Szosa dla początkujących

Zanim zaczniecie „łykać” kolejne kilometry niczym Lance Armstrong, wypada zacząć od spraw podstawowych. Pomożemy wam więc wybrać właściwy rozmiar roweru, doradzimy, jak się ubrać i co wziąć ze sobą. Wystarczy 10 prostych kroków i będziecie gotowi, by zmierzyć się z wiatrem.

Jak dobrać rozmiar ramy?

Dobór rozmiaru w „szosówkach” jest jeszcze prostszy niż w „góralach”. Zazwyczaj producenci wytwarzają ramy poszczególnych modeli w 10-12 wielkościach (w „góralach” zadowolić się musimy zazwyczaj tylko 3). Można więc właściwą wielkość dobrać idealnie, o ile oczywiście będziemy wiedzieć, czego szukamy. Podstawa to zmierzenie długości nóg. Stajemy twarzą do ściany, w lekkim rozkroku (stopy rozsunięte na szerokość bioder) i sprawdzamy odległość od kroku do ziemi. Najłatwiej jest przyłożyć we wskazanym miejscu książkę, tak, by jej grzbiet znajdował się w poziomie i na ścianie zaznaczyć punkt przedłużenia grzbietu. Mierzymy odległość do ziemi, właściwą wielkość ramy uzyskujemy z formuły: 0,66 x długość nóg + 2 cm. Upatrzony rower warto zmierzyć osobiście, ponieważ producenci określają rozmiary w różny sposób. Wielkość ramy to odległość od środka suportu do punktu przecięcia ze znajdującą się w poziomie rurą górną (rzeczywistą lub wirtualną).

Punkty kontaktu

Przede wszystkim siodło i buty decydują o tym, jak wygodnie będziemy przemieszczać się na rowerze. Siodło należy do komponentów wybitnie zindywidualizowanych, ale podstawowa zasada rządząca wyborem brzmi – im lepiej jest się wytrenowanym, tym twardsze może być siodło. Poza tym osoby wytrenowane mają pozycję mocno pochyloną, dlatego opierają się na siodle w dużym stopniu nie na kościach miednicy, a na mięśniach znajdujących się tamże. O wygodzie siodła decyduje przy tym nie grubość wyściełania, ale konstrukcja, np. tytanowy stelaż jest bardziej elastyczny niż stalowy, a kompozytowa skorupa dzięki możliwości wyginania może być bardzo komfortowa. Wspomniane wyściełanie, jeśli będzie zbyt grube, może się pofałdować i marszczyć, co prowadzi wprost do uciskania nerwów i arterii krwionośnych. Nawet najwygodniejszy model na nic się nie zda, jeśli zostanie źle ustawiony. Siodło musi być wypoziomowane. Konserwatywne podejście do szosy mówi o tym, że buty powinny być przede wszystkim sztywne i jest to prawda. Jednak wiele osób jeżdżących na rowerach górskich używa tych samych butów (a nawet pedałów) i to jest z kolei podejście rozsądne, ponieważ poza podeszwą buty te często zupełnie się nie różnią, a w górskich da się chodzić. Kilka innych detali jest nie mniej istotnych, przede wszystkim możliwość dopasowania do stopy. Tutaj liczy się krój i zapięcie, z czystym sumieniem polecić można trzy rzepy jako najbardziej uniwersalne. Jeśli będziemy kupować buty, szczególnie szosowe, sprawdzić należy, czy mają odpowiednie otwory do montażu bloków pasujących do pedałów. Systemów jest kilka i to niepasujących do siebie.

Pozycja na rowerze

Na „szosówce” jeździ się w pozycji pochylonej, co dla osób początkujących jest po prostu niewygodne. Do zginania pleców trzeba przyzwyczajać się stopniowo, dobierając przede wszystkim długość i wysokość mostka. Chodzi przecież o to, by móc równocześnie sięgnąć do kierownicy, a przede wszystkim dźwigni hamulcowych zintegrowanych z manetkami. „Żółtodzioby” powinny mieć kierownicę ustawioną tuż poniżej poziomu siodła (chodzi o jej część górną, tam, gdzie styka się ze wspornikiem). Wysokość mostka najłatwiej regulować za pomocą podkładek na rurze sterowej (w komplecie powinna znajdować się wystarczająca ilość). Z czasem sportowa pozycja ulega pogłębieniu, aż siodło znajdzie się zdecydowanie wyżej od kierownicy. Różnica poziomów zależy od wzrostu jeżdżącego. Dla osoby mierzącej 160 cm będzie to ok. 3 cm, odpowiednio przy 180 cm już ok. 7 cm.

Ciśnienie w oponach

Rowery szosowe mają bardzo wąskie opony, które muszą być naprawdę twardo napompowane, w przeciwnym wypadku grozi nam ciągłe „łapanie gumy”. Jako punkt docelowy należy przyjąć maksymalne ciśnienie – odpowiednie dane zawsze podane są z boku opony (uwaga, w różnych jednostkach!). Jest to poziom zalecany dla wszystkich, którzy ważą powyżej 80 kg. Lżejsi jako wyznacznik przyjąć mogą własną masę. Ważąc 70 kg, możemy zredukować ciśnienie do 7 barów itd. Oczywiście uzyskanie podobnych wysokich ciśnień nie jest łatwe z pomocą byle jakiej pompki. Najwygodniejsze są klasyczne, montowane pod ramą. Pamiętać trzeba o tym, że im węższy jest ich cylinder, tym pompowanie lżejsze. Dla dużo jeżdżących opłacalny zakup to pompka stacjonarna, obowiązkowo z manometrem, dostępne są modele za niewiele więcej jak 100 zł.

Niezbędnik

Teoretycznie nowoczesne rowery psują się bardzo rzadko, ale zawsze w trasie zdarzyć się może niespodziewana awaria. Podstawa to oczywiście dętka wraz z łyżkami, które pozwolą na jej zmianę oraz pompka. Absolutne minimum to również klucze imbusowe (4, 5, 6 mm) i śrubokręt krzyżakowy. Na rynku dostępnych jest wiele przyborników w zgrabnych, poręcznych opakowaniach, łączących wiele funkcji. Szosowcy nie powinni jednak sięgać po typowe modele dla użytkowników „górali”, część narzędzi będzie dla nich bezużyteczna. Warto też sprawdzić, czy przeróżne końcówki będą pasowały do trudno dostępnych miejsc w rowerze. Narzędzia i dętkę trzeba przetransportować. Wprawdzie można je poupychać w kieszeniach, ale są wygodniejsze rozwiązania. Poza tym w razie upadku ostre przedmioty mogą poranić plecy. Najpraktyczniejsze są torebki podsiodłowe, dostępne w wielu rozmiarach i wariantach. Aby na wybojach metalowe części nie dzwoniły, warto je zawinąć w małą szmatkę.

Ochrona

Jazda na rowerze szosowym w sposób nierozerwalny związana jest z szybkością. Okulary i kask chroniące przed wszystkim, co też możemy spotkać na drodze, to nie fanaberia lecz konieczność. Oczy skryte za „szybami” nie są wystawione na szkodliwe promieniowane UV, nie grożą im też muszki, kamienie i oślepiające światło. Nowoczesne okulary mają soczewki wykonane z poliwęglanu i oprawki gwarantujące pewne trzymanie się głowy. Najlepiej od razu kupić model z wymiennymi soczewkami o różnej barwie, będzie można je wymieniać w zależności od potrzeb. Jako najbardzie uniwersalne większość osób ocenia „szkła” czerwono-brązowe, które lekko przyciemniają i jednocześnie wyostrzają kontury. Bez względu na kształt i kolor (o gustach się nie dyskutuje) kask powinien mieć dobrze dobrany rozmiar. Droższe produkowane są w kilku rozmiarach. To rozwiązanie najlepsze, ponieważ dopasowywanie tylko z pomocą gąbek i pasków działa w stosunkowo wąskim zakresie. Zbyt duża skorupa chroni gorzej, może się też zsunąć w trakcie upadku. Po wstępnym dopasowaniu uprzęży (odpowiednie paski zębate lub pokrętło z tyłu) należy przeprowadzić prosty eksperyment – pochylić głowę i mocną nią potrząsnąć (przy rozpiętym pasku pod brodą!). Kask nie powinien spaść.

Paliwo

Rower sam nie jedzie, jego siłą napędową jest kolarz, sam z kolei „napędzany” tłuszczami i węglowodanami. Dostarczanie tłuszczów podczas jazdy jest problematyczne (choć dostępne są specyfiki je zawierające), podstawę więc winny stanowić węglowodany. Podczas godziny pedałowania spalamy ok. 500 kcal ponad normalne zapotrzebowanie organizmu. Logiczne więc, że tyle powinniśmy dostarczyć. W kieszeni kolarskiej koszulki znaleźć się może baton energetyczny o jednym z wielu dostępnych smaków (warto poeksperymentować) lub też po prostu banan (szczególnie te dojrzałe zawierają dużo łatwo przyswajalnych cukrów). Wysokowęglowodanowe żele lepiej zachować na tzw. czarną godzinę, gdy ze zmęczenia robi się ciemno przed oczami, a do domu daleko. Jeszcze ważniejsze niż jedzenie jest w czasie jazdy oczywiście picie. Bidon należy brać ze sobą zawsze, w środku znaleźć się może sportowy napój, ale też np. lekko słodzona herbata czy rozcieńczony sok. Co kilkanaście minut sięgamy po bidon i wypijamy kilka łyków. Bidon o pojemności 0,75 l powinien starczyć na ok. godziny jazdy. Osoby zdrowo się odżywiające, z dużą ilością warzyw i owoców w menu, nie muszą stosować dodatkowych preparatów wspomagających. To, co jedzą, powinno dostarczyć im wszystkich potrzebnych składników mineralnych i witamin.

Ubiór

Nie sposób wyobrazić sobie pokonywania tysięcy kilometrów bez spodenek z wkładką (zwaną też „pampersem”). Niegdyś była ona robiona ze skóry, dziś są to higieniczne tworzywa sztuczne o właściwościach antybakteryjnych. Wkładki różnią się między sobą kształtami i wielkością, ale nie powinny mieć szwów, które mogą powodować otarcia. Istotne jest też, że jeździ się w nich bez bielizny pod spodem. Mężczyźni wolą spodenki z szelkami – ich właściwa długość jest taka, że w pozycji stojącej powinny być lekko naciągnięte. Kobiety wolą zazwyczaj modele bez szelek, które nie wchodzą w interakcje z biustem, w razie nagłej potrzeby łatwiej jest też zdjąć je. Do spodenek łatwo dobrać koszulkę, oczywiście z oddychającego materiału. Powinna przylegać do ciała, ponieważ wówczas najlepiej spełnia swoją funkcję i odprowadza wilgoć z dala od skóry. Część tylna koszulki powinna być dłuższa, by osłaniać plecy. Tylko w wyjątkowo ciepłe dni pod koszulką może zabraknąć potówki, która stanowi dodatkową warstwę schładzającą lub ogrzewającą organizm.

Praktyczne dodatki

Zestaw, który zaproponowaliśmy, wystarczy, by móc korzystać z uroków jazdy na rowerze szosowym. Aby jednak przyjemność ta była pełna, przyda się kilka dodatków. Są to przede wszystkim rękawiczki, rzadziej wprawdzie potrzebne niż w przypadku jazdy „góralem”, a jednak nieocenione, gdy jeździ się po dziurawych polskich drogach. Spocone dłonie nie ześlizną się dzięki nim z kierownicy, w razie upadku uratują skórę przez zdarciem. Zawsze w kieszonce z tyłu powinna zmieścić się też kamizelka. Najpraktyczniejsze są modele z przodem odpornym na przewiewanie i plecami z siatki oraz wysoką stójką. W razie nagłego załamania pogody mogą uratować życie. W przejściowych porach roku, czyli wiosną i wczesną jesienią, uzupełnienie stroju stanowić będą rękawki i nogawki. Pozwalają z krótkich ciuchów zrobić wariant zdecydowanie cieplejszy, chronią też stawy przed przewianiem.

Ćwiczenie czyni mistrza

Prawdziwi mistrzowie nie urodzili się nimi od razu, ale przez lata ciężkiej pracy doszli na wyżyny. Także ich następcy muszą ćwiczyć systematycznie, jeśli chcą osiągnąć sukces. Zaczynać należy powoli, wystarczy 2, 3 razy w tygodniu po godzinie i wcale nie trzeba się śpieszyć! Także zawodowcy przejeżdżają większość kilometrów w luźnym tempie. Dobieramy taką prędkość, by dało się jeszcze swobodnie rozmawiać z partnerem. Właściwe tempo łatwo jest też rozpoznać po zakończeniu treningu. Lepiej być przyjemnie zmęczonym niż „ujechanym”. Każdy trening zaczynamy 15-20 minutową rozgrzewką i kończymy rozjazdem (10 minut). Na kolejnych etapach warto zaopatrzyć się w pulsometr i program treningowy, ale to już temat na zupełnie inną opowieść…

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach