Ciężko, ciężej, klasyk

Nastał sezon klasycznych wyścigów, a tym samym czas pełnych napięcia, fascynujących wyścigów jednodniowych. Powiemy, co sprawia, że wyścigi te są specjalne i dlaczego tak ciężko je wygrać. Na koniec po prostu gasną światła. Nawet u wielkich kolarzy… Paolo Bettini, wycieńczony, musiał zrezygnować ok. 20 km przed metą wyścigu wokół Flandrii w 2003 r. Po 17 ciężkich podjazdach i okrągłych sześciu godzinach pedałowania jego zapasy energii były wyczerpane. A przecież właśnie rezerwy decydują, czy jedzie się po zwycięstwo, lub czy się jeszcze w ogóle jedzie. Podczas niektórych klasycznych wyścigów tylko niewielka garstka kolarzy osiąga cel. Pozostali są wyczerpani, wycieńczeni, wyeliminowani. W ciągu ostatnich pięciu lat metę w Roubaix osiągało przeciętnie 62 spośród 200 startujących kolarzy. Całkiem ciężko.

Czyż nie dobija się koni

Co składa się na wielokrotnie przeklinaną bezwzględność klasyków? Długie trasy, często ponad 250-kilometrowe, które wymagają dużo więcej energii niż inne wyścigi? Czy częstokroć zła pogoda, wiatr, zimno? Archaiczny bruk z kamienia polnego na trasie Paris-Roubaix? Wiele ostrych podjazdów na wyścigu wokół Flandrii? Kręta trasa wyścigu Amstel Gold Race, na której kolarze setki razy muszą zaczynać silniej pedałować? A może jest po prostu tak, że wyścigi te są legendarne i toczy się o nie najcięższe walki, ponieważ zwycięzcy prócz sławy zdobywają również wiele punktów w klasyfikacji indywidualnej? Z pewnością chodzi o wszystkie te czynniki. Jedynie kolarze, którzy dysponują odpowiednią samooceną oraz „siłą” i „klasą”, mogą wygrać klasyczny wyścig. Ale co to jest siła i klasa? Temat „siły” można jeszcze dość łatwo objąć. System treningowy SRM, który jest już szeroko rozpowszechniony wśród profesjonalistów, może zmierzyć, jak mocno pedałuje kolarz. Zapisy z dużych wyścigów są wprawdzie rzadkie, nader jednak bogate w informacje (patrz: tabela). Ulrich Schroberer, odkrywca systemu, przeanalizował już wiele z zapisów danych i dokładnie wie, o co chodzi w wyścigu. „Podczas klasyków jedzie się dużo ostrzej niż podczas imprez etapowych. Kto chce odnosić sukcesy w klasycznych wyścigach, musi potrafić wykonać wiele krótkich i dużo cięższych interwałów”. W te same tony uderza lekarz drużyny T-Mobile. „Aby mierzyć się z najlepszymi, kolarz w czasie jednej do dwóch minut musi mieć moc od 600 do 800 watów”. I to na każde zawołanie. Taka brutalna moc wymaga specjalnego treningu. „W wyścigu wystarczy mi stoper, aby zorientować się, który z kolarzy jakie interwały trenował podczas przygotowań” – mówi lekarz T-Mobile. Klasę da się wykształcić, gdy sportowiec rozwija zdolności anaerobowe, czyli powtarza ekstremalne obciążenia, przy których organizm pozyskuje swoją energię prawie całkowicie bez pomocy tlenu. Jest to do wytrenowania, pamiętać trzeba jednak o genetycznych predyspozycjach sportowców, które mają swoje granice. „Słaby specjalista od wspinaczki nigdy nie zdobędzie siły potrzebnej na Paris-Roubaix lub wyścigu wokół Flandrii”. Najlepsi kolarze natomiast, którzy najczęściej są także dobrymi kolarzami jeżdżącymi na czas, lądują podczas Lźttich-Bastogne-Lźttich lub podczas Amstel Gold Race na pierwszych miejscach. Zapisy danych z systemu SRM udowadniają, że rodzaj wyścigu, jego rytm i długość faz intensywnych, miarodajnie określa, który kolarz ma szansę na zwycięstwo. Najważniejsze wymagania dyktuje dystans, ponieważ liczba i długość podjazdów lub przejazdy po kamiennym bruku decydują, jak często i jak długo trzeba jechać z dużymi obciążeniami. Im bardziej zdolności kolarza odpowiadają wymaganiom, tym więcej sukcesów może on odnosić. Co wcale nie oznacza, że sportowiec będzie zadowolony z danego wyścigu. Profesjonalista z T-Mobile, Rolf Aldag, ciągle dobrze radzi sobie na Paris-Roubaix, jednak nie lubi tego wyścigu.

Oszczędna gospodarka zasobami

Rytm wyścigu ustalają oczywiście również kolarze. Zapisy SRM pokazują, że w niższych kategoriach młode pokolenie już na starcie pedałuje, ile wlezie. Profesjonaliści natomiast zaczynają najczęściej stonowanie i spokojnie. W szczególności podczas dużych imprez startują spokojnie, a na mecie są i tak zawsze szybsi. Jadą równo przede wszystkim dlatego, że muszą oszczędnie gospodarować rezerwami energii, ponieważ są one ograniczone i mają tego świadomość. Mechanizmy dysponowania energią są takie same zarówno dla kolarzy hobbystów, jak i dla profesjonalistów. Na długich odcinkach kolarze czerpią z trzech źródeł. Największą część łącznego zużycia energii (w wysokości ok. 6500 kilokalorii podczas klasycznego wyścigu) stanowi spalanie tłuszczu, poza tym powstaje ona z dostępnych węglowodanów, jak i z glikogenu zmagazynowanego w muskulaturze. Na trzecim miejscu stoją węglowodany z pożywienia, które przyjmuje się podczas wyścigu. Utrzymują one poziom cukru we krwi i buforują zużycie glikogenu z mięśni. Raczej niewielką rolę odgrywa rozpad białek mięśniowych (protein) w końcowej fazie wyścigu. Pod względem energetycznym szczególnie ważne są dwa aspekty: t Dla maksymalnej mocy konieczny jest ograniczony i podczas wyścigu niezastępowany przez pożywienie glikogen mięśniowy. t Kolarze mogą podczas wyścigu spożyć tylko tyle, ile wytrzyma żołądek. Ilość energii również w optymalnych warunkach jest bardzo ograniczona: limit to 250 kilokalorii na godzinę.

Kolarskie sztuczki

Oszczędne gospodarowanie siłami jest tym cięższe, im częściej kolarz zmuszony jest wchodzić w obszary beztlenowe (jak na przykład podczas wyścigu wokół Flandrii czy Paris-Roubaix). Powód? Kolarze trafiają tam na przewężenia takie, jak wąskie lokalne dróżki czy brukowane kamieniem szosy. Kto nie wchodzi w te kluczowe miejsca z pierwszej pozycji, szybko traci kontakt z najlepszymi. W miejscach tych nie można wprawdzie wygrać wyścigu, ale można przegrać. Dlatego też finiszuje się tam bardzo ostro, aby znaleźć się na korzystnej pozycji. Sztuczka polega tu na tym, aby mimo narzuconego rytmu wchodzić w zakres beztlenowy, w którym wartościowe węglowodany spalane są tak rzadko, jak tylko jest to możliwe. Dodatkowo każda wycieczka w zakres anaerobowy ma taki skutek, że kolarz potrzebuje bardzo dużo czasu, aby powrócić do metabolizmu tłuszczów. „Jest to enzymatyczny proces, który potrzebuje po prostu czasu” – mówi lekarz T-Mobile. Dlatego też profesjonaliści potrzebują oprócz silnych nóg także trzeźwej głowy. Po złapaniu gumy ważnym może być, aby nie gnać jak najszybciej, by dogonić czołówkę, lecz lepiej jest jechać trochę wolniej i tak, aby oszczędzić rezerwy energii. Dla profesjonalistów oznacza to, że kto szybko wyczerpuje zapasy energii, ponieważ ciągle musi walczyć o pozycje lub nie ma już pomocnika, który mu ofiarowuje „koło”, ryzykuje, że roztrwoni najbardziej wartościową energię – glikogen mięśniowy. Nieuchronnie tego właśnie brakuje w finale. Dawny mistrz, Sean Kelly, który mógł wygrać w latach osiemdziesiątych wiele klasyków, uważa, że „decydujące jest, aby na początku robić najmniej, jak to jest możliwe, i możliwie jak najwięcej zaoszczędzić na koniec”. Mała różnica na początku decyduje na końcu o wygranej lub przegranej. Kolarze mówią chętnie o „ziarnach”, które chcą sobie odłożyć na finał. Obraz zapasu ziaren pokazuje plastycznie ograniczone rezerwy glikogenu w mięśniach. Kto nie porusza się ekonomicznie, ten wraca do domu. Jak oszczędnie siłowo potrafią działać dobrze wytrenowani profesjonaliści podczas klasycznych wyścigów, pokazuje zapis danych SRM Bjarne Riisa z wygranego przez niego Amstel Gold Race. Zapis ten dokumentuje odcinki w zakresie podstawowej wytrzymałości, a nawet w zakresie kompensacji, identycznie jak takie z maksymalnym obciążeniem. Riis, nawet przy szybkim tempie wyścigu, w ciągu długich odcinków spalał wyłącznie tłuszcz, a na niektórych odcinkach potrafił nawet odpoczywać. Polega to na dobrej jeździe z utrzymaniem koła (praca zespołowa) i ekonomicznym poruszaniu się. Kto nie porusza się ekonomicznie, wraca pierwszym autobusem do domu. „Hiszpanie, którym nie odpowiadają wiosenne klasyki, już po połowie są całkowicie wykończeni i najczęściej po drugiej kontroli lekarskiej wsiadają do czekającego autobusu” – opowiada lekarz T-Mobile o swoich obserwacjach i podkreśla dalej – „Dokładna znajomość odcinka jest w równej mierze decydująca. Johan Museeuw wiedział dokładnie, gdzie odcinek jest dodatkowo nastromiony i jak trzeba tam jechać. Nigdzie nie jest to tak ważne jak podczas wyścigu po kamieniach.” Andreas Klier powiada, iż „trzeba się urodzić do wyścigu we Flandrii” i przede wszystkim myśli tu o pasji, miłości do tego trudnego wyścigu przy częstokroć nieprzyjaznych warunkach. Z drugiej strony pewną rolę odgrywają również predyspozycje, ponieważ wysokie zdolności anaerobowe w dużej części ma się w genach. Sportowcy z większą ilością białych, szybkich włókien mięśniowych mają przy tym również jedną, czasem małą, przewagę – ich mięśnie dysponują proporcjonalnie większym tzw. spichlerzem kreatynowo-fosforanowym, który szybko udostępnia energię, aby w walce o pozycje przedostać się na miejsce kluczowe. Zasobniki te regenerują się podczas wysiłku i już po kilku minutach są znów do dyspozycji. Oszczędza to zapasy glikogenu. Muru gór Geraard nie przejeżdża się jednak na zapasie kreatynowo-fosforanowym. Mimo tego, że wymagania anaerobowe są tak ważne dla łowców klasyków, nie mogą oni zaniedbywać metabolizmu tłuszczów. Krzywa SRM ze zwycięstwa Bjarne Riisa podczas Amstel Gold Race pokazuje, że przeważająca część energii pochodziła z tłuszczów zmagazynowanych w jego ciele. Dlatego profesjonaliści trenują głównie w zakresie podstawowym, aby zoptymalizować zdolność metabolizmu tłuszczów. Zapasy glikogenu są ważnym źródłem energii dla gorących faz wyścigu. Najwyższe zużycie glikogenu przypada u Riisa w ostatniej godzinie. Ilustruje to, jak ważnym jest oszczędne nim gospodarowanie.

Pozorne sprzeczności

Nie wszystkie klasyki są pod tym względem tak wybredne. Ulubiony wyścig Erika Zabela, Milano-San Remo, liczy wprawdzie aż 300 km długości, ale ważne i nie bardzo strome podjazdy pojawiają się dopiero niedaleko mety. Oznacza to, że sprawne drużyny są w wyścigu do niemal samego końca i mogą ochraniać swoich kapitanów lub trzymać pole zamknięte aż do samego finału. Ten specjalny profil odcinków skłaniał „człowieka klasyków”, jakim był Johan Museeuw, do arogancko brzmiącej wypowiedzi, że Milano-San Remo „nie jest prawdziwym wyzwaniem”. Tym samym jednak Flamand udowadnia tylko, że podczas „Primavery” wymagane są inne umiejętności (jak można wyczytać z szeregu zwycięstw sprinterskich w ubiegłych latach). Kolarz taki jak Zabel, który dysponuje bardzo dobrą wytrzymałością podstawową, jak również perfekcyjnie dostosowującą się do niego drużyną i dobrze pokonuje pagórki, jest idealną obsadą spektaklu na Via Roma. Klasyki wymagają zatem pozornych sprzeczności: impulsywnej, szczytowej mocy i ekstremalnej, długotrwałej wytrzymałości. Mieszanki, która czyni te wyścigi tak specjalnymi i bardziej wymagającymi, niż każdy z odcinków Tour De France. Klasyki są raczej esencją sportu szosowego. Nagradzają wszystkich silnych kolarzy z doświadczeniem i tak zaprawionych taktycznie, że potrafią zrobić rozeznanie i odczekać, aż nadejdzie moment rozstrzygnięcia. Subtelna i wyrafinowana konstelacja, która od ponad stu lat tworzy wciąż na nowo trzymające w napięciu wyścigi. Tak powstaje mit.

Dystrybucja siły

Krzywa zwycięzcy: Bjarne Riis podczas Amstel Gold Race 1997 Czarna krzywa pokazuje średnią wytworzoną moc, uśrednioną dla 15-minutowych odcinków, żółta dla 4-minutowych odcinków. Niebieska linia pokazuje sumę wydatkowanej energii. Wyścig przebiega typowo dla klasyków: początek spokojny (faza I, 200 W), część środkowa z toczącą się walką (faza II, 300 W), finał z maksymalną mocą (faza III, ucieczka solo, 400 W). Pierwsze anaerobowe obciążenie następuje po nieco dłuższym okresie niż połowa czasu i zapoczątkowuje fazę ataku. W finale zmiana mocy redukuje się, ponieważ Riis przyspieszył w stylu jazdy na czas. (Ź(ródło: zapisy danych SRM)

Skąd bierze się siła?

Mechanizmy gromadzenia energii w wyścigu W fazie I podczas Amstel Gold Race 1997 dominuje u Bjarne Riisa spalanie tłuszczów (niebieski). W fazie II przez ciągłe ataki zużywane jest już dużo glikogenu (żółty), jednak spalanie tłuszczów dostarcza ciągle ważnej energii. W fazie III dominuje przemiana glikogenu, nie ma już niemal spalania tłuszczów. Zużyta ilość glikogenu odpowiada mniej więcej maksymalnej dostępnej ilości około 2500 kilokalorii. Oznacza to, że żółta powierzchnia nie może być w sumie większa. Jeśli w fazie I lub II spalone zostałoby więcej glikogenu, nie starczyłoby energii na finał. Ilość glikogenu dostarczonego w pożywieniu nie mogła być już zwiększona, ponieważ nie mógł jej przyjąć żołądek. Udział zaopatrzenia w energię jest szacowany na podstawie zapisów SRM. Porównanie talentów Co wyróżnia specjalistów od wyścigów etapowych: – Optymalne zdolności regeneracyjne – Długie, proporcjonalne obciążenia na progu Co wyróżnia „łowców klasyków” – Zdolność do pełnego wyczerpania sił w ciągu jednego dnia – Wiele krótkich i bardzo ciężkich interwałów anaerobowych

Liczby i fakty

Typowa długość: 260 km Czas wyścigu: ok. 6,5 godz Średnia prędkość: 40 km/h Średnia moc: 250 do 270 W Zużycie energii: ok. 6 500 kilokalorii Szczytowa moc na podjazdach: 600 do 800 W w ciągu jednej do dwóch minut Moc długodystansowa powyżej 30 min: 400 W

Klasyki kontra maratony alpejskie

Podczas maratonu kolarskiego Ětztaler, o długości 238 km i sumie przewyższeń 5 500 m, dobry hobbysta spala również ok. 6 500 kilokalorii, jednak czas przejazdu wynosi okrągłe 10 godzin, zaś średnia moc to ok. 160 W.

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach