okolicach Alicante jedynymi gośćmi w styczniu bywają hiszpańscy emeryci i profesjonalne drużyny kolarskie. Pogoda i teren są idealne do treningów przed pierwszą częścią sezonu, która dla Van Shuerena będzie w tym roku najważniejsza. „Jeśli zaczniemy dobrze w wiosennych klasykach, zwiększymy swoje szanse na udział w którymś z wielkich tourów” – stwierdził. Mimo zaklasyfikowania do grupy Professional Continental holenderska ekipa ma jeszcze wyższe aspiracje.

Trening Na śniadanie między 8:30 a 9:00 kolarze schodzą się dość leniwie. Jedzą głównie płatki z mlekiem, raczej lekkostrawne rzeczy. Piją kawę, poza tymi, którzy mają podejrzenia, że Romain Feillu mógł coś im do niej dla żartu dosypać. Przed każdym stoi fiolka tabletek (około dziesięciu), które każdy powinien łyknąć. To suplementy dostarczane prze firmę Etixx, która od nowego sezonu będzie wspierać ich w ten sposób. Spotkanie z przedstawicielami firmy odbyło się kilka dni wcześniej, ale nikt już nie pamięta, która co zawiera. Kolarze krzywią się, ale łykają, żartując głównie na temat tego, jakie reakcje na cały zestaw przejawiają ich kiszki i jak wyraźnie czuć to w windzie… Około dziesiątej spotykają się przed hotelem, gdzie czekają już umyte i przygotowane do jazdy rowery. Mechanicy mają dużo pracy. Jest może o tyle lepiej, że nie trzeba przenosić się z miejsca na miejsce jak podczas wyścigów. Ciężarówka z całym sprzętem stoi pod hotelem od tygodnia. Masażyści szykują kolarzom kanapki i bidony. Niektórzy proszą o drobne poprawki w ustawieniu siodła czy kierownicy. Atmosfera jest leniwa, aż do momentu gdy na parkingu pojawia się Hilaire. Szybko wsiada do auta, pogania wszystkich i punkt dziesiąta na placu nie ma po nich śladu. W hotelu pozostają tylko masażyści, którzy zajmują się praniem strojów. Trening odbywa się w dwóch grupach. Jedną prowadzi drugi z dyrektorów sportowych Michel Cornelisse, drugą Hilaire. Podział wynika z tego, że kolarze są jeszcze w różnych fazach przygotowania (oczywiście stwierdzenie, że jest tylko jedna dobra grupa jest podstawowym żartem podczas wieczornych posiłków). Na tylnym siedzeniu teamowego Volvo leży kilka zapasowych kół i skrzynka z narzędziami. W każdym aucie, poza dyrektorskim, jedzie mechanik dokonujący w razie potrzeby napraw i regulacji. Jego głównym zadaniem podczas kilku godzin powolnego toczenia się za kolarzami będzie jednak przede wszystkim wymiana zużytych bidonów.

Ojciec Hilaire Zadaniem dyrektora jest nie zgubić z oczu kolarzy, co na ruchliwych trasach wokół Benidormu nie jest wcale łatwe. Najgorzej w miasteczkach. Kolarze nie czekają, notorycznie przejeżdżają przez skrzyżowania na czerwonym świetle, wtedy Hilaire wścieka się na wszystkich dookoła, unieruchomiony za jakimś powolnym seatem. Dobry humor wraca mu, gdy rozpędzony grubo powyżej setki wyprzedza na łuku pod górę całą kolumnę samochodów i dojeżdża do swoich podopiecznych. Widać, że lubi tak gnać, to przypomina mu pewnie jazdę w kolumnie wyścigu, a ten starszy człowiek jest wyścigom całkowicie oddany. Co ciekawe, sam nie był nigdy kolarzem. Zanim zajął się prowadzeniem drużyn kolarskich grał w piłkę nożną. „Moim zdaniem dobry kolarz nie może być dobrym dyrektorem sportowym. Tu trzeba umieć zająć się każdym zawodnikiem, również tymi słabszymi. A jak jesteś mocnym kolarzem, to nie potrafisz zrozumieć słabszego. Musisz być przede wszystkim dobrym psychologiem, być dla nich jak ojciec” – wyjaśnia mi, dojeżdżając do kolumny z taką prędkością, jakby chciał te swoje „dzieci” zgładzić wszystkie na raz. Podczas treningu kolarze nie używają radia, a kontakt ze strony Hilairego odbywa się głównie za pomocą klaksonu. Trąbi, kiedy ich pogania, trąbi, gdy każe przepuścić ciężarówkę. Zasadniczo komunikacja podczas treningu jest jednak ograniczona do minimum, zawodnicy sami wiedzą, co mają robić, a wóz jest tylko wsparciem w sytuacjach awaryjnych. Trening trwa od trzech do nawet sześciu godzin. Spokojny rozjazd, w którym uczestniczyłem u boku Hilairego, trwał 3 godziny i odbywał się z prędkością ok. 30–32 km/h. Na dziesięć kilometrów przed hotelem wjeżdżamy na autostradę, a kolarze wracają swoim tempem wzdłuż wybrzeża.

Udany debiut zaostrza apetyt Ekipa chce wejść do ProTouru w 2012 roku. Do tego czasu małymi krokami pragnie zdobywać popularność wśród kibiców, przychylność organizatorów i zaufanie sponsora. Ten cel jak dotąd udaje im się realizować. W debiutanckim sezonie 2009 zespół zaliczył 13 zwycięstw, 42 razy był w pierwszej trójce. Zawodnicy Vacansoleil widoczni byli w niemal każdej ucieczce, a gdy się dało, również w finałowych sprintach. Dzięki temu zyskali opinię zespołu ambitnego, walczącego w każdej sytuacji. Efektem było zakończenie sezonu na drugiej pozycji w rankingu drużyn UCI Europe Tour. Zadowolony sponsor dorzucił do budżetu ekipy dodatkowy milion euro, powiększając go tym samym do pięciu. To już poziom finansowania zbliżony do ProTouru. Wejście do tej „kolarskiej ligi mistrzów” jest istotne przede wszystkim dla sponsora. Dyrektor Van der Schueren twierdzi, że dla niego osobiście nie ma to żadnego znaczenia, dodaje jednak, że zależność od przyznania dzikich kart na ważne impezy i ciągła niepewność co do kalendarza startów utrudniają życie jemu i zawodnikom. Nowe twarze, nowe cele Vacansoleil pozyskał na ten sezon siedmiu zawodników. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje rodzeństwo – Romain i Brice Feillu. Obaj przeszli do Vacansoleil po rozwiązaniu Agritubel, dla którego jeździli dwa lata. W odróżnieniu od braci Schlecków z Saxobanku specjalizują się w odmiennych aspektach kolarstwa. Brice jest góralem mogącym walczyć w klasyfikacji generalnej, Romain to dobry sprinter z szansami na zwycięstwa w klasykach. Francuzi mają zasadniczo wzmocnić ekipę Vacansoleil. Na pewno potrafią ją też rozweselić, bo w zasadzie cały czas się wygłupiają. Chyba wszyscy ich polubili, wydaje się, że są w zespole od dawna. Mimo niezmiennie wesołego nastroju o nadchodzącym sezonie myślą bardzo poważnie. „Czuję się przygotowany, by walczyć w dużych tourach” – powiedział Brice podczas jednej ze wspólnych kolacji. Pokazał się światu, wygrywając górski etap do Verbier podczas zeszłorocznego TdF. To oczywiście bardzo go zmotywowało. Dobrze nastawiony do sezonu jest również jego brat, którego pierwszy ważny sprawdzian będzie miał miejsce podczas Tour of Quatar na początku lutego (Ostatecznie błysnął tam Wouter Mol, który wygrał imprezę). Romain chce w tym roku wygrać „tyle wyścigów, ile tylko się da”. Zespół wiąże duże nadzieje również z pozostałymi „nowymi”, jak Alberto Ongarato czy Rob Ruygh. Menadżerowie nie kryją też zadowolenia, że udało im się zatrzymać wszystkich ważnych zawodników z poprzedniego sezonu.

Cel wielki tour Dobra postawa w Katarze jest w interesie całej drużyny, która liczy na dziką kartę na TdF, a katarski wyścig jest organizowany przez tę samą organizację (ASO). „Z tego samego względu dobrze byłoby pojechać w Paryż – Nicea, ale od kilku dni wiadomo, że ASO ograniczyło liczbę drużyn w tym wyścigu i na dziką kartę nie mamy szans” – żałuje Hilaire (przyp. red. Po 2 tygoniach okazało się, że grupa jednak wystaruje). Michał Gołaś, jedyny Polak w Vacansoleil, przyznaje, że zawsze chciał wystartować w tym wyścigu, przypominającym mu w dużym stopniu TdP. Michał ostrzy też zęby na Giro. „Mieszkam na stałe we Włoszech i to jest dla mnie, w pewnym sensie, wyścig u siebie”. Jeden z etapów będzie w tym roku przebiegał tuż obok Massy, w której mieszka. Jeśli nawet w Tourze wystartować się nie da, nie powinno być problemu z Vueltą. Vacansoleil pokazał się w Hiszpanii z najlepszej strony, zwycięstwem Boruta Bozica na 6. etapie i 12. miejscem Johnnego Hoogerlanda w klasyfikacji generalnej. Dyrektor Van der Schueren jest pewien, że jego drużyna wystartuje w co najmniej jednej z tych imprez. „Skład jest uniwersalny i wystarczający by walczyć w trzytygodniowych wyścigach”. Bozic przedłużył swój kontrakt z Vacansoleil na kolejne dwa lata. „Czuję się tu dobrze, nie widzę powodów do zmiany teamu” – mówił Słoweniec. „Myślę, że w tym sezonie drużyna będzie w stanie dobrze współpracować, przygotowywać dla mnie korzystną pozycję do finiszu”. Polscy kibice znają Bozica przede wszystkim jako zwycięzcę pierwszego etapu TdP w 2009 roku. Skromnie mówił wtedy, że wygraną zawdzięcza szczęściu, ale pozostałe 4 zwycięstwa w sezonie potwierdzają, że to kolarz z bardzo dobrym czuciem wyścigu i dużą szansą na dalsze sukcesy. Czy Feillu będzie dla niego konkurencją? „Mamy osobny kalendarz, chodziło to, żeby mieć dwa mocne składy z dobrymi sprinterami”. Dobrych zawodników i potencjalnych liderów jest w Vacansoleil więcej. Na uwagę zasługuje Marco Marcato. „To będzie rewelacja sezonu” – mówi o nim Van der Schueren. Włoch jest wszechstronny, potrafi finiszować i dobrze jeździ po górach, co pokazał w sierpniu w Zakopanem (był w grupie Ballana, na metę wjechał trzeci). Van der Schueren stara się zatrudniać możliwie wielu kolarzy z Holandii. „Nikt nie wywiera na mnie presji, ale chcemy zatrudniać Holendrów, to naturalne. W tym kraju jest wielu dobrych zawodników, ale nie jest łatwo ich pozyskać, bo najlepszych zabiera zwykle Rabobank”. Belg jest jednak bardzo zadowolony z tych, którzy dla niego jeżdżą. Podczas styczniowych przygotowań najlepiej przygotowany wydawał się Hoogerland, który oczarował wszystkich świetnym debiutem w Vuelcie. Holender z wytatuowanym na ramieniu bykiem to kolejny, poza Bricem Feillu, zawodnik „do generalki”. Poza nim jest mocny Bobby Traksel i młody Joost van Leijen, zaproszony do Vacansoleil po tym, jak wjechał trzeci na metę mistrzostw Holandii, wyprzedzając Traksela właśnie.

Drużyna równych szans W zespole trudno wyłonić liderów. Główną zasadą Van der Schuerena jest równość szans dla wszystkich. „Każdy może wygrać, nikogo nie faworyzuję”. Dlatego nie ma w Vacansoleil ściśle wyznaczonych zadań i hierarchii. Strategia Hilairego jest prosta – trzeba szukać swojej szansy w ucieczkach. Kolarze potwierdzają, że na każdym wyścigu zachęca ich do zabierania się w odjazdy. O tym, że nie jest łatwo najpierw uciekać przez 100 km, a potem jeszcze atakować z grupy, Hilaire zdaje się nie pamiętać. Oczywiście pokazywanie się w odjazdach jest przede wszystkim ukłonem w stronę sponsora, którego barwy są widoczne w TV przez cały czas trwania ucieczki, co jest nawet korzystniejsze niż wygrany, ale trwający mgnienie oka finisz. Prezentowanie sponsora jest konikiem team managementu. O tym, że aby zapamiętać daną markę, widz musi zobaczyć zawodnika średnio 7 razy, Frank Kwanten, menadżer prasowy, opowiadał mi już podczas pierwszej rozmowy w samochodzie, gdy zabierał mnie z lotniska. Nic dziwnego, że menadżerowie troszczą się o Vacansoleil, drużyna jest jedną z niewielu ekip Pro Continental, w których nazwie występuje tylko jedna, duża marka. Taki silny sponsor, skłonny wydać kilka milionów euro rocznie, to w dzisiejszych czasach prawdziwy skarb, który trzeba pielęgnować. Ze współpracy z teamem zadowolony jest też Batavus, który dostarcza kolarzom rowery. O swojej ekipie z uznaniem wyraża się Michał Gołaś – „Atmosfera jest bardzo dobra, wszyscy mamy wysokie ambicje. Mnie, podobnie zresztą jak każdego w Vacansoleil, Hilaire zachęca do bardziej agresywnej jazdy. To nie będzie łatwe, ale spróbuję” – obiecał Michał. Pierwsza okazja już w lutym…

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach