Zostać profi

Kolarstwo zawodowe znajduje się w Polsce cały czas w fazie wzrostu, a jego historia liczy sobie zaledwie dekadę. Dużo to i mało zarazem, ale podkreślić należy, że odnotowujemy jego stały rozwój. Jesteśmy też w lepszej sytuacji, niż pozostałe kraje demokracji ludowej, które dopiero zaczynają tworzyć grupy zawodowe. Jednocześnie odstajemy od europejskich potęg, czyli krajów, w których zawodowe kolarstwo można śmiało przyrównać do przemysłu. Wczesny, jak na ten obszar Europy, rozwój zawodowego ścigania zawdzięczmy najwcześniejszemu wejściu Polaków do zawodowego peletonu. Pierwszym „komunistycznym” zawodowcem był bowiem Czesław Lang, który otworzył innym zawodnikom tę drogę zarabiania niemałych przecież pieniędzy. Jak przyznają wszyscy zawodnicy, podpisanie pierwszego zawodowego kontraktu otwiera w życiu nowe perspektywy. Oczywiście finanse są tutaj jedną tylko stroną medalu. Drugą jest możliwość ścigania się z najlepszymi, uczestniczenia w największych imprezach, a w konsekwencji stałe miejsce w historii kolarstwa. Nie oszukujmy się, dzisiejsza droga na szczyt wiedzie tylko i wyłącznie przez zawodowy peleton.

Najlepszy wchodzi

Obecnie dostanie się do zawodowego peletonu jest dużo łatwiejsze niż w poprzednich latach. Piszemy łatwiejsze, co nie oznacza wcale, że proste. Decydując się na zniesienie podziału na kolarzy zawodowych i amatorów UCI w 1996 roku znacznie ułatwiło wszystkim życie. Od tego momentu zostać zawodowcem może każdy zarejestrowany w UCI zawodnik, czyli taki, który ma ważną licencję. Wcześniej uzyskanie licencji zawodowej nie było w naszym kraju sprawą łatwą i chociaż mieliśmy zawodników na światowym poziomie, status amatora uniemożliwiał im start w największych imprezach. Wystarczy powiedzieć, że do 1996 peleton zawodowy wchłaniał jedynie kilku najlepszych amatorów rocznie, a przepustką były znaczące osiągnięcia. Czesław Lang, żeby zostać zawodowcem, musiał zdobyć medal olimpijski. O przyznaniu statusu zawodowca decydowały w dawnej Polsce PZKol i Komitet Olimpijski. Oba te ciała nie były gorącymi zwolennikami wypuszczania zawodników za granicę. Obecnie nie ma żadnych formalnych przeszkód, aby kolarz z ważną licencją podpisał kontrakt z kim i na ile chce. W Polsce wydano do dziś ok. 600 licencji w kategorii elita i orlik, a w zgłoszonych grupach zawodowych zarejestrowanych jest 109 kolarzy (wliczając kobiety i MTB). Oznacza to, że co szósty polski kolarz z licencją jeździ w grupie zawodowej. Dane te można odczytywać optymistycznie, na jedno potencjalne miejsce przypada tylko sześciu konkurentów… albo z pewnym przerażeniem. W ciągu krótkiego czasu liczba zarejestrowanych szosowców spadła z ponad tysiąca do 600. Dokładna liczba juniorów uprawiających kolarstwo jest szacunkowa, gdyż spisu dokonuje się raz w roku. W Polsce jest ok. 600 klubów i sekcji kolarskich (szosa, MTB i tor), które mogą szkolić do 12 tys. zawodników. Liczby te pokazują, jak wielka jest w tym sporcie selekcja. Tylko nieliczni kontynuują karierę zawodniczą, a jedynie garstka przechodzi do zawodowstwa.

Każdy, a jednak nie każdy

To, że nie ma formalnych sprzeciwów, nie oznacza wcale, że każdy będzie miał szansę zostać profi. Grupy zawodowe są dziwnymi tworami, działającymi według zasad biznesu, a ich najważniejszym celem jest wypełnianie zobowiązań wobec sponsorów i co tu dużo ukrywać – zarabianie pieniędzy. Dlatego w swoich składach chętnie widzą w pełni ukształtowanych zawodników, doświadczonych i najlepiej maksymalnie dyspozycyjnych, a co więcej, zawodników, którzy potrafią jeździć jako drużyna i pracować na lidera. Dodatkowo każdy z zawodników dobierany jest według indywidualnych umiejętności, np. jazdy w górach, zdolności sprinterskich na finiszu, umiejętności rozprowadzania itp. Dobranie odpowiedniego składu drużyny jest więc skomplikowanym zabiegiem decydującym o wynikach. Dodatkowo o zatrudnieniu poszczególnych zawodników decyduje również liczba punktów zebranych w minionym sezonie. Wprawdzie pogoń za punktami ma zostać zmieniona przez UCI, ale na razie pozostaje faktem. Zatrudnienie zawodników z odpowiednią liczbą punktów daje możliwość zgłoszenia teamu do wyższej dywizji. Stąd cenni są dobrze punktujący zawodnicy. Powyższe zasady nie przewidują jak widać szkolenia młodych, jak również stwarzają ograniczone możliwości dla chcących się wybić juniorów. Sytuacja nie jest jednak tragiczna. Wszyscy trenerzy na bieżąco starają się śledzić wyniki i kariery młodych zawodników. Co roku do polskich grup zawodowych trafia kilku neoprofi, najczęściej wybijających się zawodników. Wybór nowego zawodnika nie zależy tylko od menadżera, ale i od pozostałych zawodników teamu, którzy opiniują potencjalnych kandydatów, starając się wybrać najodpowiedniejszych pod względem potrzeb zespołu. Tak dzieje się na przykład w grupie Knauf Mikomax.

Czy to idzie młodość?

Młody zawodnik, nawet najbardziej perspektywiczny, jest dla grupy zawodowej pewnym obciążeniem. Biorąc udział w treningach i startach, więcej bierze on od grupy (przez naukę), niż daje. Młodym zawodnikom udostępniany jest sprzęt i pełne wyposażenie. Jeżdżąc z kolegami, szkolą się zarówno w sferze zachowań w peletonie, jak również treningów, regeneracji itp. Ponieważ UCI zakazuje jakichkolwiek kwot transferowych, młody zawodnik po zakończeniu trwania kontraktu odchodzi wolny. Mimo że peleton zawodowy milczy o pieniądzach, udało nam się ustalić, że roczny koszt nauki młodego kolarza kosztuje ok. 100 tys. złotych. Dlatego też pierwszy kontrakt zawodowy przedstawiony młodemu zawodnikowi opiewa na niską stawkę i jest kilkuletni. To również powód, dla którego wiele grup woli pieniądze te przełożyć na wypłaty dla doświadczonych zawodników, którzy gwarantują wyniki. Tak powstaje sytuacja, w której młodzi zawodnicy zdają się być blokowani przez starszych. Ale i to zjawisko ma inną interpretację. W ostatnim czasie pojawiła się jedynie garstka młodych, perspektywicznych zawodników. Ci zaś, w których dostrzeżono talent, szybko przebijają się do przodu. Nie ma zatem w Polsce sytuacji z blokowaniem miejsca, jest raczej sytuacja zaniedbania pracy z młodymi adeptami kolarstwa, których jak na lekarstwo. Dodać należy jeszcze jedno, najlepsze lata dla kolarza przychodzą dość późno. Bardziej doświadczeni i pełni sił dojrzali kolarze zawsze będą podstawą zespołów, młodzież może je tylko uzupełniać. Tu właśnie rodzi się szansa. Polskie grupy są na obecnym etapie swojego rozwoju poniżej pełnego stanu osobowego i większość z nich nie wystawia dwóch składów, obsługując praktycznie cały sezon ósemką mocno eksploatowanych zawodników. Sytuacja ta nie dotyczy największych – ATI i CCC. Pozostali planują powiększenie kadry właśnie o młodych zawodników. Napływ świeżej krwi nie przekroczy jednak 5, 6 zawodników rocznie.

Drugimi drzwiami?

Spora grupa zawodników, która weszła w ostatnim czasie do grup szosowych, wywodzi się z MTB. Przepływ między tymi dwiema dyscyplinami stwarza kolejną szansę. Kolarze górscy jeżdżą szosą w celach treningowych, ale w późniejszym okresie kariery staje się ona ich naturalnym celem. Przykładem takiej drogi jest Marek Galiński. Swoją szansę w MTB widzi również Marcin Karczyński, który świadomie przeszedł z szosy, aby do niej wrócić. Jak podkreśla trener kadry górskiej, Andrzej Piątek, każdy najlepszy junior młodszy wśród „górali” może liczyć na propozycję z jego strony. Zawodnicy trenera Piątka wcale nie ukrywają szosowych ambicji, mając do dyspozycji zarówno profesjonalną grupę, jak i możliwość nauki. Przechodząc następnie na szosę, przychodzą jako w pełni ukształtowani i odpowiedzialni, a po aklimatyzacji stają się przydatnymi członkami teamu. W tym przypadku konieczne jest jednak odpowiednie dostosowanie treningu, gdyż obciążenia na szosie są dużo większe niż w MTB, a samo ściganie trwa dłużej. Wejście „drugimi drzwiami” ma według różnych opinii pewne zalety. W MTB konkurencja jest mniejsza, a osiągnięcie sukcesów, przynajmniej w Polsce, łatwiejsze.

Kasa, czyli ile można zarobić?

Kolarze zawodowi w niektórych krajach są narodowymi gwiazdami i przyciągają tłumy. W Polsce nawet najlepszym szosowcom taka zdumiewająca popularność na razie nie grozi i to pewnie przez wiele lat. Kolarstwo nie znalazło się również wysoko na polskiej liście życzeń kibiców – widzów i czytelników, a zatem traktowane jest po macoszemu przez media. Zarobki kolarzy zawodowych, a także sumy i szczegóły kontraktów, są jedną z lepiej strzeżonych tajemnic, zarówno w Polsce, jak i na zachodzie. Oczywiście „tam” zarabia się cały czas znacznie więcej niż w Polsce. UCI dba jednak o kolarzy zawodowych, chroniąc ich minimalnym wynagrodzeniem, jakie mogą otrzymywać. Dla Polski wynosi ono 500 franków szwajcarskich miesięcznie w grupach GS I i GS II, dla grup GS III wynagrodzenie to nie jest ustalone. Oznacza to, że zawodowy kolarz w Polsce nie może zarobić miesięcznie mniej niż 1450 PLN. Najniższe wysokości kontraktów odnotowane nieoficjalnie w Polsce mieszczą się w przedziale 1500 – 3000 PLN. Ale w naszym kraju odnotowano również, że spora grupa kolarzy (ok. 30%) nie otrzymuje wynagrodzenia, a jedynie sprzęt i możliwość startów w wyścigach oraz prawo do uzyskanych nagród i premii. Dużo większe stawki otrzymują kolarze z grup II dywizji. Do najlepiej płacących należą ponoć ATI i CCC, które są również najwyżej notowanymi polskimi grupami w rankingu UCI. Szacuje się, że nalepsi polscy kolarze mogą otrzymywać wynagrodzenie dochodzące do 20 tys. złotych miesięcznie – tyle miał otrzymywać Piotr Przydział w 2002 roku. Wynagrodzenie czołowych kolarzy w poszczególnych grupach może wynosić około 10 tys. miesięcznie. Wszystkie wartości są orientacyjne, gdyż ich faktyczne wielkości okrywa tajemnica kontraktów. Kontrakt zawodowy może gwarantować dodatkowe wynagrodzenie za każdy punkt zdobyty w rankingu, ok. 50 euro za punkt oraz za indywidualne osiągnięcia, np. mistrzostwo kraju, wygranie konkretnego wyścigu itp. Kontrakty podpisywane na zachodzie są dużo wyższe niż te same podpisywane w Polsce. Jest tylko jedno zastrzeżenie, podpisują je faktycznie najlepsi zawodnicy, którzy najczęściej przedstawiają określoną wartość dla drużyny, np. wnoszą określoną liczbę punktów UCI oraz spełniają wymagania przydatności dla zespołu. Zarówno obciążenia, jak i ranga imprez, w których się startuje, są większe. Kontrakty z grupami I dywizji sięgały w przypadku polskich zawodników 100 – 200 tys. euro w skali roku. Do wynagrodzenia należy również doliczyć nagrody zdobywane w trakcie wyścigów. Zwyczajowo są one dzielone między cały team, wliczając w to zarówno kolarzy, jak i mechaników czy masażystów. Oczywiście im większa ranga imprezy, tym większe pieniądze do podziału wchodzą w grę. Podczas zakończonego właśnie Tour de France grupa Amstronga zarobiła 579 tys. euro. Znacznie mniejsze zarobki możliwe są do osiągnięcia w MTB. Dlatego właśnie znaczna część zawodników przechodzi powoli na szosę. W kolarstwie górskim dobrego zawodnika zagranicznego można pozyskać już od kwoty 100 tys. zł za kontrakt roczny. Różnica jest jak widać wyraźna. Należy również pamiętać, że regulamin UCI zezwala na wstrzymanie wypłaty wynagrodzenia w przypadku zawieszenia kolarza, np. po stwierdzeniu stosowania niedozwolonych środków dopingujących. Z tego skwapliwie korzystają menadżerowie. Kolarze zawodowi muszą również pamiętać, że wszystkie odstępstwa od regulaminu UCI pociągają za sobą znaczne kary finansowe, zarówno dla kolarza, jak i grupy. Praktycznie wszystko, co robi i jak robi kolarz zawodowy, podlega regulaminowi i kontraktowi ze sponsorem.

Ile kosztuje sukces?

Kariera kolarza zawodowego pełna jest wyrzeczeń i wysiłku. Sława i splendor spływają zaś jedynie na jednostki. Najlepsi kolarze zaczynają swoją karierę wcześnie, przechodząc następnie przez kolejne etapy wyznaczane wiekiem. Wyjątkowo zdolni już w wieku 20 lat mogą znaleźć się w peletonie zawodowym, jednak sukcesy w gronie profi odnoszą zazwyczaj kolarze w przedziale 28 – 34 lata. A zatem cudowne dzieci czeka kilkuletnia harówka, najczęściej w otoczeniu lidera. Tylko nieliczni potrafią błyszczeć w młodym wieku. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślali, że do sukcesu w peletonie zawodowym potrzebna jest pracowitość i charakter. Na sukcesy nie ma bowiem lekarstwa i gotowej recepty. Zenon Jaskuła stwierdził, że aby dołączyć do światowej czołówki trzeba przejechać rocznie ok. 40 tys. km i to treningu zróżnicowanego. W przeliczeniu daje to 5 – 7 godzin treningowych dziennie. Dodatkowo zawodowstwo oznacza po prostu odpowiedzialność zawodnika za własny trening i formę. Zawodowca, co podkreśla wielu obserwatorów, nikt do treningu nie zmusza, nikt nie krzyczy. Również kwestia przestrzegania diety czy zaplanowania treningu spada na barki samego zawodnika. Dlatego w świecie profi tak ważna jest umiejętność stawiania sobie osobistych celów oraz narzucania wewnętrznej dyscypliny. Również dlatego przejście niektórych polskich zawodników do grup na zachodzie związane jest z szokiem i nagłym spadkiem formy. W naszej rzeczywistości większość kwestii regulował za zawodnika klub, na zachodzie musi on zadbać o to sam. Wizja króla peletonu odmierzającego łyżeczką ryż nie jest może tym, czego oczekują kibice, ale właśnie tak wygląda szara codzienność tego zawodu.

Życie po życiu

Większość byłych zawodowców nie kończy przygody z kolarstwem w momencie zakończenia kariery. Zawodnicy, którzy jeździli w grupach zachodnich i rozsądnie inwestowali pieniądze, dysponują kapitałem pozwalającym na rozkręcenie własnego biznesu i spokojnego życia w przyszłości. Większość zawodowców potrafi się sprawdzić jako menadżerowie czy szefowie firm. Szkoła, jaką wynieśli z peletonu zawodowego, pozwala im na odnoszenie sukcesów po zaprzestaniu ścigania. Czesław Lang zebrane w peletonie zawodowym doświadczenia przekuł w sprawną firmę organizującą największy polski wyścig. Zenon Jaskuła prowadzi w Polsce interesy swojego byłego sponsora. Po drugiej stronie barykady są sportowcy, których życie załamało się po przerwaniu kariery sportowej. Dlatego też w zawodowym sporcie ważna jest praca głową na równi z mięśniami. Tylko to zapewnia pełen sukces.

Jeżeli chcesz zostać zawodowcem…

… i właśnie podjąłeś tę decyzję, świetnie. Pamiętaj, że osoby zdeterminowane i pewne postawionych sobie celów najczęściej je osiągają.

  1. Jeżeli jeździsz amatorsko, postaraj się znaleźć klub, w którym będziesz mógł się rozwijać. Pytanie o adresy klubów jest najpopularniejsze w listach do redakcji. Pełną listę znajdziesz w internecie na stronie PZKol (www.pzkol.pl), informacje o klubach z danego województwa znajdziesz w okręgowych związkach kolarskich.
  2. Jeżeli nie możesz znaleźć klubu, który zechce cię przyjąć, nie załamuj rąk. Postaraj się uczynić swoje treningi systematycznymi, wykorzystaj do nich np. nasz kalendarz treningowy. Powiedz o swoich planach rodzicom i znajomym, może ktoś z nich będzie w stanie ci pomóc. Zaopatrz się w listę wyścigów, jakie odbywają się w twojej okolicy i postaraj się w nich startować oraz zajmować dobre miejsca. Wielu zawodników zostało „odkrytych” właśnie w taki sposób. Nawet najmniejszy wyścig organizowany dla amatorów skupia wokół siebie osoby związane z kolarstwem, które mogą ci pomóc.
  3. Jeżeli jeździsz w klubie, przeanalizuj swoją dotychczasową karierę zawodniczą, postaraj się przypomnieć sobie starty w zawodach, osiągnięte miejsca, znajdź i opisz swoje silne i słabe strony. Silne powinieneś wzmacniać, a słabe korygować. Listę cech przeanalizuj ze swoim trenerem, pamiętaj, że z boku czasem widać lepiej. Przykładaj się do treningów, nie zaniedbuj również treningu ogólnorozwojowego.
  4. Pamiętaj, że sukces zależy od własnej pracy, a nie szczęścia czy zbiegu okoliczności. Jeżeli czujesz nadchodzące załamanie, pamiętaj, że wszyscy wielcy zawodnicy je mieli i chcieli rzucić rower i całe to ściganie. Mistrza jednak poznaje się po tym, że wychodzi z takich stanów jeszcze silniejszym niż przedtem.
  5. Ucz się od starszych, podpatruj dojrzałych zawodników, jak się koncentrują, odżywiają, jak trenują i odpoczywają. Wiedzę zdobywa się razem z doświadczeniem, a to najlepiej widać właśnie u starszych. Staraj się również poznać teorię, zadawaj dużo pytań i znajduj odpowiedzi.
  6. Kiedy startujesz w wyścigach, staraj się je wygrywać, buduj w sobie mentalność zwycięzcy. Pamiętaj, że psychika jest równie ważna jak mięśnie i że również ją można kształtować. Nikt nie rodzi się mistrzem, mistrzem się staje.

Polskie grupy zawodowe

W chwili tworzenia artykułu w UCI zarejestrowanych było sześć polskich zawodowych grup szosowych, jedna grupa kobieca, jedna MTB. Jedyną grupą zawodową w II Dywizji (GS II) jest Action ATI, pozostałe znajdują się w Dywizji III. Według zebranych przez nas nieoficjalnych, jak podkreślają wszyscy rozmówcy, danych, przynajmniej dwie grupy z III mają aspiracje na II Dywizję w roku następnym. Prowadzone są również rozmowy nad utworzeniem silnej grupy w I Dywizji. Do najlepszych na świecie mają aspiracje dołączyć dwie spośród istniejących grup i określają to jako nieodległą przyszłość. Rozważane jest również zarejestrowanie w przyszłym roku drugiej grupy kobiecej. Lotto-PZU SA www.lotto-pzu.pl SZAFRANIEC Anna, SADŁECKA Magdalena, WŁOSZCZOWSKA Maja, KARCZYŃSKI Marcin, FORMICKI Piotr, KAISER Andrzej, BANACH Robert, PYRGIES Kryspin, SZPILA Paweł MKS Start Peugeot Andrzej Kita Lublin http://www.expak.peugeot.com.pl BRZEŻNA Paulina, GRZEBINOGA Monika (neo), MATUSIAK Bogumila, PIETR Agnieszka, SIPURZYŃSKA Anna, WYSOCKA Małgorzata GRUPA PSB [PSB] CZAJKOWSKI Daniel, JÓŹWIAK Mariusz, KOZLOV Alexandr (Białoruś), KIRYIENKA Vasil (Białoruś), LASZKIEWICZ Mariusz, MAJEWSKI Daniel, MACIEJEWSKI Marek, MYTNIK Marcin, PODOLSKI Łukasz, PUTEK Grzegorz, RADOSZ Robert, SKOCZYLAS Darek, SOBAL Yauhen (Białoruś), SOSNOWSKI Grzegorz, WOJCIECHOWSKI Dariusz DOMINSCOUT – ŚNIEŻKA – LODY BARCZYK Krzysztof, BARCZYK Piotr, BENTKOWSKI Paweł, GIERACKI Grzegorz, GRONKIEWICZ Grzegorz, KSOBIAK Bartłomiej, LEŚNIAK Tomasz, MIKOŁAJCZYK Przemysław, MERMER Krzysztof, OKRUCIŃSKI Daniel, WYRZYKOWSKI Zbigniew ACTION ATI GS II www.actionteam.pl BONDARIEW Bogdan (Ukraina), BROŻYNA Tomasz, CHMIELEWSKI Piotr, HUZARSKI Bartosz, JERECZEK Pawel (neo), KLYMENKO Oleksandr (Ukraina), KRAFT Dennis (neo) (Niemcy), KRZYWY Krzysztof, LEWANDOWSKI Marcin, OSIŃSKI Marcin (neo), PAWLYTA Michal (neo), RUTKIEWICZ Marek (doszedł w trakcie sezonu), STAFIEJ Kazimierz, WACKER Eugen (Kirgizja), WADECKI Adam AMORE & VITA BERETTA (grupa zarejestrowana w Polsce ze względu na przewagę polskich zawodników) www.amoreevita.com BURROW Jamie (Niemcy), CARLSTR…M Kjell (Finlandia), CIUFFI Stefano (Włochy), FANELLI Ivan (Włochy), FANINI Cristian (Włochy), GR…NQVIST Anders (Szwecja), GR…NQVIST Thomas (Szwecja), KACORZYK Łukasz, KRZESZOWIEC Artur, KUSCHYNSKI Aleksandr (Białoruś), LJUNGBLAD Jonas (Szwecja), MR”Z Mateusz, PASSUELLO Domenico (Włochy), POMIETŁO Michal Wladyslaw, SOUTHAM Tom (Niemcy), WESOŁY Marek DHL – AUTHOR CIESIELSKI Krzysztof, GĘBALA Marcin, GĘBKA Marcin, HIBOWSKI Maciej, KOTOWSKI Nikodem, KRASIŃSKI Artur, KUCEWICZ Daniel, ROSOLIŃSKI Grzegorz, RZEPECKI Krzysztof, SKOWROŃSKI Mikołaj, SZAFRAŃSKI Krzysztof, WAJS Grzegorz, WITECKI Mariusz HOOP CCC – POLSAT www.ccc.pl BODNAR Łukasz, CZAPELSKI Tomasz, GALIŃSKI Marek, KOHUT Seweryn, KOHUT Sławomir, KOWAL Mariusz, MARKOV Alexei (Rosja), MICKIEWICZ Jacek, NIWCZYK Robert, OLEJNIK MichaŁ, PAGE Jonathan (Stany Zjednoczone), PRZYDZIAŁ Piotr, ROMANIK Radosław, RODRIQUES Quentino (Portugalia), SAWKO Łukasz, SIVAKOV Alexei (Rosja), STOYANOV Plamen (Bługaria), WOJTAS Arkadiusz, ZARĘBSKI Jarosław LEGIA BAZYLISZEK – SOPRO BLAZEJ Marek, JEZIERSKI Sebastian, KRUPA Dawid, MIARA Krzysztof, NOWAK Hubert, RUDNICKI Dariusz, RYBCZYNSKI Mateusz, SKIBA Sebastian, SZANIAWSKI Paweł, WALCZAK Jacek, WASIEWICZ Daniel, WELNIAK Jarosław, ZOLEDZIOWSKI Gregorz KNAUF – MIKOMAX www.cycling-lodz.com.pl CZERWINSKI Rafał, GILICKI Wlodzimerz, JEZOWSKI Krzysztof, KAMINSKI Mariusz, KIENDYS Tomasz, LISOWICZ Tomasz, NOWAK Dariusz, OWCZAREK Tomasz, PAWLAK Wojciech, REBIEWSKI Jarosław, SAPA Marcin, WOLAK Marcin, ZARADNY Piotr

top 3

Czytaj więcej

10 dni do Pucharu Świata w kolarstwie torowym Pruszków 2017

Czytaj więcej
Czytaj więcej

Przełaje – Masłońskie – galeria zdjęć

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach