Mistrzostwa Polski w kolarstwie górskim, Olsztyn k. Częstochowy 17. lipca 2005

Rycerskie pojedynki W ostatni weekend tereny wokół malowniczych ruin zamku w Olsztynie po raz pierwszy od dawien dawna były areną walk na śmierć i życie. Tym razem walczono złoto, srebro i... brąz, a krew się lała obficie, choć nie brakowało też łez. W szranki stanęła cała polska czołówka reprezentująca różne barwy - od żółci z niebieskim po biel i granat. Jak zwykle pojedynki wygrali lepsi, ale i oni musieli się solidnie natrudzić, by zdobyć najwyższe trofea. Na szczęście podział na rycerstwo i białogłowy sprawił, że wygrać można było więcej jak jedną nagrodę. Stanowiący też prawa zadbali, by dziatki nie mieszały się z wąsatymi mężami - jak każe tradycja i dobre obyczaje. Słabsza płeć Kobiety polskie tym razem reprezentowane były wyjątkowo licznie, a za sprawą delegacyji bractwa szosowego pojawiły się także dawno nie widziane szybkie jak wiatr dziewoje szkolone do pościgów na dalekich dystansach. Niestety tutaj najwyrażniej nie pasowało im podłoże, zbyt miękkie i wyboiste jak na ich gusta (i guściki), bowiem szybko zrezygnowały z walki. Księstwo maratończyków także wysłało swoje twarde zawodniczki, jak nikt potrafiące kluczyć po lasach - cóż kiedy drzew zabrakło. Faworytki z twierdzy Lotto początkowo lekko zostały zablokowane poprzez wrogi szyki, ale po przegrupowaniu w pierwszej rundzie pojedynku szybko objęły prowadzenie stawki. Hasając po okolicznych polach, górach i lasach to pojawiały się to znikały by zaatakować to podjazd, to zjazd to kamienny murek, ale konsekwentne jednocześnie zwiększały przewagę nad szybko topniejącą stawką. Prym cały czas wiodła panna Maja Włoszczowska, narzucająca takie tempo, że aż się kurzyło, ale jej towarzyszki nie dawały się zgubić - być może dlatego, że ze względu na korzystne do ścigania warunki atmosferyczne kurz szybko opadał. Jednakowaoż żar się z nieba lejący także nieźle dawał się we znaki, co dodatkowo dodawało dramaturgii walce. Trzy rundy nie wniosły nic nowego do przebiegu rozrgywki i dopiero czwarta, ostatnia wniosła ożywienie - ku uciesze licznie zgromadzonej gawiedzi. Niestety oznaczało to, że Maja musiała oddać prowadzenie na rzecz panny Magdaleny Sadłeckiej (reprezentującej te same barwy), która lepiej rozłożyła siły. Trzecia była panna Anna Szafraniec, któraż to podobnież do walki przystąpiła przez infekcyję osłabiona. Wśród młódek, zwanych też orliczkami, złoto zdobyła Maja, a srebro Marlena Pyrgies (ULKS SMS Żywiec GK Pyrgies) i 3 Maria Teresa Jaworska (Adventure Łódź, które to przybyły w okolice mety ze znaczną stratą do czołówki. Mężowie do ostatniej krwi Rycerstwo polskie ma temperamenta zajadłe, a duch w nim bojowy, czego dowiodła główna rozgrywka tego dnia. Na starcie pojawiła cała krajowa czołówka, która w tym roku już niejednokrotnie miała okazję zmierzyć się na innych turniejach. Do faworytów zaliczano imć Marka Galińskiego, herbu PSB-Orbea-Atlas, ale niektórzy ostawiali też jego największego rywala Mariusza Kowala, który pod nieobecność rycerstwa ukraińskiego (zatrzymało je ważne sprawy natury państwowej), szykował się do zemsty za ostatnie porażki. Niestety okazało się, że los i problemy techniczne pokrzyżowały szyki, a rewanż musi być odłożony - mocny rycerz z Polanicy herbu Laufer Modafur złapał gumę już w pierwszej rundzie. Tym samym pojedynek przebiegał pod dyktando naszego eksportowego rycerza, który też niekiedy przywdziewa zagraniczne barwy, gdy występować mu wypada na pozakrajowych arenach. Przez większość dystansu deptał mu jednak po piętach młody Dariusz Batek (Lotto), niepomny tego, że podobna śmiałość może być srogo ukarana - choćby uwagą margrabiego Walkiewicza i skierowaniem do specjalnych oddziałów torowych. Tym razem chyba się mu jednak jeszcze udało. Miejsce trzecie zajął chudy, ale uparty rycerz z Wybrzeża - Michał Bogdziewicz, herbu KS Lechia Gdańsk. A dzielny Kowal po szaleńczej pogoni zajął wśród kwiatu rycerstwa miejsce czwarte i zdobył medal drewniany. Na dalszych miejscach zameldowli się ci, którzy przetrwali całe sześć rund i nie zabiły ich problemy z aprowizacją. Najbardziej osłabionych wcześniej już wycofywali z walki sędziowie pilnujący porządku - a mieli przy tym naprawdę sporo roboty. Wiele wskazuje na to, że nasze rycerstwo musi więcej ćwiczyć i to niekoniecznie tylko z okazji mistrzostwa nadwiślańskiej krainy. Dla pamięci potomnych zanotować wypada tylko jeszcze, że wśród orlików wygrał Dariusz Batek, drugi był Jacek Trzop (Adventure Łódź), a trzeci Łukasz Mudyń (Ursus MKLS Baszta Bytów). Tekst: Grzegorz Radziwonowski, zdjęcia: Paweł Urbaniak

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach