Historia pewnej ustawy…

od Redakcji
Jesteśmy za jazdą w kaskach, ale nie w każdych okolicznościach. W sporze polityków i radykalnych bikerów, do których należy Radek Lesisz, autor naszego GT, reprezentujemy stanowisko zdroworozsądkowe. Od lat konsekwentnie promujemy ochronne nakrycia głowy, bo sportowa jazda na rowerze tego wymaga. Jesteśmy jednak przeciwni wprowadzeniu obligatoryjnej jazdy w kaskach, bo sądzimy, że lepiej niż nakazywać jest zachęcać i uczyć. Projektodawcy w Polsce z zadziwiającą łatwością tworzą prawo rozmijające się z rzeczywistością i doświadczeniami innych państw. Nakazać użytkownikom rowerów jeździć w kaskach i kamizelkach jest łatwiej niż wybudować im bezpieczne i wygodne ścieżki rowerowe. Według informacji z ostatniej chwili poprawka do ustawy nie zostanie wprowadzona.
Jest wiele powodów, dla których ruch rowerowy powinien być szczególnie promowany. Wiele jest też przeszkód utrudniających rozwój tej formy poruszania. Główna to brak bezpieczeństwa na drogach. Sprawą postanowiły się więc zająć nasz rząd oraz parlament. Nie chodzi tu bynajmniej o utemperowanie polskich kierowców, likwidację antyrowerowych przepisów, czy też wprowadzenie usprawnień dla użytkowników dwóch kółek. Na celowniku znaleźli się rowerzyści. Słowa: Radek Lesisz
Ubezwłasnowolnieni
Przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury projekt ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu przewiduje szereg zmian w ustawie zwanej „Prawem o ruchu drogowym”. Zgodnie z nimi kierujący rowerem oraz osoba przewożona takim pojazdem będą zobowiązani:
1. używać w czasie jazdy kasku ochronnego odpowiadającego właściwym warunkom technicznym, o ile nie ukończyli 18 lat;
2. używać kamizelek odblaskowych odpowiadających właściwym warunkom technicznym podczas jazdy poza obszarem zabudowanym po poboczu lub jezdni.
„Nie ulega wątpliwości, że rowerzyści należą do najsłabszych uczestników ruchu drogowego i zasługują na szczególną ochronę. Korzystanie z kasków i kamizelek nie spowoduje jednak zmniejszenia liczby wypadków, gdyż nie brak tych akcesoriów jest tu przyczyną” – twierdzi Ryszard Rakower, prezes Sekcji Rowerzystów Miejskich z Poznania, która jako pierwsza wysłała protest do Ministerstwa w sprawie projektu ustawy. Zagrożeniem dla cyklistów jest przede wszystkim brawura i łamanie prawa przez wielu kierowców oraz źle zaprojektowana infrastruktura drogowa. Do dyskryminowania rowerzystów w ruchu drogowym przyczyniają się także obowiązujące w Polsce przepisy. Zdaniem Rakowera prowadzone prace legislacyjne powinny koncentrować się raczej na usuwaniu tego rodzaju barier, nie zaś na tworzeniu nowych.
Czemu pomysłem nakazu nie zostali objęci także piesi, czy też skejci? Dlaczego w kamizelki nie ubrać też motocyklistów, skoro, według danych, w tej grupie występuje największe ryzyko śmiertelnego wypadku w odniesieniu do przejechanych kilometrów?
Nikt nie prowadzi w Polsce badań nad charakterystyką wypadków rowerzystów, jakich grup wiekowych dotyczą, jakim obrażeniom ulegają, w jakich okolicznościach i ile kosztuje ich leczenie. Wydawać by się mogło, że bez takiej diagnozy nie da się skutecznie rozwiązać problemu. Jak widać, wcale nie przeszkadza to parlamentarzystom. Zamiast więc skupić się na egzekwowaniu istniejących przepisów, wymyślają kolejną, „cudowną” receptę na najwyższy w Europie odsetek zabitych rowerzystów.
Lek na całe zło
Kaski mogą ochronić głowę przed skutkami wypadków drogowych – to rzecz bezsprzeczna. Lecz kaski nie potrafią ochronić przed samym wypadkiem. Dlatego też zdecydowana większość rowerowego świata przeciwstawia się budowaniu poczucia bezpieczeństwa na drogach za pomocą obligatoryjnych kasków dla cyklistów. Za kaskami przemawiają zazwyczaj osoby niemające wiele wspólnego z jazdą na rowerze, zaś przeciw są głównie użytkownicy dwóch kółek. Być może bierze się to z (nie)zrozumienia różnicy, jaka istnieje między sportami rowerowymi a codziennym, zwykłym użytkowaniem roweru. Niektóre wyczyny na dwóch kółkach w istocie wymagają noszenia „zbroi” i najróżniejszych ochraniaczy (sporty te są nieraz ekstremalne). Ryzyko takiej jazdy jest jednak zbyt dowolnie przekładane na zwykłe użytkowanie roweru w mieście.
W raporcie z 2001 roku SWOV, holenderski Instytut Badań Bezpieczeństwa Drogowego, jasno stwierdza, iż oficjalne podkreślanie konieczności noszenia kasków prowadzi do utwierdzenia wizji jazdy na rowerze jako szczególnie niebezpiecznej, co z kolei wzmacnia także mocno rozpowszechnione przekonanie, że rozjechani na jezdni rowerzyści (w kasku, czy też bez) sami są sobie winni – przecież wiedzą, jakie to niebezpieczne. Tak rodzą się stereotypy!
Kaski są rzeczą użyteczną i potrzebną, nie bez przyczyny obowiązek ich noszenia narzucają w swych regulaminach profesjonalne unie i związki kolarskie, pomne tragicznie zmarłych kolarzy, których być może mógł uratować kask na głowie (Fabio Casartelli w 1995 roku czy Andriej Kiwiljew w 2003 roku). Tak samo postępują organizatorzy różnorakich maratonów i wyścigów rowerowych dla amatorów. Używanie kasków w sporcie winno być tak samo rygorystycznie przestrzegane, jak posiadanie sprawnego oświetlenia w codziennym użytkowaniu roweru. Przekonanie jednak, że głowa pod kaskiem jest zupełnie bezpieczna, może okazać się zgubne. Kaski rowerowe chronią głowę przed uderzeniami przy małych prędkościach. Nie stanowią natomiast efektywnej ochrony w razie groźniejszych wypadków drogowych. Siła uderzenia samochodu jadącego z prędkością 46,5 km/h jest wystarczająca, aby wyrzucić cyklistę na wysokość 13. piętra. Czy kask tu pomoże?
Przestroga z Australii
Podstawowe zagrożenie płynące z narzucenia obowiązku noszenia kasku to spadek liczby rowerzystów. Dokładnie taka kolej zdarzeń miała miejsce w Australii i Nowej Zelandii, gdzie w latach 90. wprowadzono obowiązek noszenia „skorup”.
W 2006 roku British Medical Journal opublikował badania dr Dorothy Robinson, która przeanalizowała pod kątem skuteczności prawa z Australii, Nowej Zelandii i Kanady, z okresu przed i po wprowadzeniu restrykcji kaskowych. Robinson doszła do wniosku, że nie sposób udowodnić, iż wzrost używalności kasku wpłynął na zmniejszenie liczby urazów głowy wśród rowerzystów. Badaczka postawiła sobie za to pytanie, czy przymus kaskowy rzeczywiście zachęca do korzystania z ochrony, czy też może zniechęca do rowerowania w ogóle? Przed wprowadzeniem restrykcji ruch rowerowy w Australii miał tendencję wzrostową, natomiast po odnotowano spadek liczby rowerzystów sięgający w niektórych stanach nawet 48% wśród dorosłych i 44% wśród dzieci (inne źródła mówią o średnim spadku wśród dzieci nawet o połowę)!
Dr Robinson podejrzewała także, iż noszenie kasków może zachęcać rowerzystów do podejmowania większego ryzyka, natomiast widok „okaskowanego” cyklisty może prowadzić do utwierdzenia wśród kierowców przekonania, iż osobnik taki nie wymaga specjalnie ostrożnego traktowania. To ostatnie przypuszczenie potwierdził jeszcze w tym samym roku dr Ian Walker, psycholog z uniwersytetu w Bath. Według niego jeżdżący w kaskach są bardziej narażeni na wypadek niż ci, którzy nie zabezpieczają swoich głów. Do takich wniosków doszedł, przeprowadzając prosty eksperyment. Zmierzył, podczas jazdy w kasku i bez niego, odległość, w jakiej mijają go samochody. Wyniki były zaskakujące. Okazało się, że w przypadku jazdy w kasku auta mijały go średnio o 8,5 cm bliżej, niż gdy pedałował z gołą głową. Zjawisko to zdaniem Walkera można wytłumaczyć w ten sposób, iż kierowcy postrzegają „kaskowców” jako bardziej doświadczonych i przewidywalnych uczestników ruchu, natomiast do osób bez tego rekwizytu mają mniejsze zaufanie i omijają ich większym łukiem, zostawiając miejsce na ewentualne manewry. Podczas tego eksperymentu uczony został potrącony przez autobus i ciężarówkę, w obu przypadkach z kaskiem na głowie.
Na zdrowie!
Wątpliwości dr Robinson potwierdza norweski raport z 2007 roku, który stwierdza, że o ile kaski rowerowe mogą zapobiegać poważnym obrażeniom głowy, o tyle zakres ich działania należy postawić pod znakiem zapytania. Bierze się to stąd, iż rezultaty badań nad tą materią mocno zależą od stosowanych metod badawczych, a te różnią się od siebie bardzo. Dlatego też nie można jednoznacznie stwierdzić, czy i w jakim stopniu kaski chronią rowerzystów przed urazami. Niemniej, jeśli, jak pokazują różne analizy, obowiązkowe kaski wpływają na zmniejszenie liczby rowerzystów, to traci na tym zdrowie całego społeczeństwa.
Kto jeździ na rowerze, żyje dłużej i ma lepsze zdrowie od tych, którzy nie jeżdżą. Truizm ten potwierdzają przeprowadzone w Danii badania, dowodzące, iż wśród osób regularnie dojeżdżających rowerem do pracy ryzyko śmierci jest o 28% mniejsze niż u „niepedałujących”.
Z trochę innego punktu widzenia zależność tę pokazał dr Mayer Hillman z brytyjskiego Policy Studies Institute, który obliczył, że lata życia zyskane dzięki rowerowaniu (bez kasku) przewyższają lata stracone na skutek wypadków w stosunku 20:1. Inaczej, na każdy rok życia stracony w wypadku przypada 20 lat zyskanych dzięki jeździe na rowerze. Duńska Federacja Cyklistów przeprowadziła podobne analizy, z których wynikało, iż dzięki jeździe na rowerze (średnio 3 km dziennie) pięciomilionowa rzesza pedałującego narodu zyskuje rocznie 36 500 lat życia (w Danii ginie średnio 80 cyklistów rocznie).
Spadek ruchu rowerowego spowodowany nakazem kaskowym może doprowadzić do ujemnego bilansu zdrowotnego. Zamiast przyczyniać się do ochrony zdrowia – zmniejszenia liczby wypadków – może skutkować zwiększoną liczbą przedwczesnych zgonów spowodowanych przez tzw. choroby cywilizacyjne, wynikające między innymi z braku ruchu (cukrzyca, nadciśnienie, osteoporoza itp).
Choć jazda na rowerze nie jest zupełnie bezpieczna, w porównaniu z innymi środkami transportu rower wypada znacznie lepiej, „niż go malują”. Nie wszystkie ofiary wypadków drogowych z obrażeniami czaszki to cykliści. Spoglądając na brytyjskie statystyki ofiar śmiertelnych (w wyniku tego urazu), dowiadujemy się, że 40% z nich to kierowcy, 39% piesi, 12% motocykliści, a 8,5% rowerzyści. Z badań przeprowadzonych w Hiszpanii wynika natomiast, że piesi są znacznie bardziej zagrożeni uszkodzeniami głowy niż rowerzyści. Być może należałoby zatem nakazać chodzenie w kaskach?
Przepisy za granicą
Nigdzie na świecie nie obowiązuje nakaz jazdy na rowerze w kamizelce odblaskowej przez całą dobę. W 2008 roku na Litwie był rozpatrywany taki wariant, skończyło się na obowiązku zakładania kamizelek po zmroku, poza terenem zabudowanym. Podobny przepis obowiązuje od 2008 roku we Francji. Tam regulacja weszła z pominięciem parlamentu, co wywołało falę krytyki, i nie jest przestrzegana! Polska zatem ciągle ma szansę na palmę pierwszeństwa w tym względzie.
Jeśli zaś chodzi o kaski, sprawa jest bardziej skomplikowana. Na świecie najbardziej znane ze swej restrykcyjnej polityki kaskowej są Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia, Australia i Kanada. W niektórych krajach europejskich istnieje nakaz nakładania kasków, zwykle ograniczony do pewnego wieku, tak jak w proponowanej zmianie naszych przepisów (dla przykładu: Czechy i Litwa – do 18. roku życia; Chorwacja i Estonia – do 16. roku życia; Słowenia – do 14. roku życia; Węgry, Austria, Łotwa – do 12. roku życia; Dania – do 6. roku życia).
Jedynymi europejskimi krajami, gdzie kaski obowiązują bez względu na wiek, są maleńka Malta, od lipca 2008 Słowacja (posłowie uchwalili tam ustawę nakładającą na rowerzystów powyżej 15. roku życia obowiązek noszenia kasków poza terenem zabudowanym, zaś poniżej tego wieku, bez wyjątków) oraz od 2004 Hiszpania. Tutaj „skorupy” obowiązują poza terenem zabudowanym, lecz od tej zasady jest kilka uzasadnionych bogato wyjątków, takich jak: pokonywanie długich podjazdów, wyjątkowe upały, czy też przeciwwskazania zdrowotne. Niemniej, przepis jest mocno krytykowany i ignorowany!
Kamizelki dla Batmana?
Według oficjalnych danych polskiej policji brak oświetlenia był przyczyną zaledwie 2,1% wypadków spowodowanych przez rowerzystów i 1,1% ogółu wypadków z udziałem rowerzystów w 2007 roku. Idea kamizelek rozwiązuje zatem problem marginalny, acz chwytliwy, bo odpowiada na społeczne zapotrzebowanie walki z „batmanami”. Czy nie lepiej walczyć z tym za pomocą rzetelnego egzekwowania istniejących przepisów o obowiązkowym oświetleniu roweru, zamiast tworzyć kolejne, nieprzemyślane prawo?
O ile literatura dostarczająca argumentów przeciwnikom i zwolennikom obligatoryjnych kasków jest całkiem bogata, o tyle ciągle brak jest przekonujących dowodów naukowych o zmniejszeniu liczby wypadków dzięki noszeniu przez rowerzystów kamizelek odblaskowych.
Bez wątpienia jaskrawy i odblaskowy ubiór zwiększa widoczność na drodze. Kamizelki i wszelkie inne elementy odblaskowe są jak najbardziej wskazane na drogach słabo lub nieoświetlonych, czy też przy złych warunkach pogodowych (mgła, gęsty śnieg czy deszcz). Nawet jednak Światowa Organizacja Zdrowia przyznaje, iż efektywność takich rekwizytów powinna zostać jeszcze dokładnie zbadana!
Krytyka obowiązku noszenia kamizelek poza obszarem zabudowanym przez całą dobę jest zatem oparta głównie na absurdalnych konsekwencjach tego prawa. W połączeniu z wymogiem noszenia kasków wychodzi mieszanka wybuchowa. Wystarczy wyobrazić sobie jazdę pod górę w kamizelce przy 35-stopniowym upale. Albo duży maraton na kilka tysięcy zawodników – wszyscy w kamizelkach ubabranych błotem. Trenująca drużyna kolarska i kamizelki furkoczące na wietrze… Turyści z zachodu ubierający kaski i kamizelki na polskiej granicy albo omijający nasz kraj szerokim łukiem. Chcesz wybrać się na spontaniczną przejażdżkę? Lepiej zabierz ze sobą kamizelkę i szukaj znaku D-43 (koniec obszaru zabudowanego).
Prawo sobie, życie sobie
Kompletny brak przemyślenia sprawy objawia się także w bałaganie legislacyjnym. W polskim prawie nie istnieją opisane warunki techniczne, jakie powinny spełniać kaski i kamizelki, na które powołuje się proponowany paragraf! Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby zaradni Polacy wzięli przykład z motocyklistów z Nigerii (noszących suszone skorupki dyni) i sfalandyzowali prawo zmuszające ich do noszenia kasków.
Żeby prawdziwy kask na głowie rowerzysty spełniał swoją funkcję ochronną, musi być należycie dopasowany, a także w odpowiednim stanie. Powinien być wymieniany po każdym uderzeniu, a także po pewnym okresie użytkowania, w przeciwnym bowiem wypadku może nawet pogarszać skutki wypadku. Wyegzekwowanie tych wymagań jest praktycznie niemożliwe. Także brak wymagań dla kamizelek jest zgubny, te najbardziej rozpowszechnione na rynku (za 10 zł) tracą swoje właściwości po 2-3 praniach, natomiast zakup porządnej, z tzw. folią mikropryzmatyczną to już wydatek rzędu 40–50 zł.
Jak nieoficjalnie przyznają niektórzy wysocy rangą policjanci, egzekwowanie nowych zapisów prawa będzie awykonalne, a w najlepszym przypadku odciągnie uwagę mundurowych od zwalczania innych, poważniejszych czynów zabronionych. Tworzenie martwych przepisów nie uczy na pewno szacunku dla litery prawa i najczęściej ośmiesza pomysłodawców. Z każdym mijającym dniem przekonują się o tym władze Wrocławia, które w 2001 roku zakazały cyklistom wjazdu na płytę Rynku. Jak tłumaczył to ówczesny prezydent miasta Bogdan Zdrojewski, powodem restrykcji byli operujący tu dilerzy narkotyków na rowerach, nieuchwytni dla stróżów prawa. O ile sam powód zakazu był kabaretowy, o tyle trwające do dziś skutki są znacznie mniej śmieszne. Zakaz na Rynku stanowi bardzo poważne utrudnienie w ruchu w centrum, jest więc notorycznie łamany, natomiast martwe prawo próbuje się co jakiś czas rehabilitować, organizując łapanki rowerzystów. Podobny los może spotkać proponowane przepisy. Holandia, gdzie jeździ się bez kasków, ale rowerem można dojechać bezpiecznie wszędzie, notuje największą liczbę przejechanych dziennie kilometrów w przeliczeniu na osobę (ok. 3 km), przy jednocześnie jednym z najniższych wskaźników zabitych rowerzystów. W Danii przypada nieco ponad 7 zabitych cyklistów na milion mieszkańców, przy ruchu rowerowym na poziomie 20% wszystkich podróży. Dla porównania w Polsce mamy 15,8 zabitych przy minimalnym ruchu rowerowym rzędu 1-2%. W obecnej postaci proponowane prawo ma małe szense polepszyć tę statystkę, prędzej „zabije” ruch rowerowy. W kasku czy bez, prawo należy tworzyć z głową. Jak to się robi w Polsce?
Czyli proces rodzenia się obowiązkowych kasków i kamizelek
Inicjatywa pojawiła za czasów rządu Kazimierza Marcinkiewicza. W styczniu 2005 roku delegacja organizacji rowerowych zrzeszonych w sieci Miasta dla Rowerów przedłożyła na spotkaniu w Ministerstwie Transportu pakiet postulatów zmian w polskich przepisach. Choć rozmowy utknęły wówczas w martwym punkcie, papier zaczął żyć własnym życiem.
Pomysł na kamizelki wyszedł z Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, będącej częścią ministerstwa, która podparła się nieprawdziwą argumentacją. „Na podkładkę” użyto bowiem postulatów sieci MdR, które jedynie sugerowały zalecanie (!) noszenia „jasnego i widocznego w warunkach pogorszonej widoczności ubioru wyposażonego w elementy odblaskowe”.
W marcu 2008 roku zawiązała się Parlamentarna Grupa ds. Komunikacji i Turystyki Rowerowej, która rozpoczęła wraz z siecią MdR prace nad wcześniej postulowanymi zmianami. Jeszcze w tym samym miesiącu MI zapewniało interpelującego posła Łukasza Gibałę (PO), że wszelkie zmiany przepisów ruchu drogowego będą konsultowane z rowerzystami. Tymczasem na liście 19 organizacji, którym MI przesłało projekt do konsultacji, próżno szukać rowerowej. Paradoks
Każdy czynnik zmniejszający u kierowców świadomość istnienia rowerzystów na jezdni może prowadzić do zwiększenia prawdopodobieństwa wypadku z udziałem rowerzysty. Do takich czynników zalicza się także liczbę rowerzystów widzianych na ulicy. Zatem, im więcej rowerów na drogach, tym bezpieczniej dla rowerzystów. Ten interesujący paradoks znajduje swoje odzwierciedlenie w krajach o wysokiej kulturze rowerowej (Dania, Holandia), gdzie odsetek osób noszących kaski jest bliski zeru, natomiast odsetek urazów głowy na kilometr przejechany na rowerze jest znacznie mniejszy niż w krajach narzucających obowiązek noszenia kasków.
Badania P. L. Jacobsena, opublikowane w 2003 roku przez prestiżowy żurnal medyczny Injury Prevention, dowodzą, że w przypadku podwojenia ruchu rowerowego ryzyko wypadku spada średnio o 34%. Zgodnie też z tą zasadą (zwaną „zasadą wzrostu”), ubytek liczby cyklistów o połowę powoduje wzrost ryzyka wypadku o 52%. Wniosek? Ryzykiem jest nie pedałować!

top 3

Filmy

Wybór redakcji

comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach