Hall of fame – Amerykańska historia

Crested Butte, miejsce urodzenia roweru górskiego. To tutaj pionier MTB Don Cook w swojej „Mountain Bike Hall of Fame” archiwizuje historię sportu. Odwiedziliśmy go w tym „świętym miejscu”. Las Vegas, październik, Targi Interbike zamykają dziś swoje podwoje. Odwiedzający nie rozchodzą się jednak, lecz podążają do jednej z bocznych hal na terenach targowych. To tutaj podczas uroczystej ceromonii pięć „legend” sportu MTB zostanie przyjętych do „Hall of Fame”. Organizator, Don Cook, wychwala zasługi kandydatów dla dyscypliny. Jego sposób mówienia przypomina niemal kazanie. Matt Hebberd, Pat Follett, Tom Spiegel, Kurt Loheit i Paul Thomasberg są przedstawiani niczym wielcy iluzjoniści, David Copperfield w pięciu odsłonach.

Katedra kolarstwa górskiego

Don reaguje spokojnie na moją niewiedzę. „Przyjedź do Crested Butte, pokażę Ci Hall of Fame. Podróż się opłaci”. Jego znaczące mrugnięcie wzbudza we mnie zaciekawienie. W myślach widzę święte sale przypominające mieszankę narodowego muzeum i gabinetu figur woskowych Madame Toussaud. Pełny, chronologicznie uporządkowany zbiór zdjęć, rowerów i opowieści od pionierskich czasów po teraźniejszość, w Crested Butte, magicznym miejscu w Colorado, gdzie narodziło się kolarstwo górskie. Pielgrzymkowa podróż trwa niemal 24 godziny. Przez Salt Lake City do Denver i stamtąd wynajętym samochodem siedem godzin przez góry Rockys do Crested Butte. Poniedziałek, 11 października, godzina 11.00, Elk Avenue 331, stara stacja paliw odrestaurowana ze smakiem. „Crested Butte Mountain Heritage Museum, Mountain Bike Hall of Fame” głosi napis na wielkim oknie. W środku mieszanka rupieciarni i sklepu z pamiątkami. Mountain Bike Hall of Fame… Na pewno jestem we właściwym miejscu?. Typek zza lady uśmiecha się. „Jasne człowieku!”. Cisza wisi w powietrzu. „Jest Don?”. Gość patrzy na mnie jak na idiotę. „Kto to Don? Aaaa, Don Cook, człowieku, widziałeś, jaka jest pogoda?” – pyta i patrzy na mnie współczująco. „Kiedy jest ładnie, Dona nie ma, bo jeździ na swoim rowerze”. „Tak, ale mieliśmy się tu spotkać o 11.00”. Kustosz uśmiecha się jeszcze szerzej… „Najlepiej będzie, jak napijesz się kawy i rzucisz okiem na muzeum”. Muzeum to duże pomieszczenie z tyłu stacji, całkowicie wypełnione reliktami z czasów, gdy zakładano miejscowość: stary kredens z pełną zastawą, drewniane narty, para sznurowanych butów narciarskich, zakurzone zdjęcia, miska poszukiwacza złota. „Mountain Bike Hall of Fame” okazuje się być około 10-metrowym kątem w pomieszczeniu. W gablocie, na jedwabiu, leżą stare przerzutki i hamulce Suntoura. Na okiennicy szczerzą się do siebie RS1 Rock Shoxa i Douga Bradburego Manitou 1. Cztery stare skarby z braku miejsca Don zawiesił pod sufitem. Między innymi seryjny Stumpjumer Specializeda z numerem 54., Breezer z 78. i Ibis Custom anno domini 84. Jako rodzaj parawanu w pokoju służą dwie tablice z pożółkłymi zdjęciami i wycinkami z gazet. I w końcu serce „Hall of Fame” – galeria z portretami i biografiami 92 członków. Obok wielkich, jak Mike Sinyard, Gary Fisher i Keith Bontrager, znajduję jednak w galerii nazwiska, których w Europie nie zna nikt. Prawie… Czwórka Europejczyków została uhonorowana: Paola Pezzo, Hans Rey, Regina Stiefl i Thomas Frischknecht. Późnym popołudniem zjawia się Don, trochę zestresowany. „Nie mam czasu”. Powinienem mu powiedzieć, czego dokładnie potrzebuję do reportażu, ponieważ ma jeszcze „bardzo dużo do zrobienia”, choć nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, co w tej zapadłej dziurze może być tak niecierpiącego zwłoki. No i oczywiście do fotografii nie mogę ruszać żadnego z eksponatów, ponieważ wymaga to bardzo wiele czasu, by je z powrotem „właściwie” ustawić. Wraz ze słowami „Spotkajmy się dziś wieczorem u Meksykanina naprzeciwko na kolacji, wtedy porozmawiamy”, Don znika w kurzu. Godzina 20.00 u Meksykanina. Po trzecim „Fat Tire Ale” Don staje się bardziej rozmowny. 45-latek opowiada historię Crested Butte. Miejscowość powstała w czasie gorączki złota w XIX wieku. Przez dziesięciolecia w poszukiwaniu cennego kruszcu drążono głębokie sztolnie w okolicznych górach. Jednak wydobycie było ograniczone, za to dokopano się węgla. Gdy jego ceny drastycznie spadły na początku lat 50., miasto zniknęło prawie z powierzchni ziemi. W latach 60. narciarski boom trochę je ożywił. Niedostępność miejsca zwabiła także wielu hipisów, którzy chowali się tutaj przed obowiązkowym zaciągiem do Wietnamu. Zimą dało się nieźle żyć z narciarstwa, jednak lato pozostawało chude. Miasto nie miało żadnych pieniędzy, nawet na wyasfaltowanie ulic. A ponieważ drogi były tak bardzo wyboiste, a mieszkańcy mieli sporo wolnego czasu, zbudowali pierwsze „Klunkery” ze stabilnymi ramami i grubymi oponami. Pomysł działał i pierwsi śmiałkowie zaczęli na swoich „Klunkerach” wypróbowywać stare drogi kopalniane wokół Crested Butte. Wkrótce użyli lepszych hamulców, kierownic i przerzutek. Tak narodził się rower górski.

Na początku jeździło się tylko w dół

W 1977 Don przeprowadził się do Crested Butte, żeby zimą jeździć na nartach, a latem na rowerze. Don był pierwszym, który konsekwentnie ulepszał komponenty – pedały dla lepszego podparcia, rączki, które się nie obracały, koła z cieniowanymi szprychami i aluminiowymi nyplami. „Na początku zjeżdżaliśmy tylko w dół. „Klunkery” wrzucaliśmy do ciężarówki i wwoziliśmy na górę, żeby jak najszybciej znaleźć się na dole. Potem pojawiły się systemy zmiany biegów, a rowery stały się lżejsze. Nagle stało się możliwe także podjeżdżanie”. Podczas gdy inni koledzy pionierzy, jak Fisher, Cunningham i Breeze, później stali się ważnymi postaciami w branży, Don pozostał nieznany. „Właściwie kariera zawsze była mi obojętna. Dlatego też troszczyłem się tylko o to, by mieć co włożyć do ust i czym napełnić moją fajkę”. Tylko raz Don podjął próbę flirtu z przemysłem. „W 1980 wziąłem mego ÇKlunkeraČ i na targach w Rhino pomaszerowałem z nim na stoiska Colnago, Masi i Da Vinci. Dali mi jednak tylko kopa. Także Gary Klein złapał mnie za kark i wyrzucił ze stoiska. Nikt wówczas nie rozumiał, co to jest MTB”. W 1988 Don wystartował z „Hall of Fame”. „Kolarstwo znalazło się na drodze ku światowemu boomowi. Także Europejczycy zainteresowali się tematem i zaczęliśmy się martwić, że zginą korzenie sportu”. Odtąd każdego roku na targach Interbike w Las Vegas pięciu nowych członków jest nominowanych przez jury do „Hall of Fame”. Ponieważ jednak jury składa się wyłącznie z Amerykanów, postęp w Europie pozostaje praktycznie niezauważony. Dlatego też np. nazwisko Uli Stanciu (pioniera Trans Alp) w kolejnym roku znów powędruje do szuflady, mimo jego wielkich zasług. W USA nikt o nim nie słyszał, podobnie jak u nas o Matcie Hebbercie, Pacie Follecie, Tomie Spinglu, Kurcie Loheit i Paulu Thomasbergu.

A ojców było wielu…

Kopia czy też przebłysk geniuszu? Powstanie Stumpjumpera jest dyskusyjne, mimo tego zasłużył na miejsce w „Hall of Fame” jak żaden inny produkt w historii MTB. To on był pierwszym seryjnym „góralem” na świecie. Nie, tu nie było mowy o żadnej romantyce. Żadnego też kalifornijskiego zachodu słońca czy płomieni ogniska. Korzenie pierwszego seryjnego roweru górskiego świata kryją się w kacu i monachijskim Oktoberfest. W doborowym towarzystwie w 1974 roku walczył tam z artykulacją i siłą ciężkości niejaki Mike Sinyard. Właśnie ukończył college. Podróż po Europie była tym, co po wkuwaniu miało uwolnić znękanego ducha. Akurat w bawarskiej piwiarni Mike wpadł na pomysł, żeby w przyszłości zarabiać pieniądze na sprzedaży części rowerowych. Libacja z konsekwencjami. Po powrocie do Ameryki Sinyard sprzedał natychmiast swojego grzechoczącego busa VW. 1500 dolarów gotówki stanowiło kapitał początkowy firmy handlującej włoskimi częściami rowerowymi. Sinyard był jednym z pierwszych klientów Toma Ritcheya, legendarnego konstruktora ram. „To on opowiedział mi o najnowszym mountainbike’u” – przypomina sobie Sinyard, który wkrótce zlecił Ritcheyowi zespawanie podobnej maszyny. To było zrządzenie losu. „Rower sprawił, że znów poczułem się jak dziecko” – podnieca się Sinyard jeszcze dzisiaj. ”wczesny problem polegał na tym, że „górala” można było dostać tylko za pośrednictwem małych garażowych manufaktur, wpłacając zaliczkę i długo czekając na odbiór. „Nie tędy droga” – pomyślał człowiek biznesu Sinyard. Naiwność hipisów sprzyjała mu. Spawacze ram myśleli wówczas o wszystkim, ale nie o patentach. W ten sposób w 1980, bez wielkiego wkładu w prace rozwojowe, Sinyard mógł zamówić w Japonii 450 ram i nadać im nazwę Specialized. 450 sztuk! Liczba do tego momentu niewyobrażalna. Dokładnie 750 dolarów kosztował Stumpjumper z francuskimi hamulcami Mafaca, napędem Suntoura i korbami firmy TA. Garażowe fabryczki żądały dwa razy tyle, przy dwukrotnie dłuższym czasie oczekiwania. Nic więc dziwnego, że pierwsza seria została sprzedana w przeciągu kilku tygodni. Brama do podboju światowego rynku została otwarta, ziarno posiane. Kolarstwo górskie ze sportu dla wariatów mogło stać się dyscypliną. Stumpjumper to prawdopodobnie kamień milowy w pełnej sukcesów historii MTB, pierwszy właściwy krok po latach raczkowania pionierów, takich jak Gary Fisher i pozostali „klunkrowcy”. Niemal proroczo reklamował Sinyard w 1982 roku swojego Stumpjumpera – „To nie jest nowy rower, to nowy sport”. Od strony technicznej rower był raczej marny. Stumpjumper miał o wiele za duży rozstaw kół (2 cm większy niż dzisiejsze rowery). „Zakręty były na nim czystą męką” – przypominał sobie później Ned Overend, legenda cross country. Także sposób, w jaki powstał rower, był szeroko dyskutowany. Tom Ritchey widzi w Stumjumperze do dziś kopię swojej ramy, zespawanej dla Sinyarda. Pionier MTB Joe Breeze sądzi, że jego rysunki techniczne posłużyły jako wzór (w ręce Sinyarda miały trafić za pośrednictwem guru sterów Chrisa Kinga). Kopia czy też przebłysk geniuszu? Jak to zwykle bywa, fali już nie powstrzymano, a kolarstwo górskie trafiło pod strzechy. Mała nisza przekształciła się w gwałtownie rosnący światowy rynek, sport zyskał miano olimpijskiego. Do dziś Specialized ze swoim Stumpjumperem wyznacza trendy. Na przykład w 1990 jego rama była pierwszą i jedyną na świecie powstałą z karbonowych rur i tytanowych muf. Ned Overend w tym samym roku na szlachetnym Stumjumperze Epic Ultimate został mistrzem świata. W kolejnym sezonie Specialized zaprezentował (pierwotnie zarezerwowaną tylko dla tego modelu) ramę ze stopu aluminium M2. Przedtem materiał był stosowany wyłącznie w lotnictwie. Potem Stumpjumer podbił świat wersją w pełni amortyzowaną FSR. Przed 25 laty narodził się pierwszy seryjny rower górski. Czas pionierów się skończył, Stumpjumper pozostał. Dziś Mike Sinyard nie ma czasu na odwiedzanie Oktoberfest. Stumpjumper sprawił, że z pijackiej imprezy wyrosła firma zatrudniająca 200 osób. I nie wygląda na to, żeby kiedykolwiek tego klasyka przykryła warstwa kurzu.

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach